Prywatnie

CAŁKIEM PRYWATNIE

autor2
P

ora kończyć krótka przygodę z najstarszą historią (i nie tylko). Będzie to coś w rodzaju pożegnania połączonego z osobistą refleksją, a także krótkie wytłumaczenie tego, co zdołałem „popełnić”. Nie żegnam się definitywnie, bo przecież nie porzuca się z dnia na dzień ukochanego dziecka. W dalszym ciągu będę obecny w Internecie choć nie tak aktywnie jak dotychczas. Moja przygoda z Internetem rozpoczęła się w ramach rehabilitacji po ciężkim wylewie, którego doznałem w maju 2001 r. Miało to poniekąd podnieść ogólną sprawność i wyszło nawet nieźle (oczywiście mówię o sprawności, a nie o stronie, bo ta pozostawia wiele do życzenia). Początkowo miał powstać artykulik tylko o budowlach z wielkich kamiennych bloków, ale im głębiej w las tym więcej drzew. Po pierwszym powstał następny, a każdy kolejny rodził następne pytania i hipotezy, które starałem się przystępnie opisać. To co napisałem nie jest żadnym „odkryciem Ameryki”, a tylko logicznymi wnioskami wynikającymi z innych niż w nauce podstawowych założeń. Jest też próbą wykazania nielogiczności niektórych hipotez stricte naukowych. To z pewnością potrafi każdy z Was.

 

P

ierwsze, to założenie istnienia cyklicznego „wielkiego uskoku skorupy ziemskiej” (hipoteza Hapgood’a), który co pewien czas niszczy wszystko (lub prawie wszystko), co żywe i co zbudowano na ziemi. W tym przypadku nawet nie jest ważne kto i co zbudował. Ważne jest stwierdzenie, że taki kataklizm mógł zniszczyć całą ogólnoświatową cywilizację, a co gorsza zagraża nadal, choć (chyba dla świętego spokoju) wyrzucono tę hipotezę z dzisiejszej nauki. Dało to pewne wymierne korzyści. Społeczeństwo nie ma pojęcia o zagrożeniu, a rządy nie muszą się martwić o plany ochrony przed takim zagrożeniem i co za tym idzie nie muszą wykonywać kosztownych inwestycji w celu ochrony własnego narodu, a które z powodzeniem można i wykorzystuje się na zbrojenia, ewentualne lokalne (na razie) wojenki, a przede wszystkim na zaspokojenie próżności i drogich zachcianek rządzących. Inną korzyścią wyrzucenia teorii Hapgood’a jest uniknięcie badań naukowych nad istotą przyczyn takiego „uskoku”. W konsekwencji tego do dzisiaj nie wiadomo jak powstały zbiorniki słonej wody w środku lądów, bzdurne teorie o wyginięciu dinozaurów i wiele innych, delikatnie mówiąc, dziwacznych hipotez.

 

D

rugim ogólnym założeniem jakie przyjąłem, to dopasowanie elementów budowlanych do fizycznych możliwości człowieka czyli krótko – wielkość „cegły” w stosunku do możliwości fizycznych człowieka, czyli do jego marnej siły fizycznej. Ciężarowiec tzw. „martwym ciągiem” może podnieść ciężar około jednej tony na wysokość kolan, ale podnieść to jeszcze nie znaczy móc swobodnie manewrować. Biorąc pod uwagę wysokości na jakich umieszczano wielotonowe elementy musimy dojść do jednego wniosku – albo budowniczy byli ogromnego wzrostu a co za tym idzie i siły, albo do budowy musiano użyć wysokiej techniki, nie znanej nawet dzisiaj. Przy okazji wynika sprawa zapraw stosowanych do spajania elementów budowlanych. Teoria o rzymskiej „pucolanie” jest śmiechu warta, bo tak naprawdę nikt tego nie zweryfikował, a i dziwne jest, że tak doskonałe spoiwo nie jest dziś powszechnie stosowane tym bardziej, że darmowego popiołu wulkanicznego Włosi mają pod dostatkiem. Stwierdzenie zaś, że „pucolana” wiązała nawet pod wodą można jedynie skwitować uśmiechem politowania nad geniuszem utytułowanych matołów. Programy okrzyczanego Discovery, to jedna wielka manipulacja i indoktrynacja. Osobiście oglądam obrazy ale przy wyłączonym dżwięku. Ma to tę zaletę, że zaczyna pracować własny mózg.

 

T

rzecie założenie, to posiadanie odpowiednich narzędzi do obróbki. Patrząc na posągi egipskie, hinduskie świątynie wykute w litej skale czy olmeckie głowy trudno zgodzić się z naukowymi hipotezami dotyczącymi ich twórców i sposobów wykonania. Jakimi narzędziami cyzelowano drobne (czasem milimetrowe) szczegóły? Już Petrie, badający egipskie artefakty, wskazywał na możliwość użycia szybkoobrotowych diamentowych wierteł czy frezów. Jaką metodą uzyskiwano szklistą powłokę kamienia? Wskazuje to na mikrosekundowe użycie bardzo wysokich temperatur. Kto w tamtych czasach dysponował taką techniką? Jakimi narzędziami wykonano mechanizm z Antykitery? Czy precyzyjne koła zębate wykonywano narzędziami z brązu? Takich pytań można stawiać bez liku, a odpowiedzi naukowców są tylko życzeniowe, głupie lub nie ma ich wcale. Nawet dzieciak z piaskownicy wie, że do wykonania babki z piasku musi mieć techniczne zaplecze w postaci łopatki i wiaderka, a przede wszystkim musi przejść szkolenie wstępne przeprowadzone przez rodzica. W historii ten temat jest skrzętnie pomijany, a tłumaczenia nie wytrzymują krytyki. Wprowadzona teoria postępu technicznego, skądinąd bardzo słuszna, co krok kłóci się z faktami, ale jakoś nikt tego nie chce zauważać. Czym w epoce brązu wykuwano brązowe miecze? Młotami z brązu? A czym wykuto te młotki? Jakich matryc używano do bicia „rzymskich” monet? Czym wykuwano stalowe miecze w epoce żelaza? Młotkiem z żelaza? Plastelinę plasteliną? Wszyscy wiemy, że narzędzia muszą być dużo twardsze, trwalsze i precyzyjniejsze od wyrobu. Czy w epoce dymarek już wytwarzano stal o różnych twardościach i właściwościach? Co się stało z przemysłem produkującym żelazne akcesoria na potrzeby ówczesnych armii? Dlaczego mamy artefakty, a nie mamy narzędzi? Gdyby piramidy egipskie budowano metodami pokazywanymi dzisiaj, to prawdopodobnie jeszcze dziś czekalibyśmy na uroczyste przecięcie wstęgi. Nie mając pojęcia o ówczesnej technice, próbuje się dopasować dzisiejsze metody i technikę do tamtych czasów.

O HISTORII

 

J

edno co pewne, to fakt, że dzisiejsza historia jest daleka od prawdy i przedstawia chronologicznie poukładane kłamstwa. Dzieje się tak dlatego, że historia nie jest nauką samodzielną, a od wieków jest na usługach władców czyli polityków i polityki. Krótko mówiąc jest krojona pod określone idee i określone cele. Dlatego są takie rozbieżności nawet w historiach sąsiadujących państw, co nierzadko jest powodem małych wojenek i trwających wielowiekowych animozji. Dlatego nie dziwi fakt, że nie ma jednej spójnej historii dla całości świata. Nietrudno się przecież zorientować, że historia jest oparta na związkach przyczynowo-skutkowych i jest nierozerwalnie związana z poczynaniami sąsiadów. Historię tworzą ludzie i sama natura, ale opisują ją tylko ludzie i opisują tak jak chcą, dla swoich doraźnych celów, zwykle mijając się z obiektywną prawdą. Trudno oczekiwać, by Hitler i Stalin domagali się opisywania obiektywnej prawdy o swych poczynaniach, a bazując na tak pisanych tekstach trudno wymagać prawdy od badaczy, skazanych tylko na takie źródła.

 

P

isałem o wielkim kłamstwie na temat starożytnego Rzymu i z tego stwierdzenia się nie wycofuję. Zastanawiam się tylko, komu to kłamstwo miało służyć i w dalszym ciągu służy. Na marginesie chciałem spytać, czy ktoś spotkał się z opisem losów rzymskiego okupanta w Brytanii? Co się stało z kilkoma tysiącami legionistów opuszczających Brytanię? Kiedy i jak przyjęto ich w Rzymie? Jak to było z pozostałymi żołnierzami Rzymu opuszczającymi podbite kraje? O czym może świadczyć takie przemilczenie w historii? A może nie miał kto wracać? Czy faktycznie Imperium Rzymskie przestało istnieć? Absolutnie nie. Arystokracja rzymska bardzo zgrabnie znalazła się w nowej rzeczywistości porzucając tytuły cesarzy na rzecz tytułu papieży (chrześcijaństwo rzymskie) i bazyleusów (chrześcijaństwo bizantyjskie). Pod nowym szyldem Rzym rozpoczął nowy podbój Europy ale już cudzymi rękami i pod innym znakiem, znakiem krzyża. Wojny krzyżowe, to nie tylko zdobycze terytorialne Nowego Rzymu, ale przede wszystkim osłabienie rywala – chrześcijaństwa bizantyjskiego, co udało się znakomicie. Proszę pamiętać, że za krzewienie prawdziwej wiary, Rzym zabrał się dopiero po zamknięciu go za murami Watykanu. Do tego zaś czasu zwalczał wszelkimi sposobami przeciwników pod zarzutem herezji i zdobywał nowe tereny zabijając prawowitych właścicieli. Temu celowi służyło między innymi wymordowanie Katarów, francuskich Templariuszy czy konfiskata dóbr i rozwiązanie zakonu Kawalerów Maltańskich. Także coraz wiecej przesłanek wskazuje na to, że dzisiejsze loże masońskie, to w prostej linii kontynuacja działań angielskich Templariuszy, których Rzym nie zdążył wymordować z prozaicznego powodu – wód kanału La Manche.

 

N

ajstarszy dokument znany pod nazwą „Księgi Sądu Ostatecznego” jest niczym innym jak nadaniem ziem nowym właścicielom, którym patronował nie kto inny jak Rzym. Wilhelm Zdobywca nie był Anglikiem a Normanem, który z namaszczenia papieża dokonał podboju Anglii. Kto przedtem władał ziemiami Brytanii? Brytania była solą w oku Rzymu, który niejednokrotnie później próbował dopiąć swego. Klęska floty hiszpańskiej pokrzyżowała te plany i do dzisiaj Brytania nie podlega patronatowi Rzymu. Spójrzmy pod tym kątem na rekonkwistę w Hiszpanii (wytępienie Maurów) czy konkwistę wschodnią, gdzie łupem Niemców, a w zasadzie Rzymu padły kraje słowiańskie na wschód od Łaby. Ta konkwista jest według mnie kluczem do naszej historii, historii Polski napisanej od nowa – piórem i językiem Rzymu.

 

P

omału przebijają się naukowcy myślący logicznie. W artukule Axela Bojanowskiego możemy przeczytać o śladach na europejskich budowlach, które są śladem niedawnych i dość potężnych (powyżej 6°R) trzęsień ziemi na naszym kontynencie. Naukowcy twierdzą też, że Europa była świadkiem takich wstrząsów w roku 3200 pne., 365 ne., a także około 400 i 800 ne. Konkluzja nie jest optymistyczna, bo w każdej chwili możemy spodziewać się potężnego trzęsienia ziemi w rejonie Kolonii czy Wiednia. W innej publikacji brytyjscy naukowcy wysuwaja tezę, że Wielka Brytania stała się wyspą zaledwie w ciągu kilku godzin. Wiek ustalili na 400 tysięcy lat temu, na podstawie wieku warstw geologicznych. Data według mnie dyskusyjna, bowiem dyskusyjna dla mnie jest sama geneza pojęcia „warstw geologicznych”. Twierdzę, że tzw. warstwy, to nie są złoża naniesione wiatrem przez miliony lat, a wynik zadziałania gigantycznych tsunami w wyniku „wielkiego uskoku…”. Jeśli zatem kanał La Manche powstał w tak krótkim czasie, to i w tym czasie należy szukać genezy morza Bałtyckiego. Nasza „sadzawka” to nie żadne dziesiątki milionów lat, a skutek kataklizmu i to kataklizmu stosunkowo niedawnego. Czyż nie tym należy tłumaczyć jego wyjątkową ubogość fauny i flory? Sądzę, że powstanie Bałtyku należy wiązać z tym samym kataklizmem, który zatopił nie tylko Atlantydę, ale także tereny dzisiejszego kanału La Manche, morza Północnego, morza Irlandzkiego i oczywiście Bałtyku. Legendarnego Yomsborga czy Truso należy poszukiwać nie na lądzie a w wodach naszego morza. Jak daleko? Najpierw spróbujmy odszukać najstarszego geologicznie ujścia Wisły na dnie Bałtyku. Tak na marginesie – ostatnia naukowa hipoteza powstanie cieśniny Beringa lokuje 13 tysięcy lat temu. Przypadek?

O NAJDAWNIEJSZEJ POLSCE

 

C

zy ktoś zastanowiał się nad tym, dlaczego my, Polacy nie posiadamy swojej najwcześniejszej historii? Herezja? Nie całkiem. Skąd na scenie historycznej Polski wziął się Mieszko I? Historyczny władca, wyłonił się jak z mgły bez ojca, bez matki, z jednym tylko znanym bratem Czciborem i kilkoma „wirtualnymi” bez imienia. Historię przedmieszkową spowija całun niewiedzy i mało kto jest zainteresowany jej badaniem, a jeśli już bada, to nie chce zauważać roli nowego imperium chrześcijańskiego Rzymu. Wystarcza nam to, że przedtem na tych terenach była pierwocizna, prymityw i „pogaństwo”. Wystarcza to, że obracamy się w kręgu legend w rodzaju Piasta-Kołodzieja, króla Popiela i innych prawdopodobnych lub wymyślanych postaci branych wprost z sufitu. Jakiej narodowości był pierwszy władca Polski? W jakim mówił języku? Dlaczego naszą historię w X w. pisali tylko zachodni kronikarze? Dlaczego narzucono nam pismo łacińskie? Skąd ta mnogość ogonków i kreseczek w dzisiejszym piśmie? Język Polaków nie pasował absolutnie do nowego łacińskiego alfabetu i należało go dopasować do słowiańskiej mowy. Czy byliśmy „poganami”? Owszem byliśmy, ale tylko dla konkwistadorów rzymskiego chrześcijaństwa. Poganie w terminologii Rzymu byli tym samym, czym giaurzy dla Islamu czy goje dla Żydów. Polska była chrześcijańska, ale nie chrześcijańskiego Rzymu i dlatego uznawano nas za pogan czyli innowierców. Podobnie „pogańska” była Bawaria czy Irlandia dopóki nie „zawitali” tam misjonarze chrześcijańskiego „porządku”, misjonarze „nowego europejskiego ładu”.

 

W

X wieku lub wcześniej padliśmy ofiarą europejskiej kokwisty chrześcijańskiego Rzymu dokonanej germańskimi rękami. Wcześniejsza historia pisana zapewne głagolicą została skradziona albo spalona na stosach konkwisty. Patrząc na podboje hiszpańskie i portugalskie w obu Amerykach możemy się tego domyśleć, choć nie wiemy kto tutaj wystąpił w roli Diego de Landy. Być może jej resztki ukrywane są w archiwach Watykanu, ale tego się nie dowiemy. Nasze „pogaństwo” należało do wrogiego Rzymowi chrześcijaństwa – chrześcijaństwa bizantyjskiego, pogłębionego i utrwalonego zapewne misją Cyryla i Metodego conajmniej na dwa wieki wcześniej przed rzymskim. Mieszko I został wyniesiony do władzy przez konkwistadorów Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i był nikim innym jak tylko marionetką Rzymu i pod jego skrzydłami i czujnym okiem prowadził misję budowy nowego państwa, całkowicie podporządkowanego polityce Rzymu. To właśnie dlatego dzieci królewskie (a może i innych możnowładców) wychowywano na dworach niemieckich, gdyż tylko tak wczesna indokrynacja zapewniała właściwe „wychowanie” i sprzyjanie polityce Rzymu. Wraz z chrztem w obrządku rzymskim do kraju weszły i służby kościelne Rzymu – księża i zakony przejmujące stopniowo (zapewne i siłą) ośrodki religijne po chrześcijaństwie bizantyjskim. Jedynie co nam zostało po bizantyjskim obrządku, to tylko nieliczne budowle sakralne w kształcie rotund. A co stało się z dziełami sztuki? To samo co z dziełami obu Ameryk. Zrabowano i przetopiono.

 

P

amiętamy zapewne samozwańczego króla Bezpryma, który nakazał matce odwiezienie insygniów królewskich do Niemiec. Była to jedna z prób odzyskania tożsamości narodu. Był to gest odważny i o wielce politycznej i religijnej wymowie. Król w tamtych czasach był pomazańcem bożym, a insygnia były tego wyrazem. Insygnia królewskie mógł wręczyć tylko najwyższy przedstawiciel Boga na Ziemi, a w tym czasie był to tylko papież Rzymu lub basyleus Konstantynopola. Bezprym chciał powrotu do poprzedniej religii i dlatego symbole władzy nakazał oddać poprzez Niemców do Rzymu. Dlaczego? Dlatego, że chrześcijaństwo rzymskie było obce ówczesnemu narodowi polskiemu. Pamiętamy też zapewne o wczesnośredniowiecznych buntach chłopskich. Jak wiemy z historii chłopi byli zwykle ostatnimi, którzy wzniecali powstania czy bunty. Zatem bunt chłopstwa musiał mieć bardzo poważną przyczynę, a jedyną mogła być narzucona siłą religia. Czy ktoś dzisiaj może wyobrazić sobie reakcję polskiego narodu na próbę powrotu do prawosławia? Cały kraj zapewne stanąłby w ogniu. Tak mogło być i wtedy, a jednak prawdziwe przyczyny buntów ówcześni historycy przemilczeli, choć można gdzieniegdzie wyczytać chęć powrotu do „pogaństwa”. Czy to przypadek, że najstarsze i najbardziej czczone relikwie narodowe są ikonami w stylu bizantyjskim? Czy to przypadek, że nam Polakom, bardziej przypadają do gustu rosyjskie pieśni ludowe czy ukraińskie dumki niż tyrolskie jodłowanie? Nie. To jest nasz historyczny atawizm. To właśnie jest ta „genetyczna” więź Słowian, która pozostanie w nas na zawsze.

 

N

a dzień dzisiejszy próbuję odnaleźć sensowną odpowiedź, co wydarzyło się pomiędzy IX a XI wiekiem na naszych ziemiach. Powodem jest przekaz Wulfstana, który w IX wieku ogląda kwitnące, murowane o bardzo zaskakującej technice Prusy (umieli wytwarzać zimno), a już 200 lat później zastajemy tam tylko prymitywne plemiona, mieszkające w ziemnych grodziskach, w drewnianych chatach, podbijane z łatwością pod przykrywką szerzenia nowej i „jedynie słusznej” wiary. Czy mamy do czynienia z jakimś nieznanym kataklizmem, zarazą czy też z nadaktywnością Słońca, a może ze wszystkim naraz? Jedno co pewne, to fakt, że w XI-XII wieku tereny Prus (a także Polski) są niepomiernie wyludnione, co ułatwiało i podbój i możliwość kolonizowania przez „zachód”.

O OCHRONIE PRZYRODY I ZABYTKÓW

 

D

ziałające dzisiaj organizacje ochrony „komarów i pijanych żab” wzbudzają moje politowanie i niechęć. Zasadniczym ich celem jest zbieranie haraczy od tych, którzy chcą coś zbudować, by ulżyć zwyczajnym ludziom. Jest to organizacja darmozjadów obliczona na tani poklask i łatwe zdobywanie pieniędzy. Jest także niebezpieczna, bo zdolna zahamować rozwój na długie lata. Przyroda nie potrzebuje takich obrońców, bo przyroda obroni się sama (jeśli się jej nie „pomaga”). Wymieranie czy zanikanie gatunków jest stare jak świat, a ich miejsce zawsze zajmują nowe, przystosowane do nowych warunków. Wystarczy nie przeszkadzać. Człowiek swoją bezmyślną głupotą zniszczył środowiska naturalne, a teraz wylewa krokodyle łzy nad ginącą muchą nie zauważając, że gatunkiem ginącym jest sam człowiek. Najpierw wycina lasy dla zysku, a potem wydaje miliony, by przywrócić poprzedni stan. Czy to nie głupota? Zamiast utrzymywać tych pseudo obrońców, lepiej włożyć te fundusze w edukację młodych, a da to dużo lepsze i bardziej wymierne i długotrwałe efekty.

 

T

e organizacje mieniące się przyjaciółmi przyrody i szermujące wyrazem „ekologia” we wszystkich przypadkach i odmianach, będą jeszcze odpowiedzialne za jeden polski krach. Będzie to krach energetyczny, z którego podniesiemy się nieprędko, a walcząc o energię narobimy więcej szkód w naturalnym środowisku niż dotychczas. Im będziemy zawdzięczać brak społecznego przyzwolenia na budowę elektrowni jądrowej. Pierwsi bezmózgowcy z komuny w imię centralizacji energetyki zniszczyli setki jeśli nie tysiące, małych regionalnych elektrowni wodnych, które wystarczały dla małych społeczności. Zniszczyli małe wiejskie wodne młyny, które mogły być w każdej chwili zmienione w małe elektrownie. Dziś przy wzroście zapotrzebowania na energię elektryczną staniemy z pewnością przed dylematem kiedy i komu zacząć wyłączać prąd. Wszyscy niedługo odczujemy tę „troskę o środowisko”. Chcąc nie chcąc zaczniemy uruchamiać małe elektrownie napędzane silnikami spalinowymi, które powiększą emisję dwutlenku węgla do atmosfery i będzie tego niemało. Zemści się też brak zainteresowania państwa źródłami energii alternatywnej, skutecznie hamowanego przez lobby naftowo-gazowo-węglowe.

 

J

ak na razie walka o przyrodę przebiega poprzez wylewanie farby na damskie, przeważnie sztuczne futra, obronę paru żab w dolinie Rospudy czy wypuszczanie na wolność nikomu nie potrzebnych susłów moręgowych, a fakt że bezmyślnie zniszczono lasy w górach Izerskich i przy okazji cały ekosystem, to o tym „obrońcy” przyrody nie mieli zielonego pojęcia. Nie wiedzieli, czy nie chcieli o tym wiedzieć?

 

C

iekawie wygląda też ochrona zabytków. Dzisiejsze społeczeństwo, a szczególnie te zbliżone do racjonalizmu, znalazło sobie nowego boga i wręcz bałwochwalczo oddaje cześć zabytkom. Nic nie wolno w nich zmienić, nic dobudować czy poprawić. A co to jest zabytek? Przecież ktoś to zbudował w jakimś określonym celu i zapewne używał przez dłuższy czas z myślą o przekazaniu go następnym pokoleniom. Problem polega na czym innym. Większości budowli nie potrafimy odbudować, szczególnie tych z wielkich bloków kamienia, bo nawet i my nie mamy możliwości technicznych, a poza tym nie mamy zielonego pojęcia do czego służyły. Wmawianie nam, że to grobowce czy świątynie wskazuje tylko na bezsilność rozumu „potomków bonobo” lub celowa „ściema” dla maluczkich. Reasumując – nie wiemy co i jak odbudować, a zaszufladkowanie wszystkiego jako grobowce, świątynie czy zamki obronne nie ułatwia sprawy. Lepiej uwielbiać bałwochwalczo ruinę niż cokolwiek przy niej robić. Typowe dla psa ogrodnika – „na paździeżu nie leży i drugiemu nie da”.

 

J

est też niezmiernie interesujące, że większość zabytków (a szczególnie tzw. średniowiecznych, kamiennych zamków) została zbadana powierzchownie. Proszę przy okazji zwiedzania lub ogladania zdjęć tychże zauważyć, że w żadnym z nich nie doszło do odkrycia warstw najgłębszych, tych po których niegdyś chodzili ludzie. Jak zatem można wyciągać wnioski nie zbadawszy dokładnie całości? Dlaczego nie prowadzi się badań chemicznego składu spoiwa? Paradoksalnie, jeśli mówi się o zbadaniu ich składu i ogromnej wytrzymałości, to dlaczego nie ma ono zastosowania w dzisiejszym budownictwie? Wieści o „pucolanie”, chińskim cemencie na kleiku ryżowym czy krzyżackiej zaprawie na kurzych jajach możemy spokojnie odłożyc do działu bajek. Zostawianie wszystkiego jako trwałej ruiny też nie ma sensu. Zabytki powinny być przywracane do życia i powinny dalej służyć ludziom, choć z pewnością w innych już celach. Rozwiązaniem może być sprzedaż budowli w prywatne ręce, jednak ograniczenia stawiane przez tzw. konserwatorów, są w większości nie do przyjęcia (to dlatego akcja „zabytek za złotówkę” ma tak nikły odzew). Na jakiej podstawie są stawiane ograniczenia, tego nie potrafię zrozumieć, bo sami historycy nie są w stanie przedstawić ani pierwotnej ich wersji ani też nie znają celu w jakim zostały wybudowane. Prywatność oznacza dbałość, a także może przyczynić się do rozwiązania niektórych tajemnic. Ograniczenia zaś winny dotyczyć tylko zachowania w jakimś względzie pierwotnego kształtu i zachowania tego co zostało.

O ZDROWIU

 

Z

a osobistą porażkę uważam to, że zbyt późno zabrałem się za wiedzę służącą zdrowiu. Winę za to obarczam dwie strony. Swoich rodziców, a przede wszystkim państwo jako instytucję, która winna dbać o zdrowie własnych obywateli. Niewiedza moich rodziców wynika z roli państwa w łańcuszku nauczania dzieci już od przedszkola jak powinniśmy się odżywiać. Do tego należy doliczyć dwie wojny i lobby przemysłu spożywczego oraz farmaceutycznego absolutnie nie zainteresowanych zdrowiem obywateli. Państwo nie było i nie jest zainteresowane w propagowaniu zdrowego żywienia, bo uderza to w przemysł i farmację – dwa potężne czynniki zysku za wszelką cenę, a bez szerokiej propagandy zdrowego żywienia i nauczania poprawności odżywiania się od małego dziecka, nigdy nie doczekamy się zdrowego społeczeństwa. Tu powinniśmy brać przykład ze społeczności żydowskiej i z ich koszernego odżywiania się. Pogardliwe określenie „śmierdzący czosnkiem” powinno zniknąć z naszego myślenia. Jedynie ta społeczność oraz arabska, poświęca uwagę prawidłowemu odżywianiu się i widać to w zdrowiu całej społeczności.

 

D

o opracowania tematu „Zapomniana medycyna” skłoniła mnie książka prof Tombaka „Czy można żyć 150 lat?”. Nie samo jej przeczytanie, ale zastosowanie jego wskazówek na temat odżywiania. Pierwsza zasada jaką zastosowałem, to odpowiednie łączenie spożywanych pokarmów. Czułem się dużo lepiej po posiłku niż poprzednio, ale największe wrażenie na mnie zrobiło ważenie się po pierwszym tygodniu. Jedząc w zasadzie to samo, schudłem 2 kilogramy. To mnie zachęciło. Po sześciu miesiącach „spadłem” z 93 kg do 81 kg. Nie mniej ważne jest też zachowanie przerw pomiędzy posiłkami i absolutny brak „podjadania” pomiędzy nimi. Jedynie dozwolone jest jedzenie surówek i owoców. Ale warto. Doszedłem do wniosku, że jedzenie też jest nałogiem i bardzo trudno go zmienić, ale jak ktoś chce być zdrowy, to wyboru nie ma. W każdym bądź razie – wykonalne. Polecam ten cykl i stosowanie się do wskazówek tam zawartych.

O PRZYSZŁOŚCI

 

P

rzyszłość świata, a tym samym i Polski maluje się w czarnych kolorach. Ludzkości zabrano cel, jakim jest jej przetrwanie i dlatego władcy i politycy muszą szukać doraźnych celów, by jako tako scementować własne narody. Brak celu zmusza do wynajdywania mniejszych doraźnych celów, do znajdywania wspólnego wroga. To pomaga utrzymać ludzi w ryzach. Wynikiem tego są wojny lokalne i wojny domowe. Pozwala to utrzymać w kondycji własny przemysł zbrojeniowy i kooperantów, pozwala to popchnąć własny postęp naukowo-techniczny do przodu, pozwala to na zjednoczenie narodu dla wspólnego celu. Zwykłym ludziom zależy tylko na pracy, na godnym życiu i wypoczynku. Ale by to wprowadzić w życie, należałoby to wprowadzić we wszystkich państwach na świecie, a to już jest niemożliwe z powodu nierówności materialnej, konfliktów religijnych czy nierówności zasobów materialnych. Na to wszystko nakłada się głupota, krótkowzroczność i egoizm władców i polityków dążących do zaspokojenia własnych wygórowanych potrzeb. W każdym państwie istnieją też grupy nacisku, też chcące posiadać jak największe bogactwa. Mamy więc podział na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych i taki podział jest we wszystkich państwach świata i co ciekawe tego podziału bronią najzacieklej tzw. demokraci.

 

D

ążenie do utrwalania demokracji i liberalizmu jest największym błędem jaki popełniają współczesne społeczeństwa. Demokracja, jak żadem inny ustrój rozmywa odpowiedzialność za podjęte decyzje i nie pozwala wskazać winnego za ewentualne błędne decyzje i porażki. Pozwala na wprowadzenie działania typu owsiakowego „róbta co chceta”. Z tego punktu widzenia lepsza jest już dyktatura, choć zawsze obarczona osobowością dyktatora i jego zasadniczych celów. Jak widać, choćby na naszym przykładzie, demokracja jest idealnym ustrojem dla pospolitych złodziei, którzy nierzadko umykają sprawiedliwości. Widzieliśmy także oblicze demokracji amerykańskiej, której ciemne strony odsłonił atak huraganu Katrina. Za pięknie wymalowana fasadą kryją się równie ciemne sprawy, jak bezprzykładna indolencja władzy w obliczu dużego kryzysu a nawet zwyczajny rasizm tak skrzętnie ukrywany za parawanem demokracji. Podobnie ma się pseudo demokracja rosyjska przeżarta korupcją i imperialnymi zapędami, która wykazuje działalność mafijną państwa. Komunistyczny raj – Chiny, to także państwo, które za nic ma zwykłych obywateli. To też demokracja, tyle że czerwona i dyktatorska. Już wkrótce będziemy świadkami rozkładu tych państw od wewnątrz, o ile wcześniej nie rozpętają światowej wojny.

 

N

a przestrzeni dziejów najlepiej funkcjonowały starożytne królestwa, dla których wzorem było królestwo niebieskie ustanowione na ziemi. Jednak zapominamy o jednej podstawowej rzeczy – królami byli synowie Bogów i ziemskich kobiet, o wrodzonych predyspozycjach i nauczani rządzenia przez swoich ojców. Była to swego rodzaju kasta przeznaczona tylko do rządzenia. Teraz łatwiej jest zrozumieć dlaczego człowiek oddzielił religię od państwa – królem mógł zostać już zwykły człowiek, który mógł być najgorszą łachudrą, byle posiadał siłę, która mogła go wynieść na tron. Potem wymyślono demokrację, gdzie prym wiedli wygadani, głośni i niekoniecznie mądrzy ludzie. Dzisiejsze ustroje to pokłosie tych zmian i wszystkie mają korzenie w dziejach starożytnych.

 

W

Polsce mamy ponoć demokrację, a rządzą nami tzw. partie polityczne. Problem polega na tym, że nie ma partii politycznych z prawdziwego zdarzenia. To co mamy, to luźne stowarzyszenia cwaniaków i dorobkiewiczów, bezlitośnie ograbiających naród i rozgrabiających jego wieloletni dorobek. Nie widzę sensu w głosowaniu na żadną z nich, bo ordynacja wyborcza jest tak ustawiona, że do władzy dochodzą zawsze ci sami, choć w różnej kolejności. Jeśli do wyboru mam złodzieja, szubrawcę czy matoła, to mój głos i tak się zda psu na budę, bo zawsze padnie na łajdaka. Władzy dobrowolnie nie oddadzą, bo nie widziałem jeszcze świni, która sama odeszłaby od koryta. Polsce potrzebna jest partia z wizją, mająca program i dążąca do jego realizacji, a takiej jeszcze nie ma. Polska nie ma także mężów stanu, a to co widać, to tylko wyszczekane dziadostwo, które udaje że potrafi rządzić. Wybory w dzisiejszej Polsce, to niepotrzebne wydawanie pieniędzy podatników na ustawienie przy „korycie” coraz to innych darmozjadów, którym nie zależy ani na kraju ani na narodzie.

 

P

rzyszłość Polski, a w zasadzie każdego państwa, to samodzielne i samowystarczalne lub prawie samowystarczalne jednostki terytorialne o wielkości jednego lub kilku powiatów, a w najgorszym wypadku województwa. To w nich powinny zostawać wypracowane dobra materialne i finansowe. Rząd winien pełnić tylko rolę koordynatora i utrzymywać w swojej gestii instytucje polityki zagranicznej i obrony całości państwa. Instytucje państwowe, a w tym rząd winny być utrzymywane poprzez subwencje określone prawnie i otrzymywane od samorządów. Sejm i Senat w dzisiejszej formie to instytucje nierobów i darmozjadów, które są potrzebne Polsce, jak człowiekowi trzeci półdupek. Podobnie jak instytucja Prezydenta i jego rozdętego dworu. Po co Polsce funkcja, która nie ma nawet opracowanego zakresu obowiązków? Przyjmować gości, wznosić toasty i przeżerać państwowe pieniądze może i sam premier. Sejm winien zaś stanowić zjazd w określonych terminach przedstawicieli samorządów. Krótko, na temat i z powrotem do pracy w terenie. Jeśli powstanie jakaś partia i będzie miała taką lub podobną wizję Polski, wtedy będę na nią głosował (o ile dożyję), ale na dziś takiej partii nie ma i nie ma nawet fragmentu polityka, który posiadałby choćby zbliżoną wizję rozwoju kraju.

CO ZROZUMIAŁEM?

 

P

isząc te swoje czytanki zacząłem rozumieć wiele spraw, nad którymi dotąd przechodziłem obojętnie lub po prostu ich nie rozumiałem. Wychowany od najmłodszych lat w ateizmie i pogardzie dla kościoła, zrozumiałem dziś, że starożytni mieli absolutną rację w tej kwestii. Bogowie kiedyś przebywali na Ziemi i przekazali wiele istotnych nauk oraz pouczeń jak żyć, by ustrzec się od chorób. Zrozumiałem, że dzisiejsza historia nie ma nic wspólnego z prawdą i rzetelnością. Zrozumiałem, że ci tzw. ateiści zrobili wszystko, by wymazać te nauki z ludzkiej pamięci. Cała filozofia polityków, obojętnie czy to byli faszyści, komuniści, hitlerowcy, demokraci czy liberałowie – to rak na ciele całej dzisiejszej cywilizacji, który już wszedł w ostatnie stadium. Samo słowo ateista nie oznacza niewierzącego, a oznacza występującego przeciwko Bogu i jego naukom, podobnie jak proletariusz nie oznacza robotnika, a zwykłego rzymskiego dziecioroba, który nic nie wytwarzał oprócz g…, a był zwyczajnym pasożytem hodowanym przez rzymską arystokrację tylko na wypadek wyborów. Nauki Imperium Rzymskiego przęjeli nie tylko faszyści czy hitlerowcy ale także i komuniści, demokraci i liberałowie.

 

N

ie mniej zła wyrządziła naukowa, absolutnie nie do udowodnienia, teoria ewolucji. Prawie z dnia na dzień staliśmy się gadającymi potomkami szympansa bonobo. Skoro zaś człowiek nie został stworzony, to musi być dziełem zwykłego przypadku i można zacząć dowolnie ingerować w jego wnętrze. Nie rozumiejąc nic, zaczęto klonować zwierzęta i już zaczyna się ingerować w geny człowieka, jak byle mechanik w podrzędnym warsztacie. Proszę zauważyć jak wiele rzeczy już „zgania” się na złe geny. Wmawia się ludziom choroby spowodowane genami i próbuje się je zmieniać sztucznie. Wszystko dla zysku, a nie dla człowieka. Jeśli uśmierci się w ten sposób wielu ludzi, to oczywiście usłyszymy, że polegli dla chwały nauki, bo nauka wymaga ofiar. Najzwyklejsze morderstwo usprawiedliwi się w imię prawa. Także w imię nauki zniszczono ziołolecznictwo, bo utytułowane matoły nie potrafią do dziś zbadać wszyskich substancji i nie potrafią zrozumieć jak te substancje działają i współdziałają. To, co dziś nazywamy naukową medycyną jest niekończącym się „naukowym” eksperymentem na żywych ludziach, który czasem się udaje. W większości przypadków chemia nas zabija, a przecież od tysiącleci doskonale wiadomo, że wszystkie choroby otrzymujemy wraz z pożywieniem, a dziś przede wszystkim od chemii w nim ukrytej. A które państwo propaguje zdrowe odżywianie? Z tzw. „cywilizowanych” – żadne.

CO ROBIĆ?

 

Z

wykły obywatel może nic lub niewiele. W państwie rządzonym przez sitwę nieudaczników, które w swej „opiekuńczości” zdołało zniszczyć wszystko, a w tym i służbę zdrowia, należy liczyć tylko na siebie samego. Przede wszystkim należy zadbać o własne zdrowie i to od najmłodszych lat. Należy uczyć własne dzieci zasad zdrowego odżywiania, bo w dzisiejszych czasach największym skarbem który posiadamy jest nasze zdrowie. Jego utrata, to klęska życiowa, z której możemy się już nie podnieść.

 

P

amiętajmy o własnym rozwoju duchowym. Jest tak samo ważne jak zdrowie. Nie dajmy się ogłupiać politykom i ich durnym ideom. Wyłączmy od czasu do czasu telewizor i w ciszy zacznijmy rozmyślać nad sobą. Zdrowe samopoczucie to połowa zdrowia fizycznego. Zacznijmy myśleć głową, a nie telewizorem czy szmatławcem Targowicy. Pamiętajmy, że jesteśmy Polakami, obywatelami dumnego i honorowego narodu, który nigdy nie zawiódł swoich przyjaciół. Nasz patriotyzm winien wyrażać się w doskonałej znajomości naszej historii, ale tej prawdziwej historii. Winniśmy zrozumieć, że żadnej transformacji w Polsce jeszcze nie było, bo po roku 1945 Polacy jeszcze nie rządzili własnym krajem. Żydowską komunę zastąpiono żydowską demokracją i liberalizmem, ale dalej kierowaną przez poprzednią i dlatego jest tak źle. Wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Aby to zrozumieć musimy poznać dokładnie naszą historię a szczególnie tę najnowszą i to nie z oficjalnych podręczników, bo te nagminnie się fałszuje. Jeśli nauczymy się odróżniać Polaków od „Polaków”, ludzi od bydlaków, mądrych od głupców, dopiero wtedy możemy spokojnie i świadomie dokonać wyboru. Wierzę, że niedługo powstanie prawdziwie polska partia, której będzie zależeć przede wszystkim na narodzie i rozwoju Polski, ale być może przed tym trzeba będzie „ugotować” gulasz po węgiersku. usmiech Kto to wie… Dzisiaj na pytanie „kiedy będzie dobrze” jest tylko jedna odpowiedź – „już było”.

wrzesień 2006 r.

Reklamy

Szarodzienność 1

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• Narody giną wtedy, kiedy nie umieją odróżnić ludzi złych od dobrych • Antystenes •

P

ostanowiłem zrobić coś innego niż dotychczas. Wszyscy piszą takie niby pamiętniki, więc dlaczego nie popróbować. Oczywiście nie każdemu będą się podobały, bo jestem raczej radykalnych poglądów i nie używam języka uważanego za organ dyplomacji. Nie obiecuję, ale będę się starał nie nadużywać mocnych wyrazów, a szczególnie tych zawierających dużo liter „R” chociażby z uwagi na małą żywotność sprzedawanych dziś klawiatur. Nie cierpię polityków za ich pychę, próżniactwo i lenistwo z silnym parciem na szkło, a także za rozdwojony język i za to, że nie zrobili nic dla Polski i Polaków. Nie wiem jaki organ u nich jest odpowiedzialny za przekształcanie myśli w mowę, wiem natomiast, że organ odpowiadający za myślenie jest u większości położony zaledwie metr nad ziemią. Jestem człowiekiem tolerancyjnym, ale nie lubię jak tolerancję myli się z promocją i całkowicie popieram pewnego inżyniera, który powiedział, że „zadaniem tłoka jest posuwanie się w tłoczysku, a nie w rurze wydechowej”. Uważam także, że istnieje światowy syjonizm i jego doskonała symbioza z komunizmem, co pozwala mi zrozumieć rolę tej hybrydy, tak wszechobecnej w rządzeniu Polską od czasu zakończenia II wojny światowej i szczególnie teraz po tzw. transformacji. Czy istnieje spiskowa teoria dziejów? Uważam, że tak, choć niektórzy głośno temu zaprzeczają, zapewne dlatego, że sami siedzą w tym spisku po uszy. Znam też problem zwyczajnej biedy, bo mieszkam w przygranicznym miasteczku, gdzie wałęsiana polityka zmusiła połowę mieszkańców do pracy w „handlu zagranicznym”. Taki już jestem. Stanisław Lem powiedział o nas, Polakach: „Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta”. Postarajmy się to zmienić, bo zginiemy jako naród.


P

rasa doniosła, że pewien wysoko postawiony specjalista od „tańca z flagami” promujący Polskę po obcych ambasadach (oczywiście nie na trzeźwo, bo to u niego stan wyjątkowy) utrudnia pracę polskiemu sądownictwu. Nie stawia się na wezwania jako świadek (na razie jako świadek) w słynnej aferze LFO, bo… nie może zawieść amerykańskich studentów, którzy walą wszystkimi otworami na jego wykłady prowadzone w języku zbliżonym do angielskiego i wszystkie zatytułowane – „jak nic nie robić, by dużo zarobić”. Rzeczpospolita jest bezsilna, a raczej bezwładna, bo jest przecież coś takiego jak międzynarodowy list gończy. Może Wysoki Sąd ma obawy, że Amerykanie nie odczytają poprawnie jego nazwiska? Można przecież wysłać na poprzednie, bo te z pewnością odczytają na całym świecie. Media także donoszą, że rzeczony zajął także pierwsze miejsce w rankingu na najbardziej seksownego polityka. Jakie kryteria lub co gorsza wymiary, zadecydowały o mistrzostwie i jaką grupę polityków poddano badaniu nie wiadomo, ale chyba nie startował pewien prawnik z SLD czy restaurator z Samoobrony (obydwu łatwiej przeskoczyć jak obejść). Wygrał zasłużenie, bo jak wiadomo, żadnemu Polakowi seks nigdy nie kojarzył się z inteligencją.


O

kazuje się, że Francuzi mają przemożny wpływ na spożycie alkoholu przez Polaków. Dowiodła tego była minister kultury PRL-bis określana przez niejakiego „nijakiego” jako „lewica lwicy z małym sercem w wielkiej piersi”. Otóż ta pani fanatycznie kibicując mundialowemu finałowi, a konkretnie potomkom rewolucji rozumu, została zdołowana piękną główką Zidana (tyle że w klatę Włocha) i musiała natychmiast spożyć. Potem wsiadła do samochodu i wykonała coś podobnego, tyle że walnęła cyklistę swoim przyborem do jeżdżenia. Przybyła na miejsce policja stwierdziła około 1 promila alkoholu na wydechu, co u kobiety znaczy tyle samo, co 4 promile u traktorzysty niedawno ściganego kilka godzin przez policję (złapali go dopiero jak wysiadł mu GPS i uderzył w drzewo). W teorii wyleniała lwica jest zagrożona 2-letnim wypoczynkiem na koszt podatnika, ale nie ma się co łudzić, bo tacy do pierdla nie trafiają. Tym bardziej, że już tam siedzi mąż rzeczonej (też walnął, ale nie swoje pieniądze) i na wolności nie miałby kto pilnować geszeftu, a dolarów do wydania zostało.


J

ak zapewnić dziecku przeżycie za 27 złotych miesięcznie? Taki tytuł przeczytałem w dzisiejszej „wp.pl” i jest to jedno z wielu dramatycznych pytań, jakie pojawiają się w polskiej prasie. Jak to się dzieje, że po 17 latach istnienia suwerennej Polski zwykli ludzie mają coraz gorzej? Jak to się dzieje, że pomimo „usilnych” działań rządzących naszym krajem nie spada bezrobocie? Jak to się dzieje, że pomimo milionowych dotacji z UE polski rolnik jest na skraju nędzy? Kto zniszczył polski przemysł, rybołówstwo, górnictwo, kolejnictwo, morski transport, naukę, prawo? Kto z premedytacją dąży do unicestwienia polskiego narodu? Gdzie się podziały i podziewają w dalszym ciągu pieniądze ściągane bezwzględnie z ciężko pracujących ludzi? Dlaczego NFZ z premedytacją dokonuje eutanazji na Polakach? Kto w mistrzowski sposób manipuluje narodem i zdołał go do tego stopnia ogłupić, że żadna zmiana na lepsze jest praktycznie niemożliwa? Kto za tym stoi, Polacy…? Tak i to niezmiennie ci sami lub ich synowie, córki i zwolennicy nieśmiertelnego komunizmu, wielkopańskiego trybu życia, próżniactwa, intrygi i wielkich pieniędzy. Okazuje się, że PZPR wcale nie umarła – ona ma się świetnie, choć zmieniła szyld i rozpadła się na mniejsze organizmy nazywane dla niepoznaki demokratycznymi, liberalnymi, proeuropejskimi i czort wie jakimi jeszcze marionetkami, za których sznurki pociągają zawsze ci sami. W dalszym ciągu jesteśmy bardzo związani ze Związkiem Radzieckim (też dla niepoznaki – Rosja) niezrywalnymi nićmi „dozgonnej przyjaźni i braterstwa” wytwarzanymi z… ropy naftowej. Kto stoi za przeraźliwie głośną nagonką na PiS i kościół – Polacy czy „prawdziwi Polacy”? Kiedy i dlaczego naród polski wpadł w odrętwienie i zaczał niemyśleć? Kto stworzył tak doskonałą ordynację wyborczą, że wyborca nie ma żadnego wpływu na wybieranych? Dziś większość odwróciła się od „Solidarności”, bo ta zaprzepaściła idee robotniczego sierpnia. Czy słusznie? Historia jest starannie selekcjonowana i mało kto dziś pamięta, że były dwie „Solidarności”. Pierwsza do stanu wojennego, po wprowadzeniu którego została zdelegalizowana i oczyszczona z niebezpiecznych elementów (Gwiazda, Walentynowicz i wielu innych) oraz druga, stworzona od podstaw w stanie wojennym, już „bezpieczna” dla „nowej Polski” (bo utworzona przez bezpiekę) ze starym, „bezpiecznym” już przywódcą, wyczyszczoną z prawych Polaków i o składzie służalczo podporządkowanym polskiej komunie. Ta druga ukradła tylko znak pierwszej i właśnie ta druga przystąpiła do Targowicy w Magdalence i to plecach tej drugiej Solidarności na scenę polityczną wjechały same plewy. Jednak o naszych „rycerzach okrągłego stołu” mówi się dziś niewiele i sprawa pomału przysycha. Dopiero prezydent Kaczyński przypomniał Polakom o pierwszej Solidarności wręczając Gwieździe i Walentynowicz ordery Orła Białego. To właśnie dlatego „tych dwóch, co ukradli księżyc” i ich PiS są niebezpieczni dla Polski!
Dla której Polski…?


M

inisterstwo Obrony Narodowej rozpisało konkurs na nazwę dla samolociku szkolno-bojowego F-16. Dzięki tej, jakże „trafnej” transakcji, cała Polska będzie utrzymywać linię produkcyjną Lockheed Martin, która miała zostać dawno zlikwidowana ale nie została, bo skądś trzeba będzie kupować zabytkowe części zamienne. Pamiętamy zapewne wielki entuzjazm wokół całej sprawy i jakie to profity z tzw. offsetu miał czerpać nasz kraj. Zlikwidowaliśmy przy okazji niepotrzebny już polski przemysł lotniczy, ale za to Ameryka postawiła nam super nowoczesną linię do produkcji… smażonych kartofli. Za wybór tego drogiego bubla nie odpowiada nikt i nikt nie poniesie żadnej (nawet politycznej) odpowiedzialności. Ja staję do konkursu. Moje typy to „Nietrafiony” albo „Malwersant”, a polskiego nieba strzegą póki co stare, powiązane drutem MIG-21 i Su-22 wspomagane flotą rolniczych An-2, którą w każdej chwili można uzbroić w doskonałe Kałasznikowy (wersja myśliwska) lub granaty F1 (wersja bombowa) albo we wszystko naraz. Jest tajemnicą poliszynela, że nasi cywilni wojskowi w ostatnich kilkunastu latach wyrzucili w błoto ponad 2 miliardy złotych organizując i zrywając przetargi na uzbrojenie. Jest to wynik niekontrolowanej głupoty połączonej z dziecinną naiwnością. Bo jak nazwać chciejstwo zakupu śmigłowca o właściwościach Apacza ale po 1500,00 zł za sztukę?


S

uper Ekspress donosi: „Premier Kaczyński boi się latać samolotem”. Niby sprawa zwyczajnie ludzka, a jednak nie. Kto uważnie śledzi światowe wydarzenia przypomni sobie zapewne, że na taką przypadłość cierpi także „wschodzace słońce” Korei Północnej – Kim-Dzon-Il, synalek Kim-Ir-Sena. Przesłanie dla ludu i świata jest jasne – w Polsce do władzy doszedł dyktator. Mało tego. W tym samym czasie w niemieckiej gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zostaje opisana sylwetka polskiego premiera w artykule pod tytułem „Dysydent”. Początek świetny – „dysydent bez skazy”, ale zaraz potem dowiadujemy się, że „dziś trudno w nim rozpoznać dawnego bojownika o wolność”, że „zapomniał o obietnicy wyborczej utworzenia koalicji środka i zawarł sojusz z radykalnymi małymi partiami” i że „składając przysięgę w Sejmie złamie kolejną obietnicę – niewchodzenia do rządu, jeżeli jego brat zostanie prezydentem”. Najciekawsze jest to, że tego nie napisał Niemiec. To napisał nasz człowiek z Warszawki o czysto polskim nazwisku Schuller.


P

ewne przedsiębiorstwo od spraw czytania myśli przeprowadziło błyskawiczną sondę na telefon, dzwoniąc do 800 obywateli (nazywanych dla zmyłki „reprezentatywnymi”) z zapytaniem jak oceniasz polskich prezydentów. Po podsumowaniu z góry ustalonego wyniku wyszło, że najgorszym z dotychczasowych „pierwszych” został Lech Kaczyński, czyli jak zwykle w rankingu słów – NKWD, UB, SB, TW, Komunista, Syjonista i Polak – ten ostatni najwyraźniej przegrywa.


N

ie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani. Ten niegdysiejszy lekarski żarcik dzisiaj staje się podstawowym prawem medycyny. Podobnie jak z hasłem nowoczesnej medycyny – „Lekarzu pamietaj, że każdy wyleczony pacjent, to utrata twoich dochodów”. Ech, gdzie te czasy, kiedy człowiek poszedł do przychodni, powiedział co go boli, a lekarz zbadał, postawił diagnozę, wybrał lek i człowiek udawał się na zasłużone chorobowe. Dzisiaj nie masz szans na leczenie, jak nie wiesz na co chorujesz. Siedzi przed tobą urzędnik w bieli i czeka jak powiesz na co jesteś chory. Potem wyciąga wielką księgę leków z zakładkami firmy, która zorganizowała ostatni ochlaj, o przepraszam – zorganizowała ostatnie szkolenie na temat leków, długo wybiera specyfik oceniając spod oka Twoje dochody i przepisuje go na receptę. I nie musi być na Twoją chorobę, bo to nie ma znaczenia. A co zrobić, gdy trzeba zwiększyć liczbę chorych? Anglicy wpadli na pomysł – wyszli z założenia, że na świecie zbyt mało jest ludzi dotkniętych autyzmem. Dlatego „zliberalizowali” objawy i wyliczyli, że takich chorych będzie około 1% światowej populacji. Teraz będzie tak: lekarz o coś cicho zapyta, a Ty nie usłyszysz. Kiedyś głośniej by powtórzył, ale teraz już zapisze – pacjent rozkojarzony, nie kontaktowy, zamknięty w sobie, podejrzenie autyzmu, wymaga natychmiastowego leczenia. I o to chodziło. Jest pacjent, jest praca i są świeże pieniądze.


P

o raz kolejny pokazaliśmy Unii Europejskiej, że z nami trzeba się liczyć. W 596 rocznicę bitwy pod Grunwaldem stoczono kolejny replay, w którym wzięło udział 1,5 tysiąca „rycerzy” z całej Europy. Wielkie znaczenie wydarzenia w naszej historii poświadczył sam Minister Obrony Narodowej imć Radosław Sikorski dając znak do rozpoczęcia bitwy strzelając z armaty. Dziwne to trochę, gdyż jak wszystkim wiadomo z armaty strzelili tylko Krzyżacy. Czyżby pan minister dawał do zrozumienia do kogo mu bliżej? Nasi zgodnie z przekazem rozpoczęli od Bogarodzicy, natomiast Wielki Mistrz od rozmowy z telefonu komórkowego do… nie wiadomo. Może dzwonił do von Plauena albo do Malborka? Bitwa zakończyła się wielkim zwycięstwem połączonych sił Polski i Litwy i wielkim skandalem organizacyjnym. Chcący ruszyć natychmiast pod Malbork zmotoryzowani turyści utknęli w giantycznym korku nie mogąc wydostać się z parkingu. Prawdopodobnie organizatorzy przez głupotę powierzyli parking krzyżackim ciurom, którzy zebrawszy pieniądze za parkowanie udali się natychmiast na pole bitwy, z którego niestety już nie powrócili.


J

ak działa polskie pogotowie ratunkowe możesz dowiedzieć się w Wielkiej Brytanii. Pewna starsza pani mieszkająca w Polsce zadzwoniła na pogotowie, bo cierpiała na silny ból głowy. W odpowiedzi usłyszała, że musi poczekać. Starsza pani przez ten sam telefon poskarżyła się wnuczce mieszkającej na wyspach, a ta niewiele myśląc zadzwoniła pod numer ratunkowy u siebie. Angielka uznając, że pomoc jest potrzebna, a nie mogąc wysłać karetki z Wielkiej Brytanii, powiadomiła polską ambasadę w Londynie. Ta z kolei przedzwoniła do Warszawy, a Warszawa do szpitala położonego najbliżej starszej pani, bo na pogotowie się nie dodzwonili. I tak dzięki Brytyjczykom starsza pani w Polsce otrzymała pomoc i czuje się już dobrze. Nie choruj jak nie masz krewnych za granicą.


Z

aczynam się już zastanawiać czy nie zacząć kupować mąki i soli, bo na świecie zaczyna być coraz nieciekawiej. Prawie wszystkie przepowiednie mówią, że trzecia światowa ma mieć początek na Bliskim Wschodzie, a tam już gorąco. Dyplomacja światowa zachowuje się jak wietnamska obrona przeciwlotnicza. Tam radar namierzał samolot, a potem wyskakiwało dwustu wietkongistów, zaczynało grozić palcem i samolot odlatywał. Tu identycznie, ale tu grożenie palcem nic nie da. Żydzi i Arabowie nie stosują taktyki Wietkongu, bo mają swoją i sprawdzoną. Przywódcy mocarstw obradują w Sanpitrze, czyli G-7 plus 1 trzymający głowice razem z ropą i gazem, liżą się po… twarzach i udają, że coś ważnego postanowią. Nic nie postanowią, bo jak zwykle chodzi tylko o płyn, którego zaczyna brakować w zachodnich bakach, Pucio nerwowy i może nie dać, a do rury Ribbentrop-Mołotow jeszcze daleko. Ciekawe jak długo potrwa ta miłośc do KGB, bo jak słyszałem w stanie Kolorado odkryto złoża ropy, które uniezależnią USA od świata na 200 lat. Przed chwilą radio podało, że Niemcy już wysłali okręty wojenne do Libanu by ewakuować swoich, a nasi dopiero sporządzają listy kto chce wyjechać. Zdaje się, że może przybyć nam bohaterów „za wolność waszą i naszą”, bo zamiast zejść do schronu będą stali w kolejce przed ambasadą. Na razie Polska, a właściwie polski rząd jest pod ciągłym atakiem z zachodu. Włosi – „Bliźniacy hamują kurs Polski”, Niemcy – „Wałęsa atakuje braci Kaczyńskich” (no, tu się zgodzę, bo Lecho nie wierzył w krasnoludki) albo „Jarosław Kaczyński będzie niewygodnym partnerem w UE”. Nawet naczelny rabin zwałęsanej Solidarności gromi naród z Brukseli, że stajemy się narodem kołtunów i „nie dopuści, by Polska stała się przykładem nietolerancji”. Może my i mało tolerancyjni, ale za to w dobrym towarzystwie, bo z nami wymieniono Niemców, Francuzów i Belgów, chociaż u nas jeszcze nie palą samochodów. Jak to się dzieje, że nagle Polska stała się „wyrodkiem” w Unii Europejskiej? Czy dlatego, że nowy rząd i nowy prezydent chcą wreszcie coś zrobić dla Polaków? Czy dlatego, że nasz prezydent nie przypomina „boskiego” Sylwio? Może dlatego, że zachód poniósł straty robiąc wszystkie druki na tego, co miał być a padł tuż przed metą? A może dlatego, że są nie na rękę pewnej grupie sięgającej po władzę nad światem. Myślę, że to nie jest głos zwyczajnych Niemców czy Włochów, a głos tego klanu, którego bracia aktualnie atakują Liban. Najgorsze jednak jest to, że do tego chóru wujów dołączają także nasze muchy-plujki, jak słynny bajarz ludowy dwojga imion z Partii Obrażonych czy rockowy wierszokleta spod Wawelu. Kraj latających siekier.


C

oraz więcej badaczy najstarszego piśmiennictwa polskiego zaczyna skłaniać się ku tezie, że średniowieczna pieśń religijna „Bogarodzica” nie jest pochodzenia polskiego, a wywodzi się z kręgów prawosławno-bizantyjskich. Jej prawykonanie w bitwie pod Grunwaldem (jak pisał anonimowy Gall) nie jest też pierwszym, bo istniała ona już na kilka wieków wstecz i „powróciła” do Polski wraz z królem Jogaiłłą. Jest to potwierdzenie mojej tezy, że w roku 966 wraz z chrztem odebrano nam historię i zaczęto pisać nową. Tam gdzie nie doszedł rzymski miecz i ogień uchowała się historia, która miała więcej wspólnego z ludem zamieszkującym polskie ziemie niż nam się wydaje. Jak widać niektóre perełki naszej historii sprzed 966 roku przetrwały, choć nie u nas.


D

laczego w Polsce partie polityczne nie mogą zawiązywać trwałych, a przede wszystkim mądrych koalicji? Okazuje się, że jest to niemożliwe ze względu na budowę mózgów wybrańców narodu. Milowym krokiem, by nie powiedzieć sensacją, są ostatnie badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Los Angeles. Wnioski z badań przekazało RMF – „Przynależność partyjna danej osoby silnie wpływa na to, jak jej mózg reaguje na polityków. W mózgu działacza partyjnego patrzącego na twarze przeciwników politycznych dochodzi do silnego pobudzenia działania układu sterującego emocjami. Układ ten odpowiada między innymi za narastanie naszej niechęci wobec kandydatów przeciwnej opcji politycznej. Eksperyment pokazał, że polityczne przekonania znajdują daleko większe odbicie w pracy mózgu, niż do tej pory sądziliśmy. Co więcej, okazało się, że im bardziej niechętnie myślimy o konkurencji, tym gorętsze są nasze pozytywne uczucia wobec własnego kandydata. Badania, prowadzone w Stanach Zjednoczonych miały uproszczony charakter, bo w praktyce działa tam dwupartyjny system polityczny”. To dlatego u naszych polityków, obszar mózgu zajmujący się identyfikacją „swój-obcy” musi zajmować kilkakrotnie większą objętość i zwykle kosztem obszaru odpowiadającego za myślenie. Nie dziwi już chyba, że nasz Sejm z tyloma partiami przypomina schronisko dla psów, w którym złośliwcy usunęli wszystkie ściany klatek i dlatego nierzadko gryzą się politycy tej samej rasy. W tak obciążonych mózgach nie ma już miejsca na cele czy wizje państwa i racjonalne rządzenie. Ja proponuję jeszcze zapis w ordynacji wyborczej – kandydat na parlamentarzystę musi legitymować się rozmiarem mózgoczaszki (czyli popularnie mówiąc „baniaka”) o 10% większym od przeciętnej obywatelskiej na każdą partię polityczną. Współczynnik procentowy każdorazowo określi Państwowa Komisja Wyborcza na miesiąc przed sporządzeniem list wyborczych.


P

olska Agencja Prasowa donosi: „Polacy będą robić benzynę z węgla”. Jeśli wyjdzie nam tak samo jak „robienie wody z mózgu”, to sukces światowy murowany. Ciekawe tylko, co zrobi nasze państwo, by przekwalifikować setki tysięcy śląskich rodzin utrzymujących się z handlu „czarnym złotem”?


O

co chodzi z tym ministrem Giertychem? W czym jest gorszy od poprzednich Ministrów Edukacji Narodowej, którzy nie dość, że nic nie zrobili dla nauki, to jeszcze ją dokumentnie rozpieprzyli? Dlaczego do nagonki wykorzystuje się nawet nieświadomą polską młodzież? Dlaczego sami nauczyciele buntują uczniów przeciw swojemu ministrowi? Czy tylko dlatego, że pan minister sam nie lubi z chłopcami i nie lubi tych co lubią? Czy dlatego, że wreszcie chciał zacząć uczyć Polaków historii własnego kraju? Sądzę, że pan minister wdepnął w strefę zakazaną dla Polaków, w sferę pewnej grupy, która nie może i nie chce dopuścić aby zwyczajny Polak był mądry i zaczął poznawać historię swojego kraju. Prawdziwą historię i to tę z prawdziwymi nazwiskami. Wedle tej grupy Polak musi być głupi, bo Polak „ma być tylko ręka i noga do roboty” a od myślenia jest kto inny „co on jest głowa”. I stąd ta cała wrzawa. Tu nie wcale chodzi o Giertycha, bo na tym stanowisku mógł znaleźć się ktoś zupełnie inny, tu chodzi o to, że tego stanowiska nie może piastować Polak. Uś… panie Gertyś, pan musisz odejść, bo pan nie mieć czerwony podniebienie i nie pachniesz pan czosnek.


P

ytanie: „Panie profesorze, wydaje mi się, że pan niezbyt lubi Polaków!” Odpowiedź: „Niezbyt lubię? Takie określenie jest niezbyt ścisłe! Ja ich po prostu nienawidzę. Tak nienawidzę, że nie wiem jak to wyrazić słowami”. I z tego samego wywiadu: „…cały ruch społeczny, który tworzymy oraz ożywimy go najróżnorodniejszymi nurtami politycznymi, ma na celu doprowadzic do takich zmian w strukturze państwowo-gospodarczej Polski, aby Żydom w Polsce żyło się zawsze lepiej jak Polakom”. Czy wiesz kto udzielał odpowiedzi? A może się domyślasz? To znany „polski” polityk z pierwszych stron gazet, „rycerz Okrągłego Stołu”, polityk który dzisiaj reprezentuje Polskę i Polaków w Brukseli. info  dla dociekliwych - więcej w wywiadzie Hanny Krall


J

ak tu zacząć, bo rzecz jest rewelacyjna aczkolwiek politycznie delikatna. Jak powiększyć liczebność narodu, a jednocześnie nie dać do zrozumienia o co właściwie chodzi. Właśnie nadarzyła się sposobność. AIDS nazwano chorobą XX wieku i do tej pory wydano miliardy dolarów na samo zrozumienie istoty choroby wynajdując przy okazji niby leki, które uśmierciły więcej chorych niż sama choroba. Ostatnie doniesienia wskazują jednak na to, że wreszcie za badania wzięli się „odpowiedni” ludzie i opracowali rewelacyjną metodę, bo bardzo tanią i bardzo skuteczną. Francuskojęzyczny dziennik Le Figaro doniósł, że według Światowej Organizacji Zdrowia – „obrzezanie zmniejsza ryzyko zarażenia się wirusem HIV. Może więc być sposobem powstrzymania epidemii AIDS. Usunięcie napletka może o średnio 60% zmniejszyć ryzyko przekazania wirusa mężczyźnie przez kobietę”. Jest to na razie hipoteza, aczkolwiek poparta chyba jakimiś badaniami, ale z tego powodu istnieje pewne niebezpieczeństwo jej zastosowania. Otóż zabieg obrzezania jest działaniem w jednym tylko kierunku, którego już nie można odwrócić. Raz wykonany, zostaje na całe życie. A co, jeśli nie pomoże na AIDS? Nic…, bo przecież nie o to chodzi. Śmierć prędzej czy później dotknie każdego, ale obrzezanie wydatnie zwiększy (przynajmniej teoretycznie) liczbę synów rodu Abrahama. Tyle, że potem nie pomoże tłumaczenie, że musiałeś. Naród wybrany nie rozpoznaje się po mowie, czynach czy historii. On rozpoznaje się tylko po jednej drobnej części organu. Jeśli odczuwasz obawy, że możesz się zarazić, to… masz wybór. PS. Słyszałem, że w Polsce już za czasów pierwszego prezydenta Obojga Narodów, miała ruszyć produkcja tej części ciała z mocowaniem „na rzepy”, co mogłoby być jakimś wyjściem. Mogłoby, bo „sprawa się rypła”.


C

o należy zrobić, by ujarzmić naród bez uciekania się do metod powszechnie przyjętych za nie humanitarne? Czy należy to zrobić szybko czy też proces rozłożyć na lata, by przez to stał się mniej zauważalnym? Metodę „na szybkiego” stosowali już niejedni i dlatego zostali osądzeni przez potomnych przez wpisanie ich na czarne strony historii, a wizerunków tychże używa się do dzisiaj przede wszystkim do straszenia dorosłych. Nie będę sypał nazwiskami, bo są zbyt znane i można je znaleźć we wszystkich ustawach mówiących o walce ze złem. Jaka jest różnica pomiędzy poderżnięciem gardła a rakiem tegoż? Jest i to duża chociaż wynik jest zawsze ten sam. W pierwszym przypadku dzieje się to nagle, jest dużo krwi i ogólnie odbiór jest bardziej niż negatywny. Drugi przypadek, choć działa tak samo skutecznie, jest już rozciągnięty w czasie i oglądany jedynie z troską i bólem współczucia w oczach najbliższych. Jest, co najważniejsze, przypadkiem zaliczanym do „naturalnych” i nie wywołuje żadnych skojarzeń co do działania osób trzecich, a więc całkowicie przyswajalnym przez społeczność. Ma wszakże jedną wadę – trzeba czekać na zejście i to czasem dość długo. Dlaczego to piszę? Otóż zastanawia mnie działalność polskiej służby zdrowia i bynajmniej nie chodzi mi o lekarzy, pielęgniarki i ogólnie personel wymienionej, a o sam system działania regulowany poprzez ustawy i rozporządzenia, które absolutnie nie leżą w gestii wymienionych. Pierwszą rzeczą po tzw. transformacji ustrojowej było utworzenie Kas Chorych jako powrót do przedwojennej, dobrej i sprawdzonej tradycji. Zapomniano jednak przygotować na to tzw. powszechną służbę zdrowia, którą to pierwszy „prawy prosty” zachwiał i to porządnie. Nie zapomniano natomiast o wydzieleniu placówek „Nur für Władza”, które do dziś prosperują wspaniale ale nie są dostępne dla tzw. motłochu.

 

Już się wydawało, że wszystko jest na dobrej drodze, gdy następna ekipa uderzyła ponownie tym razem „lewym sierpowym” i bardziej skutecznie. Rozbiła puzzle, których ponowne układanie już prawie kończono i zafundowała nam nowy twór – Narodowy Fundusz Zdrowia. Zamiast służby zdrowia, która miała leżeć w gestii samorządów, sklonowano super-doktora, który miał nas leczyć centralnie. Był to cios, który zabrał szpitalom pieniądze, a które teraz miały być wydzielane przez fundusz skupiony w jednej „rządzącej” dłoni. Cios ten powalił całą służbę zdrowia dla pospólstwa i teraz należało już przystąpić do kopania leżącego. Ustalono listę leków refundowanych dla narodu czyli spis najtańszych leków pierwszej generacji, a więc takich, jakie dziś bogaty świat wysyła do krajów najuboższych jako humanitarną akcję, która ma „pomóc” ale nie leczyć. Następnie „fundacje” (będące faktycznie mackami rządu), zaczęły ofiarować szpitalom nowoczesny, darmowy sprzęt, za którym po jakimś czasie nadeszły wcale niemałe rachunki. Szpitale nagle popadły w niebotyczne długi, które zaczęły ściągać „hieny w togach” (też rządowe), a które ktoś po pewnym czasie zaczął po cichu wykupować. Okazało się niebawem, że długi szpitali wykupił nie kto inny a Narodowy Bank Polski pod kierownictwem starszej pani używającej na codzień polskiego pseudonimu (dzisiaj w Partii Obrażonych). Nie zmieniło to w zasadzie nic, oprócz tego, że w szpitalach zaczęło brakować pieniędzy na wypłaty, wyżywienie i leki. Zaczął się „zaplanowany przez rząd” choć nie kontrolowany odpływ personelu za granicę, przeważnie młodego i wykształconego, a w zamian zaczęto sprowadzać „ersatz” zza wschodniej granicy, a pielęgniarki nawet z dalekiej Azji. Sprawa polskiego lecznictwa do dziś nie została rozwiązana i nie będzie, bo nie leży to w interesie żadnego rządu. Nic nie zrobi nawet słynny kardiolog, bo w dalszym ciągu myśli jak „czerwony kapturek”, a po drugie nie otrzyma poparcia ani „polskiego” rządu ani „polskiego” Sejmu. Społeczeństwo choruje w dalszym ciągu ale nie ma już szans na leczenie. I o to w tym wszystkim chodzi. Schorowany i pozbawiony opieki medycznej naród wcześniej czy później zejdzie do grobu i zostanie tylko garstka odpornych, która już nikomu nie będzie w stanie zagrozić.

Jeśli żadnemu rządowi nie zależy na zdrowym społeczeństwie, to należy postawić pytanie – z jakiego narodu wywodzi się rząd, któremu nie zależy na własnym narodzie. Odpowiedź może być tylko jedna – z pewnością nie z tego narodu. Jeśli jesteś Polakiem i nie wszystko zrozumiałeś – przeczytaj to jeszcze raz, bo to jest bardzo ważne. Dla Ciebie, dla Twoich dzieci i dzieci Twoich dzieci.


C

zy choroba może mieć podłoże polityczne, a dokładniej czy może być skutkiem politycznych decyzji lub ich zaniechania? Rozpatrzmy to na przykładzie nierzadkiej, aczkolwiek uciążliwej „bębnicy”. Jest to choroba spowodowana nadmierną fermentacją pokarmu w układzie, powodującą tzw. wiatry. Sama nazwa „wiatry” jest trochę nieszczęśliwa, gdyż objawy choroby przypominają bardziej odgłosy perkusji – od dziecinnego werbelka po kotły wielkiej orkiestry symfonicznej i są bardziej adekwatne do nazwy właściwej. O ile sam objaw (a zarazem skutek) choroby daje uczucie szczęścia choremu, o tyle już otoczenie zwykle nie wykazuje oznak szczęśliwości, dając temu wyraz w dziwnym wyrazie twarzy i gwałtownym poszukiwaniu oaz świeższego powietrza. Fakt ten należy jednak zaliczyć do oddziaływań społecznych ale jeszcze nie politycznych. Choroba doczekała się wielu opracowań naukowych, z których najważniejsze było ustalenie normy „wydechów” wynoszącej 9-17 (max. 21) na dobę dla człowieka zdrowego. Co leży zatem u źródeł choroby? Przede wszystkim złe odżywianie, które powoduje nadmierne gnicie pokarmu w układzie wytwarzając przy tym nadmierne ilości metanu, wodoru i dwutlenku węgla (gazy bezwonne) oraz w zależności od ilości i jakości bakterii tzw. nawaniaczy (stosowanych także w gazownictwie). Nadmierną fermentację może spowodować duża ilość jednorazowo spożytych węglowodanów (nie wymieszanych ze śliną z powodu nadmiaru pierwszych i niedoboru tej drugiej), a w szczególności cukru białego, a także niestrawione resztki będące skutkiem spożycia pokarmów antagonistycznych, przeważnie białka połączonego z węglowodanami (np. mięsa z pieczywem).

Na codzień Polak jest bombardowany informacjami z plakatów, gazet, ekranów i głośników, że „Mars jest dobry na wszystko” czy „na kaca zjedz Big-Maca”. Pizza-Hat oferuje big-Pizzę, którą możesz popić darmową big-Coca-Colą, Zasypywany jest reklamami cukierków, ciasteczek i wspaniałej brązowej czekolady od niebieskiej krowy czy kundel-niepodzianek gdzie w środku znajduje się wymarzony model do składania mający mieć wpływ na rozwój intelektualny dziecka. Czyli reklamuje się wszystko, co sprzyja wymienionej wcześniej przypadłości. Mamy jeść mięcho z pieczywem, zagryzać słodyczami i popijać schemizowanymi napojami, bo wszystko to i tak przerobi nasza „betoniara”. Dla malkontentów lub raczej dla ozdoby dodaje się liście sałaty, bo zielony ładnie komponuje się z żółcią i czerwienią. Państwo nie może zakazać reklamy i nie ma żadnego wpływu na jej treść, ale też nie robi nic dla przeciwwagi, propagując choćby zasady zdrowego żywienia. Co więcej, grzechem państwa jest zezwolenie firmom na handel niezdrową żywnością w szkołach, biurach czy szpitalach. Grzechem państwa jest też propagowanie szklanki mleka dla ucznia (choć od dawna wiadomo, że spożywanie słodkiego mleka prowadzi prosto do alergii organizmu), bo na dożywianie najbiedniejszych jeszcze żaden rząd nigdy nie znalazł pieniędzy. Nawet w szpitalach zestawy posiłkowe są dalekie od prawidłowych, chociaż akurat to dzisiaj jest najmniej istotne, bo z reguły wyżywienie chorych spadło na nich samych lub na ich rodziny. Z drugiej strony działają społeczne uprzedzenia zapoczątkowane przez K. I. Gałczyńskiego sloganem „Jedzcie dorsze, bo gówna jeszcze gorsze”, poprzez hasło „Polaku cukier tuczy – nie pij słodkiej wódki” po obiegowe schematy – „śledź – pokarm robotnika” czy „micha kartofli z zsiadłym mlekiem – to pokarm wiejskiego kmiota”. To wszystko jest ze strony państwa świadomym działaniem lub zaniechaniem, a więc sprawą polityczną, co było do udowodnienia.

 

Są jednak tacy, którzy na tej uciążliwości nieźle zarobili, jak pewien Francuz, który „bębnicę” przekształcił w dochodowe przedsięwzięcie. Otóż występował on w Moulin Rouge „wyśpiewując” różne melodie drugą twarzą odpowiednio modelując dźwięki zwieraczem odbytu. Jak reagowały zmysły powonienia słuchających – nie podano. Pecunia non olet?


P

ewien aktywny podlotek (podlatuje do 70-tki) o polskim imieniu i całkiem nie polskim nazwisku od Specjalistów Lewych Dochodów, który już raz wsławił się sparodiowaniem słów Wielkiego Polaka na warszawskiej wystawie krajowych części do rowerów, dziś wydał odgłos w „zborze” po expose nowego premiera – „Nie było w tym żadnego ognia, wręcz przeciwnie – expose miało charakter uspokajający”. Ciekawe po co babci ogień, jak w piecu tylko przepalony ruszt i gęsta pajęczyna? Inni też nie byli błyskotliwi. Pytania były podchwytliwe a odpowiedzi wymijające, co w naszej tzw. polityce jest chlebem powszednim. Jedna z posłanek Partii Obrażonych domagała się „jasnej deklaracji odnośnie terminu opracowania programu pomocy dla Polaków wyjeżdżających za granicę” ale zapomniała dodać, że chodzi jej o zagraniczne wyjazdy posłów i posłanek, bo ci jak wiadomo w Polsce przebywają tylko wtedy gdy muszą napełnić kabzę lub „podnieść rekę i nacisnąć przycisk”. Najważniejszym chyba pytaniem było – „gdzie i kiedy pan premier uda się za granicę?” Tu pan premier uległ zakłopotaniu, bo tego nie przewidział. Amerykę już załatwił braciszek. Do Moskwy? – nie, bo chyba jeszcze carowi nie wyschła ślina na gębie po całuśnym poprzedniku. Do Rzymu? – też nie, bo posądzą o popieranie „moherowych beretów”. Do Berlina? – nie pasuje, bo widmo rury Ribbentrop-Mołotow no i… ta wysoka Gabrielle. Do Paryża? – nie, bo trzeba połykać żaby, ślimaki i inne świństwa, co Polak by nawet nie kopnął. Do Brukseli? – też kłopot, bo Europa już na nas warczy za jakąś homofobię. Jakby nie srał, dupa z tyłu. Proponuję zacząć od jakiegoś naszego kontygentu wojskowego, bo to i sami swoi, w miarę bezpiecznie, a i żołnierze się ucieszą, że Ojczyzna o nich pamięta i plan się wypełni. Głos zabrali także przedstawiciele tzw. inteligencji poza sejmowej, według których expose było „niespójne i zabrakło w nim konkretów” i było „nieuporządkowaną litanią życzeń”. No panowie, a czegoście oczekiwali? Listy do aresztowania w najbliższym czasie? Expose musiałoby trwać kilka dni. Przecież nie można nic obiecać jak w kieszeni płótno, a z samych podatków to nawet wyżyć się nie da, o paliwie do limuzyn nie wspominając. Expose premiera było i nowe i dobre. W tym, w czym było dobre nie było nowe, a w tym w czym nowe nie było dobre – powiedziałby sir Winston. Od siedemnastu lat słyszymy to samo – jak partia mówi, że nie da – to nie da, a jak partia mówi że da – to mówi. Hasło – „wybierzmy przyszłość” – brzmi pięknie i chwyta za mózg, ale jak się zastanowić, to po co ją wybierać, jak sama nieuchronnie nadejdzie? Wydaje mi się jednak, że ten rząd jest pierwszym w miarę propolskim rządem. A może faktycznie tylko mi się wydaje…


R

atujmy dolinę Rospudy. Nawet Polak po maturze może nie mieć zielonego pojęcia, gdzie w Polsce znajduje się rzeczone miejsce, ale spieszę z wyjaśnieniem, że chodzi o tzw. ścianę wschodnią, gdzie od ponad pół wieku ryby i ludzie głosu nie mają, za to w ich imieniu paszcze otwierają wszelkiej maści naukowcy i tzw. obrońcy środowiska naturalnego (przeważnie z Warszawy), którzy jak zwykle liczą zapewne na to, że dostaną „w łapę” za przychylne inwestycji opinie. 500-metrowa estakada ma ulżyć mieszkańcom Augustowa, ale naprzeciwko stają głosy obrońców rzadkich storczyków, ostów, pokrzywy, głuszca, bociana czarnego, szuwarowego szczura i najdzikszej rzecznej doliny. Zmiana projektu nie wchodzi w rachubę, gdyż Unia Europejska wycofa swoje pieniądze, a swoich ściana wschodnia ma mniej niż zero. Obrońcy kleszczy i wszy polnych mają już petycję do prezydenta kraju z podpisami ponad 30 tysięcy obywateli, co jest bardzo łatwe, gdyż na takich petycjach można umieścić nawet podpis Dżyngis-Chana czy Kazimierza Wielkiego i pies z kulawą nogą nie sprawdzi ich autentyczności, bo to nie listy wyborcze. Jest to też odwieczny problem, kto ma mieć lepiej – człowiek czy przyroda. Mieszkańcy Augustowa nie przeniosą swoich mieszkań z taką łatwością jak wymienione wyżej ptactwo, a i storczyki mogą przecież wziąć do uprawy ich zagorzali obrońcy. Ale nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go. I przy okazji nieźle się obłowić.


P

olski rycerz ze Stowięcina na Pomorzu między Pomorzami leżącym, herbu „wysypane żyto”, ma zamiar patronować budowie „pomnika pokoju” pod Grunwaldem, co uroczyście przyrzekł po obejrzeniu kopii bitwy w 596 rocznicę jej odbycia. Jak na pomnik pokoju przystało, mają to być dwa potężne miecze, w środku z windami na platformę z widokiem na wiejską biedę i pomieszczeniami socjalnymi dla szybko trawiących. Przed „obosiecznymi” zaś, mają stanąć gigantyczni rycerze w zbrojach i pełnym uzbrojeniu ale za to z twarzami wyrażającymi pokojowe nastawienie. Ponieważ ów rycerz swego czasu nie był pasowany na dojrzałość (choć w papierach rycerskich zarzeka się, że był), nie wie zapewne, że żaden knecht w ręku miecza nie dzierżył, a co najwyżej sierp tatowy i młot bojowy. Dlaczego więc możny patron nie wykorzystał uzbrojenia właściwego dla swojej nacji? Czyżby obawiał się, że złośliwi rzemieślnicy mogą ów sierp i młot skrzyżować? List intencyny w sprawie, rycerz ów podpisał z przedstawicielami ambasad niemieckiej, białoruskiej, mołdawskiej, litewskiej i rumuńskiej czyli z potomkami uczestników słynnej bitwy ze sporym naddatkiem, bo każdy pieniądz się przyda. Nie podpisali go zaś przedstawiciele marszałka województwa warmińsko-mazurskiego, organu właściwego dla terenu potyczki. Dlaczego? Nie wierzą w rycerskie słowo patrona czy ranga sygnatariuszy była za wysoka?


J

eszcze Najjaśniejsza nie zginęła póki my żyjemy… i zapewne nie zginie, bowiem cały kraj wzdłuż i wszerz usiany jest grupami „trzymającymi coś”. Mieliśmy grupę „trzymającą władzę”, gdzie w śledztwie parlamentarnym posłanka typu „Czerwony Polsilver” wykryła pionowe korytarze w budynku agencji prasowej (o grupie coś podejrzanie przycichło). Następna komisja sejmowa ujawniła grupę „trzymającą ubezpieczenia”, z której przypadkiem wyszła grupa „trzymająca ropę” i gdzie niejako odpryskiem objawiła się grupa „trzymająca fundacje” (słynna fundacja „pieniądze bez barier”). W międzyczasie wyszła grupa „trzymająca podpisy”, której to przedstawicielka z trybuny sejmowej, z oczami pełnymi łez i kurwików, szukała pomocy u Annana Kofana. Potem namierzono grupę „trzymająca togi” (nie do rozpracowania) i zaraz po niej grupę „trzymającą mięso” (śledztwo w toku). Pewnego pięknego dnia jak meteoryt zabłysła grupa „trzymająca handel bronią” i jak meteoryt szybko zgasła, bo przysłoniła ją chmura „trzymająca wszystko”. Niebawem należy się spodziewać ujawnienia grupy „trzymającej węgiel”, grupy „trzymającej tory kolejowe”, a także grupy „trzymajacej glebę” po rozkradzionych PGR-ach oraz grupy „trzymającej mienie” po tzw. restrukturyzacji LWP, bowiem wszystko zależy od rządzącej partii, która aktualnie nie posiada grupy coś trzymającej. Istnieją też grupy znane pod wspólnym tytułem jako grupy „trzymające za mordę”, jak grupa jednego senatora, który na swoim terenie uparcie zakopywał kości zwierzyny bez powiadamiania właściwego konserwatora zabytków. Ostatnio dołączyła grupa „trzymająca gwizdki”, a wszystko zaczęło się od działacza sportowego, który na widok banknotów wyższej rangi tracił poczucie permanentnego zagrożenia. Wziąwszy „w łapę” od znajomego nieznajomego, wrzucił ze wstrętem 100 tysięcy złotych do koła zapasowego i dał się złapać w zagajniku nie przeliczywszy nawet pieniędzy. Potem trafiono na grubą rybę o doskonale maskującej ksywie „fryzjer” (może chodziło o to, że wszystkich golił równo?), który to w PZPN ustalał wszystko – od kalendarza imprez począwszy po liczbę wpuszczonych bramek, co miało niewątpliwy wpływ na wygląd tabeli Pierwszej Dywizji i na jej widok spoza granic. Ja bym jeszcze przypatrzył się tej grupie, jako podejrzanej o ujemny wpływ na ewolucję polskiej piłki. No bo jak wytłumaczyć fakt, że w ciągu ćwierćwiecza orły Górskiego przemieniły się najpierw w gołębie Piechniczka, potem w pawie Engela, by w końcu pokazać się jako nieloty Janasa na ostatnim mundialu, gdzie jak zwykle rozegrano tylko mecz o honor…, o pardon – mecz o humor prezesa PZPN. Polacy, trzymajmy się… przynajmniej przy życiu.


P

ublikatory należące do grupy mediów nielubiących miłościwie nam panującej partii, wykryły nowy element budowy taniego państwa. Podały, że pan premier (już ten właściwy) zapowiedział utworzenie nowej Agencji Rozwoju Terenów Wiejskich. Przy okazji jej tworzenia mają zniknąć takie potworki jak Agencja Wyprzedaży Ziem Zagrabionych po najnowszej reformie rolnej, Agencja ds. Dezynfekcji Euro czy Fundacja „Polskie Kulczyki dla Polskich Krów”. Czyn godny pochwały lecz musimy pamiętać, że trudny do realizacji. Istniejące już Agencje wrosły w polski krajobraz jak nie przymierzając barszcz Sosnowskiego i tak samo jak on będą chyba nie do wyplenienia. Czy pan Prime Minister policzył już „dziengi” na odprawy dla tych, którzy teoretycznie zasilą rzeszę bezrobotnych? To nie są odprawy dla polskiego robotnika, a odprawy dla polskich nierobów, które zapewne pójdą w miliony PLN. Czy pan premier ma już obsadę dla nowej Agencji, a jeśli tak to ilu kandydatów potrafi włączać i wyłączać agencyjne komputery? Czy jest choć jeden fachowiec do obsługi programu, który wylicza bydło i trzodę do zakolczykowania (mówię o zwierzętach)? Sen to czy jawa, bo Polacy już przywykli do rządowych reorganizacji, po których w urzędach nie było widać wejścia spod szyldów.


O

jczyzna nasza jest coraz bardziej znana na całym świecie, promowana przez czynniki rządowe, przymusowych emigrantów, ludzi nie mających szczęścia do prawa czy turystów (w tym szczególnie piłkarzy). Ale obrazki z plakatów nie muszą się pokrywać z szarą rzeczywistością, co stwierdziła zaproszona do Polski rodzina zesłańców z Kazachstanu. Po półrocznym kontenstowaniu naszej rzeczywistości wsiadła do nowego samochodu, zabrała rządowe dotacje i… pojechała z powrotem do swojego kraju. Czyżby przodkowie opowiadali o zupełnie innej Polsce?


S

ąd Najwyższy oddalił jako „oczywiście bezzasadne” kasacje byłych posłów SLD Andrzeja Jagiełły i Henryka Długosza, skazanych w sprawie „przecieku starachowickiego” na rok i półtora roku więzienia. Niby nic wielkiego. Sprawiedliwości stało się zadość. Ale… Jest to klasyczny przykład poświęcenia zwykłych żołnierzy, by dowódcy mogli ujść z życiem. Nie ma zresztą czego żałować, bo jak spojrzeć na obu, to partyjna inteligencja wprost wyziera z ich oczu. Myśleli zapewne, że „prezio” zawsze ich obroni i w doczesnym świecie wszyscy im mogą skoczyć na pukiel. Rzeczywistośc jest jednak zupełnie inna. Zgubił ich zupełny brak zamiłowania do słowa pisanego i gdyby choć tylko liznęli Statut polskiej lewicy, wiedzieliby zapewne, że „Mądry Żyd, to zamaskowany Żyd. Głupi Żyd, to zdemaskowany Żyd”. A za głupotę trzeba płacić. Zawsze i wszędzie…


N

asz pierwszy, niekomunistyczny (hehehe) prezydent znów uległ rozdrażnieniu. Wydał rozkaz gdańskiej prokuraturze, by natychmiast zbadała i orzekła raz na zawsze, że on do stoczni został przeskoczony przez płot a nie, jak twierdzą jego zagorzali wrogowie, dopłynięty łodzią desantową Mar-Woju w otoczeniu uzbrojonych esbeków. Koledzy widzieli jak wszedł na salę z jakimiś ludźmi, ale to byli na pewno stoczniowcy, a że kombinezony mieli lekko wypchane pod pachami to dlatego, iż za pazuchą mieli narzędzia stoczniowe, bo na stoczni wszystko kradli. Pan prezydent twierdzi, że nawet sam minister sprawiedliwości powiedział, że w jego teczce dosłownie nic nie ma. To może być prawda, bo prawdziwa teczka powinna być u byłego prezydenta od czasu jak mu ją doniósł jego własny kierowca. Sam mówił, że oglądał i zapomniał oddać. Ma też przecież status „pokrzywdzonego” uzgodniony z kolegą przewodniczącym Instytutu Pamięci Niepełnej i Niepewnej, a słówko „pokrzywdzony” raz na zawsze wyklucza współpracę z bezpieką. Święta prawda, ale tu się nie ma z czego śmiać, bo sprawa jest śmiertelnie poważna i przegrana w sądzie może wpędzić rajców grodu w spore kłopoty. Wiemy przecież, że polowe lądowisko w Rębiechowie zostało przezwane imieniem naszego pokojowego noblisty i do listy usług jest dołączona opcja, że turysta na lotnisko może się dostać skacząc przez płot w wyznaczonym miejscu (cena skoku jest odwrotnie proporcjonalna do wysokości płotu). W wypadku przegranej w sądzie opcja okaże się nieaktualną i trzeba będzie wykopać kanał z Leniwki, aby turysta mógł na lądowisko dopłynąc łódką z pracownikami lotniska przebranymi za stoczniowców. A kto i za ile wykopie kanał? Z ekonomicznego punktu widzenia pan były prezydent musi w sądzie wygrać, by nie pogrążyć ukochanego miasta w długach. Dopuścić też można kompromis. Pan prezydent znalazł się w stoczni bez wysiłku pokonując ogrodzenie, ale wielki długopis dostarczyła łódź desantowa, gdzie esbecja musiała (z urzędu) pilnować historycznego artefaktu. Wątpliwości może budzić tylko wielkość długopisu, ale kto pamięta mikrofony używane w tym czasie na polskich festiwalach piosenek, musi przyznać, że już wtedy miniaturyzacja osiągnęła zadowalający efekt.


T

eoretycznie polskie zgromadzenie, zwane Sejmem znów pokazało, że potrafi się doskonale bawić na koszt podatnika. Zamiast pracy nad ustawami, dziś w najlepsze zaprezentowano nam zabawę w kotka i myszkę. Poszło o ustawę zapobiegającą wybieraniu do Sejmu zawsze tych samych, którą chce wprowadzić koalicja, a przeciwne są połączone siły Partii Obrażonych, Czerwonych Kapturków oraz partii zbliżonej do rolnictwa, zwanej pieszczotliwie „arbuzami” (bo to z wierzchu zielone, a w środku czerwone). Najpierw trzeba było ustalić, czy jest sens debatowania i niestety zabrakło „quorum” czyli liczby gwarantowanej, która miała popchnąć ustawę na wyższy stopień rozwoju. Cóż takiego się stało? Otóż urzędowi wrogowie koalicji, zastosowali dziecięcą sztuczkę – zakrywamy oczka i nas nie ma. Wymyśliły to osobniki „co one są głowa”, a których jest po kilka na każdą partię i gdy pan marszałek po stuknięciu swojej laski wygłosił sakramentalne „proszę podnieśc rękę i nacisnąć przycisk” oponenci podnieśli obie rączki, zakryli oczka (czyli – nie ma nas) i tym sposobem zabrakło narządu na przycisk, co oznacza elektroniczną nieobecność. Quorum zabrakło, co było powodem ogłoszenia przerwy i zapoczątkowało poszukiwanie osobników przynależnych na puste fotele. Najpierw przeszukano miejscową tawernę a potem rozesłano „e-wici” i po chwili Wiejska okazała się faktycznie wiejską, wąską drogą nie mogącą pomieścić na raz tylu limuzyn ze zjeżdżającymi wakacyjnymi wcześniakami. Ponoć zatrzymywano nawet pociągi, zawracano samoloty i wszystko to, co miało w sobie koalicję. Wszystko by ucichło, gdyby nie pan marszałek dwojga imion, który widząc, że głosowało 233 oraz tyleż samo było „za”, palnął bez zastanowienia – „przyjęto jednogłośnie”, co natychmiast skwitowały głośnym rechotem połączone siły demokratyczno-liberalno-komunistyczne. O tym, czy na terenie Sejmu dalej serwuje się gorzałę nadal nie wiadomo, ale po dzisiejszych „obradach” widać, że takiej zabawy „po trzeźwemu” by nie było.


C

ałkiem przypadkiem (bo nie jestem fanem polskiej telewizji) zobaczyłem dziś w TVN wyniki ankiety. Na pytanie „jak oceniasz wypełnianie obowiązków przez prezydenta”, 67% respondentów odpowiedziało – źle. Zacząłem się zastanawiać o co tu chodzi i doszedłem do wniosku, że i ten co pyta i ten co odpowiada mają coś z „porządkiem na strychu”. Nie chodzi też o wynik, bo jak wiemy z rodzimych sondaży, większość Polaków zawsze będzie uwielbiać seksownego prezydenta, tego co w stanie „wskazującym na jutrzejszego kaca” uroczyście otwierał cmentarze pomordowanych na wschodzie. Problemem jest – czy ten co zadawał pytanie i ten co odpowiadał, znają zakres obowiązków głowy państwa? Obawiam się, że nikt ich nie zna z prezydentem włącznie. To skąd takie pytanie i taka odpowiedź? Wszystkie te sondaże sieją tylko polityczny zamęt a z tzw. obiektywizmem mają tyle samo wspólnego, co dziennikarze słynnego polskojęzycznego brukowca na niemieckich papierach. Wiadomo, że efekty sondaży zależą od opcji, jaką popiera naczelny biura badań opinii społecznej, który i tak ustali wynik końcowy zanim ten „pójdzie w świat”. Druga sprawa to tzw. reprezentatywność respondentów. Jaki ankieter odważyłby się zadać pytanie o naszych politykach na biednej wsi wiedząc, że wróci już po pierwszym pytaniu z odciskami gumiaków pod oczami. Który ankieter odważyłby się przeprowadzać polityczne ankiety w szemranych dzielnicach wśród respondentów przy „pywku”? Żaden, bo po szkle trudno się goi. Kto z ankieterów pójdzie zadawać pytania do pierwszego lepszego zakładu pracy wiedząc, że każda ręka robotnika to mały pancerfaust? Pozostaje więc wypasiona „yntelegencja” przesiadująca w knajpach, bo przynajmniej stamtąd nie wyjdzie się o suchym pysku. Dlatego wszelkie ankiety należy traktować z wyrozumieniem, bo ankieter też człowiek. Trzeba zrozumieć pytanie i zrozumieć odpowiedź. Tak jak pewien wojskowy, który przyjmował świeżo upieczonego magistra do służby na kursie SPR. Jaki pana zawód? Jestem fizykiem, odparł magister. Wpisał do ankiety – fizyczny.


N

iemoc, niefrasobliwość czy głupota polskiego rządu? A może wszystko razem? W lutym tegoż roku do portu w Gdańsku wpłynął holenderski statek, który miał przejść remont w polskiej stoczni za jedyne 100 mln PLN (optymiści piszą o 100 mln euro), ale okazało się, że przy okazji podrzucono nam europejskie kukułcze jajo w postaci azbestu, który „przymaskowano” w chłodniach we wnętrzu statku (tu brawa dla celników). Ile jest tego azbestu nie wiadomo, bo co gazeta to inne dane, dlatego szacunek wynosi od 180 do 2000 ton, co i tak nie robi żadnej różnicy. Pomysłów było wiele – od zaholowania do macierzystego portu przez nasze holowniki po banicję z zakazem powrotu. Rząd nic nie robi, bo walczy o swoje przetrwanie, a nasz „bóg morza” to wysoki specjalista od wydajności z hektara – wie tylko, że Bałtyk znajduje się na północ od stolicy, jest słony i widział jak wygląda przechadzając się po plaży, więc z jego strony nie należy się spodziewać wiążących decyzji. Może to i dobrze, bo następna głupota może wisieć w powietrzu. Ciekawe, kto z naszej strony podpisywał umowę na remont, skoro coś tak ważnego umknęło uwadze? W każdym bądź razie rozwój sytuacji może być ciekawy, bo z jednej strony wnerwieni stoczniowcy, którym uciekają pieniądze, a z drugiej strony ekolodzy, którzy w tym wypadku mają zupełną rację, bo na rząd nie ma co liczyć. Ten nawet z gierkowskim azbestem nie umie dać sobie rady. Zatopić Holendra nie idzie, bo po co dokładać truciznę do bałtyckiego magazynu, a przepędzić nie uchodzi, bo Bruksela nas zakracze. Zresztą czym przepędzić jak „Rotterdam” to ogromne bydle, a my już nawet kutrów nie mamy, gdyż rybacy dali się zrobić w unijnego balona i oddali swoje na złom, natomiast na użycie Marynarki Wojennej zgodę dać musi NATO. Na razie polski kundelek obszczekuje jak może holenderskiego pitbulla, a ten nawet nie zamierza otworzyć oka. Ostatni pomysł to wysłanie statku na wody eksterytorialne, gdzie Holendrzy mają przeładować azbest na inny holenderski statek. Kaktus mi rośnie na dłoni, bo już widzę ten drugi statek, który może zobaczyc każdy Polak stojący na brzegu, a nazywa się M/S Morze Bałtyckie. Kto i czym skontroluje ten przeładunek? Jeden jacht, nawet z Bolkiem i jego Lolkiem, może nie wystarczyć.


Ż

ona ostatnio kupiła w sklepie serek topiony z czosnkiem i innymi ziołami, zachwalany przez sprzedawczynię jako hit zdrowia. Opakowanie owszem, nie psujące się, kolorowe, a w środku coś biało-zielonkawo-szarawe, czyli kolor adekwatny do nazwy. Wszystko zaczęło się jednak w czasie degustacji. Już po pierwszym kęsie poczułem smak nie wysprzątanego pastwiska i pomimo nalegań na następny straciłem ochotę. Nie pomogło nawet zagłuszanie łaciatym masłem. Nie szło tego jeść. Nawet pies tylko powąchał i odwrócił się drugą twarzą. Szlag trafił pieniądze i dobrze, że małe. Takie numery to już nie tylko pojedyncze przypadki. Parówki, jeszcze przed otwarciem sklepu, są kąpane, nacierane płynem z pierwszego tłoczenia i kto nie kupi tak pięknej wędliny. Doznania zmysłowe zaczynają się na drugi dzień, nawet jeśli paróweczka leżakowała w lodówce. To może coś markowego? Kupiliśmy firmowy „Sokołów” – takie kiełbaski jednokęsowe, zapakowane szczelnie, by do środka nie dostały się żadne bakterie. I co? Okazało się, że produkt jest z serii „dwa w jednym”. Po przekrojeniu zobaczyliśmy, że każda kiełbaska zawiera pół kiełbaski i pół zwyczajnego smalcu. Pomyślałem, może to i dobre, ale jak policzyłem, to smalec wychodzi za drogo. Na bieżąco już oferuje się w sprzedaży masło wymieszane z margaryną, gdzie „masło” napisano wołami, a „zdrowy” dodatek jest ledwo widoczny nawet dla sokolego oka. Okrzyczane jogurty też ponoć są zdrowe, ale tylko w momencie otwarcia, bo „zdrowe” bakterie giną już w momencie zetknięcia się ze śliną. Zresztą każdy, kto przeczyta „najlepiej spożyć przed” i datę, to już wie, że termin przydatności należy zapisać w kalendarzu na następny rok, żeby nie przeoczyć. Zaczyna być straszno. Zaczynamy kupować żywność, która zaczyna być coraz bardziej niezdrowa, nabytych chorób nie ma już kto leczyć, a producent przestał informować na co nas naraża. Za to reklamy proszków na wzdęcia idą co parę minut, jak komunikaty przed nalotami bombowymi w pamiętnym wrześniu. Zmyślni producenci zaczęli też grać na nutce nostalgii. Na co byś nie spojrzał, wszystko jest „babuni”. Czyjej do cholery, bo moja przetwory robiła o niebo lepsze. Sytuacja zaczyna wyglądać jak we wspomnieniach dwóch panów – „Pamiętam, że u nas przed każdym posiłkiem odmawialiśmy modlitwę…” – „A u nas mama dobrze gotowała”.


R

atujmy dolinę Rospudy – ciąg dalszy. Augustów rozpoczął kontrofensywę. Gazeta środowisk zbliżonych do Targowicy (nazwanej dla zmyłki Okrągłym Stołem) zapodała, że mieszkańcy Augustowa także rozpoczęli zbieranie podpisów, tyle że za budową mostu nad rzeczułką Rospudą. Ta sama gazeta rozpoczęła wcześniej kampanię na rzecz obrony rzeczki, bo ta jest taka śliczna, a jak rozjadą ją traktory to będzie tylko sam piach, a plaż już mamy pod dostatkiem. Czy teraz gazeta liczy na świeże pieniądze z Augustowa? Możliwe, bo obok redakcji z pewnością nie przejeżdżają setki tirów, nie trzęsą się komputery, filiżanki z kawą nie spadają z biurek i żaden z redaktorów nie zginął jeszcze pod ciężarówką, a w Augustowie tiry codziennie niszczą drogi, budynki i zabijają ludzi. Przez środek miasta w ciągu doby przepycha się 14 tysięcy pojazdów, gdzie na każde dziesięć skrzyżowań założono jeden komplet kolorowych świateł. Dlaczego nie na wszystkich? Bo Augustów zrobiłby się takim Korkolandem, że jeśli nawet nikt nie wpadłby pod samochód, to i tak by umarł zatruty spalinami. Kiedy człowiek wpadnie pod pojazd jest to tzw. „normal” i problem sprowadza się tylko do tego, kto na kogo wpadł i komu ma płacić PZU. Kiedy jednak samochód przejedzie pijaną żabę, to zejście niewinnego płaza wywołuje ogólnokrajową dyskusję nad niepotrzebną śmiercią i szuka się winnych zaniedbania budowy specjalistycznych podziemnych przejść dla pełzaków. Środowisko obrońców much i komarów uważa, że człowiek jest niczym w porównaniu z jakimś innym, też ginącym gatunkiem i sprawa jest warta wydania wielkich pieniędzy, bo kto będzie nas kąsał i obsrywał nam kanapki. Mieszkańcy Augustowa! Wy musicie zrozumieć, że jesteście tylko potrzebni jako chwilowi dzierżawcy i pielęgniarze rzeczek, łąk i lasów, do których na lato zjeżdżają nieroby ze stolicy. Wy musicie je pieścić, bo jakież to wywczasy pod mostem pełnym klaksonów, warkotu i smrodu. Mosty są dla cywilizowanego świata, a wy macie być nieskażoną przyrodą, taką z widłami i w gumiakach. Zrozumiano?!


O

co chodzi w tym szumie o tzw. służbie cywilnej? Otóż, każde państwo, mniej czy więcej zbiurokratyzowane, opiera się na pracy tzw. urzędników państwowych. W Polsce jak na razie są dwa typy tychże. Pierwszy, to uśmiechnięty, uprzejmy i odpowiadający na każde pytanie a nawet doradzający klientowi i ten typ cechuje wykształcenie, znajomość prawa czyli pewność siebie. Występuje na razie w prywatnych, przeważnie zachodnich instytucjach na polskiej ziemi. Drugi, właściwy dla polskich urzędów, to wiecznie smutny gbur o masce Frankensteina, którego zadaniem jest zniechęcenie klienta do korzystania z usług. Takiego cechuje absolutny brak wiedzy (zdobywa ją na bieżąco dzwoniąc do „swoich”), a pracę dostał jako znajomy królika. To właśnie tego typu urzędnicy „załatwili” właściciela Optimusa i wielkopolskiego piekarza, co chciał pomóc głodującym. Służba cywilna miała być pracą jak każda inna i miała nie podlegać klasie próżniaków władających państwem. Jednak u nas jest to niemożliwe z dwóch powodów. Pierwszy – wykształcona i apolityczna klasa urzędnicza gwarantuje stabilność państwa, a to w Polsce jest niedopuszczalne. Drugi – urzędnik egzekwujący tylko obowiązujące prawo staje się niepodatny na naciski politycznych głupców, co jest sprzeczne z kierowniczą rolą partii. Wojna rozgorzała o to, z której strony ma być nałożony kaganiec. Czy na pysku (nabór do szkoły), czy na dupie (po ukończeniu szkoły i obsadzaniu stanowisk), czy też nie nakładać go w ogóle? Ale jeśli nie kaganiec, to musi być jakaś sieć filtrująca przyszłą grupę „trzymającą państwo” tak, by zatrzymać elementy myślące prospołecznie, bo takie mogą się wymknąć spod kontroli partyjnej, a jeszcze, nie daj Boże, do grupy zaczęliby przedostawać się wykształceni Polacy. Teraz gorączkowo poszukuje się „złotego środka”, czyli takiego, by partie były syte, a naród niczego się nie domyślał. Czy ktoś już zauważył, że w żadnym państwowym urzędzie nie uświadczysz tak zwanego „etatu” (zwykle obejmującego stanowiska najwyżej płatne), który określa nieprzekraczalną ilość stanowisk do obsadzenia, a każde jest obwarowane warunkami wykształcenia? O tym się nie mówi, bo to jest „tajemnica państwowa”, dzięki której obojętnie jaka ustawa o służbie cywilnej powstanie, to i tak urzędnikami zostaną „nasi”. Można już się domyśleć, dlaczego sprzątaczka w NFZ zarabia więcej od „zwykłego” lekarza i może się leczyć w szpitalu MSZ. Teraz nas czeka jeszcze batalia o samorządy, którym na głowy zrzucono wszystko oprócz własnych pieniędzy. Dlaczego nie dano pieniędzy? A jak trzymać w ryzach niepokornych i zmusić ich do uległości? A za czyje państwowi próżniacy mieliby się rozbijać po świecie na darmowych wycieczkach? A za czyje miałby poseł do najbliższego kiosku podjechać rządową limuzyną? Za swoje? Z czegoś trzeba też finansować czteroletnie wakacje dla setek obiboków, a na to i takich pieniążków samorządy z pewnością by nie dały. A wiesz dlaczego w Sejmie (jako jedynym państwowym urzędzie) serwuje się gorzałę? Dlatego, by dziadostwo nie szlajało się po knajpach dla pospólstwa i w pijanym widzie nie rozpowiadało Polakom, co dzieje się na Wiejskiej.  machloje w Służbie Cywilnej


Ś

wiat boi się przebiegunowania, a my to już mamy za sobą. Kiedyś naród żył w Polsce, a rząd mieliśmy w Wielkiej Brytanii. Dziś rząd jest w Warszawie, za to narodu trzeba szukać na wyspach.


C

złowiek jest bardzo pomysłowy, a szczególnie gdy zasiądzie w odpowiedzialnym państwowym fotelu. Dowiódł tego miłościwie nam panujący król radia i telewizji Bronisław „dablju” (z angielskiego „W”), który dał się już poznać jako wielki zwolennik „ściśle jawnej” lustracyjnej bazy danych. Z pomocą Czechów (dziw bierze, że nie sam) doszedł do wniosku, że nie ma sensu uganiać się za radio i telepajęczarzami sprawdzając, czy obywatel posiada jakikolwiek odbiornik medialny, jeśli zjawisko można zlokalizować już u samego źródła. Wyszedł z założenia, że jeśli do każdego domu dochodzi więcej niż jeden przewód przewodzący elektrony, to obywatel musi posiadać tzw. prąd i już jest potencjalnym odbiorcą programów radiowych i telewizyjnych, nawet jeśli oba są nieprzyswajalne. Jeśli zatem jest prąd, to istnieje potencjalne zagrożenie nielegalnego użycia odbiorników medialnych, nawet jeśli najemca ich nie posiada, bo ostatniego pozbył się po pierwszym mundialowym meczu. W polskiej rzeczywistości płaci się nawet za domniemanie możliwości użycia, co jest zjawiskiem prawnie dopuszczalnym i zalecanym z punktu widzenia ekonomii państwowej. Wprowadzenie pomysłu musi dać wreszcie 100% ściągalność w skali kraju, bo abonament będzie płacony przy okazji rachunku za prąd, a jak wiadomo inkasentowi jeszcze nikt nie uciekł. Należy teraz iść za ciosem i nakazać kioskarzom tworzenie baz danych zakupujących przenośne źródła zasilania zwane bateriami, bo potencjalnie mogą zostać użyte do napędu konspiracyjnych odbiorników. Na bazie bazy należy wyliczyć tylko ryczałt i pobierać go przy zakupie baterii. Pójdźmy jeszcze dalej. Jeśli do gospodarstwa domowego doprowadzona jest woda, a gospodarz posiada cukier i drożdże, to jest potencjalnym sprawcą spadku dochodu przemysłu monopolowego i jako taki już powinien podlegać karze ograniczenia wolności, przynajmniej w zawieszeniu. Problem ten musi rozwiązać minister finansów albo przez tworzenie baz danych w sklepach spożywczych albo, w celu zmniejszenia bezrobocia, utworzenie lotnych patroli (najlepiej trójek) do sprawdzania gospodarstw domowych na jednoczesne nosicielstwo cukru i drożdży. Problem nie jest błahy, bo traci na tym wizerunek państwa, gdyż z każdej flaszki zakupionego alkoholu, całe 1 PLN idzie przecież na urzędową walkę z alkoholizmem. Przy takim podejściu do obywatela dzieli nas już tylko krok od leczenia łupieżu za pomocą gilotyny.


K

apitan leżakującego w Gdańsku holenderskiego statku „Rotterdam” (tego od azbestu) wykazał się doskonałą znajomością nie tylko praw morza ale także czerwonej księgi przyrody i wiedzą na temat wymuszania decyzji na bazie ochrony środowiska naturalnego. Do kapitanatu portu w Gdańsku przesłał fax, że na jego statku zagnieździły się jaskółki i nie może opuścić portu, by nie unicestwić jaskółczego narybku. Na pełnym morzu ciężko jest o muchy, a załoga nie przeszła kursu pozyskiwania planktonu i jego przerobu na muchowy ersatz. Problem się rozwiązał i statku nie ruszy nikt aż do sierpnia, kiedy to jaskółcza młodzież otrzyma licencję na latanie. Biorąć pod uwagę, że pierwsze loty muszą odbywać się w pobliżu prywatnych lądowisk, więc na definitywne rozwiązanie należy poczekać do czasu, gdy wszystkie jaskółki odlecą na południe. Czy to rozwiąże problem? Znając zawrotne tempo prac polskich czynników decyzyjnych, problem może powrócić już w maju wraz z powrotem jaskółek na Ojczyzny łono. Na miejscu polskiego rządu też bym okazał złośliwość i przyłożył kapitanowi karę za niezgłoszenie prowadzenia działaności gospodarczej i nielegalną produkcję „guano”.


N

ajsłynniejszy polski Jasiek Błąd czyli detektyw wszechczasów Rutkowski (sąd zezwolił na podawanie danych), ten który samotrzeć dokonał agresji na Czechy i brał odwet za szwedzki „potop”, uległ innej agenturze, silniejszej od niego czyli państwowej. Był świetny, dopóki nie uległ czarowi Sam00brony i nie rozpoczął działalności pozasejmowej na zasadzie „jak wejdziesz między wrony…”, właściwej członkom tej partii. Sąd państwowy zarzuca mu prowadzenie nielegalnego biura ochrony mafii paliwowej, prowadzenie nielegalnej pralni do papieru oraz „doradztwo” prawne, za które cenił się jak rządowi konsultanci. Jak przystało na prawdziwego detektywa na przesłuchaniu poszedł w zaparte, a nawet zaczął kombinować jak łagodnie opuścić areszt. W dniu dzisiejszym sąd miał zadecydować, czy zapewnić mu trzymiesięczny wypoczynek na koszt podatnika, ale nasz „strąkmen” tuż przed ogłoszeniem decyzji doznał udanego zasłabnięcia i został odwieziony do szpitala. Jeśli sąd nie wygłosi decyzji do godziny 16.oo, planowa utrata świadomości może przynieść korzyść w postaci wolności, gdzie może zniknąć jak „Rzeźnik” czy „Słowik” czyli na conajmniej kilka lat. Nie jest wykluczone, że ma zaklepane miejsce w amerykańskiej firmie niejakiego Edwarda Mazura (tego co zlecił zamordowanie Big Blue), który jest chroniony przez CIA i naszą grupę „trzymającą wszystko”. Jest tylko jeden sposób by go wsadzić – tuż przed odczytaniem sentencji dać mu powąchać amoniak, bo to każdego stawia na nogi. Z ostatniej chwili – sąd odczytał, Rutkowski zrozumiał. Teraz zostało mu tylko nocne odbicie przez „swoich”.


W

„Wielikoj Rasiji” kończy się chyba epoka dobrobytu i zaczyna grozić widmo hołodomoru. Pierwszą przesłanką jest brak okowity w sklepach, gdyż jest to towar strategiczny i przedłużanie się tak wielkiego niedopatrzenia może zakończyć się wystrzałem z Aurory, a to jak wiemy zwykle kończyło epokę caratu. Car Wszechrusi chyba znalazł już winnego i zanosi się na pogrom urzędników, bo tym ostatnim zachciało się wprowadzenia komputerowego programu do liczenia sprzedanych flaszek z gorzałą, a który zaczął działać tak, jak nasz program CEPIK do rejestracji pojazdów, gdzie już na uroczystej inauguracji sam komendant nie mógł odszukać swojego samochodu (nie działa do dzisiaj). Naukowcy i ekonomiści rosyjscy ostrzegają i alarmują, że przedłużający się brak alkoholu zaowocuje niebawem brakiem perfum, wód po goleniu, lakierów do włosów, płynów chłodniczych i hamulcowych a także lekarstw na bazie spirytusu, co nie wróży dobrze rosyjskiej gospodarce. Drugi sygnał nadszedł z dalekiego Nalczyku, stolicy Kabardo-Bałkarii na rosyjskim Kaukazie, gdzie dokonano włamania do ogrodu zoologicznego celem zdobycia mięsa. Ponoć po humanitarnym (hehehe, u ruskich) ogłuszeniu miejscowego strusia, miano dokonać rozbioru mięsiwa, ale do niego nie doszło, bowiem metody z epoki szkła tłuczonego nie zdały egzaminu. Sprawcy, spłoszeni prawdopodobnie przez żonę denata, pozostawili napoczętego ptaka wraz z prymitywnymi narzędziami do rozdziału mięsa i zniknęli w czeluściach republiki. Pogoń trwa.


J

eszcze kilka upalnych dni i polska młodzież pozna jeden z uroków stanu wojennego, a mianowicie 20-ty stopień zasilania. Rodzima energetyka już wywiesza jęzor ledwo dysząc, bo na chłodzenie rozgrzanych generatorów nie pomaga coraz cieplejsza woda i zapowiada, że być może będzie zmuszona tu i ówdzie wyłączać prąd na podstawie hierarchii ważności, czyli „wajchowy” z rozdzielni mając do wyboru miejski szpital i sejmową knajpę z pewnością odetnie prąd szpitalowi. Kto żyje długo w Polsce ten wie, że taki rodzaj uspokajających zapowiedzi jest zwykle ogłaszany na kilka chwil przed całkowitą klapą. Dyskusję nad unowocześnianiem polskiej energetyki zapoczątkował tow. Edward we wczesnej epoce „pomożecie?” i na etapie dyskusji pozostało, bo mocni my w gębie, a na robotę nigdy nie było pieniędzy. Druga narodowa dyskusja, ale już o energetyce atomowej została zapoczątkowana wraz z budową elektrowni w Żarnowcu ale padła po katastrofie Czarnobyla i już się nie podniosła. Z całego atomowego programu została nam tylko „nowoczesna” elektrownia szczytowo-pompowa działająca na zasadzie nocnego napełniania górnego jeziorka z wodą i dziennego przelewania wody przez turbinki do jeziorka dolnego. Dyskusja z narodem o przyszłości energetyki jądrowej w Polsce będzie miała taki sam efekt, jak namawianie krowy do nasiadówki na własnym mleku, bo nikt ludziom nie wytłumaczył dokładnie o co chodzi, ale za to byli karmieni scenami rzucania się przed pociągi wiozące paliwo jądrowe i przykuwania się do torów przez „obrońców” środowiska naturalnego (którym płacili dyrektorzy elektrowni węglowych) oraz obrazkami z Czarnobyla, kolekcji atomowych grzybów i wypowiedziami posiwiałych docentów bez krzty wyobraźni. Kto był przewidujący i wybudował „atomówki”, ten dziś ma dużo prądu i nieźle na tym zarabia. Kto był głupi ten się zastanawia, jak wytłumaczyć narodowi dlaczego będzie musiał siedzieć przy świeczce. Tak, przy świeczce, gdyż nafty do wynalazku Łukasiewicza nie będzie, bo surowiec na Syberii i będzie nas mijał rurą Ribbentrop-Mołotow. Zwykłym gazem się nie da świecić, bo po pierwsze nie świeci zbyt jasno, po drugie grzeje jak cholera, a po trzecie będzie ten sam problem co z ropą. Ponoć siedzimy na nafcie i gazie, ale nikt nie wie, gdzie zrobić dziurkę i wstawić rurkę. Lampki olejowe też będą bezużyteczne, bo przy takim urodzaju rzepaku jak tegorocznej suszy, oleju ledwie starczy na frytki. Zostanie nam świeczka jak za króla Ćwieczka.


A

zbestowej machlojki ciąg dalszy. Miałem rację z tym „kaktusem”. Media zainteresowały się tajemniczym statkiem, który na pełnym morzu miał przejąć azbest z „wycieczkowca”. RMF FM podało – „Nie wiadomo jednak, gdzie on jest, nie wie o tym nawet Urząd Morski w Gdańsku. Jednostka, jak podaje właściciel „Rotterdamu” – nosi nazwę „Celicca”, ale nie ma jej w żadnym rejestrze; nie figuruje też także na liście jednostek spodziewanych na polskich wodach terytorialnych”. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Unia Europejska zrobiła sobie z Polski własne i tanie wysypisko śmieci. Czy w ślad za tym pójdą dotacje na utylizację? A jeśli tak, to do czyjej kieszeni?


P

raca w Sejmie jest nudna i nieciekawa. Zad cierpnie od siedzenia, a i czasem trzeba pomyśleć by nie pomylić przycisku. Dlatego dzień w dzień mózg „wybrańca narodu” jest zajęty poszukiwaniem rozrywki. Posłanki najchętniej biorą udział w pokazach mody, a posłowie preferują festiwale „piosenki sprośnej” oczywiście z obowiązkowym użyciem dopalaczy lub, jak się teraz mówi, enerdżajzerów. Piękna Renata, z zawodu fałszerz podpisów, ta pełna kurwików w oczach i lubiąca sex jak koń owies, będzie teraz pokazywać nam jak się tańczy. Nauki pobiera u Mandaryny, najlepszej tancerki wśród piosenkarek młodego pokolenia i wystąpi w telewizyjnym programie Polsatu „Tańczyć każdy może”, który zajął miejsce po przedwcześnie padłej „Gey-Armii”. Pani Renia będzie gwoździem programu, który zostanie wbity w zasadzie po programie ale jeszcze przed napisami „w programie (za) udział wzięli”. Co zatańczy miss polskiej wsi jest wielką tajemnicą, choć sama poseł twierdzi iż preferuje repertuar z ludowych wesel. Nie jest jednak wykluczone, że wykona utwór spreparowany specjalnie dla niej pod roboczym tytułem „Walc mortadeli”.


I

m bliżej wyborów samorządowych, tym zaczyna być coraz egzotyczniej. Będziemy niedługo świadkami takich kolorowych sojuszy, jakich próżno by szukać w normalnym świecie. Polska władza zacznie się mienić kolorami jak kameleon. Najprzystojnieszy generał wśród sikawkowych, szefujący stowarzyszeniu czterolistnej koniczyny ma zamiar iść po terenową władzę ramię w ramię z Partią Obrażonych. Na razie jest po rozmowach wstępnych z tandemem kaszubsko-krakowskim, które jak twierdzi, okazały się obiecujące. Dziwi trochę postawa PO, która zarzekała się, że nie będzie wchodzić w żadne układy z postkomuną, ale jak widać w Polsce cały czas mówi się co innego, a co innego czyni. Z głosowań sejmowych widać, że Partii Obrażonych najbliżej jest do „Czerwonych Kapturków”, ale taka koalicja mogłaby wywołać burzę wśród narodu, więc następuje zbliżenie do PSL, jako partii mniej toksycznej. Czy PO nie wie, że PSL potocznie nazywana jest partią „arbuzów”? Jeśli nie, to niech kupią sobie taki kawon i dokonają komisyjnego przecięcia. Co widać? Z wierzchu zielony a w środku czerwony, co autentycznie odpowiada linii politycznej tej partii ziemskich obszarników.


P

an premier oddał do użytku 103 kilometry nowej autostrady relacji Konin-Stryków. Bez pompy, jak za ministra od dróg „polowych”, co to kopary ze świecami dymnymi balet czyniły. Zadymiać trzeba było, żeby zasłonić szczere pole, bo autostrady było ledwie 2 km i kończyła się zaraz za ostatnią maszyną. Ówczesny premier z partii „czerwonych kapturków”, był tak dumny z siebie i zadowolony, jakby otwierał ostatnie polskie kilometry. Tutaj odsłonięto tylko znak drogowy jako pamiątkową tablicę (praktycznie i pomysłowo), ale jak to u nas bywa, zawsze jest coś nie tak. Autostrada jeszcze nie jest autostradą i przez rok będzie darmowa. Dlaczego? Bo szosa jest „sucha” i nie ma ani wjazdu ani zjazdu i kto będzie chciał sobie pojeździć musi wynająć dźwig, żeby w Koninie wstawił mu samochód na autostradę i tak samo zdjął go w Strykowie, no chyba że ma się radziecki pojazd ze znanej serii T-xx. Czyli autostrada jest, ale jakoby jej nie było. Podobnie jak nowe mosty i wiadukty, na które ani nie wjedziesz ani nie zjedziesz, bo „zapomniano” dobudować dojazdy. Przypomina to sytuację najnowocześniejszej stacji sejsmiczno-meteorologicznej wybudowanej na rosyjskim Kaukazie. Stacja działa doskonale, ale nie może komunikować się ze światem, bo zabrakło 200 metrów telefonicznego kabla.


W

czorajszy dzień miał być kosmicznym świętem Białorusi. Białoruski dyktator, łukaszysta Aleksander Tyranienko, jak go nazywa własny naród, przebył tysiące kilometrów do Bajkonuru, by obejrzeć wyniesienie na orbitę pierwszego białoruskiego satelity o nazwie „Biełka”. Nazwa „Biełka” to bynajmniej nie hołd dla pierwszych radzieckich kosmonautów Striełki i Biełki, a skrót od „Biełorusskij Kosmiczeskij Apparat”. Tryumf dyktatora po 1 minucie i 26 sekundach zanienił się w stratę wynoszącą 10 milionów dolarów, bo tyle kosztowało białoruskie mocarstwo „eto kosmiczeskije ustrojstwo”, które i tak nie wiadomo do czego miało służyć. Przyczyny niepowodzenia zbada specjalna komisja, która już poszukuje szczątków rakiety nośnej na obszarze o wielkości naszego powiatu. Na razie wiadomo tylko, że na wynosiciela wybrano rakietę z arsenału demobilu atomowego, w której głowicę atomową wymieniono na magazynek z satelitami, a która niedawno obchodziła 25 urodziny i prawdopodobnie ze starości człon członowi energii nie przekazał i ostatni nie oddzielił się poprawnie, czyli wcale. Ponieważ całkowita kontrola jakości rakiety jest tylko możliwa w sposób identyczny jak zapałki (przez jej odpalenie), to nie dziwota, że takie niespodzianki mogą wyniknąć. Z eksperymentu jednak widać, że car nie jest rozrzutny i doskonale rozumie problem poradzieckiego recyclingu. Szkoda, że agencje prasowe nie uwieczniły miny dyktatora po eksperymencie, ale prawdopodobnie po jego powrocie przesłuchana zostanie cała białoruska opozycja, a obiecanej amnestii nie będzie. Prasa białoruska napisała, że „prezydent niezłomnie przyjął niepowodzenie” i rozkazał, by biuro polityczne podliczło straty i natychmiast reanimowało program kosmiczny w celu zbudowania jeszcze lepszego satelity. Chyba najlepiej takiego, który by sam wszedł na orbitę.


A

co u nas, w kraju raju? Oj dzieje się, dzieje. W pałacu prezydenckim „coś” straszy. Prowadzone jest śledztwo reporterskie na okoliczność spersonalizowania ducha, sięgające w głąb do XVIII wieku. W pałacu trwają konsultacje dotyczące metody i osoby egzorcysty, a póki co praca prezydenckiej kancelarii jest lekko sparaliżowana strachem. Na miejscu pana prezydenta zacząłbym od sprawdzenia ilości tzw. „pluskiew”, które po sobie zostawili poprzedni prezydenci, a szczególnie jeden korzystający z doskonałej radzieckiej techniki, a potem jeszcze raz wyświęcić wszystkie komnaty, bo jak wiadomo woda może spowodować zwarcie w delikatnej elektronice. W Pyrlandii, po wielomiesięcznym śledztwie dokonano odkrycia, że papiery na poznańskie CBŚ zostały sfałszowane i miały być pomocne „czerwonym kapturkom” dla szybkiej wymiany dobrych na „swoich”, której dokonał ówczesny minister „wnutriennych dieł” czyli ten, u którego „pod kontrolą” były nawet opady atmosferyczne. W ministerstwie defensywy trwa deratyzacja. Gen. Koziej odszedł z MON-u, a poszło ponoć o kształt reformowanego od 18 lat ministerstwa. Generał chciał, by planowaniem działań na wypadek „W” zajmowali się wojskowi (a więc ci, co się na tym znają), a minister odwrotnie, choć wiadomo od dawna, że gdy podczas wojny decyzje podejmuje polityk, to jest więcej niż pewne, że do walki będzie trzeba rzucić niezdolnych do walki czyli tzw. „Volkssturm”. Na razie wojskowego podmieniono na historyka (ale z Waszyngtonu), który wiedzę wojskową nabywał zapewne na balach dyplomatycznych. I na koniec powiadomienie dla polityków – ich oświadczenia majątkowe będą sprawdzane przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Metoda jest jak zwykle utajniona – anioł zagłady zatrąbił, czyli „uwaga! żarty się skończyły i będzie”. W sierpniu odpowiednia ustawa ma trafić do Sejmu, który trzykrotnie ją przesylabizuje i zastanowi się co można spieprzyć, potem to samo zrobi Senat, potem powrót do Sejmu, następnie ewentualnie Trybunał Konstytucyjny i albo rozpoczęcie sprawdzeń albo procedura od nowa. Sygnał do „swoich” jest jasny – macie co najmniej pół roku, by sprzedać, oddać znajomym, wyczyścić konta lub wywieźć za granicę. Kto tego nie zrobi, to jest głupi, a takich nawet Bóg nie lubi, nie mówiąc o rządzących wierzących.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent znów obrażony i do tego stopnia, że na Gadu-Gadu założył pierwszy prywatny Instytut Pamięci Narodowej. Został wpędzony w nerwy przez „katolicki głos w twoim domu”, który tendencyjnie i uporczywie wmawia narodowi, że on grał główną rolę w najlepszej polskiej kreskówce obok niejakiego Lolka. Na łamach gazet, które go „nie chcom ale muszom lubić”, namawia do obywatelskiego donosicielstwa na toruńskie RMF (Radio-Maryja-Fakty) ojca Rydzyka i nadsyłanie wszelkich audycji (tylko w formacie mp3), w których padło słowo „Bolek”. Nagrań, jak mówi, już ma na tony i nie wie co z tym robić, bo nie wychodzi mu e-selekcja, co dziwi, gdyż dla elektryka powinna to być „bułka z masełkiem”. Skąd te „tony” trudno wyczuć, bo jak pamiętamy zwolenników od dawna ma poniżej 1%, ale chyba działa liczna rodzina i ci, co każdego roku „na krzywy ryj” piją na imieninach i innych rocznicach. A co się będzie działo, jak rozgłośnia zacznie używać jego prawdziwego imienia i nazwiska?


C

zy wiesz, że Wisława Szymborska (noblistka) i Tadeusz Mazowiecki (pierwszy „niekomunistyczny” premier) w roku 1953 podpisali się pod rezolucją wzywającą polski sąd do surowego ukarania księży, rzekomo szpiegujących na rzecz USA (w tym bp. Kaczmarka)? W późniejszym „procesie” trzech księży skazano na śmierć, a resztę na długoletnie więzienie. Nasz wielki antykomunista napisał wtedy: „Nie tylko bolejemy, ale i odcinamy się od błędnych poglądów ks. biskupa Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej, i kierowały w tej działalności jego postawą”. Tadeusz Mazowiecki przyznał, że napisał ten artykuł” i wyraził ubolewanie dopiero w roku 1990. Szymborska milczy. Ze znanych mi intelektualistów podpisy złożyli także między innymi Karol Bunsch, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś i Leszek Herdegen (aktor).


L

ustracjo, Lustracjo, cóżeś ty za Pani… Będziemy mieli kolejny klon ustawy, której zadaniem było udupienie PRL-owskich kacyków, a w rzeczywistości spowodowało ponowny ich rozkwit i to w różnych kolorach i na każdej glebie. „Gruba kreska” pieczołowicie dopracowana przy Okrągłym Stole przez nowych i starych władców, raz na zawsze uniemożliwiła rozliczenie komuny, umożliwiła za to przegląd i zniszczenie niewygodnych akt (szczególnie drzew genealogicznych) oraz skompletowanie nowych, potrzebnych do przyszłej walki o stołki (tu należy szukać motywu zabójstwa Jaroszewiczów, a także sprawców tegoż). Dla picu powstał Instytut Pamięci Narodowej, którego zasadniczym celem było i jest szukanie dokumentów, które umknęły uwadze pierwszym poszukiwaczom i rzucaniem od czasu do czasu „pereł przed wieprze” czyli mało znaczących papierków dotyczących przeważnie denatów albo podskakujących powyżej nerek. Czy nowa ustawa coś zmieni? Nic, a jeszcze bardziej zagmatwa i zamgli całą sprawę. Już samo udokładnienie stanowisk do lustracji stanowi wyraźny sygnał, gdzie czerwone wszy i ich gnidy mogą nadal spokojnie wieść żywot pasożyta. Zlikwidowanie sądu lustracyjnego i przekazanie wszystkiego do IPN, to majstersztyk ustawowy, bo teraz wystarczy uchwała Sejmu ograniczająca ilość pracowników lub odebranie w budżecie części pieniędzy, aby unieruchomić IPN na wiele lat. Zwyczajny obywatel, a więc ten nie podlegający lustracji z urzędu, będzie mógł tylko uzupełnić swój pamiętnik, kiedy widziano go w stanie nieważkości i z kim się doprowadził do takiego stanu. Nie dowie się natomiast, kto na niego donosił, bo zabronione będzie „ujawnianie osób trzecich”. Maleńka wzmianka o nieujawnianiu „informacji, które są tajemnicami w świetle innych ustaw” oznacza, że jeśli w ustawie „o hodowli ziemniaka wczesnego jako surowca do dalszego przetwarzania” jest zapis, że nie podaje się danych o kontrahentach, to żadna siła nie zmusi IPN, by podał nazwisko i imię kapusia. Zrobiono też głęboki ukłon w stronę „wybrańców narodu” wprowadzając zapis o niepodawaniu danych o zdrowiu i życiu seksualnym (alkoholizm to też choroba). Wniosek jest jeden – wszelkie ustawy o lustracji są robione w taki sposób, by bez przerwy mącić wodę, tak by wszelkie syfy nie zdążyły opaść na dno. Czerwone Kapturki już zapowiedziały interwencję w Trybunale Konstytucyjnym, co w najlepszym wypadku opóźni jej wprowadzenie o kilka miesięcy, a co i tak jest w sumie mało istotne.


P

rasa wielkimi „wołami” napisała w tytule: „Walentynowicz nie znalazła dowodu, by Lech Wałęsa donosił”. Hehehe, jakby znalazła, to by dopiero esbecja dała dupy. Działaczka Solidarności (tej prawdziwej), po przestudiowaniu akt miała się wyrazić: „Nie ma dowodu, że Wałęsa to był „Bolek”. Wiem, że „Wala” to była Puciata-Chocimska. Takiego identycznego dokumentu o Wałęsie nie mam”. Pani Anno, czy Pani jest tak naiwną, by sądzić, że pan „represjonowany” był prezydentem tylko po to, by prezentować Polskę za granicą i tłumaczyć wszystkim, że „nie chcem, ale muszem”? Czy Pani sądzi, że swoją teczkę czytał do poduszki, by szybciej zasnąć? A jak Pani sądzi, dlaczego trzymał tak kurczowo przy sobie bardzo „wygadanego” i pyskatego prawnika i jeszcze bardziej obrotnego kierowcę? Czy dlatego, że byli fachowcami? Tak, tu się zgadzamy. To byli fachowcy najwyższej klasy. W Polsce mamy jeszcze bardzo dużo fachowców i dlatego Pani dowiedziała się tak mało i więcej się nie dowie.


D

wie witryny monitorujące trzęsienia ziemi na świecie („Automatic GEOFON Global Seismic Monitor” i „IRIS Seismic Monitor”) odnotowały trzęsienie ziemi w Polsce o sile 4,2°R, dzisiaj (28 lipca) o godzinie 15:43:57 UTC oraz współrzędnych 16.02°E i 51.46°N czyli gdzieś w okolicach Bolesławca. I co? I nic. Jest to już drugie trzęsienie ziemi w Polsce, które zauważyłem w monitoringu, a o którym polskie media nie raczyły nawet wspomnieć. Czyżby nie było to istotne? Podobną siłę miało tąpnięcie w KGHM, gdzie odpalono pod ziemią 1,5 tony trotylu. Wtedy pisano, bo nie dało się ukryć zarysowanych murów i rozwalonych sprzętów, albo było potrzebne do jakiejś czystki w KGHM. A dzisiejsze? Albo media lekceważą takie przypadki, albo państwo celowo zakłada kaganiec, by ukryć przypadek i umyć rączki przed ewentualną pomocą i nie płacić odszkodowań. Dane poprzedniego – 14 czerwca 2006, godz. 15:56:16 UTC, 16,13°E i 51,47°N, siła – 4,5°R, głębokość 5 km. (prawie w tym samym miejscu).


P

an Prezydent RP raczył wreszcie głośno powiedzieć o tym, o czym skąpo lub wcale nie informuje polska prasa, radio i telewizja. Powiedział między innymi – „istnieje w Europie potężne lobby, któremu nie podoba się obecna ewolucja polityczna w Polsce. Poza tym, przykro mi o tym mówić, ale olbrzymia ilość tej krytyki płynie z Polski, z tych środowisk, które miały wpływ na władzę, a przynajmniej wydawało im się, że mają monopol na politykę zagraniczną. […] moi krytycy mają prawo wypowiadać swoją opinię na temat sytuacji politycznej, ale w kraju. Obecną sytuację porówuję do XVIII wieku i Targowicy, gdy wielu polskich magnatów służyło obcym dworom”. Panie Prezydencie, proszę iść za ciosem i wytłumaczyć Narodowi, dlaczego pewna mniejszość (i bynajmniej nie niemiecka), liczona na mniej niż 1% narodu, zajmuje większość najwyższych stanowisk w partiach politycznych, w Sejmie, w Senacie, w dyplomacji, w sądownictwie, w gospodarce, w bankowości, w spółkach Skarbu Państwa, w Agencjach wszelkiego typu, w urzędach, w mediach, w edukacji itd., itd. Proszę pokazać wpływ tej mniejszości na 18-letni „rozkwit” naszego, ponoć już suwerennego i demokratycznego, kraju. Proszę pokazać, kto zaplanował tak niespotykanę emigrację najzdolniejszych i młodych Polaków w poszukiwaniu pracy u obcych. Proszę pokazać wpływ tej mniejszości na doprowadzenie całego prawie Narodu na skraj nędzy. Proszę podać jakie polskie pseudonimy ukrywały prawdziwe nazwiska dwóch ostatnich prezydentów Polski i choćby dwa prawdziwe nazwiska ubiegających się dzisiaj o fotel prezydenta stolicy. Naród nie jest głupi i Naród zrozumie, dlaczego we własnym kraju stał się niewolnikiem i chłopem pańszczyźnianym. Naród nie jest głupi i Naród zrozumie, dlaczego były esbek i były komuch za swoją emeryturę może utrzymać całą rodzinę, a on ze swojej nie może utrzymać samego siebie. Naród nie jest głupi i Naród zrozumie dlaczego z pieczołowicie odkładanych dziś pieniędzy, nie przeżyje na przyszłej emeryturze. Naród nie jest głupi i Naród zrozumie, dlaczego reforma służby zdrowia wydatnie zmniejszyła jego liczebność. A jak Naród zrozumie, to niewątpliwie będzie miał wpływ na najbliższe wybory. Może wtedy przestaniemy się dziwić tęsknocie za dawnym PRL-em. W celu lepszego zrozumienia sytuacji w naszym kraju-raju (szczególnie przez niedowiarków) proponowałbym obowiązkowe podawanie w mediach, przy znanych dziś nazwiskach, danych o rodzicach tychże, a przynajmniej ich prawdziwych nazwisk. Tak, jak to było w kochanym Związku Radzieckim: Nazwisko! – Sacharow. A przed rewolucją? – Zuckerman.


D

o pierwszego niekomunistycznego (hehehe) prezydenta, nieprzejednanego wroga toruńskiej rozgłośni (o nazwie Tej, którą pan prezydent nosi na klapie) dołączył jego przyjaciel szefujący partii, wielokrotnie zmieniającej szyld, która teraz ma w nazwie czarodziejskie słowa „demos i kratos”, a której wcale nie przeszkadza, że roi się w niej od komuchów zwanych dla niepoznaki liberałami. Gazeta wspierająca wymienioną wyżej rozgłośnię napisała, że pan przewodniczący maczał paluchy w tak zwanej wrocławskiej aferze celnej. Pan przewodniczacy już zapowiedział, że pozwie gazetę do sądu, tym bardziej, że wszystkie prokuratury poszły w zaparte i twierdzą, że nazwisko nie padło, a sprawa prowadzona jest „w sprawie” czyli prowadzimy śledztwo, które tak naprawdę nie jest żadnym śledztwem, a prowadzimy dlatego, by nie wyjść z wprawy. Wniosek z tego, że prawdziwe „krajowe czynniki opiniotwórcze” wpuściły gazetkę w maliny i dały pretekst do następnej nagonki. Ciekawe, czy jeszcze ktoś w Polsce wierzy w sterylną „czystość” obojętnie jakiego polityka? Wiadomo, że „nie ma ludzi zdrowych – są tylko nie zdiagnozowani” podobnie jak – „nie ma czystych polityków, są tylko chwilowo nie będący w sferze zainteresowania prokuratury”. Firma pana przewodniczącego, działająca we Wrocławiu, przyjęła dla niepoznaki nazwę wybitnie kojarzącą się z transportem morskim, co nie dziwi, bo kiedyś klub sportowy „Górnik Zabrze” miał się nazywać „Pikling Zabrze”, na co nie pozwolili dumni górnicy. Jeden z internautów zamieścił taki komentarz: „ciekawe, skąd tak biedny kierowca MZK wziął pieniądze na tak liczny tabor dla swojej firmy?”. I to jest prawidłowo postawione pytanie. Szkoda, że retoryczne.


S

tała się rzecz niesłychana. Pan Patrick Moore jeden z założycieli ruchu ekologicznego Greenpeace (po polsku „Zielony Pic”) zmienił zdanie na temat energii jądrowej i teraz radzi Polakom, by jak najszybciej zbudowali sobie „atomówkę”. Przyznał, że był młody i głupi i dał się wmanipulować w „zimną wojnę”, a teraz jest starszy i przez to mądrzejszy. Lepiej późno niż wcale, choć nam to już nic nie da, bo my w dalszym ciągu jesteśmy „młodzi i głupi”, a przynajmniej naród w tzw. terenie. Polska edukacja o energii jądrowej cały czas opierała się na opiniach takich panów i teraz nie pomoże nawet proste wyznanie „pomyliłem się”. Wiadomo, że Polak i przed i po szkodzie głupi, bo przez ten czas nie wybudowano nawet jednej fabryki, która zajmowałaby się produkcją baterii, akumulatorów czy najzwyklejszych prądnic do rowerów. Skoro polska edukacja na wymieniony temat trwała z przerwami około ćwierć wieku, to teraz należy doliczyć drugie tyle na wytłumaczenie narodowi, że jest to potrzeba chwili, co rokuje planowanie i projektowanie takiej elektrowni już w słabym świetle zapomnianej dawno świeczki i na komputerze napędzanym dynamem od roweru. Gdybyśmy kiedyś posłuchali tow. Edwarda, to dziś mielibyśmy przynajmniej co przebudować czy unowocześnić, a tak stoimy już nie przed problemem „czy wyłączą?”, ale „kiedy wyłączą”. Co to oznacza nie trzeba tłumaczyć, bo każdy pamięta wyłączenie prądu w Nowym Jorku, który po kilku zaledwie dniach o mało co nie utonął we własnych śmieciach i gównach o braku pitnej wody nie wspominając. Problem już wraca, ale jak to u nas bywa, ważniejszy będzie problem aborcji, reklamy prezerwatyw i miłości do kochających inaczej. W celu edukacji wstępnej proponuję przeczytać artykuł zamieszczony w organie prasowym Komitetu Centralnego Polskiej Partii Liberalno-Demokratycznej.  artykuł


I

niejako rozpędem problem następny, który może okazać się dużo gorszy w skutkach niż brak prądu – brak wody. Problem znany i lubiany, choć nie kochany, jak wszystkie te, na które trzeba wyłożyc duże pieniądze. Trąbi się o nim już kilka ładnych lat, ale głos myślących nie dociera do najważniejszego w Polsce budynku, gdzie jak na razie wody nie brakuje i to pod każdą postacią, nawet destylatu. Dlaczego jest tak źle? Dlatego, że teraz zaczynają wychodzić błędy jakich dopuszczano się przez ostatnie 60 lat. Najpierw była wielka melioracja wsi, ale zapomniano, że słowo melioracja oznacza nie tylko odwadnianie ale także nawadnianie. Opiekun polskich pól i łąk, zwany państwem, wykonał tylko połowę melioracji, czyli odwadnianie, bo deszcze wtedy padały regularnie a KC PZPR nie przewidywał zmian klimatycznych. Zniszczono, w ramach centralizacji państwowej energetyki, małe regionalne elektrownie wodne, a przy okazji wszelkie małe młyny, przy których egzystowały małe zbiorniki retencyjne. W ramach budowy wielkich kopalni odkrywkowych węgla brunatnego, obniżono regionalne wody gruntowe tak, że w promieniu kilkunastu kilometrów wsie same się polikwidowały z braku wody w studniach. Ambitny, choć komunistyczny, program „Wisła” mający przegradzać rzekę w kilku miejscach i zatrzymywać wodę bezproduktywnie wlewającą się do Bałtyku, zatrzymali obrońcy środowiska tylko dlatego, gdyż według nich węgorze mogłyby dopływać do Krakowa i ceną konkurować z tymi znad morza. Po każdej powodzi wiele partyjnych paszczy zionęło obietnicami budowy zbiorników retencyjnych, ale zapał opadał równie szybko jak woda. Tak więc po latach może się spełnić wielkie pragnienie tow. Chruszczowa o całym socjalistycznym obozie pełnym kukurydzy, bo na suchej glebie ziemniak czy zboże nie wyrośnie. Ludzie zresztą też.


A

ktorka Ewa Sałacka zmarła od ukąszenia osy. Przykre to, ale przy okazji prasa nastraszyła wiele osób podejrzewających u siebie uczulenie na owadzi jad. Bodaj tylko jedna gazeta napisała, jak było naprawdę. Aktorka nie zauważyła osy pływającej w napoju, wypiła napój, a osa użądliła ją w gardło od wewnątrz. Natychmiastowe opuchnięcie spowodowało jej uduszenie i nikt by jej zapewne nie pomógł, bo w takim wypadku ratuje tylko błyskawiczne udrożnienie dróg oddechowych, przez włożenie rurki do krtani. Zabrakło tej natychmiastowej pomocy. Przy okazji jak zwykle dowiedzieliśmy się, że lek przeciwdziałający wstrząsowi analifaktycznemu jest dostępny w aptekach, ale przeterminowany i kosztujący jedyne 240,00 zł. Polska rzeczywistość…


P

rzy huku wystrzałów z broni maszynowej, oddziały powstańcze zaatakowały i zdobyły po południu budynek Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) u zbiegu ulic Sanguszki i Zakroczymskiej w Warszawie, broniony przez wojska niemieckie. – tak rozpoczyna się gazeciany reportaż z przebiegu potyczki. A ja chcę zapytać – czemu i komu mają służyć ostatnio tak powszechne „powtórki z historii”? Uczono mnie od małego, że pamięć bohaterów należy czcić w ciszy i skupieniu, zapalając znicz w hołdzie zmarłym i poległym, wiedząc dokładnie dlaczego. Mentorzy polskiej edukacji doszli jednak do wniosku, że są to doskonałe „lekcje patriotyzmu”. Jakiego patriotyzmu? Zamiast rzetelnej wiedzy zdobytej na lekcji historii z podaniem przyczyn i skutków, młodzieży serwuje się „film” na żywo, z którego zapamięta jedynie wrzaski, huk, smród prochu i ewentualnie to, że nasi wpier… Niemcom. Kto i z jakich przyczyn prowadził walkę, wiedzą chyba tylko ci, co reżyserowali spektakl. Tak, spektakl i to mierny, w którym usiłuje się odtworzyć przypuszczalny bieg historii, bo ci co go znali tak naprawdę, przyglądają się już z wysokości i zapewne z politowaniem. Jak i co dzisiejsza młodzież przekaże własnym dzieciom? Podobnie jest z innymi namiastkami „lekcji patriotyzmu”, które wykorzystuje się jako świetną okazję do pokazania masek tzw. polityków i okazję do pochlaju. Jak historię znają polscy politycy, pokazał minister ON pod Grunwaldem, o czym już wspominałem. „Chleba i igrzysk” – taką metodę stosuje Ministerstwo Edukacji Narodowej. Motłochowi nie jest potrzebna rzetelna wiedza, a tylko jej namiastka, bo motłoch ma pracować a nie myśleć. Jeśli tak dalej będziemy uczyć młodzież polskiej historii, to możemy być pewni, że polscy patrioci wychylać będą tylko z kart podręczników (o ile jeszcze będą drukowane). Lekcje tę można jednak wykorzystać, bo jak wiadomo Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych dziś także znajduje się w obcych rękach.


Z

aczynam się bać o własny kraj. Pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent znów zapowiada napad na Belweder. Jak zauważył – „Sytuacja w Polsce nie podoba mi się i muszę się znów zaangażować, bo nie mam innego wyboru. Nie podoba mi się kierunek, w jakim idzie Polska pod rządami braci Kaczyńskich”. Ciekawe tylko, dlaczego ogłasza to poprzez prasę brytyjską, a nie krajową. Czyżby w Londynie już utworzył rząd tymczasowy? A może polskie media nie chcą z nim rozmawiać, bo brakuje pieniędzy na tłumacza? Powrót ma być dubeltowy, bo „przyjaciel domu” i osobisty szofer też to zapowiada. Kto będzie tym trzecim za adwokata-denata? Na razie nie wiadomo, bo bliźniacy mają zamiar przetrzepać skorumpowaną polską palestrę. Poważnie mówiąc, gdybym miał wybór pomiędzy knechtą ze Stowięcina a tym niby-Polakiem, z pewnością wybrałbym tego pierwszego, bo dużo inteligentniejszy, mówi swobodnie po polsku i nie musiał zdobywać średniego wykształcenia w tajnym głosowaniu Sejmu.


N

iemożliwe, a jednak słowo ciałem się stało. Statek-widmo „Celica” stanął na redzie portu gdańskiego i oczekuje na sygnał do przeładunku azbestu (ale tylko tego luzem). Widać jednak z tego, że polska prasa lubi koloryzować i wpuszczać zwykłych ludzi w maliny. W decyzji kapitanatu nie było żadnej wzmianki o przeładunku na pełnym morzu, a tylko o opuszczeniu portu i polskich wód terytorialnych. Ciakawe, czy te jaskółki, to prawda, czy także wymysł utalentowanego dziennikarza. Wniosek jest jeden – w dalszym ciągu w polskiej prasie cel uświęca środki i nie jest ważne, czy on ukradł czy jemu ukradli, byle zagarek był na pierwszej stronie. W dalszym ciągu króluje fakt prasowy a’la „Berele”, wcielony w życie przez rycerza Okrągłego Stołu.


H

ak, dla zwykłych ludzi, kojarzy się z pożytecznym przyrządem do wieszania czegoś lub czegoś wyciągnięcia. Ponieważ polski polityk, to milowy krok na drodze ewolucji, więc i zwykły hak awansował do politycznego narzędzia. W tym ćwierćświatku ( bo półświatek przy nich, to aniołki), hak jest przyrządem, z pomocą którego najpierw wyciaga się „brud”, a potem na nim wiesza się osobnika spapranego tym brudem. Hak polityczny jako instytucja, rozpoczął swoje działanie wraz z zakończenim prac słynnej komisji Szechtera i stał się instytucją ponad państwową, a przynajmniej stojącą ponad prawem. Hak jest narzędziem bardzo niebezpiecznym, bo kto na przykład pamięta, że jego dziadek „chrząknął odbytem” na poważnym przyjęciu w ubiegłym wieku lub nie daj Boże, służył w Wermachcie, bo służba w Armii Czerwonej jest nadal mile widziana, a szczególnie w oddziałach NKWD. W życiu społecznym, a właściwie politycznym, instytucja ta stała się drugim Instytutem Pamięci Narodowej, który co ciekawe jest bardziej zasobnym w dokumenty niż ten „prawdziwy”. Baza danych jest też nie do zniszczenia, bo rozśrodkowana po domach „cichociemnych” w całej Polsce, tak że nawet wybuch jądrowy nie jest w stanie zniszczyć całości. Jest najpilniej strzeżonym oraz najbardziej pożądanym przedmiotem, o czym na własnej skórze przekonał się były premier byłego PRL-u, a wymiana danych odbywa się na zasadzie wymiany filatelistycznych rarytasów. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że brak haka też jest hakiem, bo kto dziś uwierzy, że polski polityk może być sterylnie czysty.


T

racąca stałych klientów „Rzepa”, emanująca z okładki wszelkimi kolorami, a w rzeczywistości prezentująca tylko środowisko w tonacji bardzo głębokiej czerwieni, popuściła tzw. sondaż, z którego wynika, ża naród w dalszym ciągu się buntuje i nie chce iść do urn wyborczych. Badania socjologiczne „na zlecenie” wykazały ponoć, że naród jest zniechęcony do polityki, a głosują zawsze znajomi królika, by króliczek nie wypadł z pierwszego obiegu. Moje badania socjologiczne, prowadzone na reprezentatywnej grupie kilku osób wskazują jednak na coś innego. Naród nie jest zniechęcony, ale naród zrozumiał, że jakby nie głosował, to zawsze na fotele wlezą „czerwone kapturki” oraz „blado niebieskie smerfy” i zawsze o tych samych facjatach. Naród nie głosuje, bo nie ma żadnego wyboru, a jeśli nawet ma kilka „szyldów”, to i tak wiadomo, że pod każdym z nich kryją się nieprzebrane zastępy byłej kierowniczej siły narodu i jej tajnego ramienia. W Polsce nie ma wyrazistych partii i dlatego wybory przypominają serwowanie pomidorowej z jednego kotła, zgodnie z niezmienną zasadą żołnierskiej kuchni – raz z wierzchu i raz z dna, ale nikt nie raczył zauważyć, że jedząc ciągle to samo, można w końcu zwymiotować już na sam widok. Widać wyraźnie, że jak znalazła się jedna partia, która choć nie ma wizji, a zaledwie cel, to od razu została skopana przez watahę „związku patriotów polskich”, wspieranych ochoczo rodzimym pismem, głosem i obrazem, a nawet przez polskich „przyjaciół” z zagranicy. Jeszcze nie zdążyli porządzić, ale już wiadomo, że nie potrafią. Oznacza to, że komuś zaczyna się palić pod nogami i to tak, że na gwałt wzywa wszystkie „służby ratunkowe”. A do wyborów znów musi iść sama „yntelegencja”.


P

rezydent odebrał order Virtuti Militari byłemu ubekowi. Jak na razie to kropla w morzu polskiej niesprawiedliwości, ale dobry znak, chociaż pojedynczy. Mało kto wie, że polskie ordery (nie mylić z medalami), to oprócz kawałka nierdzewnej stali i emalii, określone profity pieniężne i to czasem niemałe. Przykładowo, w latach 90-tych ubiegłego stulecia trwała zażarta walka o Order Odrodzenia Polski, gdyż nawet ten najniższy rangą dawał 25% dodatku do państwowej emerytury. W dawnym LWP było normą, że odchodzący do rezerwy (ale z etatu co najmniej pułkownika) otrzymywał go „z urzędu” i nie musiał mieć nawet pełnej wysługi lat, by otrzymać 100% emerytury. Temu ubekowi odebrano order wyrokiem sądowym już w roku 1998 i nie wiedzieć (a właściwie doskonale wiedzieć) czemu wyegzekwowano to dopiero dzisiaj. Ciekawe, czy kanalii zabiorą też pieniądze, nieprawnie pobierane przez bez mała 20 lat.


O

dnaleziony 12 lipca przez pracowników Petrobalticu wrak jedynego w historii Niemiec lotniskowca „Graf Zeppelin” wzbudził nie lada sensację u naszych zachodnich sąsiadów. I zapewne nie chodzi tu o pielęgnowanie zaginionej niemieckiej myśli technicznej, a o zwyczajne manko w powojennej kasie. Odkrycie to zdejmie wreszcie odium z niemieckich księgowych, których niesłusznie posądzano o gigantyczny szwindel. „Graf Zeppelin” miał bowiem w sobie niezliczoną ilość zagrabionych w Polsce skarbów. Lecz jeśli wraku będziemy tak pilnować jak „Wilhelma Gustloffa”, to znów będziemy tylko szczęśliwymi posiadaczami kupy złomu, niemożliwej nawet do wydobycia i przetopienia w dymarkach „Sędzimira”.


Z

a czasów, gdy Polską rządził król Leszek III Czerwony, kryształowo czystym było tylko Ministerstwo Obrony Narodowej. Było to tak podejrzane, że graniczące niemal z cudem, ale sztuka maskowania to przecież domena wojskowych. Ponieważ jak pisałem – „nie ma czystych polityków, są tylko chwilowo nie będący w sferze zainteresowania prokuratury” – należało tylko poczekać. Zmiany klimatyczne w rejonie centralnej Polski, spowodowały, że ów szlachetny „MONolit” zaczął tracić blask. Kolejne już „Ministerstwo Obrony Narodowej zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu przekroczenia uprawnień przy zezwoleniu trzem byłym wysokim rangą urzędnikom MON na zajmowanie i wykupienie służbowych mieszkań”. Te „służbowe mieszkania”, to nie klitki przysługujące zwykłym wojskowym, a apartamenty w stolicy wykupione za jedyne 10% ich wartości, czyli już na kieszeń urzędnika RP. Co się stało z tymi pozostałymi 90% na razie nie wiadomo, ale z pewnością nie poszły na nowoczesne uzbrojenie. Czy były „pierwszy” MON nic nie wiedział o machlojach swoich podwładnych? Są tylko dwie możliwości – nie wiedział, to znaczy nie dopełnił podstawowych obowiązków, albo obowiązki wypełniał wzorowo, tylko „coś” musiało mu wpaść do „oka”, a raczej „w karman”. Na razie sąd zainteresował się tylko trzema osobnikami, ale wiadomo, że MON to armia, a armia to kupa ludzi i niewątpliwie z tej mętnej breji sąd wyłowi następne „rybki”. Ciekawe tylko, czy starczy mu samozaparcia, by wyciągnąć rekiny.


W

ielka Brytania odmówiła wszczęcia procedury ekstradycyjnej stalinowskiej prokurator wojskowej Heleny Wolińskiej, podejrzanej o bezprawne aresztowanie w latach 50-tych kilkunastu osób, w tym gen. Augusta Fieldorfa. Brytyjczycy powołali się na „przesłanki natury humanitarnej”. Tak postępuje odwieczny ponoć „przyjaciel” Polski i Polaków. Sama zainteresowana mówi, że „jest niewinna, a jej sprawa ma charakter polityczny i UWAGA – antysemicki”. Czyli sprawa może mieć głębsze dno, ściśle powiązane z miedzynarodową sześcioramienną gwiazdą. Czy Wielka Brytania aż tak nam sprzyja, mogą świadczyć dwa tylko przypadki z historii. Pierwszy, to trzecia konferencja NKWD i Gestapo w Zakopanem na przełomie lutego i marca 1940 r., gdzie w 6-tygodniowym sympozjum wzięli udział zaproszeni jako dziennikarze, przedstawiciele wywiadu brytyjskiego (a więc Wielka Brytania wiedziała o stalinowskim mordzie jeszcze przed jego wykonaniem).  artykuł Drugi, to odmowa pomocy w wyjaśnieniu śmierci gen. Sikorskiego pod Gibraltarem, gdzie roi się od dowodów na „familijną” wręcz współpracę ze Stalinem. Oba te przypadki świadczą o zażyłości wywiadów – brytyjskiego, bolszewickiego i hitlerowskiego, która prawdopodobnie nie wygasła do dzisiaj. Na tym tle sprawa Wolińskiej jest niestety nie do załatwienia, czyli jak śpiewał Wojciech Młynarski – „po co babcię denerwować, niech se babcia żyje”. Wstrzymanie dopiero na początku tego roku, płaconej regularnie od roku 1970, emerytury wojskowej w wysokości niecałych 500 funtów, to jeszcze jedna kpina ze sprawiedliwości.


F

idel Castro (nie mylić z zabiegiem chirurgicznym) przekazał władzę swemu bratu. Oczywiście tylko na moment, bo musi przejść rehabilitację po „drobnym” zabiegu kosmetycznym z powodu krwawienia jelit. Wywołało to szał radości wśród amerykańskich Kubańczyków, którzy zapewne jeszcze nie wiedzą, że wódz rewolucji ma żyć 120 lat (dzięki „prawdziwym” lekarzom). Zmiana rządów na Kubie nie ma istotnego znaczenia, bo Fidel już dawno zrozumiał znaczenie „urzędników” państwowych i będzie wyglądać tak samo, jak i u nas od czasów Okrągłego Stołu.


R

adziecka bolszewia znów zaczyna pouczać Polskę. Komuszy dziennik „Wriemia Nowostiej” tłumaczony na polski jako „Nowe Czasy” (starsi pamiętają taki „polski” organ prasowy) zaczyna robić wrzawę o przywrócenie w Polsce kary śmierci. Oni sami do dziś wieszają i rozstrzeliwują, co jakoś nie przeszkadza putinowszczinie i jej sumieniu. Tym samym nasz wschodni „sąsiad” dołączył do chóru wujów z Unii Europejskiej (ta sama rączka), które mówią o „fundamentalnych wartościach wspólnoty europejskiej”. Kara śmierci jest w Polsce potrzebna, a nawet konieczna przynajmniej ze względów ekonomicznych. Żywienie zwyrodnialców kosztuje niemałe pieniądze zwykłego obywatela, któremu państwo jeszcze nigdy nie dołożyło do garnka. Wszyscy wiedzą, że dzienna stawka żywieniowa bandziora w więzieniu wielokrotnie przewyższa stawkę żywieniową chorego w zwykłym szpitalu. Z prostego rachunku wynika, że normalny, uczciwy obywatel musi sobie odjąć od ust, by przekazać haracz na paszę dla ludzkiego bydła. Dochodzi nawet do paradoksów, że morderca (podjudzony przez swojego kauzyperdę) skarży matkę ofiary o zniesławienie, którą od razu i z lubością zaczyna ścigać polski sąd. Kara śmierci musi zostać przywrócona, bo tylko taka może dać satysfakcję pokrzywdzonym i wykorzenić zezwięrzęcenie w polskim społeczeństwie. Jeśli chcesz mieć plon, to musisz wyrwać wszelkie chwasty. A wiesz kto zniósł karę śmierci? Ci, którzy powinni dawno wisieć. I jeszcze ostatni sondaż w interia.pl – za karą śmierci – 71% respondentów.


W

e wrześniu Partia Obrażonych wyrusza autobusem w teren i nie będzie to zwykły autobus, ale autobus z „cieniami gabinetu”. Dwudziestu „cieniasów”, jak trafnie to ujął syn byłego premiera, ma w terenie wytłumaczyć ludziom to, czego nie potrafili wytłumaczyć przez całą, poprzednią kampanię wyborczą. A kto zapłaci za benzynkę? Oczywiście ci, którym będą tłumaczyć. Doszli do wniosku, że podróże indywidualne nic nie dają i teraz ruszą „mości panowie, kupą”. Czyli krótko mówiąc, wyjeździli już za nasze indywidualnie, a teraz zrobią to samo, tyle że w większej grupie. Podatnik zapłaci dwa razy za to samo. Grupie ma przewodniczyć bajarz ludowy dwojga imion, tym razem w roli trenera-koordynatora. Jak słusznie zauważył jeden z pomniejszych członków – „problemy regionów nie zawsze są dobrze widoczne z Warszawy” – i dlatego – „warto odwiedzić różne regiony Polski razem, porozmawiać z samorządowcami i kompleksowo przyjrzeć się problemom różnych regionów – narysować sobie mapę Polski”. Ciekawe po co rysować, jak tego od groma w atlasach, no ale zawsze można jeszcze wziąć diety „za rysowanie”. Proponuję koniecznie odwiedzić Gietrzwałd, bo tylko tam można zjeść „dzyndzołki”, „warmińskie prince” i popić doskonałym „psiwem” słuchając miejscowej kapeli.
Halo…, Gietrzwałd, zrobiłem wam reklamę. Szykujcie balangę dla „wybrańców narodu”.


T

ego jeszcze nigdzie nie grali, a wymyśleć coś takiego mógłby jedynie dożywotni pacjent „psychuszki”. Proszę uważnie przeczytać, co mają zrobić członkowie starego WSI, by znaleźć się w nowym. Cytuję – „muszą ujawnić komisji czy ujawniali tajemnice służby; czy wiedzieli o jakimś przestępstwie WSI; czy utrudniali postępowania karne, czy stosowali przemoc, czy nie zawiadomili o jakimś przestępstwie, czy wpływali bezprawnie na władze lub prowadzili tajną współpracę z przedsiębiorcą lub dziennikarzem. Mają ponadto ujawnić, czy tworzyli fałszywe informacje by ktoś był za to ścigany i czy bezpodstawnie kogoś pomawiali (ustawa wymienia 10 przestępstw)” – koniec cytatu. Obśmiałem się jak norka, bo już widzę te tłumy skruszonych tajniaków, jak jeden przez drugiego przyznają się do wszystkiego, byle tylko załapać się na nowe „państwowe”. Albo ktoś jest bardzo głupi, albo napisał to po przedawkowaniu ulubionego napoju. Albo jeszcze inaczej – ktoś ma Polaków za kupę durni, a cała zawierucha skończy się jak zwykle tylko drobną zmianą szyldu i jedynie zmianą kierownictwa, czyli „swoich” zamienimy na „naszych”. A co będzie z agentami, którzy „wypadli z pociagu”? Nic…, odejdą na zasłużone, wysokie emerytury albo zasilą wysoko płatne spółki i wszyscy razem możemy im tylko… nadmuchać. Dobry wódz nigdy nie gubi swoich wojowników (indiańskie).


K

ilka dni temu prasa podała, że rozpoczyna się kolejne majstrowanie przy ordynacji wyborczej. Czym się grzebanie w ustawie zakończy, jeszcze nie wiadomo, ale już rozlegają się głosy, że zmiana w ordynacji jest możliwa tylko po odpowiednich zmianach w Konstytucji, a zmienić tą ostatnią może tylko Zgromadzenie Narodowe. Czy ktoś jednak się zastanawiał, jak to się dzieje, że po każdych wyborach, na Wiejską przychodzą ci sami lub prawie ci sami? Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego po zmianie rządzących z lewa na prawo czy też odwrotnie, życie zwykłego obywatela nie ulega poprawie, a kraj coraz bardziej popada w ruinę? Otóż to nie zależy od ordynacji wyborczej. Należy wreszcie zrozumieć, że wybieramy zawsze tą samą, czerwoną, pomidorową zupę, którą ugotowała wyselekcjonowana „opozycja” pospołu ze sprawdzonymi towarzyszami przy Okrągłym Stole. Musimy też wiedzieć, że podstawowymi składnikami tejże są pomidory, czosnek, arbuzy oraz rzodkiewki i to w sporych ilościach z ogromną przewagą dwóch pierwszych. Każde wybory po roku 1989, to serwowanie tej samej zupy i z tego samego okrągłego kotła, lecz podawanej w oddzielnych wazach, różniących się od siebie tylko nazwami partii na nich wymalowanych. Czy wybierzemy lewicę, centrum, prawicę, czerwonych, zielonych czy białych – czyli obojętnie z której wazy nabierzemy zupy, w talerzu zawsze będzie pływać ta sama czerwona, pomidorowa wyraźnie zalatująca czosnkiem. To właśnie dlatego wysmażono taką a nie inną ordynację wyborczą, którą zmienić może tylko Zgromadzenie Narodowe. Sprytne, prawda?


N

ajpierw była awaria rurociągu „drużba” gdzieś na styku Rosji z Białorusią. Potem rodzimi przeciwnicy rosyjskiej ropy, nawiercili dziurki w rurze i rozpoczęli prywatną eksploatację syberyjskiej ropy, a dzisiaj dowiadujemy się, że mogą być kłopoty z rosyjskim gazem. Polacy nie mogą dogadać się z rosyjskim Gazpromem, i nie chodzi bynajmniej o kłopoty językowe. Zaniechania poprzednich ekip – „blado niebieskich smerfów” i „czerwonych kapturków”, zwane dla niepoznaki błędami, spowodowały, że Polsce pozostał tylko jeden zawór gazowy i akurat ten należący do „czerwonego brata”, który na dodatek zabrał do siebie część zwaną kurkiem. Gdzieniegdzie słychać głosy pocieszenia, że posiadamy własne złoża gazu i to w wystarczającej ilości na pokrycie strat, ale naprawdę wygląda to tak, jakby głodny oglądał szynkę przez grubą szybę wystawy delikatesów. Niby jest, a zakąsić się nie da. Wyglada na to, że kartel energetyczny pieczołowicie budowany przez dwóch prezydentów i jednego kanclerza, zaczyna przynosić korzyści i to nie tylko finansowe, a ponieważ nasz „pierwszy” wolał balangi niż odrabianie zadanych lekcji, więc Polska zaczyna być karana i to coraz dotkliwiej. Pakt Ribbentrop-Mołotow obowiązuje w dalszym ciągu.


M

el Gibson zakończył karierę. No może jeszcze nie dziś, ale rozpoczął się początek jej końca. Twórca i odtwórca „Pasji” jechał sobie spokojnie z jedną ręką na kierownicy, z drugą na otwartej butelece tequilli przez bezkresne rubieże Kalifirnii i został przyłapany przez policję, która zarzuciła mu dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości i jazdę w „pomroczności jasnej”. Wszystko być może skończyłoby się szczęśliwie, gdyby aktor nie wpadł w pasję i nie wyrzekł słów, że „Żydzi są odpowiedzialni za wszystkie wojny na świecie”. To już było „o jeden most za daleko”, nawet dla amerykańskiej policji. Mógł spowodować wypadek, mógł nawet przejechać policjanta i Amerykanie z pewnością by mu wybaczyli, ale powiedział coś, o czym nie powinien był nawet pomyśleć. Tych słów prawdziwi „władcy USA i świata” nie wybaczą mu już do końca życia i umrze z etykietą antysemity. Mel Gibson jest skończony dla Ameryki i spokojnie może szukać pracy w Chinach lub w Iranie albo w muzułmańskiej części Filipin, bo nawet w polskim Holly-Łódź może jej nie dostać. Sic transit gloria mundi.


S

ąd Arbitrażowy w Moskwie ogłosił upadłość Jukosu, niegdyś jednego z największych koncernów naftowych w Rosji. Co to oznacza? Ano to, że największy koncern naftowy Wszechrusi przechodzi w inne ręce. Jeszcze jaśniej? Proszę bardzo. Już niedługo na drzwiach gabinetu szefa pojawi się nowa tabliczka z napisem – „Dyrektor Generalny Władymir Putin”. Być może w gąszczu biurowych zakamarków koncernu pojawi się jeszcze jedna – z nazwiskiem byłego prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.


P

olskie media donoszą – „Opozycja powinna, jeśli uważa, że prawo stanowione narusza podstawowe prawa i wolności obywatelskie, być tą siłą, która zajmuje Trybunał Konstytucyjny badaniem zgodności tych ustaw – powiedział szef Klubu Parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Jerzy Szmajdziński”. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że mówi to człowiek, który bedąc w rządzie wspierał Sejm, który uchwalił i wypuścił najwięcej prawnych bubli w historii polskiego parlamentaryzmu. Senat – ta maska dla toksycznych twarzy i przechowalnia nieudaczników – już dawno powinien tworzyć izbę prawną parlamentu, zabezpieczającą Sejm przed uchwalaniem ustaw tworzonych przez podpitych posłów i tworzącą pierwszą zaporę zabezpieczającą Sejm przed samoośmieszaniem, a Polskę przed ośmieszaniem na arenie międzynarodowej.


Z

acznijcie śledzić polski serial pod tytułem „Jak z rządu wykopano Zytę”. To jest dopiero „prawda czasu, prawda ekranu”. Ponieważ IPN odtajnił część dokumentów, więc sprawa może się toczyć częściowo wśród kamer i mikrofonów. Okazuje się że nie wszyscy esbecy, to hieny i wilki. Niektórzy z nich byli bardzo wrażliwi na ludzką krzywdę i wciągali ludzi na listy agentów tylko po to, by uchronić ich przed sobą. Na stwierdzenie sądu, że TW Beata wzięła (conajmniej dwukrotnie) wynagrodzenie za informacje, esbek stanowczo temu zaprzeczył. Wychodzi więc na to, że esbecy to nie głupi narodek i potrafili sprytnie dorabiać do „skromnych” pensji na TW, którzy faktycznie TW nie byli. Proceder ten kwitł i jeszcze kwitnie pod roboczą nazwą „branie na martwe dusze”. Zwykły człowiek może dostać zamętu w głowie, bo w końcu Zyta była tym TW czy nie była. Szanowny, zwykły człowieku. Tu wcale nie chodzi o to, czy Zyta była TW, czy nie była TW, bo jak wszyscy wiemy, bycie czy nie bycie TW, wcale nie przeszkadza w obejmowaniu wysokich stanowisk w naszym państwie i to nawet prezydenta RP. Tu chodzi o to, że Partia Obrażonych musiała dokonać zemsty na swojej byłej gwieździe, bo Zyta była w PO najlepszym i jedynym ekonomistą oraz żelaznym kandydatem na Ministra Finansów, gdyby jej nie wyrzucono z partii przed wyborami. Jednak wybory wygrał PiS i podebrał chwilowo bezpartyjnego fachowca do swojego rządu. Było zatem więcej niż pewne, że Zyta zacznie wprowadzać w życie swój koncept finansów państwowych, a który miał być własnością tylko kaszubsko-krakowskiej drużyny. Tego zaś Partia Obrażonych już nie mogła zdzierżyć. Gorze jej – rzekł Donald, gorze jej – potwierdził Jan Maria. Porozumiano się więc z Rzecznikiem Interesu Publicznego, który dla odmiany jest własnością „czerwonych kapturków” i razem ruszono do ataku, który okazał się skuteczny. Żeby było ciekawiej, egzekucji dokonał ktoś trzeci. Noga premiera wykopała Zytę z rządu, a potem inna noga wykopała premiera. Głównym jednak celem było sparaliżowanie Ministerstwa Finansów, by utrudnić rządzenie wrogiemu PiS-owi i cel ten osiągnięto. Rządy w Polsce muszą być słabe, „aby Polska nie rosła w siłę a ludziom nie żyło się dostatniej”.


J

acy są Polacy, o tym najlepiej wiedzą sami Polacy i to mieszkający w kraju. Jak nas odbiera zagranica, to już zależy od tego, kto i gdzie nas promuje, a nie wszystkim zależy na pozytywnym wizerunku. Polak jako pijak, nierób, złodziej i półinteligent, królował na zachodzie do czasu otwarcia granic dla szukających pracy. I nagle okazało się, że Polak zaczął być pracownikiem najbardziej poszukiwanym i bardziej cenionym od własnej siły roboczej. Polaka-złodzieja kreował między innymi pewien komediant, opowiadając jak to w Niemczech widział plakaty – „Jedź na urlop do Polski, twój samochód już tam jest” i nie był odosobniony w takiej „reklamie”. Po wejściu do Unii obraz Polaka zmienił się na lepsze i nie pasowało to pewnej grupie, nie mogącej zapobiec tej zmianie. Skoro Polak nie jest pijakiem, nierobem i złodziejem, to niech zostanie przynajmniej wiejskim kmiotem. A w jaki sposób robić to najlepiej? Oczywiście poprzez media… Reklama w TV – Paniusia w sklepie, dźwięk telefonu. Grzebie w torebce, znajduje telefon i drze się na cały głos – „Mamusia? A skąd wiedziałaś, że jestem w sklepie?”. Albo radiowa – „Gdzie parowóz? Wymieniliśmy na spirytus. A gdzie spirytus? Przepiliśmy. Media-Markt. Nie dla idiotów”. Sa także inne metody pokazania naszego „debilizmu”. Jedną z nich są szybkie teleturnieje TV – wygrasz 1000 zł odpowiadając na pytanie: „Jak nazywał się pierwszy cesarz Chin?” i od razu trzy odpowiedzi – Fiu-Bzdziu, Qin-Shihuang i Su-27. Odpowiedź prześlij SMS na numer taki i taki, cena połączenia 7,20 bez VAT (może idiota nie wie, że trzeba dodać 22%) itd. Albo radiowe konkursy o samochód. Atmosfera napięta i pytanie za samochód – „Ile zębów ma pająk?” lub „Co jest cięższe – kilo pierza czy kilo ołowiu?”, chwila ciszy, odpowiedź i wybuch entuzjazmu. Przyznam, że oglądam i słucham tego z zażenowaniem, jednocześnie pytając siebie – komu zależy na tym by pokazać, że Polacy są takimi głupcami? Komu zależy na tym, by polska młodzież nie uczyła się historii własnego kraju? Komu zależy na propagowaniu rodziny typu M+M+D lub K+K+D, nie zaś M+K+D? Komu zależało na zdjęciu z anteny teleturnieju „Wielka Gra”, który pokazywał Polaków inteligentnych, oczytanych z wiedzą wykraczającą poza przeciętną? Musimy sobie wreszcie uzmysłowić, że w Polsce działają siły, których jedynym celem jest propagowanie Polaka-pijaka, Polaka-złodzieja i Polaka-debila, bo na takim tle „oni” wypadają o wiele lepiej? Musimy zrozumieć, że ktoś „trzymający władzę” postawił sobie za główny cel, by Polak znaczyło tyle co parobek? Spytam naiwnie, kto to może być?

Szarodzienność 2

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, bowiem są to rządy hien nad osłami • Arystoteles •

P

oszła fama wśród kubańskich emigrantów, że Fidel Castro „odłożył łyżkę”. Stanowczo temu zaprzeczają oryginalne źródła kubańskie, choć od dawna przywódcy nie widać, a słychać tylko jego pismo, odczytywane przez partyjnych lektorów. Znając obyczaje Związku Radzieckiego należy przypuszczać, że i na Kubie odczekają najpierw trzy dni, by przekonać się, że dyktator nie zmartwychwstanie, a potem zaczną dzielić władzę między siebie i dopiero ogłoszą „tragiczną” dla narodu wiadomość. Termin ogłoszenia zgonu w państwach socrealu zawsze był warunkowany sprawnością urzadzeń chłodniczych, a latoś na Kubie gorąco. Co by się jednak nie stało, należy współczuć narodowi kubańskiemu, bo zamienią gadułę na alkoholika.


Z

abawna ta Rzeczpospolita. W Krakowie fotel prezydenta miasta obejmie ten, kto pierwszy sprowadzi słonia do miejscowego ZOO. Kilka dni temu padła największa trąba Krakowa i miasto pogrążyło się w żałobie. Smutek z twarzy Krakowian może zdjąć tylko nowy egzemplarz i redakcja jest ponoć zadzwoniona na amen z prośbami o jak najszybsze uzupełnienie straty. Zdobycie słonia w dzisiejszych czasach, to wyzwanie na miarę budowy Nowej Huty i okazuje się, że właśnie owa Huta może pomóc, bo jej właścicielem jest Hindus. A jak Hindus, to oznacza, że posiada wpływy wśród indyjskich słoni. I tak dochodzimy do problemu naukowego „Wpływ polskiej stali na migrację zarobkową słoni we współczesnym świecie”. A co będzie jak smok wawelski przestanie zionąć ogniem? „Wpływ polskiej stali na przepływ rosyjskiego gazu” nie został jeszcze zbadany, a i nasi politycy chyba nie mają znajomości na Syberii. Tu pomóc może tylko były „prezio” RP.


N

o i „mata co chcieliśta”. Poszczególne państwa w Unii Europejskiej, Bruksela trzyma za mordę mocniej, niż rząd w Waszyngtonie poszczególne stany. Nie jestem wrogiem UE, bo praca jej urzędów podoba mi się bardziej niż naszych, ale nie podoba mi się natrętne wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski. Problem wprowadzenia kary śmierci w Polsce jest postrzegany przez Brukselę jako niezgodny z „europejskimi wartościami”, czyli krótko mówiąc jest to wyraźne ostrzeżenie dla Polaków – „przestańcie o tym nawet myśleć, bo będziecie mieli kłopoty” (z pewnością finansowe). Albo inaczej – nie myślcie sobie, że wam wszystko wolno. Nie po to wstępowaliście do wspólnoty, by mieć swoje fanaberie. Wy zarejestrujcie lepiej oberka i kujawiaka jako polskie dobro, bo niedługo będziecie płacić tantiemy do Brukseli za ich wykonywanie. Jednym z doskonałych elementów straszenia są „europejskie wartości”, pod którymi tak naprawdę nie wiadomo, co się ukrywa. Patrząc na rdzeń federacji można się domyslać, które państwo je wniosło. Zapomina się jednak, że wniesiono je dopiero po intensywnej eksploatacji setek gilotyn, które ścięły wszystkie myślące tam głowy. Nawet zburzenie Bastylii jest wielką mitologią, wykreowaną przez tych „z wartościami” i przede wszystkim na własny użytek. flapol Jak z tego widać nad podstawami „europejskich wartości” pracowały „najtęższe” umysły, ale tylko z „ciemiężonego ludu”, czyli krótko mówiąc pospolita miernota. Czy Bruksela chce, by w przyszłości rządy w Polsce objęli ci, którzy dziś „kiblują” w dożywotnich przechowalniach? Jest to możliwe, bo niedługo przy takiej „pronarodowej” polityce w Polsce, jedynymi zdolnymi do objęcia władzy będą tylko wypasieni na więziennym wikcie.


K

to zdewastował cmentarz wojenny w Przemyślu? Okazało się, że małolaty. Trzy dziewczynki pod wodzą chłopczyka. Średnia wieku „silnej grupy”, to 10,75 roku. Jedynym powodem było to, że krzyże dawały się łatwo przewracać, więc zorganizowano zawody. Prasa nie podaje, kto został mistrzem. Teraz wymagana jest ogólnopaństwowa dyskusja, kogo i jak ukarać. Ja proponuje ukarać tego, co tak nędznie umocował krzyże, bo szczeniaki i tak nie zdają sobie sprawy z tego, co zrobiły.


A

gencja Reutera podała, że „Iran zwolnił z aresztu domowego syna Osamy bin Ladena”. Według agencji „Syn przywódcy Al-Kaidy ma zostać wysłany na pogranicze syryjsko-libańskie, gdzie ma tworzyć komórki terrorystyczne. W przyszłości mają one pomagać Hezbollahowi w czasie walk z wojskami Izraela”. Może to jednak „ludzki” odruch umożliwiający synowi odwiedzić chorego ojca i przy okazji uzyskać namaszczenie na nowego przywódcę? Kto śledzi przebieg wydarzeń na Bliskim Wschodzie może zauważyć, że grupy bojowników rozpoczynają ścisłą współpracę, a koordynatorem działań zaczyna być Iran. Bezpańska jak dotąd Al-Kaida uzyskała państwowy protektorat Iranu, który umożliwia kolejny krok na drodze do spełnienia przepowiedni „o arabskiej nodze na chrześcijańskim Rzymie”. Jak w przyszłości zachowa się muzułmańska Turcja, wyszkolona i uzbrojona przez NATO?


W

ojny polsko-rosyjskiej o ropę ciąg dalszy. Rurociąg dostarczający ropę syberyjską na Litwę uszkodził się gdzieś na styku Łukaszenko-Putin i prawdopodobnie z przyczyn „naturalnych”. Naprawa uszkodzenia, jak zapewnia strona rosyjska, potrwa tylko… około roku. Wymieniona rura prowadzi do jedynej na Litwie rafinerii w Możejkach i Litwa mówi wyraźnie o politycznym podtekście awarii, a czemu gwałtownie zaprzeczają czerwoni. A gdzie tu Polska? Nie zapominajmy, że niedawno pakiet większościowy Możejek wykupił polski „wsiorlen”. Pozornym zamachem w stronę Litwy ręka Rosji wylądowała na polskiej gębie. Jest to dalszy ciąg rosyjskiej zemsty politycznej za to, że nie zdołali opanować polskich spółek paliwowych. Przeszkodziła w tym zmiana na polskiej scenie politycznej, a w szczególności zmiana prezydenta.


N

ie mogę się wprost nadziwić, ile geniuszy zasiada zawsze w ławach opozycji. A jakie genialne pomysły. Przy każdej polskiej opozycji, każdy rząd wychodzi na durnia, który nie potrafi nic zrobić. Wychodzi na to, że pod Sejmem przebiegają jakieś dwie żyły. Pod ławami rządowymi jest jakaś żyła utrudniająca koncentrację, natomiast dupska opozycji zawsze zwisają nad żyłą o wielkiej energii intelektualnej. Szef partii arbuzów, ten który tak lubi zdjęcia w mundurze sikawkowego generała, zarzuca rządowemu koledze po fachu, że ten żeruje na ludzkiej biedzie i kombinuje bez przerwy komu zabrać by rolnikom dodać. A coś ty, szefie partii, zrobił dla rolnictwa siedząc na rządowym stołku? Poza tym, żeś załatwił sobie ciepłą posadkę, jakoś nie widać, by twej braci rolniczej wtedy coś się polepszyło. Za to twoje arbuzy takie ładne i wyrośnięte. Albo ten, co jeszcze ani razu nie zdołał porządzić. Jaki wielki specjalista od szkolnictwa i lustracji. Co on by nie zrobił, gdyby mógł. Ale nie może i chyba lepiej dla Polski. A w armii wraca „nowe”. Ma być z powrotem „szkolenie wychowawcze” i o 19.30 kolektywne oglądanie „Wiadomości”. I po co to likwidowano, jak można było tylko zmienić podręczniki i wykładowców? Jakoś nikt nie może zrozumieć, że morale wojska zawsze zależało od rodziny i szkoły, a nie od służbowej resocjalizacji. Co tu zresztą można nauczyć przez parę miesięcy? Jak wojsko zrobi człowieka wielkim patriotą, to nie będzie umiał strzelać, a jak wyjdzie strzelcem wyborowym, to będzie miał trudności z identyfikacją „swój-obcy”. Jak zawsze, kadencyjne cztery latka zlecą na totalnej niemocy i poobijanych wargach od płomiennych przemówień. Może jednak wpuścić radiestetów na Wiejską. Niech zbadają te „tajemnicze żyły”. I niech ktoś sprawdzi, co jest w tej szklance na mównicy.


W

roku 1976 w Radomiu doszło do pierwszych robotniczych protestów, za które wielu przypłaciło życiem i zdrowiem. Było to więc dokładnie 31 lat temu. Dzisiaj w Polsce oprawcy żyją jak paniska, a ofiary przymierają głodem. Z tysięcy protestujących z Radomia, Ursusa i Płocka wojewoda mazowiecki doliczył się zaledwie 500 osób i postanowił ich wynagrodzić za wolnościowy zryw. Zebrał aż pół miliona złotych, które równo podzielił na odnalezionych. 31 lat biedy i poniżenia wycenił po 1000 PLN na głowę i jest z siebie bardzo zadowolony. Żeby nie było zbyt prosto, każdy walczący wtedy o dzisiejszą „wolność i demokrację”, musi złożyć stosowne papiery i po szczegółowej weryfikacji, już za dwa miesiące może się załapie na „nagrodę”. Za te 1000 zł., po odliczeniu podatku, opłaceniu najpilniejszych potrzeb, za resztę każdy kupi sobie „Gazetę Wyborczą” i poczyta sobie, jak w Polsce jest dobrze, jak dobrze ma rząd, posłowie, senatorowie i inne hieny przy korycie. I będą szczęśliwi i zadowoleni jak… nie wiem co. Nagroda czy żebracza jałmużna? Sprawiedliwość czy kpiny z ludzi? Za Polskę poświęcili zdrowie i taka zapłata? Rząd woli pomagać potrzebującym za granicą, bo to ponoć podnosi mu prestiż. Co tam głodujący Polacy, niedługo i tak pomrą i problem sam się rozwiąże.


U

rząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego ogłosił przetarg na dostawę 1410 żywych zajęcy, po równo samców i samic. Zające mają zostać wypuszczone do wielkopolskich lasów i podnieść ich atrakcyjność dla myśliwych. Ciekawa oferta. Pomijając już gatunek „zająca leśnego”, zastanawia mnie liczba 1410. Urzędnicy tłumaczą, że niby tyle zajęcy wyszło z dzielenia pieniędzy, ale wiadomo że każdy urzędnik mataczenie ma w jednym palcu. Jednak coś w tym musi być. Grunwald z pewnością nie, bo Wielkopolska ma świeższe tradycje powstańcze, gdzie też łomotała Krzyżaków, tyle że późniejszych. Czy przypadkiem nie jest to szyfr rzucony na całą Polskę – przybywajcie potrzebujemy fachowców? 1410 kojarzy się zawsze z Grunwaldem, ale w gwarze ludowej krąży też słowo „grunwaldówka”, a tu już blisko – 1 kg cukru, 4 litry wody i 10 deka drożdży. Ciekawe, czy nasza ABW już to rozszyfrowała?


P

omaleńku zaczyna rozjaśniać się w Polskim Związku Piłki Nożnej. Nasz „prawdziwek” wyglądający na zdrowego okazuje się być strasznie zarobaczony, a skąd robale można się domyśleć. flapol Sam prezes nie był wcale dyrygentem, bo jego ręką machała inna ręka, a i partytury dostawał gotowe. Pan prezes był tylko odpowiedzialny za trzymanie kurtyny, by nikt niepowołany nie zaglądał za kulisy. Jego wywiady też wyglądały w stylu „gadała dupa z panem”, bo reporterzy uparcie zadawali jedne pytania, a pan prezes uparcie odpowiadał na inne. Bileciki na Mundial też niby miał rozprowadzać PZPN, ale już wiadomo że dystrybucję przekazał dla starszego związku – PZSB. To może teraz należałoby sprawdzić, dlaczego tak niespodziewanie stracił lotność nasz Mały sz(ybowiec)?


K

tóry bank w Polsce udziela kredytu w wysokości 20 tysięcy zł., na 2 lata i na 4%?. Otóż jest to bank dla wybranych, a nazywa się Sejm Bank Sp.zoo (z ograniczeniem okrągłostołowym) przy ul. Wiejskiej w Warszawie. flapol Niestety, jest to bank wydzielony tylko dla specjalnej grupy, której imienną listę zatwierdzamy my wszyscy co cztery lata. W artykule można przeczytać kto, ile i na co bierze kredyty. Są to faktycznie drobiazgi – kafelki do łazienki za jedyne 15 tysięcy, tyle samo na nowy piecyk do grzania i tyle samo na załatanie małej dziury w dachu. W jednej kadencji każdy poseł może wziąć dwa takie kredyty, a niektórzy tak się przyzwyczaili, że przy banku siedzą całymi latami. Teraz już wiadomo, że warto kupić miejsce na liście wyborczej, bo można szybko spłacić i jeszcze zostanie. Warto też poświęcić parę złotych na długopisy, by móc podrobić te parę tysięcy podpisów, bo wróci się z nawiązką, a pierwszy wyrok i tak za dwie kadencje albo wcale.


N

ie smuć się przeciętny obywatelu. GUS – państwowy urząd, który stale patrzy na wysokość twojej pensji oraz skrupulatnie oblicza ile i na co wydajesz, ogłosił w „naszych” gazetach, że „coraz mniej pieniędzy zostawiamy w sklepach, bo jest coraz taniej. A na dodatek możemy sobie pozwolić na więcej, bo więcej zarabiamy. Jeszcze nigdy nie było tak dobrze. Nie dość, że bezrobocie systematycznie spada, pensja statystycznego Polaka rośnie, to jeszcze zaczęły spadać ceny. W ostatnich miesiącach potaniała żywność, napoje, usługi telekomunikacyjne i używane samochody, ale w największym stopniu ubrania i buty”. To nic, że akurat ty jesteś coraz biedniejszy, bo statystycznie jesteś bogatszy. A może jesteś bezrobotny i mieszkasz w górach? Państwo ma dla ciebie pracę – możesz sezonowo skrobać ryby nad morzem. Wsiadaj w pociąg i przyczynisz się do dalszego spadku bezrobocia. Nie masz nawet na bilet? No to twoja wina, bo państwo daje ci pracę, a ty ją odrzucasz. Dlatego państwo nie zwiększy wysokości zapomóg, ale zwiększy ci podatek. Przeżyjesz, bo ceny poszły w dół, a szczególnie urządzeń elektronicznych i podobnych artykułów niezbędnych do życia. Aha… staniały jeszcze lokomotywy elektryczne i blacha ocynkowana.


O

rgan prasowy Okrągłego Stołu donosi, że „11 sierpnia warszawski sąd okręgowy ogłosi wyrok w procesie o zniesławienie, który Adam Michnik wytoczył byłej asystentce Włodzimierza Cimoszewicza Annie Jaruckiej”. Pani Jarucka to ta, która zaliczyła naczelnego OPOS-a do grupy „trzymającej władzę” i zniszczyła karierę jednemu „czerwonemu kapturkowi”, co ponoć miał mieć „czyste ręce”. Ja cały czas się zastanawiam, skąd naczelny organu wiedział, kiedy i ile magnetofonów ma włączyć, bo ukrył je w takich miejscach, że nie szło ich włączyć bez zwrócenia uwagi posłańca. Dlatego nie ulega wątpliwości, że naczelny musiał mieć „cynk”, iż będzie miał ważnego gościa i że ten właściwy będzie „zalatywał wanilią”. Z tego też może wynikać, że w ogólnej GTW działała GTW-1 w opozycji do GTW-2. Czyli nie wiadomo o co chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pięniadze i być może ta druga GTW była bogatsza w dolary od tej pierwszej. Teraz należy odnaleźć TW naczelnego i stanie się światłość. Naczelny najchętniej zażywał „enerdżajzerów” z księciem Leszkiem III Czerwonym, swoim bratem od serca, więc może to ciepły trop. Ślinienie obu panów oglądała cała Polska na fotkach i aż dziwne, że LPR się tym nie zainteresowała. A pani Jarucka? No cóż, kobitka powiedziała prawdę, ale który sąd jej uwierzy?


L

iban ponownie w ogniu wojny i ponownie pod ogniem Izraela. Tym razem celem jest palestyński Hezbollah (przedtem był Al-Fatah), ale w przeważającej części giną obywatele Libanu, raczej wcale nie zainteresowani konfliktem. To małe państewko znalazło się w ogniu w wyniku polityki i to wcale nie Izraela. W rejonie starły się jednocześnie interesy USA, Rosji i Unii Europejskiej. Sam Izrael jest tam tylko ręką trzymającą granat i do tego niekoszerny. Rosja wspiera Iran (oczywiście nieoficjalnie) autorytetem oraz najnowszymi technologiami i aroganckie zachowanie się rządu irańskiego wynika właśnie z tego protektoratu. USA interesuje przede wszystkim bliskowschodnia ropa naftowa, bo swoją zacznie eksploatować dopiero gdzieś w okolicach 2014 roku, a Wenezuela już jest gotowa zakręcić kurek (po to kupiła broń w Rosji za 3 miliardy dolarów). Ropa ta interesuje także Unię Europejską, bo rosyjski partner jest nad wyraz kapryśny i w przypadku drobnego nawet „zatarcia” (np. z Polską) jest w stanie pozbawić Europę tego surowca. Asem w tej grze jest Hezbollah. USA i oczywiście Izrael uznają tą organizację za terrorystyczną, co oznacza, że wojna z nim nie podlega prawu międzynarodowemu. Po drugiej stronie jest UE i Rosja, które w zasadzie uznają Hezbollach za partyzantkę narodowo-wyzwoleńczą (a to za sprawą zażyłości trzech panów – Putina, Chiraca i do niedawna Schroedera) i oczywiście stanowi to przeciwwagę dla USA. A Izrael? „Washington Post” napisał – „Przywódcy Izraela zdają się nie rozumieć, że porażka w Libanie mogłaby doprowadzić do ruiny ich stosunki z USA”, a to już jest wyraźna groźba i to nie USA, ale amerykańskich „Mędrców Syjonu” pod adresem Izraela, że światowy syjonizm może „przymknąć oczy” na drugi holokaust, tym razem rękami Arabów. A Liban? Liban jest tak mało znaczącym pionkiem, że nikt nie zauważy jego zniknięcia z szachownicy. A za kim jest Polska? Łódź zaprosiła do siebie Izraelczyków ze zniszczonych miejscowości i niemal natychmiast dodała, że może też zaprosić Libańczyków. Może, ale nie musi.


C

zym się dziś zajmują politycy? Pierwszy sikawkowy RP zarzuca rządzącej partii popełnienie plagiatu w hasłach wyborczych. Stronnictwo arbuzów na transparencie z 2005 r. miało wypisane „PSL blisko ludzi”, natomiast ci drudzy wypisali sobie teraz „PiS bliżej ludzi”. Zwykli ludzie też muszą uważać i by nie zostać posądzonym o plagiat, należy uważać jak zamawia się towar w sklepie. Gdy ktoś przed nami powie „Proszę papier toaletowy”, my natychmiast musimy powiedzieć inaczej, czyli „Proszę o czyścik do odbytu”.


P

polska scena polityczna działa już od dawna na zasadzie drożdży i rozrasta się tylko przez pączkowanie. Wyglada to tak, że na wierzchu wyrasta jakiś wrzód, zmienia kolor, pęcznieje i nagle „pyk” – mamy nową partię. Dawna Unia Wolności, której wódz namiętnie i wszędzie puszczał „zajączki” (takie coś a’la „führer”, tylko paluszki inaczej) do ludu i zagranicy, była od początku „unią” ale nie wolności tylko narodów, gdzie prym wiódł i wiedzie „naród wybrany”. Ta partia wydała najwiecej tzw. „businesssmanów”, „polityków” i innych cwaniaczków, którzy po „obłowieniu się” opuścili jej szeregi tak skutecznie, aż partia była zmuszona zmienić i przewodniczącego i nazwę. Po wielu perturbacjach z kolorami i nazwaniem samych siebie, przyjęła nazwę „demokraci”, co niektórzy odczytują jako „de(r)mokraci”, bo skórka jej bardzo poczerwieniała, szczególnie po przyjęciu zbiegów z plemienia „czerwonych kapturków”. Dzisiaj partię tę „rozdzierają” dyskusje, czy bliżej im do Partii Obrażonych czy do „czerwonych kapturków”, ale ponieważ liderzy PO nie po to uciekli z „Unii” by wracać, więc kierunek zbliżenia jest jasny. No i ten głupi naród, który nie chce na nich głosować, przez co nie mogą przekroczyć zaczarowanego 1% poparcia. Ilu ludzi przewinęło się przez tę „Unię” trudno zliczyć, ale jedno co pewne, to fakt, że nie ma w Polsce prawie żadnej partii, która w swym trzonie nie posiadałaby członków tej „partii-matki”. Otóż rzeczona partia wydała następny klon w postaci „Forum Liberalnego”, co jako żywo przypomina pamiętne „Katowickie Forum Partyjne”. Ponoć powodem „wypączkowania” jest odejście kierownictwa od ideologii i wysoki stopień zachwaszczenia, który nie pozwala na wybicie się szlachetniejszych roślinek. Co będzie pokaże czas, ale dla Polaków to nic innego, jak nowa grządka do podlewania, na której i tak nic nie wyrośnie. Samej partii nie ma co żałować, bo od dawna pełza po dnie i wyżej nie podpłynie. Ot, drobna kłótnia w rodzinie, gdzie nie potrzeba nawet interwencji policji, bo wywołana tylko po to, by sąsiedzi usłyszeli, że jeszcze ktoś tam oddycha. Na marginesie – w Polsce istnieje tylko jedno ugrupowanie nie zmieniające zdania. Jest to ugrupowanie mniejszości niemieckiej, ale widać za malutkie, by brać z niego przykład.


M

ecz „Zyta-esbecja” trwa nadal i na razie prowadzi Zyta. Zeznania pięciu esbeków pokazują, że nawet tam nie było tak czysto i wzorowo. Już się dowiedzieliśmy, że werbunkowy od Zyty był człowiekiem mało odważnym i mało inteligentnym i to, co opowiada nie ma nic wspólnego z wzorowym aparatem, który taki szwindel musiałby wykryć. Ponadto większość aparatu cierpi dziś na „alzheimera” i bez ściągi nic się nie da powiedzieć na pewno, a większość „ściąg” przeszła przez szatkownice i ogień albo została ukryta w nieoficjalnym, ponadnarodowym IPN-ie, o którym większość nie ma pojęcia gdzie się znajduje. Pan premier raczej kurtuazyjnie rozchylił ręce w oczekiwaniu na powrót Zyty, bo prędzej ręce mu zdrętwieją niż Zyta wróci. Zresztą gdzie ma wracać? Placówka obsadzona, a utworzenie nowej funkcji w randze ministra nie wchodzi w rachubę ze względów programowych. Owszem, Zyta mogłaby zostać np. koordynatorem „posunięć gospodarczych” w randze ministra, gdzie podlegały by jej finanse, skarb i gospodarka, ale wtedy ministrów należałoby zdegradować do rangi wiceministrów lub sekretarzy stanu, co oznacza natychmiastowy odpływ „fachowców”, bo oni przyszli nie do pracy, tylko na stanowiska. Można także wykorzystać fakt, że nowy minister finansów jest cokolwiek za bogaty jak na ministra i po paru artykułach prasowych pożegnać go, co zwolniłoby stanowisko, ale na to może być za późno, bo Zyta wcześniej usłyszy wyrok. Zresztą zeznania piątego „cichociemnego” już wprowadzają niepewność, co do wedyktu. Woda niby krystalicznie czysta, ale popatrz pan jakiś paproch pływa.


G

azeta zwana „Rzepą” donosi – „SB otrzymywała informacje od ludzi, którzy mieli bezpośredni dostęp do najwyższych hierarchów polskiego Kościoła, Lecha Wałęsy oraz najważniejszych spraw opozycji w latach 80. Jednym z nich był „Delegat” […] Może on sam opowie jak było?”. Zacznijmy może od tego, że w służbach specjalnych zatrudniano także zwyczajnych ludzi o dość wysokim poziomie inteligencji i zapewne z dużym poczuciem humoru także. Jeśli TW nie mógł się zdecydować jak siebie nazwać, bo z reguły chciał być „J23”, „Stirlitzem” albo „Kobrą” (a te zwykle były zajęte), więc prowadzący brał sprawę w swoje ręce i „ksywę” nadawał sam. Mając przed sobą mało rozgarniętego, ale ambitnego kandydata na agenta i widząc, że jest cienki jak…, to właściwie do głowy przychodził mu tylko jeden pomysł. Inaczej rzecz się miała z kadrowymi pracownikami, gdzie nie wypadało naśmiewać się z przypadłości, więc tu w grę wchodził charakter wykonywanego zadania. Jeśli kogoś nazwano „delegatem”, to musiał być czynnik terenu jako pracy, odosobnienie od agencji i ważność misji (podobnie jak dawnych „delegatów” na zjazd). A kto w otoczeniu pierwszego niekomunistycznego (hehehe) prezydenta robił wrażenie pracownika w delegacji? Kto, gdy późniejszy „pierwszy” sypiał samotnie na styropianie w państwowych ośrodkach wczasowych, opiekował się czule jego rodziną jakby „z ramienia”? Kto z otoczenia „pierwszego” zajmował funkcję nie wymagającą prawie żadnej wiedzy, a pomimo to został ministrem? Kto zamiast pracować dla kraju, wypuszczał się na częste i dalekie „delegacje” na polskich jachtach? Droga „Rzepo – „on sam nie opowie jak było”, bo on jest związany przysięgą na śmierć i życie, a w jego organizacji to drugie jest ściśle związane z tą pierwszą i przeważnie gwałtowną.


P

olska policja odniosła kolejny wielki sukces. Po trzech miesiącach zatrzymała faceta, który młodemu, lewicowemu anarchiście zrobił „17 września”, czyli wbił mu nóż w plecy. Są też absolutnie pewni, że operacja wbicia niebezpiecznego narzędzia, nie była inspirowana internetową stroną „Krew i Honor”. W takim razie, po co było marnować siły i środki (swoje i amerykańskie), na tropienie i zamykanie jej? Stronie zrobiono przy okazji taką reklamę, że dziś bukmacherzy przyjmują zakłady już nie na „czy się w ogóle ukaże” tylko „za ile dni ukaże się ponownie”. Sama rozprawa też może być ciekawa, bo nie chodzi już o sam czyn, ale jego kwalifikację, co z jednej strony ma wpływ na wysokość wyroku, a z drugiej (co chyba najważniejsze) – na stwierdzenie, czy w Polsce jest nacjonalizm i rasizm czy ich nie ma. Rząd, ministerstwo i policja już odrobiły lekcje i teraz tak należy przypilnować powoda i oskarżonego, by nie palnęli głupstwa w sądzie. Kiedyś na pytanie Amerykanina – „dlaczego u was w komunie jest tak biednie”, każdy patriota odpowiadał – „ale u nas Murzynów nie biją”. Dzisiaj jest jeszcze biedniej i tym bardziej „nie możemy bić Murzynów”.


P

olskie partie polityczne zmieniają taktykę działania. Pierwszego wyłomu dokonało PiS, stwierdzając, że – „dopóki Platforma Obywatelska nie ukarze polityków bezpodstawnie oskarżających PiS, jego partia nie wyciągnie konsekwencji wobec posła PiS Jacka Kurskiego. Premier zaznaczył, że nawet jeśli pomylił się on w sprawie tzw. afery billboardowej to włos mu z głowy nie spadnie”. Oglądając potyczki partyjne, można było ostatnio podziwiać typowo polską dyscyplinę „sportową” polegającą na spluwaniu w przeciwnika na zasadzie „trafiony-zatopiony”. Wszystko było dobrze, każdy opluwał każdego i śliny nie brakowało, dopóki ktoś się nie zorientował, że ta z pozoru niewinna gra, może wyrządzać znaczne szkody kadrowe (patrz opowiadanie – „Jak to z Zytą było”), a przy małych stanach osobowych jest nawet w stanie zmieść partię z wyborczej powierzchni. Postanowiono zmienić warunki gry i zamierza się wprowadzić definicję śliny „prawdziwej” i „nieprawdziwej”. Kiedyś opluty stawał się od razu skażony i wylatywał do izolatki, ale teraz ślina ma zostać zebrana i przekazana do analizy. Jeśli ślina jest „prawdziwa” – zawodnik opluty wypada z gry, a jeżeli ślina jest „nieprawdziwa”, z gry ma wypadać zawodnik plujący. Ciekawe, czy nowe reguły nie zdyskwalifikują teraz mistrza krajowego, z „cywila” specjalistę od muchówek (rzecz bardzo przydatna w rządzeniu krajem), który pluł i pluje na każdego, z każdej pozycji i pod każdym kątem? A wszystko zaczęło się od niewinnego pytania, czy reklama „stop wariatom drogowym” odnosiła się do PO, czy do innej partii.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent wie, kto był „Delegatem”. Wyrazić się raczył – „Ja jestem starym politykiem, więc proszę mnie nie podchodzić, ja się w to nie bawię. Ja kierowałem tą walką. Dramat mój polegał wtedy i teraz, że ja nie wszystko mogłem mówić i dzisiaj nie mogę powiedzieć”. Ja doskonale rozumiem pana prezydenta. Nie zawsze jest „nie chcem, ale muszem”, bo czasem musi być „nie chcem i nie muszem”. Nasz „monsz” stanu dodał jeszcze – „Ja poważnie walczyłem z komunizmem i stałem na czele tej walki, więc gdyby nie było agentów w pobliżu to bym był niezadowolony, czuł się niedoceniony, zlekceważony”. No i agenci musieli być, bo tak chciał prezydent, ale ich nie zdradzi, bo doskonale wie, co to jest „dintojra”. A swoją drogą, jak prezydent był „niezadowolony” i „niedoceniony” – to jak, przez kogo i komu zgłaszał zapotrzebowanie na agentów?


N

o i proszę, co znaczy mocne huknięcie w stół. Już drugie „nożyczki” wiedzą, ale nie powiedzą. Były działacz wałęsowskiej Solidarności (akurat był sekretarzem delegacji w tej inwigilowanej wizycie u papieża), który potem skomplikowanymi ścieżkami odnalazł swoje ideały w wiosce „czerwonych kapturków”, domyśla się kto jest „Delegatem”, ale nie powie, bo należy do zaciekłych wrogów lustracji. Jego zdaniem „jedynymi prawdziwymi zwolennikami lustracji w Polsce są Federacja Rosyjska i gawiedź”, czyli inaczej hołota, a jeszcze inaczej – my, zwykli obywatele. Kiedyś głośno było o tym panu przy okazji sprawy toruńskiej „Elany”, no ale nie po to błyskawicznie zmienia się światopogląd, by zostać unurzanym jak sam orzekł – „w świństwach przeszłości”. A jak pamiętam, wtedy protektorat był u władzy i sprawa „Elany” rozpłynęła się w czerwonawej mgle, a właściwie w natłoku prac komisji sejmowej. Z ust jego wiemy tylko, że „Delegat” był osobą o „dość marnej właściwości”. Co to oznacza, nie wiadomo.


W

naszej kochanej Polsce, sądy powszechne nie mają nic ważniejszego do roboty, jak tylko zajmować się urażonymi „wybrańcami narodu”. Poseł może być głupi jak but z lewej nogi, ale nie można tego powiedzieć wprost, bo poseł poczuje się urażony, a ponieważ chroni go tarcza osłaniająca głupotę, czyli immunitet, więc poseł nie robi nic innego, jak tylko zgłasza do sądu naruszenie tzw, dóbr osobistych. Ponieważ głupota jest najwyższym dobrem osobistym posła, więc sąd nie ma innego wyboru jak tylko otworzyć przewód, bo musi głupiego ochraniać, gdyż wiadomo, że poseł „z urzędu” nie może być głupi. Przekonał się o tym były naczelny „SE”, który o pewnej posłance napisał, że „babsztyl łże bez wstydu”. Z notek prasowych faktycznie wynika, że powódka szeroko minęła się z prawdą, ale rzecz poszła nie o mówienie prawdy, tylko o nazwanie posłanki „babsztylem”, czego żadna polska patriotka, żona, matka i kochanka, żeby nie wiem jak piękna, nigdy nie popuści. I tak, zamiast sądzić bandziorów i złodziei, polskie sądy rozgrywają tylko „mecze o honor”. Przypomina mi to skargę żołnierza do kwatermistrza: „Obywatelu majorze, szef kuchni powiedział do mnie żebym spier…, bo mi przypier… warząchwią. Zgadzam się z wami szeregowy – odpowiedział major – szef kuchni nie powiniem tak mówić. Powinien powiedzieć – „nalewką”. Może polskie sądy zaczęłyby się uczyć od zwykłego kwatermistrza?


P

o co zwykłemu Polakowi suseł moręgowy? Jeść tego nie idzie, na smyczy nie da się prowadzić, ale za to kopie nory i wytwarza metan powiekszając tym samym efekt cieplarniany. Najpierw zniszczono mu środowisko naturalne, wpędzono do ZOO, a teraz w ramach przeprosin wypuszczono go na stare lotnisko i niech se bida żyje. Sprawa wymierania gatunków jest stara jak świat, ale człowiek nie chce zrozumieć takiego stanu rzeczy i za wszelką cene usiłuje ratować ginące i nikomu nie potrzebne populacje. Co ciekawe, umyka mu przy tym najważniejszy bodaj problem – wymieranie człowieka. Może ktoś pomyśli, że jestem nieczuły na przyrodę. Otóż jestem, ale bez przesady. Kto bowiem zaopiekuje się susłem moręgowym jak umrze ostatni członek Ligi Ochrony Przyrody? Sprawa ma także drugie dno. Niech ktoś za parę lat spróbuje uruchomić to stare lotnisko. Dolina Rospudy przy tym, będzie małym pryszczem. A propos – usłyszałem w radiu doskonałe hasło dla obrońców przyrody – „Chrońmy lasy – jedzmy bobry”.


P

anie Prezydencie i panie Premierze – uczcie się, jak dba się o prestiż państwa na arenie międzynarodowej. Premier Izraela nie waha się użyć ostrych słów – „przestańcie nas pouczać, jak mamy prowadzić wojnę”. Tak zwrócił się do państw zachodnich w odpowiedzi na krytykę. Przykład może nie na miejscu, ale tak się dba o interesy kraju. Wy też możecie powiedzieć Unii Europejskiej, by nie wchodziła z butami do cudzego łóżka.


O

siemnastoletnie rządy „narodu wybranego” doprowadziły niepodległą i suwerenną Polskę do „rozkwitu” – „Prawie pięć milionów Polaków żyje w skrajnej nędzy. Od 10 lat liczba tych, którzy żyją w naszym kraju poniżej tak zwanego minimum egzystencji – stale rośnie. To minimum dla kilkuosobowej rodziny wynosi 260 złotych na jedną osobę miesięcznie. Nawet tyle nie ma na życie 12% ludzi w Polsce. (Polsat)”. Po mojemu, to się nazywa – skurwysynizm. Budzić Piłsudskiego i zaczynamy od nowa.


T

ylko osiemnastu lat potrzeba było na rozpieprzenie tego, co Polacy budowali lat dziewięćdziesiąt czyli Polskich Kolei Państwowych. Miało jeździć włoskie „Pendolino” a po torach dalej rzęzi nasze „Pierdolino”. Ludzie nie mają czym dojeżdżać do pracy, wsie i miasteczka upadają i pustoszeją. Komu na tym zależało? Polakom? Potworzono mniejsze „spółki”, żeby efektywniej pracować czy efektywniej kraść? Zamiast zorganizować kolejowy tranzyt Tir-ów przez Polskę, lepiej jest wozić powietrze i „uziemiać” ciężarówki, by nie „zwijały” polskiego asfaltu. Polsko, schodzisz na psy i nie ma nawet komu dać w mordę, bo złodzieje już siedzą za granicą i judaszowe srebrniki wybierają z obcych kont. Jeszcze rok, dwa i widok lokomotywy będzie taką samą sensacją, jak za kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.


P

olska oddała Niemcom bezcenne akta dokumentujące zbrodnie wojenne i może ich nigdy nie odzyskać. „Czy można sobie wyobrazić, że polski wymiar sprawiedliwości gromadzi dowody zbrodni katyńskiej, a potem wszystkie oryginały oddaje Rosjanom? A tak się właśnie stało z wieloma kluczowymi dowodami zbrodni niemieckich popełnionych w Polsce w czasie II wojny światowej. Gdyby teraz Polska miała się procesować z Niemcami w sprawie odszkodowań za zbrodnie wojenne, nie bylibyśmy w stanie wielu naszych roszczeń udowodnić – pisze Jan M. Fijor w tygodniku „Wprost”. flapol Pytanie, kto rządzi Polską jest nadal aktualne. flapol


D

o wyborów samorządowych jeszcze trochę, a już zaczyna się straszenie „czarnym ludem” czyli Lepperem, Giertychem i biadoleniem, że Polska pod rządami PiS zejdzie na manowce. Jakiś pan w jednej gazecie napisał nawet, że zwolennicy PiS – „Stawiając Platformę w jednym szeregu z SLD, próbują podważyć również jej solidarnościowe korzenie (czyżby PO miała być częścią postkomunistycznego układu?)”. – I tuś pan trafił w samą dychę. Kto ma nos to czuje, że ten „styropian” coś za mocno śmierdzi czosnkiem i zgniłymi pomidorami. Zresztą już widać, jak robactwo zaczyna wpełzać na listy PiS, LPR czy Samoobrony, byle tylko załapać się na byle jaki stołek. Jak Polska ma okazję otrząsnąć się z „narodu wybranego” zarzuca się jej antysemityzm, jak chce odsunąć od rządzenia potomków „konia Przewalskiego”, to zarzuca się jej nietolerancję. Polska otrzymała pierwszą szansę od 18-tu lat, by wreszcie zaczęli nią rządzić Polacy i od razu rozpoczęto niespotykaną nagonkę, bo „czerwone kapturki” i ich bracia w Talmudzie poczuli się śmiertelnie zagrożeni. Ja stawiam na PiS i koalicjantów. Niech będą nawet do dupy, ale przynajmniej są Polakami.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent analizuje, dedukuje i tym co wymyśli, natychmiast dzieli się z polskimi mediami. Ostatnia hipoteza jest taka, że owszem „Delegat” był, ale w trzech osobach. Prezydenckie rozumowanie skłania się chyba do trzech instytucji. Ojciec – stworzyciel tej małej siatki, duch – przenikający wszędzie, gdzie tylko się dało i syn – jako siła pisząca sprawozdania. Jeśli tak było, to teraz jest jasne, dlaczego bezpieka była tak liczna. Były prezydent zapodał raz jeszcze, że nie ujawni „Delegata”, ale zrobią to dziennikarze, którym dał do poczytania 150 grubych tomów „Sagi LW według SB”, z których 75 zostało zniszczonych (ciekawe skąd ta pewność?) a zostało drugie tyle. Jak to ładnie wyszło – połowa zniknęła, a połowa jest, czyli zniknęła połowa jakby „do”, a została połowa „od”. Niech pan były prezydent myśli dalej, bo zostały jeszcze mistyczne „7” i „12”. A co się stanie gdy okaże się, że „Delegat” ma już statut „pokrzywdzonego” przyznany przez IPN? Cały świat będzie się tarzał ze śmiechu z tak „demokratycznego” kraju. Tak na marginesie chciałbym zapytać pana byłego prezydenta: – co pan zrobił dla uhonorowania pułkownika Kuklińskiego, który jeden dla Polski zrobił więcej, niż setka takich jak pan? Czy to było pańskie „nie chcielim”, czy „bardzo chcielim”, ale kierowca nie pozwolił?


I

zrael ma pretensje do USA, że nie wykorzystują sytuacji na Bliskim Wschodzie. Dzieci Jahwe codziennie w pocie czoła przelewają krew gojów i czasem swoją, a najbliższy sojusznik nie chce tego wykorzystać i uderzyć na irańskie instalacje atomowe. Na razie prowadzony jest marketing wśród amerykańskich kongresmenów, ale jeśli się nie powiedzie, Izrael weżmie sprawę w swoje ręce, bo nikt mu tego nie zabronił, a co nie jest zabronione jest dozwolone. Stany Zjednoczone AP na razie zachowują powściągliwość, co nie przeszkodziło już zaopatrzyć Izraela w nowoczesne bomby penetrujące, a więc takie jakich używa się do niszczenia podziemnych instalacji, bo resztę czyli samoloty, choć niekoszerne, Izrael posiada. Nie brakuje też odniesień do historii. Iran przedstawia się jako „hitlerowskie Niemcy”, a „biedne Żydki” nie chcą powtórki z najnowszej historii. Prawdą (której nie znają tylko dzieci nienapoczęte) jest to, że Izrael od dawna posiada głowice „jajeczne” i to w znaczącej ilości, a Iran chce dopiero je mieć, co może zakłócić tzw. „równowagę”. A więc mamy sytuację, w której Izrael trzyma zapaloną zapalniczkę, chcąc przypalić cygaro wujowi Samowi, nie zauważając że z boku do zapalniczki przysuwa się „rączka z Biełomorem”.


J

ak wygląda ochrona przyrody w Polsce możemy przeczytać na łamach „OPOS-u” czyli Organu Prasowego Okrągłego Stołu. Zeszłoroczna akcja holokaustu na kormoranach w rezerwacie koło Sieradza wywołała wzburzenie i chęć odwetu na mordercach, których do dziś nie ujęto. Ktoś wymordował całą kolonię tych ptaków, bo wyżerały ryby, a które były niezbędne dla zachowania innego gatunku, czyli człowieka miejscowego. By nie powtórzyła się „rzeź niewiniątek”, na Mierzei Wiślanej opracowano inny sposób: – co roku do kormoranich gniazd zakrada się specjalnie wyszkolony człowiek, ze specjalnej wysokościowej firmy na specjalnym dźwigu i maluje kormoranie jaja parafiną (która dusi w jajach stworzenia już poczęte), a także podrzuca kurze jaja zakupione w pobliskim „markecie”, z których jak wiadomo nic nie ma prawa się wykluć. Jednocześnie prowadzi się akcję uświadamiającą dla niecierpliwych rybaków, że kormoran jest pożyteczny, bo wyjada tzw. rybi chwast, co też jest głupim tłumaczeniem, bo akurat niektóre szlachetne ryby żywią się właśnie „chwastem” czyli jak kormorany będą żyły, to niektóre szlachetne ryby zdechną z braku pożywienia. Jak nie kijem, to go pałą. Nasi obrońcy przyrody wolą humanitaryzm typu Herodowego – po co zabijać rodziców jak można pozabijać dzieci, a że są w „opakowaniu”, to nie będzie widać jak się duszą i rzygają własną krwią. Dla osiągnięcia tego „humanitarnego” efektu należy pracować kilka lat dopóki nie wymrą ostatni rodzice i wydać tyle pieniędzy, ile wydają myśliwi na amunicję do dubeltówki przez całe swoje życie w Związku Łowieckim. „OPOS” też nadmienia, że Prezydent i Premier też przyrody „nie lubieją”, bo pierwszy wziął w obronę Homo Rospudensis, a drugi ostrzega, że niedługo wszyscy będziemy żyli w wielkim rezerwacie przyrody, który i tak szlag trafi, bo nic nie będzie można w nim zrobić.


N

o i proszę, nawet wielka Rosja uczy się od małej Polski. Jak donosi ichnia agencja prasowa – „Dwa sejfy z tajnymi operacyjnymi dokumentami departamentu spraw kryminalnych zniknęły z rosyjskiego MSW. […] …badane są okoliczności zniknięcia sejfów. Rosyjskie media piszą, że sejfy przez pomyłkę trafiły do składnicy złomu”. Wygląda na to, że ktoś z „wierchuszki” zaczyna tworzyć prywatny IPN na wzór naszego IPN-bis, na wypadek – w razie czego gdyby. Sejfy trafiły „przez pomyłkę” do skupu złomu, bo niby gdzie miały trafić – do skupu butelek? Problem w tym, że nie wiadomo gdzie się podziała „makulatura”.


C

oś się zaczyna „kręcić” wokół naszego filaru obronnego czyli podstawy RP. Niedawno poszła fama, że będzie wielka „branka” do wojska, a teraz MON gwałtownie temu zaprzecza i mówi, że komuś się pomylił „pobór” z „wcieleniem”, choć na moje to jeden grzyb, bo od lat tych słów używano zamiennie. Coś jednak musi być „na rzeczy”. Osiemnastoletnia tzw. „restrukturyzacja” prowadzona przez kolejne rządy doprowadziła naszą armię do takiego stanu, przy której stan z 1939 roku wydaje się być ideałem i wzorcem. Rozpieprzono i poprzenoszono jednostki, zostawiając stare koszary na pastwę złodziei, przyrody i Agencji Mienia Wojskowego, a raczej Wyprowadzonego. Sprzedano dobry sprzęt na złom i zniszczono polski przemysł zbrojeniowy. Polikwidowano szkoły wojskowe, zostawiając jedną „kużnię”, która teraz ma „wykuwać” wszystko – od chemika po przeciwlotnika. Drugą, polskiego lotnictwa, nosi się z zamiarem przeniesienia za ocean. Rozpędzono Wojskową Akademię Medyczną i dzisiaj (nie do pomyślenia kiedyś) w wojsku są setki wolnych etatów lekarskich, a wiadomo, że lekarz cywilny może tylko zawyć na widok żołnierza poszarpanego odłamkami. Uzbrojenie mamy już z całego świata, tylko nie z Polski. Pamiętamy te słynne Leopardy „za złotówkę”? Zakupiono tego złomu za całe 100 zł. Niemcy to cwaniaczki, bo utylizacja takiego czołgu to 40% jego wartości i dali nam „za prawie darmo” stare czołgi przeznaczone u nich do złomowania, ale nie dali nam uprawnień oraz technologii do napraw i remontów (identycznie jak z amerykańskim złomem F-16). Leopard waży 70 ton i nie przejedzie po żadnym polskim moście, bo maksymalna nośność naszych mostów to 50 ton (T-72 waży 40 ton, a zachodnie mosty to nośność 80 ton). Polski transport lotniczy tych czołgów też może odbywać się na zasadzie „1 czołg na 3 samoloty” (w pierwszym wieża, w drugim podwozie, a w trzecim paliwo, amunicja i obsługa). Inna sprawa, to kontrakt na transporter opancerzony, który w momencie jego zawierania był dopiero w głowach konstruktorów. Potem się okazało, że doskonale pływał, tyle że… po dnie. W tym samym czasie polskie zakłady zbrojeniowe zmodernizowały starego SKOT-a, który bił na głowę ten fiński „wynalazek”. To, że w wojsku były przekręty na niespotykaną skalę, naród nie mógł się dowiedzieć, bo wszystko było i jest do dzisiaj „ściśle tajne”, a i to co dziś wiemy, to jedynie mało znaczące „wpadki” naszych „SS” (służb specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości). Polski minister ON – Romuald Szeremietiew, który jako jedyny z polityków znał się na wojsku, został zgnojony przez grupę „trzymającą wszystko” i rycerzy „Okrągłego Stołu” i do dziś jest ciągany po sądach za rzekome przekręty. Jego koncepcja obrony na zasadzie szwajcarskiej armii terytorialnej została wyrzucona na śmietnik. Dzisiaj, ta nasza niby armia zawodowa, co miesiąc potrzebuje nowego zastrzyku armatniego mięsa i obawiam się że stąd kłopoty, bo polskie matki już nie nadążają rodzić (sprytna polityka „prorodzinna”). Kto zatem, przez osiemnaście lat i z uporem maniaka niszczył, aż zniszczył polskie Siły Zbrojne i polski przemysł zbrojeniowy? Polacy czy pseudo-rodzimy „styropian” o zapachu czosnku i w kolorze wschodnich pomidorów? Na dzień dzisiejszy, nasze siły zbrojne nie są w stanie obronić kraju, nawet w przypadku agresji malutkiej Białorusi. Czy o to chodziło?


P

aniska z Wiejskiej, na mocy ankiety poselskiej, wywalili z Sejmu restauratora wraz z obsługą, który karmił posłów już wtedy, gdy niektórzy dzisiejsi namiętnie zasrywali pieluchy z tetry. Oficjalnie banicję otrzymał za „pogorszenie jakości usług i zaleganie z opłatami czynszowymi”, ale nieoficjalnie wiadomo, że zapłacił głową za jakiegoś sejmowego matoła, który nie powiadomił go o prohibicji podczas papieskiej wizyty. Dlaczego piszę o tym? Ano dlatego, że paniska teraz zaczną się stołować w „Sheraton Warsaw Hotel” albo żarcie będą zamawiać w Paryżu, które jeszcze ciepłe będzie dostarczał LOT albo lotnictwo rządowe. Teraz już wiadomo, że pierwsze po wakacjach posiedzenie Sejmu będzie o podwyższeniu pensji sobie i podatków dla obywateli. Pracę przy okazji straciło kilkadziesiąt osób (w tym wielu tuż przed emeryturą), czyli optymistyczne dyrdymały o rzekomym spadku bezrobocia w Polsce zdały się psu na budę. A kto obejmie sejmową „La Speluna”? Na pewno nie moja ciotka, a ktoś z „zaprzyjaźnionych” kręgów.


W

szyscy, którzy uwierzyli w koniec tzw. „zimnej wojny” wraz z upadkiem muru berlińskiego i rozpadem „imperium zła” mogą dać sobie na luz i ewentualnie wznieść toast za własną naiwność i wiarę w to, co mówią politycy. Zapewnienia o pokojowej współpracy pomiędzy USA i Rosją były skierowane tylko do ciemnej strony narodów, bo oba mocarstwa i tak robią to, co postanowiono w Jałcie. Nawet dolary ładowane w upadający rosyjski program kosmiczny wydawano z cynicznym wyrachowaniem, bo na dobrą sprawę brak konkurenta oznaczał upadek własnego. Poza tym należy pamiętać, że programy komiczne obu mocarstw są tylko małym „odpryskiem” wielkich programów zbrojeniowych. Rosja wyglądała więc tylko pretekstu, jak zakończyć pokojową współpracę, która zaczynała być dla niej niebezpieczna. I takowy znalazł się – USA wprowadziły sankcje dla dwóch rosyjskich firm zbrojeniowych i dla Rosji ten fakt stał się tym, czym dla Hitlera był napad na radiostację w Gliwicach. Rosja czekała na to jak kania dżdżu, bo miała związane ręce w polityce bliskowschodniej, bo tam jest ropa i choć Rosjanie mają dość swojej, to nie zaszkodzi przecież jak Amerykanie będą jej mieli mniej. Teraz już bardziej oficjalnie można się wstawić za Iranem czy jawnie poprzeć walkę Hesbollahu z Izraelem, a poparcia nie mierzy się w deklaracjach, a w ilości sprzedanej broni i amunicji. Co to oznacza dla nas? Ano to, że na wschodnią granicę wraca silny gracz, a my musimy się cieszyć, że istnieją komunistyczne Chiny, bo to one trzymają Rosję w szachu z drugiej strony. A wy drodzy pacyfiści, jak chcecie mieć pokój, to bądźcie uprzejmi przygotowywać się do wojny. Wasze czasy jeszcze nie nastały.


Z

daje się, że w Polsce sprawy zaczęły iść we właściwym kierunku, bo zaczynają głośno ujadać obrońcy „steropianowej elyty”. Uaktywnił się nawet jeden spryciula polityczny, którego profil psychologiczny charakteryzuje typowego przechrztę, który od działacza „S” poprzez „UW” i SLD, znalazł cichą przystań w założonej przez siebie i na własny użytek SDPL – czyli coś w rodzaju „Kapitan Czechowicz wykonał zadanie”. Ostatnio rozpłakał się w radiu i rzekł, że „w Polsce od kilku lat dokonuje się zaplanowany proces wdeptywania w ziemię dokonań Okrągłego Stołu. […] …Polska na tym traci, ponieważ niszczony jest autorytet elit”. O jakich „elitach” Pan prawisz? O „kornikach”, „komandosach” i im podobnych? A może o tych elitach, które rozpłożyły się na polskiej ziemi, a których korzeń nadal tkwi we wschodniej glebie? Zresztą to jedna matka. Pan jesteś niezadowolony, bo Polacy zaczynają przeglądać na oczy i widzą już, po co sklecono tak dziwny mebel jak okrągły stół. Okrągła forma być może maskuje kanty, ale nie na długo. A o jakich to dokonaniach Okrągłego Stołu szanowny Pan mówi? O totalnym bezrobociu? O wpędzeniu Narodu w biedę? O rozgrabieniu majątku narodowego i sprzedaniu go w obce ręce? O zniszczeniu polskich Sił Zbrojnych? O doszczętnym rozpieprzeniu polskiej Służby Zdrowia? O wygnaniu tysięcy młodych i zdolnych Polaków na obcy chleb? A może o cichym przekazaniu dowodów zbrodni w ręce zbrodniarzy? Jeżeli według Pana są to osiągnięcia, to już wiadomo kim Pan jesteś i jaki naród Pan reprezentujesz. Te „elyty” wraz z Okrągłym Stołem powinny już dawno zostać zamknięte na wielką kłódkę w magazynie wątpliwych zabytków historycznych albo w skansenie PRL. Czy dlatego Pan tak zażarcie występujesz przeciw lustracji, bo boisz się Pan swoich „świństw przeszłości”? Niech Pan już zacznie uważać, bo Polacy zaczęli budować nową drogę, a Pan wdepnąłeś i utkwiłeś w świeżym asfalcie. Niech Pan już wyskakuje z butów i ratuje żywot, bo niedługo ruszy walec.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent zaczyna roztkliwiać się nad sobą. On był najlepszy, ale Naród go nie docenia. On jeden odważył się podac nogę na powitanie swojemu następcy, który na dobrą sprawę dokończył tylko to, co zaczął jego poprzednik. Z radia popłynęły wspominki – „Zastanówmy się dlaczego bezpieka w sumie w jakiś sposób mnie popierała? Po pierwsze dlatego, że byłem obliczalny. Po drugie – walczyłem z systemem, a nie z ludkami żadnymi. Po trzecie – bezpieka mogła liczyć, że z Wałęsą, z tym robolem to sobie poradzimy. I gdyby inaczej myślała, to ja nie miałem szansy przeżyć. Pozwoliłem się lekceważyć, pozwoliłem wierzyć, że oni zwyciężą. I tylko tak mogli się zgodzić na reformowanie. W innym przypadku nie mielibyśmy wolnej Polski”. Niewdzięczny Polaku, ten wielki człowiek musiał „rżnąć jełopa”, by wyciągnąć cię z komuszego bagna, a Ty mu tak odpłacasz? On sam jeden stworzył to, co masz dzisiaj – rozkradzioną, biedną, zarobaczoną, ale wolną i suwerenną Polskę. Eeeeh…, panie były prezydencie… Człowiek czasem może wyjść z wiochy, ale wiocha z człowieka nigdy.


O

d kilku dni cała Polska ma nowego „toto-lotka”, czyli jak trafić jeden z osiemnaście. Główna wygrana, to większa świadomość polityczna. Chodzi o „Delegata”, który był jednym z delegatów w pielgrzymce do naszego papieża w roku 1981. Kogo nie zapytają dziennikarze, to wie, ale nie powie. Czasem wypsnie się jakieś słówko, które ma przybliżyć „trafienie”, ale generalnie dalej nie wiadomo kim jest „Delegat”. A kto to był możemy się wcale nie dowiedzieć, bo niektóre wypowiedzi zdają się specjalnie zamazywać obraz tego polskiego „Jaśka Błonda”, jak wałęsowki „jeden, ale w trzech osobach”. Dziwne jest także, że dotychczas żadna z gazet nie opublikowała pełnej listy delegacji, choć jest dostępna. Proszę, oto spis delegatów: Celiński Andrzej, ks. Dulak Stanisław, Gwiazda Andrzej, ks. Jankowski Henryk, Kalinowski Ryszard, ks. bp Kluz Kazimierz, Kukołowicz Romuald, Mazowiecki Tadeusz, Mędrzak Jan, Modzelewski Karol, Musioł Piotr, Rybicka Bożena, Świtoń Kazimierz, Tyszkiewicz Stanisław, Walentynowicz Anna, Wałęsa Lech, Wałęsa Mirosława i Wądołowski Stanisław. Przed wyjazdem nastąpiła jedna zmiana – Piotra Musioła z Jastrzębia, zastąpił Ryszard Kuś. Dlaczego, nie wiadomo. Kto chce bawić się w detektywa niech próbuje, ale proszę – raczej na użytek własny, bo licho nie śpi. Można zastosować metodę kolejnych przybliżeń lub metodę eliminacji. Dla ułatwienia dodam, że Tadeusz Mazowiecki i Karol Modzelewski, to tylko polskie pseudonimy delegatów.
P.S. – ks. Jankowski typuje – Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Celiński, Karol Modzelewski, Romuald Kukołowicz.


I

zraelski minister ds. bezpieczeństwa publicznego Awi Dichter ubolewa, że wszyscy terroryści walczący z Izraelem używają rosyjskiej broni, kupionej za pośrednictwem Syrii czy Iranu. Hehehe, a jakiej mieliby używać – izraelskiej? Przecież to byłaby niebywała hucpa. Pan minister jest jakiś niedorobiony politycznie i chyba używa jakiegoś starożytnego atlasu, bo w nowszych wydaniach doskonale widać, gdzie najbliżej znajdują się „delikatesy” z doskonałym rosyjskim „kawiorem”. Pan minister powinien być ucieszony, że Jahwe jest jeszcze z Izraelem i w Iraku siedzą Amerykanie, bo lepszej okazji już nie będzie, by doszczętnie zniszczyć maleńki Liban. Izrael, to wysepka w świecie arabskim, otoczona ze wszystkich stron „przyjaciółmi” Żydów i chyba tylko Jordania wykazuje jakieś elementy tolerancji. Gdyby Ameryki nie było w Iraku, to przeciw Izraelowi już by działała koalicja Iranu, Iraku, Syrii oraz Egiptu i nietrudno sobie wyobrazić, po której stronie stanęłaby Jordania, a wojna w okrążeniu jest trudna i prawie zawsze nie do wygrania. Ponieważ prawosławna Rosja zawsze popierała swych braci w wierze, stąd powszechność „kałachów” i „katiusz” w tych państwach. Broń jest normalnym towarem i nie może zalegać na półkach magazynów, bo się „psuje” i zajmuje miejsce „nowalijkom”. Ponieważ większość krajów arabskich to „terroryści”, więc nie mogą dokonywać zakupu broni w USA, a ponieważ muszą ją posiadać, więc kupują w kraju, który nie uznaje „terroryzmu”, bo sam kocha takie metody. Sama zaś sprawa uznania kogoś za „terrorystę” jest problemem wyłącznie językowym, bo jak wiemy niemieckie „Achtung, banditen”, po rosyjsku już brzmi „Wnimanjie, partizany”.


W

raca pomysł realizacji największej polskiej inwestycji, która czeka na wykonanie już… 430 lat. Pomysł ten rzucił w roku 1577 król Stefan Batory i do realizacji upoważnił kasztelana wiślickiego Mikołaja Firleja. Do realizacji nie doszło i nie wiemy z jakich przyczyn, choć można domyślać się działań wpływowego lobby gdańskiego. Potem wracał do niego król Jan Kazimierz i król Jan III Sobieski, jednak bez powodzenia. Na przeszkodzie zawsze stawał albo Gdańsk albo panowie pruscy. Królewski projekt wrócił dzisiaj i choć miejsce panów pruskich częściowo zajęli Rosjanie, powód jest ten sam – uniemożliwienie Polakom żeglugi przez cieśninę Pilawską – jedyną dziurę przez którą z Zalewu Wiślanego można wypłynąć na Bałtyk. Pan minister Gospodarki Morskiej zamierza do roku 2010 dokonać przekopu na pełne morze przez Mierzeję Wiślaną pod wsią Skowronki i tym samym zrealizować marzenia królów i Elbląga o pełnomorskim porcie. Pomysł jest realny, bo Rosjanie mogą tylko tupać nóżkami i wygrażać robotniczym gestem, ale jesteśmy na swoim i mogą nam skoczyć na pukiel. Jednak w Polsce nic nie jest łatwe i już w miejsce Gdańska i panów pruskich wskoczyli (a jakże) ekolodzy i władze najbogatszej polskiej gminy – Krynicy Morskiej. Pierwsi bronią ciągłości piachu na Mierzei i zasolenia Zalewu Wiślanego, a drudzy turystycznej mamony. I nie pomogą żadne ekspertyzy, że śledzie w Zalewie będą te same (bo smak zależy od octu a nie od soli) ani to, że jednocześnie zbuduje się most do Krynicy. Czyli nie wiadomo o co chodzi, a jak nie wiadomo, to chodzi o pieniądze. Unia da pieniądze, problem jednak w tym, że Unia nie posiada działki budżetowej o nazwie „mus dać w łapę”.


C

oś się dzieje, i chyba niedobrego, w krakowskiej kurii. Ks. Isakowicz-Zaleski zajmujący się działalnością esbeków w sutannach, najpierw otrzymał kategoryczny zakaz publikacji nazwisk i kontynuowania prac badawczych, który po spotkaniu z prezydentem RP i kardynałem Dziwiszem złagodzono do kontynuacji badań. Ksiądz niedawno wysłał listy do duchownych mających kontakty z bezpieką i na piętnastu odpowiedziało zaledwie czterech, ale nie to jest ciekawe. Ciekawe jest to, że kuria bez konsultacji z ks. Isakowiczem-Zaleskim opublikowała w publicznych mediach tylko jeden list, który opisuje mętne tłumaczenie jednego księdza, że niby gadał dużo ale nie na temat i nikomu krzywdy nie wyrządził. Czy w kurii ktoś czyta wszystkie listy bez względu na adresata, czy tylko te adresowane do ks. Isakowicza-Zaleskiego? Dlaczego kuria publikuje w zasadzie prywatną korespondencję bez zgody zainteresowanego? Według ks. Isakowicza-Zaleskiego – „Upublicznienie listu przez kurię to sygnał dla pozostałych księży, by odpowiedzieli w podobnym tonie”. Jak sam powiedział – „Zresztą postanowiłem, że nie upublicznię listy księży, do których napisałem, zanim raport, nad którym pracuję, nie będzie gotowy. Nazwiska tych 15 duchownych poza mną znał jedynie kardynał Dziwisz”. W wywiadzie radiowym ks. Isakowicz-Zaleski był zaskoczony całą sytuacją, bo akurat tego listu jeszcze nie czytał i powiedział także, że październikowa edycja jego książki też stoi pod znakiem zapytania z powodu „oporu części duchownych”. Według niego, ktoś w kurii prowadzi jakąś dziwną grę, na którą on nie ma żadnego wpływu. Kto zatem w krakowskiej kurii ma tak przemożny wpływ na poczynania kardynała Dziwisza? Co to za siła, która jest zdolna ubezwłasnowolnić nawet „prawą rękę” polskiego papieża? Czy są to osoby z otoczenia kardynała, o których traktować będzie książka ks. Isakowicza-Zaleskiego? Czy postępowanie kardynała Dziwisza może wskazywać na to, że jego życie jest zagrożone?


P

amiętamy zapewne, jak po nałożeniu kagańca ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu, chyba tylko po to by złagodzić efekt pośród pospólstwa, powołano komisję „Troska i Pamięć” oraz zlecono pracę nad dokumentami esbecji, historykom Papieskiej Akademii Teologicznej. Do dziś żadna „instytucja” nie rozpoczęła pracy, choć podobno „Pamięć i Troska” przygotowała memoriał, gdzie najważniejszym punktem było wezwanie, by (hehehe) „duchowni agenci sami publicznie wyznali swoje winy”. Jest to też niepewne, bo jak dotychczas memoriału nie opublikowano. Na razie dokumenty IPN w Wieliczce drąży tylko ks. Isakowicz-Zaleski, a członkowie wymienionych „instytucji” balują spokojnie na wakacjach. Publikacja przez krakowską kurię jednego tendencyjnego listu, raczej mało skruszonego agenta w sutannie, świadczy jedynie o tym, że ustalono tylko „dyżury bojowe”, które mają neutralizować lub nawet przeciwdziałać poczynaniom ks. Isakowicza, co jest łatwe do wykonania, bo organizacja kościelna nie odbiega od wojskowej, a różni się tylko krojem i kolorem mundurów. Jak z tego widać siła krakowskiej kurii tkwi także w silnej organizacji w jej wnętrzu, a której cel jest odwrotny do celu ks. Isakowicza. „Nie jest tajemnicą, że wśród hierarchów Kościoła panuje swoista zmowa milczenia i przekonanie, że nazwiska duchownych agentów winny być jak najdłużej trzymane w tajemnicy. Tłumaczą to dobrem Kościoła i dbaniem o wiernych, dla których prawda mogłaby być zbyt szokująca” – napisało „Życie Warszawy” Ks. Isakowicz-Zaleski skrót „SB” pojmuje jako „Służbę Bezpieczeństwa”, ale jego przeciwnicy prawdopodobnie już jako „Sprawiedliwość Bożą”, bo ta sprawiedliwa choć nierychliwa. Czy krakowska kuria postawiła na naturalne wyjaśnienie sprawy przez samoistne zejście „splamionych”? Jeśli tak jest, to można przypuszczać, że „popaprańcy” w dalszym ciągu mają istotny wpływ na działanie kurii, a przede wszystkim na kardynała Dziwisza.


P

rzewodniczący Partii Obrażonych na falach Polskiego Radia „wyraził przekonanie, że na jego partii spoczywa odpowiedzialność za ochronę tego, co obywatelskie w polskich samorządach. Podkreślił, że jest to ważniejsze, niż wynik procentowy w wyborach”. Czyli jakby rzekł Ślązak „my som w rajchu” i doskonale wiadomo, że chodzi o utrwalanie „zdobyczy” Okrągłego Stołu. Jak wszyscy wiemy „doskonała” ustawa o samorządach zrzuciła na ich barki wszystko, oprócz najważniejszego, czyli własnych wypracowanych w samorządzie pieniędzy. Dlatego PO będzie utrwalać tę zdobycz ze wszystkich sił, bo trzeba mieć dużo pieniędzy na „tanie państwo” i władzę, która jak dotychczas przekroczyła plan tylko w zakresie wytwarzania metanu. Władza musi mieć pieniądze na permanentne wymienianie obić na sejmowych siedzeniach posłów. Władza musi mieć pieniądze, by NFZ (Narodowy Fundusz Zgonów) mógł założyć klimatyzację w swoich biurach, by urzędas nie padł ze zmęczenia podczas upałów. Władza musi mieć pieniądze, by polski poseł i senator nie plamił się płaceniem pieniędzy (własnych) na zagranicznych wycieczkach. Władza musi mieć pieniądze, by wojsku zapewnić modne mundurki, by nie wyglądał jak szwej z syberyjskie dywizji, bo mowoczesna broń jest zbyteczna jak się zna sztukę „uników”. Władza musi mieć pieniądze, by co cztery lata wypłacać wielotysięczne „odprawy” dla dziesiątek tysięcy urzędników poprzednika i już zaczynać zbierać dla swoich. Itd…, bo co może być ważniejsze dla władzy. Od osiemnastu lat, na zmianę co cztery lata, trwa zabawa we władzę i opozycję pilnie bacząc, by nie zrobić sobie krzywdy i zachować „zdobycze”.


S

zykuje się nowa afera. 80 tysięcy ludzi, którzy uwierzyli w nowoczesną medycynę, zostało nabitych w „pojemniki z ciekłym azotem” przez prywatną Klinikę Medyczną „Consillium” ze stolicy, która utworzyła swego czasu utworzyła specjalny bank specjalnych nasion, dla tych, którzy się bali, że mogą nie móc. Klinikę zamknięto z powodów finansowych, choć wiadomo że samo oddanie nasionek słono kosztowało. Samodzielna „produkcja” – kilka tysięcy, z pomocą środków medialnych – drożej, a już przy pomocy wykwalifikowanego personelu, cena wielokrotnie przewyższała usługi tzw. Agencji. Drzwi kliniki zamknięto na klucz i wywieszono telefon komórkowy, co ostatnio jest modne i wygodne, bo abonent jest zawsze obecny, tylko nie można go odnaleźć. Klientom najbardziej zależy na depozytach uzyskiwanych w pocie czoła i zmęczeniu ręki, ale te zaginęły. Przewód sądowy, jeśli takowy się otworzy, znów wykaże z pewnością braki w polskim kodeksie karnym, bo zapewne jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, by zdefiniować zjawisko „spermofagii”. Rzecz jest bardzo ważna, bo w udowodnionym przypadku przełknięcia należy mówić o morderstwie, a przy wypluciu o aborcji.


N

asz „młot na czarownice” pan Antoni „jest zaskoczony liczbą oświadczeń byłych i obecnych żołnierzy Wojskowych Służb, jakie napłynęły do komisji weryfikacyjnej. Wczoraj minął termin ich składania. Złożenie dokumentu ma umożliwić tym osobom pracę w nowych wojskowych służbach wywiadu i kontrwywiadu. Członek gabinetu likwidatora Antoniego poinformował, że oświadczeń takich napłynęło trzy tysiące”. Prasa niedawno pisała, że na obsadzenie czeka około 1200 stanowisk, więc walka o „index” może być zażarta, bo to 2,5 kandydata na jedno miejsce. Nie przejmujmy się jednak podanymi liczbami, bo trudno uwierzyć, by w ciągu miesiąca służby specjalne zaczęły głosić prawdę, a 1200 osób to ledwo siedem kompanii „skiboli”. Możliwe jest, że podana liczba dotyczy tylko stanowisk, które będzie mogła eksponować telewizja, bo jak wiadomo nasze „SS” (służby specjalne – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) muszą działać w ukryciu. Dziwi także liczba aż 3000 naiwnych, bo przecież wiadomo do czego w Polsce służyła i służy tzw. weryfikacja, której wzorzec zaczerpnięto od byłej przewodniej siły narodu, i tylko naiwny może sądzić, że gość „sypiący” kolegę po fachu może wzbudzić zaufanie „nowych” przełożonych. Weryfikacja była potrzebna, bo nowe kierownictwo potrzebowało lektury uzupełniającej, by nie powtarzać błędów z przeszłości. Pożyjemy – zobaczymy, jak wyszły „porządki” panu Antoniemu, oczywiście tylko z „przecieków” i tylko kontrolowanych.


N

asz detektyw 1000-lecia, a nawet wszechczasów, niedościgniony wzorzec dla ofensywnych firm ochroniarskich, pan Krzysio, doznał więziennej fobii i kazał się zamknąć w „pojedynce”, której nie chce opuścić nawet celem spaceru. On, przed którym drżeli pojedynczy złoczyńcy a nawet całe państwa, teraz boi się o własne życie i to nie z rąk mafii, ale z rąk współtowarzyszy niedoli. Bedąc w celi zbiorowej nigdy nie był pewien porannego pacierza, bo towarzysze zaczęli grozić mu „kosą”, co w więziennym żargonie oznacza dość spore obce ciało w organizmie i bynajmniej nie chodzi tu o łechtanie wałem korbowym w podniebienie. Wyzywali bidulę od „psa”, co miało zapewne związek z jego chlubną działalnością w MO albo ZOMO i cały czas powtarzali mu, że „tu będziesz pies pogrzebany”. Widać silny organizm detektywa też miał granice wytrzymałości i pan Krzysio musiał zmienić lokal na M1. Dostał telewizorek, ale ponoc preferuje książki o miłości, które „łyka” wprost w nadmiarze. Podobno przypomniał sobie nawet, że posiadał żony, ale to nic pewnego, bo prasa zbliżona do „drogowych elementów budowlanych” może nadmiernie koloryzować. Natomiast prasa z gatunku bardziej wiarygodnych, rozpisuje się o tym, że niby miał dostawać poufne informacje od prokuratory i nawet miał wykonać operację „Ziobro”, która miała być początkiem końca Ministra Sprawiedliwości. Jak widać, nawet w hermetycznym zamknięciu, nasz narodowy „bohater” cały czas jest narażony na atak z trzech stron i może skończyć jak słynna „baranina”.


W

ystarczyło poczekać kilka godzin, by okazało się, że największy Organ Prasowy Okrągłego Stołu też „zasysa” z palców i podobnie jak inne brukowce „łże jak bura suka”. Detektyw wszechczasów wcale nie sypie, bo w tym czasie pochłaniał kolejnego „harlekina” i to jemu sypali… do michy. A jeśli chodzi o akcję „Ziobro”, to sprawa wyszła w izolatce, gdyż bolało go własne. Czytelniku uważaj na OPOS-a. Organ ten, jak kiedyś „gadzinówka” PRLu, zamieszcza informacje prawdziwe, prawdopodobne i nieprawdziwe. Prawdziwe są w czarnych ramkach, a prawdopodobne są oznaczane słoneczkiem i chmurką. Reszta to pozostałe.


S

prawa „Delegata” rozpaliła wspomnienia na temat delegatów, tym razem na zjazd „S”. Jeśli „OPOS” opisuje prawdę, to nie było tak źle. Opozycja doskonale wiedziała, że na zjeździe była bezpieka, a bezpieka nie musiała znać wszystkich, bo jak nie był „nasz”, to musiał być „ich”. Zresztą wystarczyło iść do najbliższego kiosku „Ruchu” i zapytać, jakie znaczki do wpinania w klapę schodziły najszybciej i już było wiadomo, że bezpieka coś szykuje i po czym ją poznać. Jak papież odwiedzał Gdańsk, to z kiosków zeszły błyskawicznie wszystkie mewki i samolociki „na szpilki”. Wróćmy jednak do delegatów. Było rodzinnie i „wylewnie”. „Delegat” też nie był taki straszny, a tych wprowadzonych 71 agentów SB, to tylko garstka na 900 prawdziwych delegatów. Nieprawdą też jest, że SB wyreżyserowała zjazd i to jest już szkalowanie opozycji oraz przypisywanie niezasłużonych zasług bezpiece. Oni to zrobili sami bez żadnej pomocy, bo mieli doskonałych „doradców”, a esbecja w tej materii była systematycznie neutralizowana. Podobnie „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” wcale nie było napisane w KC, a wypłynęło z czystych serc i rąk uczestników zjazdu. Niech esbecja nie myśli, że może teraz wydzierać niezaprzeczalne zdobycze „robotników”. W sumie esbecy tylko zabezpieczali zjazd, bo umieli to robić i jakoś im to wyszło, bo na zjeździe nikt nie uległ zatruciu. Konkluzja jest taka, że nie ma co rozpamiętywać, bo wszystko wyszło bardzo dobrze i każdy robił to, co mu przypadło w udziale. W artykule roi się od nazwisk późniejszych „polityków” i szkoda tylko, że i dziś (choć już mamy wolność), większość z nich nadal występuje pod polskimi pseudonimami z czasów „konspiry” w PRL. Wychodzi na to, że I Zjazd „S” załatwił sprawy dla różnych grup, a tych można wyróznić trzy – robotnicy (już po selekcji wstępnej do władz), doradcy – w większości obywatele „narodu wybranego” i ci stanowili inteligencję zjazdu, oraz esbecja – grupa zabezpieczenia, która tylko pilnowała by nie doszło do bijatyki pomiędzy narodami. Komuny nie było, bo po pierwsze była w szoku, a po drugie nie musiała być, bo posłała swoją „niewidzialną rękę”. Było to pierwsze spotkanie przyszłych władców Polski i na nim zapadły pierwsze ważne decyzje społeczno-polityczne otwierające drogę do następnego etapu jakim była Magdalenka. Szkoda tylko tej rzeszy robotników stanowiącej „vox populi”, którzy dopiero dzisiaj mogą się dowiedzieć w jakiej hucpie brali udział.


Z

Kuby nadchodzą informacje o mobilizacji rezerwistów. Wiadomo, że rządy chwilowo sprawuje brat Fidela – Raul, który zawiaduje kubańską armią, ale ponieważ od lat już nie trzeźwieje, więc nie chodzi zapewne o ćwiczenia wojskowe. Taka mobilizacja następuje z reguły przy zagrożeniu z zewnątrz lub… od wewnątrz. USA chyba nie planują inwazji, więc chyba chodzi o „zabezpieczenie” narodu przed skutkami wiadomości, która może nim wstrząsnąć. A takowa może być tylko jedna – „El Komandante odłożył łyżkę…”.


Sorry, była mała przerwa w dostawie usług internetowych. Ktoś w elektrowni już chyba próbuje jak to będzie z 20-tym stopniem zasilania i raz dziennie wykręca korek. Jak światło zgaśnie tylko na moment, to internet wysiada na parę godzin. Pan administrator na urlopie i zdalnie steruje ponownym startem sieci, no ale ktoś go musi powiadomić. Chyba już jestem net-nałogiem, bo mnie to strasznie denerwuje. Trzeba czekać, ale jest nadzieja, bo sąsiad ruszył na pomoc.

H

alo…, powodzianie… Jak się czujecie po przejściu kolejnego, chyba dziesiątego już żywiołu? Powinniście mieć doskonałe samopoczucie, szczególnie po wystąpieniu samego pana ministra od naszych spraw wewnętrznych. Że co? Że gadał to samo, co poprzednicy? A czego wyście oczekiwali? Już od roku 1997 przy każdym przekazaniu obowiązków następnemu ministrowi, najważniejsza jest koperta z nadrukiem „powódź” i w niej są wszystkie odpowiedzi. I tak – nie było żadnej powodzi, tylko lokalne podtopienia. Że co? Że wody było pod sufit? To wasza wina, że mieszkacie w dołku. Jak byście mieszkali na górce, to by wam zalało tylko piwnicę. Macie jakąś OSP? Nie…? No to na razie wylewajcie wiaderkami, pompy dojdą, jak skończymy w Czechach. Tak…, państwo pomoże, bo ma na to pieniądze już od dziesięciu lat i jak tylko woda opadnie rozpoczniemy wypłaty. Złożyć wniosek i czekać. A najlepiej jakbyście byli ubezpieczeni, bo wtedy nie musicie czekać. Tak…, mamy dla was domy zastępcze, te składaki z 97-go, ale ministerstwo czeka jeszcze na instrukcje jak to się składa, bo wtedy nie doszły. Pomoc jest w drodze, ale nie wyślemy wojska, bo to źle działa na psychikę tych jeszcze nie zalanych. Itd…, itd… itd… Mija już dziesięć lat od tzw. powodzi tysiąclecia, więc rząd jest zdziwiony, że nikt się jeszcze nie przyzwyczaił. Jak zawsze „wszystko jest pod kontrolą”, a że przyroda płata figle, to już wina Pana Boga, a nie rządu. Rząd modlił się o deszcz? Modlił się… No to deszcz był, ale następnym razem, jak będzie się modlił, to niech podaje ile tego ma spaść i gdzie. Inna sprawa, to polskie prawo, którego nikt nie ma czasu zmienić, bo w Sejmie taki zapier…, że nie ma kiedy załadować. Ci, co mają coroczne kłopoty z powodziami, już dawno by usypali wały i pogłębili rzeczne koryta, ale im nie wolno, bo to nie ich własność, a własność państwowa. W tym wypadku nawet praca w „czynie społecznym” musi zostać ukarana i to wysoko, zgodnie z prawem. Właściciel, czyli państwo nie może nic zrobić, bo nigdy nie ma pieniędzy na roboty przeciwpowodziowe, a nawet jak ma, to przecież musi je trzymać na odszkodowania po powodzi. Pracy nie można zlecić, bo chłop to nie firma i choć fizyczny, to nie ma osobowości. Zresztą najpierw by trzeba zrobić przetarg, a wiadomo jak z chłopem się targuje, żywemu nie przepuści, a co dopiero urzędnikowi. Nawet ta niedawna susza. Rząd tak szybko się wziął za szacowanie strat, że na miejsca dotknięte suszą trzeba już było dopływać pontonem. I tak się kręci od dziesięciu lat. Sucho – mokro – sucho – mokro, rządy niby inne a jednak takie same. Prawo do dupy ale nie poprawią, bo może być lepiej, a pieniędzy jak nie było tak i nie będzie. Nawet pomóc samemu sobie nie wolno, bo karę przywalą. O take Polske my walczyli…


P

odobno Brytyjczycy udaremnili atak terrorystyczny na samoloty lecące do USA. Gdyby się im udało, śmierć mogłoby ponieść około 3000 ludzi. Podchodzę ostrożnie do takich wiadomości, bo nigdy nie dowiemy się prawdziwej prawdy. Tej zaś można się było dowiedzieć tylko w jeden sposób, więc lepiej że się nic nie stało. Na razie jest problem, kto za tym stoi. Czy stara i znajoma Al-Kaida czy jakieś inne ugrupowanie, bo wszyscy zamachowcy, choć pakistańscy muzułmanie, byli brytyjskiego chowu. Faktem jednak jest, że ci terroryści to straszne spryciule. Wykombinowali materiał wybuchowy w płynie, nad którym Amerykańce pracują już od 15 lat i nie mogą zrobić. Ciekawe, jak by to było, gdyby planowali zamach na nasze linie lotnicze. Na razie w „tefau” głos (jak zawsze) zabrał taki emerytowany łysy terrorysta z „czerwonych kapturków”, co to zna wszystkie metody i wie jak im przeciwdziałać, tyle że on wskakiwał do An-2 w biegu, a nie do Jumbo-Jet’a. Na naszym Hit-Okęciu ogłoszono alarm, sprawdzono wszystkie Coca-Cole (nawet te bez cukru) i odwołano parę lotów. Premier też się nie przejął i bardzo dobrze, bo niby co…, miał przerwać urlop, samemu biegać po lotnisku i zaglądać w bagaże? Wystarczy, że trener-koordynator zameldował, że „wszystko jest pod kontrolą”, bo Polska nie leży w sferze zainteresowania Al-Kaidy. Jak znam życie, to długo jeszcze nie będzie, bo jaki terrorysta będzie wysadzał nasze statki powietrzne typu Jak-52? Przecież to nie ma sensu, bo niedługo same pospadają. Czyli jest very dobrze, ale chyba już niedługo, bo jak zaczniemy hodować swoich emigrantów, to do terroru dojdzie znacznie szybciej, jak zobaczą w co wdepnęli.


Z

astanawia mnie polskie biadolenie nad niemiecką wystawą o „wypędzonych”. Polskie autorytety rzucają gromy na Polskę i na Polaków, że jak można było do tego dopuścić. Ja przepraszam, ale co Polacy mają do gadania? A co ma do gadania nawet polski rząd, czy konkretnie polskie MSZ? Niemcy są u siebie i nikt im nie zabroni nawet powtórnego spalenia Reichstagu, a co dopiero wystaw. Niemiec jak coś postanowi, to zrobi „choćby skały srały” czyli zupełnie odwrotnie niż u nas. Najweselsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze nikt z polskiej strony tej wystawy nie obejrzał, a już wiadomo, że jest przeciwko nam. Okazja była, bo zaprosili nas, ale bractwo uniosło się honorem i nie pojechało. A ponoć ta Steinbach to cwana kobitka, bo zaczęła od wypędzonych Ormian, Polaków, Ukraińców itp., by spokojnie dojść do Niemców, ale nam przeszkadza to, że umieściła swoich ziomali. Ja rozumiem nawet, że Brandenbury, Krzyżacy i wszystkie Niemce to zbóje i mordercy, ale podejrzewam, że i wśród nich znalazłoby się trochę „sprawiedliwych wśród narodów świata”. Może jednak ktoś najpierw obejrzałby tą wystawę i zdał jakąś obiektywną relację. Jak na razie pokazujemy tylko swoją obrzydliwą hipokryzję, bo krytykujemy wystawę zapominając o tym, że sami wepchnęliśmy w ręce Niemców prawie całą oryginalną dokumentację zbrodni hitlerowskich w Polsce. I po co to pieprzenie.


W

ielki wódz plemienia „czerwonych kapturków” (dużego wigwamu) ogłosił uroczyście, że starszyzna plemienia nakazuje wszystkim czerwonym twarzom poprzeć kandydaturę na prezydenta stolicy, innego członka plemienia z wigwamu małego. Wielki wódz czerwonych twarzy zna zapewne historię swych przodków, a spośród nich wielkiego wodza Jakuba Bermana. Tenże wielki wódz, był wielkim przyjacielem i uczniem innego wielkiego wodza bratniego plemienia z nad rzeki Moskwy – Ławrientija Berii. Jeśli wódz dobrze zna historię, to musi pamiętać, że kiedyś sqwaw straszyły nimi swe dzieci, by nie wyżerały cukru po kryjomu. Ci wielcy wodzowie przelali wiele krwi swych wrogów i wielu z nich wysłało do krainy wiecznych łowów albo z łaski swojej na ciężkie roboty do krainy Syberią zwanej. A czy wielki wódz zna czerwonego brata Szymonem Bermanem zwanym? Jeśli nie, to niech popyta czerwonych tropicieli, bo ci mają ukryte archiwum z dzisiejszych i dawniejszych czasów. Jeśli wielki wódz dochowa tajemnicy i złoży przysięgę na prochy czerwonych przodków, to zostanie dopuszczony do tej wiedzy tajemnej. Hawk. Ale czy zmieni zdanie?


Z

nów zaczyna się bełtanie wody i bicie piany. Dziennikarze OPOS-u popełnili wywiad z księdzem infułatem (jaka to szarża, nie wiem, bo nie znam się na stopniach wojskowych armii obcych) i dowiedzieli się, że „Delegat” nie musi być renegatem, bo nie był „twardym” współpracownikiem tylko „k.o.”, co może oznaczać także „kulturalno-oświatowego”, który nie podpisał kontraktu z esbecją i był tylko soft-pracownikiem, króry zabawiał esbeków rozmowami na tematy ogólne. Jego wielebność wysnuł nawet wniosek, że „Delegat” mógł być emisariuszem prymasa tysiąclecia, który działał w tajnej misji. Miał być wodą na ogień ekstremy, a jego meldunek miał uśpić esbecję. Z tego widać, że wokół „S” zwalczało się tyle wywiadów, co w Stambule podczas drugiej światowej. Ksiądz infułat zna mnóstwo agentów, ale ich nie ujawni, bo wszystkim dawno wybaczył i nie widzi potrzeby, by inni ich poznali. Nie poda ich nazwisk także z tego powodu, bo wie że świat jest pełen złych historyków, którzy układają historię według potrzeb tych, którym służą i tylko Pan Bóg nie zmienia historii. Jest to niezaprzeczalną prawdą i szkoda tylko, że nie wiemy w jakim wydawnictwie Pan wydaje swoje dzieła. Wniosek jest mało optymistyczny. Każdy kadrowy esbek miał na swoim dworze kilku tajnych rycerzy do walki podjazdowej i kilku kulturalno-oświatowych robiących za błaznów, czyli zupa-śmietnik, w której ciężko odróżnić składniki, ale nic nie będziemy zmieniać, bo przecież wszystkim smakowała.


B

rytyjczycy zaczynają walkę o własne szkolnictwo, bo „nauczyciele są sparaliżowani strachem i molestowani przez uczniów, podziały etniczne, a nawet zamieszki rasowe, będące efektem panującej w brytyjskich szkołach poprawności politycznej, która by nie urazić imigrantów, każe ograniczać nauczanie historii, religii i wszystkiego co brytyjskie. Nauczyciel nie może narzucać uczniowi, co jest dobre, a co złe, jakie zachowanie jest właściwe ani przekazywać żadnych wartości, bo nie ma poglądów lepszych lub gorszych, a nauczyciele powinni tylko pilnować, by „dzieci wyznawały jakieś określone wartości”. Nieważne jakie, byle by były”. Czyli wypisz wymaluj, polskie szkoły pod rządami „czerwonych kapturków” i „styropianowych elit”. W Wielkiej Brytanii problem nie jest nowy, bo już borykano się z nim w latach 80-tych, czyli na dziesięć lat przed naszą „reformą” szkolnictwa. Wedle zamysłu tzw. liberałów, pseudo-demokratów i najzwyklejszych komuchów, w Polsce pozostawiono (przeważnie w dużych miastach) szkoły wyższego standardu dla „wybrańców narodu”, a w zasadzie „narodu wybranego”, których zadaniem jest kształcenie tzw. przyszłych elit. Z reszty porobiono „ferbluwy” kształcące motłoch do pracy na rzecz elit. Dlatego nie potrzebna jest historia Polski, dlatego ruguje się religię, która przez wieki była spoiwem narodu i wyrzuca się wszystko to, co od wieków stanowiło duchowy kręgosłup każdego Polaka. Wszystko zaś po to, by nie zagrażać władzy, której kręgosłup stanowi inny naród – naród wybrany. Koło zamknie się wtedy, gdy nauczycielami zostaną ci, co dziś kształcą się w tych elitarnych szkołach, ale wtedy słowo „Polska” będzie już tylko nazwą geograficzną, a słowo „Polak” będzie synonimem sługi i parobka. Dlatego ludzi, którzy chcą to zmienić wdeptuje się w ziemię, oskarża o fobie, przypina łatki antysemity i rasisty, ośmiesza i organizuje się przeciw nim „młodzieżowe bunty”. Prawie każdy młodzian marzy by zostać „spidermanem”, ale przy takim systemie polskiej edukacji zostanie tylko „szpadelmanem”.


C

o ta wódka robi z ludzi. Amerykańska uczona, ekolog z University of California w Davis, stwierdziła, że nasz wzrok wyostrzył się dzięki jadowitym wężom, których nasz przodek musiał wypatrywać, by nie zakończyć ewolucji. Najpierw, około 90 milionów lat temu spłaszczyła nam się gęba, oczy znalazły się blisko siebie i dostaliśmy widzenie stereoskopowe. Wtedy na ziemi istniały już powolne dusiciele. Minęło jeszcze 30 milionów lat i na ziemi pojawiły się szybkie węże jadowite. Wtedy to nastąpiło wyostrzenie wzroku, bo jadowitego należało wykryć z wyprzedzeniem. U dzisiejszych małp (czyli u ludzi, którym się nie powiodło), ostry wzrok nie był potrzebny, bo do dziś skaczą po drzewach w przeciwieństwie do węży. Są co prawda węże łażące po drzewach, ale akurat po nich małpy chodzą rzadko. A popatrz pani, ja cały czas myślałem, że ostrość wzroku była związana z wielkością pobieranej pensji.


B

yły komendant obozu polskiego UB w Świętochłowicach, oskarżany o doprowadzenie do śmierci 1500 więźniów (ciekawe jakiej narodowości?), pan Salomon Morel (ładnie się kiedyś Polacy nazywali, prawda?) znów otrzymuje polską, zasłużoną emeryturę, około 5000 zł., na zasłużoną rączkę. Emeryturę zawieszono nie z powodu morderstw na Polakach, a z powodu braku jednego dokumentu z własnoręcznym podpisem. Po kilku miesiącach pan Salomon dokument przysłał i emeryturkę pobiera z powrotem, bo nareszcie papiery są w porządku. Dyrekcja Biura Emerytalnego Służby Więziennej jest zadowolona, bo kwity „grają” i kasa nie zalega z wypłatami, co pan Morel mógł sobie poczytać za złośliwe szykany wobec jego szanownej osoby. Jest, co prawda prowadzone jakieś „drobne” śledztwo IPN przeciw jego skromnej osobie, ale pan Salomon olewa to szeroką strugą ciepłego moczu, bo prawo Mojżeszowe zabrania Izraelowi wydawania Polsce swoich Polaków. Zastanawia także wysokość emerytury, bo chyba nie wchodzi tu w grę wysługa lat, a prawdopodobniej opłata od „ubitego egzemplarza”, wynosząca około 330 zł za sztukę. Podobnie jak pan Salomon, z opiekuńczych skrzydeł „narodu wybranego” korzysta także druga połowa Art-B, która w ostatniej chwili zdążyła odlecieć do „Israel” kanałem przerzutowym plemienia „czerwonych kapturków” oraz wielu innych, mających wstręt do polskich nazwisk. To są jednak jednostki i „polski” rząd nie widzi w tym problemu. Teraz widzisz zwyczajny Polaku, co znaczy „dożywotnia wiza” noszona w majtkach. I widzisz też, z jaką łatwością można stać się antysemitą, coś takiego pisząc.


P

atrzajta chłopy, po wejściu do Unii baby nam głupieją. „Kobiety z głogowskiego klubu – Zawsze Zdrowa i Aktywna – w apelu do ministra pracy domagają się uwagi dla wszystkich gospodyń domowych w Polsce, poświęcających swoje siły rodzinie. […] Według GUS utrzymanie domu warte jest 1205,14 zł na miesiąc”. I z tego powodu, wzorując się na szwajcarskich gospodyniach domowych, nasze chłopy mają płacić składkę na ZUS, by nasze niepracujące poza domem kobitki, otrzymały kiedyś emeryturę. Szanowne Panie, może to drobiazg, ale Poland, to nie Szwajcaria i w Poland zamiast emerytury możecie dostać tylko „na garba”. Dlaczego? A dlatego – rozliczając się z Urzędem Skarbowym, rząd każe wam wpisać w PIT jako dochód, GUS-sowki zarobek 1205,14 zł, bez odejmowania kosztów uzyskania przychodu i od tego naliczy wam podatek, który należy uiścić do końca kwietnia każdego roku. I nie będzie zmiłuj się, że wy te pieniądze widzicie „jak świnia czerwony barszcz”, bo te pieniądze już będą rzeczywiste, albowiem GUS nie kłamie. Teraz rozliczając się z chłopem możecie liczyć na kilkuset złotowy ochłap, ale mając „własną” pensję możecie zacząć dopłacać państwu, bo wasz zarobek przekracza najniższą emeryturę i wyjdziecie na tym, jak Zabłocki na mydle albo jeszcze gorzej. Kochane kobitki z Głogowa bądźcie zdrowe i aktywne, ale tylko na ciele, bo na umyśle w Polsce wcale nie popłaca.


D

o próśb – „od powietrza, głodu, ognia i wojny…”, należy dołożyć jeszcze „od idiotów z tytułami naukowymi”. Jak pisze The Independent – „Profesor Crutzen – laureat Nagrody Nobla z 1995 r. za badania nad wpływem procesów chemicznych na grubość warstwy ozonowej – oznajmił, że światu potrzebny jest radykalny program działań w tej kwestii. […] Zdaniem Crutzena, do atmosfery można wprowadzić cząsteczki siarki przy pomocy balonów lub pocisków artyleryjskich. Rozproszenie ich nad Ziemią dałoby efekt lustrzany, tzw. albedo, prowadzący do ogólnego ochłodzenia”. Jak podaje w konkluzji „Zmienianie składu atmosfery niosłoby za sobą skutki uboczne: uszkodzenie warstwy ozonowej oraz zmianę koloru nieba na jaśniejszy. Sprawiłoby to, że wschody i zachody Słońca byłyby jeszcze piękniejsze”. Czyli w zamian za piękniejsze wschody i zachody mielibyśmy ulewy z kwasu siarkowego, które jak wiemy doskonale działają na glebę i cerę. Szanowny profesor uważa, że za efekt cieplarniany winić należy dwutlenek węgla, co jest sprzeczne z twierdzeniem, że największy wpływ (bo prawie 30%) ma zwykły metan, który do atmosfery przedostaje się z tzw. „popierdywaniem”, właściwym dla wszystkiego co żyje. Konkluzją tego jest, że im więcej na świecie istot żyjących, tym gwałtowniejsze efekty owego efektu, a to prowadzi do następnego wniosku, że efekt cieplarniany ograniczyć może tylko zdecydowane ograniczenie ilości osobników produkujących metan, co też można uzyskać przy pomocy siarkowego deszczu. Świat niedawno uporał się z „geniuszami” totalitaryzmów, ale już wyrastają następni, tym razem naukowi – w medycynie coraz więcej doktorów Mengele, w demokracjach roi się od nowych Hitlerów i Stalinów, więc dlaczego inne gałęzie „nauki” mają być gorsze. A nie lepiej wyrżnąć wszystko co żyje i rozwiązać wszystkie problemy raz na zawsze? Arsenał „ABC” nadal czeka… bezproduktywnie.


P

olska nagle stała się potentatem w dziedzinie ropy naftowej. Oczywiście nie ta Polska, o której zwykle się myśli i nie u siebie, ale na bardzo dalekim wschodzie. Polska firma zajmująca się oprogramowaniem niby-komputerowym rosła spokojnie w siłę handlując nieruchomościami, produkując jakąś insulinę oraz ładując pieniądze w tzw. sport narodowy zwany „baskietboulem”, aż nagle poszła w naftową ropę, co ma być jakby trendem nowoczesnych firm „komputerowych”. Jak pamiętam, największym osiągnięciem tej firmy w komputeryzacji kraju był jeden program do obliczania głosów w wyborach do Sejmu, który nawet nie „zaskoczył” po zakończeniu wyborów oraz program dla ZUS, dzięki któremu do dziś można doskonale „doić” zwykłych obywateli. Zainteresowanie ropą nastąpiło zapewne na prośbę „sexi-pierwszego”, na słynnej „konferencji” w nadmorskim ośrodku dla bokserów PRL, pod przewodnictwem wielkiego przyjaciela Polski, dyrektora ds. marketingu z firmy KGB Company, który nawet z ukraińskich podwórkowych grajków zrobił „ropną” spółkę, do dziś sprzedającą nam rosyjskie „złoto w płynie”. Kupiona niedawno roponośna żyła mogłaby zaspokoić nasze zapotrzebowanie na 13 lat, ale nie po to kupuje się ropę w dalekim Kacapstanie. Polski Bill Gates kupił ropę nie dla Polski, a dla przyjaciół Chińczyków, którzy z kolei mogą nam odstąpić ropę z Norwegii, gdzie z kolei Norwegowie już od lat zastanawiają się, jak ją dostarczyć do Polski. Zakupiono 2 mld baryłek kacapstańskiej ropy za jedyne 800 mln dolarów oraz za parę baryłek naszego „dobra narodowego”, które produkuje inny potentat z plemienia „czerwonych kapturków”. Prawą ręką w interesie jest filmowy „cieć”, który po utopieniu milionów w Telewizji Familijnej, zniknął nagle z polityki, by teraz wypłynąć razem z ropą. Co ciekawe, w licytacji na dalekim wschodzie, padły dwie nasze „ropiejące” spółki, a to zapewne dlatego, że stały się bardziej krajowe po utracie wszechmogących protektorów – KGB Company oraz naszych „SS” (służb specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości). Nowy potentat „Poland Oil Company” doskonale wiedział, co i jak ma zrobić. Teraz można być pewnym w jakim kierunku popłyną milionowe depozyty z zagranicznych skarbonek „czerwonych kapturków” i im podobnych, bo nareszcie otworzono nowoczesną, dobrze zamaskowaną oczyszczalnię brudnych papierków, a co najważniejsze – u swoich, gdzie żaden wywiad, nawet kacapstański, nie ma prawa podskoczyć. I tak po latach spełniły się marzenia snute w Magdalence i przy Okrągłym Stole.


G

dzie się podziali ci zagorzali obrońcy komarów, wszy polnych i wodników szuwarków? Gdzie ten polski „Grin-Pic”? W ciągu niespełna dwóch tygodni w Beskidzie Śląskim i Żywieckim, wycięto około 120 tysięcy drzew. Tak…! słownie – sto dwadzieścia tysięcy !!!. Od początku lipca Beskidy zaczęły umierać w zastraszającym tempie. Ocalałe jakimś cudem drzewa szybko tracą igliwie i przybierają rdzawą barwę, co jest symptomem ich rychłej śmierci. Gdzie wyście „obrońcy przyrody” byli jak trwała rzeź? Ratowaliście dwie żaby w Rospudzie, wywieszając papierowe szyszki? Jesteście towarzystwem „ochrony przyrody”, ale tylko dla wielkiego picu i zawsze tylko tam, gdzie można coś zarobić na krzywy ryj w byle jakich hucpach, a tam gdzie faktycznie ginie przyroda, to was nie uświadczy, nawet w egzemplarzu pojedynczym. Tfu…, do dupy z taką organizacją.


C

o ten Prezydent wyrabia. Czy on faktycznie już zwariował? Nie dość, że wręczył najwyższe odznaczenia Orła Białego Walentynowicz i Gwieździe, specjalnie chyba zapominając o naszym pierwszym niekomunistycznym (hehehe) prezydencie, zabrał order Virtuti Militari naszemu staremu, schorowanemu rodakowi, ma zamiar awansować do stopnia generała tego szpiega Kuklińskiego, to jeszcze dziś odsłonił pomnik „Ognia”, faceta który zwalczał hitlerowców i „naszych”. Przecież to skandal. Jak można przypominać Polakom, że mają jakąś własną historię? Przecież to zaogni nasze stosunki z Niemcami, Rosją i nie daj Boże z Izraelem. Jest to niedopuszczalne w naszym demokratycznym kraju i takich rzeczy nie wolno robić, bo to niszczy wolność i tolerancję. Dlatego my, prawdziwi Polacy – „czerwone kapturki”, „demokraci”, „liberałowie” i przedstawiciele „narodu wybranego” w takiej politycznej hucpie nie weźmiemy udziału i mówimy jej nasze gromkie „nie”. No i faktycznie… dziadostwo na uroczystość nie przyszło.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent, laureat pokojowej nagrody Nobla, doktorant „hc” wielu światowych uczelni i absolwent rodzimej Zasadniczej Szkoły Zawodowej na kierunku „polski prąd elektryczny” wzywa niemieckiego pisarza Güntera Grassa do rezygnacji z honorowego obywatelstwa Gdańska, po tym jak przyznał się do służby w Waffen-SS pod koniec wojny. Pan były prezydent wyraził się do redaktora niemieckiego pisma „Bild”, że „Grass nie otrzymałby wyróżnienia, gdyby było wiadomo, że był w SS. Byłoby najlepiej, gdyby sam zrezygnował”. Pan Grass podobno w wywiadzie dla dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” powiedział, że owszem zrezygnuje, jak lotnisko w Rębiechowie wróci do starej nazwy.


M

ało kto wie, że dzisiaj 13 sierpnia, Turkmenistan obchodzi Dzień Arbuza. Specjalne święto dla tego owocu ustanowił sprawujący dożywotnią władzę w tym kraju Saparmurad Nijazow, nazywany Turkmenbaszą. Ów bardzo wierzący muzułmanin jest w zasadzie praktykującym komunistą, a władzę objął z mandatu KPZR po upadku imperium „konia Przewalskiego” (jak własny naród pieszczotliwie nazywa tow. Stalina). Owoc dostąpił zaszczytu z racji niezwykłych barw i smaku, bowiem z wierzchu jest muzułmańsko zielony, a w środku czerwony i orzeźwiający jak komunizm. Proponuję i u nas wprowadzić dzień tego owocu, ku chwale naszego rodzimego PSL, który też z wierzchu jest zielony jak polskie rolnictwo, a w środku czerwony i soczysty jak stara, dobra PRL.
P.S. – winien jestem wyjaśnienie terminu „koń Przewalskiego”. Otóż rosyjscy historycy, z prawdopodobieństwem graniczącym z „jedynką”, wywodzą tow. Kobe z matki Gruzinki i ojca, którym miał być polski zesłaniec Przewalski, a który odkrył też rzeczonego konia. Organiczna matka tow. Kobe była służącą u Przewalskiego, natomiast oficjalny tatuś był zwykłym szewcem, który w czasach historycznych nigdy nie wytrzeźwiał, co w czynnościach rozpłodowych ma kapitalne znaczenie i według rosyjskich historyków musiało skutkować innym ojcem niż wiecznie pijany szewc. Eh, ci Polacy. Zawsze gdzieś muszą wetknąć swój palec.


J

ak smakuje prałat od św. Brygidy? Wiedzą tylko ci, co posmakowali wina „Monsignore”. Proboszcz nie jest słodkim człowiekiem, więc poszedł w wytrawne i w zależności od politycznej opcji można łyknąć białe lub czerwone. Ale nie samym alkoholem człowiek żyje, więc wielebny rzucił się na teraz na luksusową wodę mineralną z etykietą „Jankowski”. Na czym będzie polegać luksus z Muszyny? Ma to być – „wytworna i elitarna marka, oparta na znanej osobie, piękna etykieta i jakość samej wody. Te butelki będą ozdobą stołu” – zapewnił dystrybutor „Muszynianki”. Widać z tego, że woda nie będzie dla pospólstwa, więc i cena zapewne będzie „zaporowa”. Sam skład wody jest tajemnicą, ale nie jest tajemnicą, że po wejściu do UE wszystkie nasze „mineralne” zeszły na psy, a raczej na zwykłe wodociągi. Co w takim razie dla ludu? Proponuję nieobsadzone marki jak „Delegat” – dla 50 g „czystej” i jako zapitkę, wodę mineralną – „Bolek”. Kiedyś w knajpach słychać było przeważnie – „panno Krysiu, lorneta i meduza” (dla niewtajemniczonych – dwie setki i galaretka), a teraz będzie kulturalniej i bardziej tajemniczo – panno Krysiu, dwa razy „Delegat” i dwa razy „Bolek na popitkę”. A czym panowie przekąszą?, polecam „Myśliciela” na zimno… Można przy okazji usankcjonować od dawna istniejące marki „ludowe”. Za panowania drugiego prezydenta, żaden Poznaniak kupując piwo „Lech”, nie powiedział inaczej niż – pani da dwa „Głupole”.


P

olska (nie mylić z Polakami) ma znowu problem natury moralnej – kogo poprzeć i komu pomagać w konflikcie Izraelsko-Libańskim. Teoretycznie agresja na Liban została sprowokowana przez Palestyńczyków, a konkretnie palestyński Hesbollah. Problem jednak w tym, że w ataku na Liban ponad połowa ofiar, to Libańczycy, czyli teoretycznie celując w każdą grupę cywili Izrael miał nadzieję, że trafi choć jednego członka Hesbollahu. Polacy zawsze byli po stronie biednych, uciskanych i pokrzywdzonych, ale niestety dziś już trzeba używać słowa „byli”. PCK apeluje o pomoc dla 450 tysięcy Libańczyków, ale Polska Akcja Humanitarna za cel postawiła sobie „odbudowę zniszczonych mieszkań, szkół, przedszkoli, sklepów. Sfinansowanie zestawów szkolnych dzieciom oraz pomoc psychologiczną” dla „biednego” Izraela. Łódź zapowiedziała przyjacielską pomoc dla izraelskich dzieci, a do Libanu wysłano tylko kilka ciężarówek z kocami i konserwami. Wilk syty i owca cała? Kto nam gra, że tak tańczymy? Premier Izraela nie ma zamiaru za nic przepraszać i już zapowiedział, że „w przyszłości może dojść do kolejnej wojny z Hezbollahem. Izrael wyciągnie lekcje z tej wojny i będzie działał lepiej”.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent, przerwał sobie przesłuchanie w prokuraturze, tylko dlatego, że on nie może uwierzyć iż jego szofer ma więcej na sumieniu niż on dopuszcza. Co więcej, pierwszy niekomunistyczny, jak będzie chciał, to sam wymierzy sprawiedliwość. Gdyby okazało się, że pan Miecio maczał paluchy w niewyjaśnionych sprawach ornitologicznych (wypuszczenie z klatki słowika) oraz innych związanych z „kosztami” pracy kancelarii prezydenta, ukrywaniem tajnych dokumentów czy nadmiernymi ilościami czegoś nie swojego na swoim jachcie, to on sam go skopie i co niewątpliwie będzie wystarczającą karą w majestacie prawa. Pan Miecio nie mógł nic takiego zrobić, bo pan prezydent mu ufał i ufa do dzisiaj, a jak panisko ufa, to pan Miecio nie mógł nic takiego zrobić i według pana byłego prezydenta, ktoś chce zniszczyć zaufanego przyjaciela jego i jego rodziny. Swoiście pojmowana sprawiedliwość byłego „pierwszego” nakazuje robić z polskiego sądu prowincjonalny cyrk i na razie nie ma siły by mu wytłumaczyć, że kmiotowi nie pasują monarsze maniery i że żyje w demokracji (podobno) a nie w feudalnej Polsce. Ciekawe, jak zachowa się panisko, gdy przewód sądowy obejmie także czyny i zaniechania jego „wielkiego” prawnika, który choć trup od dawna, też zaczął zalatywać niebywałym „aromatem” ówczesnej władzy. Możliwe, że nadchodzi czas i niebawem trzeba będzie zacząć oddawać wszelkie nagrody i tytuły. A nabrało się z magazynu tych kombinerek i śrubokrętów, oj nabrało…


W

ystawa Eriki Steinbach zaczyna kształtować wizerunek Polski na zachodzie, który w zależności od politycznej opcji mediów raz jest zły, a raz „przyswajalny”. Pokazuje to jednak, że Polska nie miała i nie ma spójnej polityki zagranicznej, czyli krótko mówiąc „nie ma własnego zdania”. Korzenie dzisiejszej polskiej polityki zagranicznej tkwią w „wielkim wybuchu” z roku 1990, który zrodził tylko dwie frakcje polityczne o dwóch politycznych biegunach – wschodnim i zachodnim. Na pierwszym „biegunie” zasiadła „młoda gwardia” i „zahartowana stal”, których zadaniem było dalsze lizanie czerwonego odbytu uważając tylko, by nie zranić się o sierp, a na drugim zwolennicy świeżego czosnku o całkiem odwrotnych predyspozycjach smakowych języka. Obie frakcje jednak w całkowitej zgodzie ciągnęły do UE tylko po to, by jak najszybciej zniesiono w Polsce karę śmierci i wprowadzono „zachodni” model rodziny w celu szybkiego zmniejszenia populacji Polaków. Osiemnaście lat naszej polityki zagranicznej, to tylko naprzemienne ustawianie twarzy w kierunku organu do lizania. W miarę upływu lat wypączkowały nowe odmiany partii, następowało „mieszanie krwi” i dzisiaj mamy jedną w miarę wyrazistą partię oraz polityczny kompostnik, w którym miesza się i gnije wszystko – od zwykłego komucha do tzw. liberała czyli fuzji komucha z demokratą. Polityczna rasa dochowała się chmary „ptasząt”, które potrafią tylko srać we własne gniazdo i ustawicznie nadstawiać dzioby do żarcia. Co jest ciekawe – o wystawie „wypędzonych” Steinbach mówiła od paru lat i jakoś to nikomu nie przeszkadzało, ba… nawet ktoś z Polski był uprzejmy wysłać na nią polskie eksponaty, a dzisiaj nagle zaczyna się rozpaczać nad rozlanym mlekiem, odwoływać wizyty i wycofywać eksponaty z wystawy. Kto i pod kim ryje w Polsce?, bo nie ulega watpliwości, że to niektórzy „polacy” są inspiratorami tego skandalu politycznego. Eurodeputowany RP występujący pod polskim pseudonimem „Geremek”, radzi rządowi by postępował jak lekarz w myśl zasady – „po pierwsze – nie szkodzić”. Komu zapytam? Może tym całuskom kanclerza i polskojęzycznego premiera na tzw. bruderschaft? Dlaczego polscy byli ministrowie spraw zagranicznych (w tym o dziwo i Bartoszewski) krytykują listem otwartym rząd własnego kraju? Czy tu chodzi o to, by Polska nie miała własnej i niezależnej polityki zagranicznej oraz o przekazanie wiadomości, że nam w tej części świata wolno tylko oddychać? Komuś wybitnie zależy na tym, by jak najszybciej odsunąć od władzy bliźniaków, bo zaczynają prowadzić niebezpieczną politykę – własną i propolską politykę, a to jest groźne dla „owoców” Okrągłego Stołu i wypracowanej tam „polskiej racji stanu”. Tym kompostowym politykom jest obojętne, komu będą lizać dupę, ważne jest żeby lizać jak najdłużej i jak najwięcej zlizywać dla siebie. W tej sytuacji przestaje nawet dziwić, że SS-man Grass jest bardzo „zraniony” polskimi wypowiedziami na jego temat i nie wykluczone, że dał temu wyraz z podjudzenia jednego polskiego eurodeputowanego, który organicznie nienawidzi Polaków.


N

iemiecki Związek Wypędzonych (BdV), ten któremu przewodniczy Erika Steinbach, ma kłopoty z lustracją swoich członków. Jak napisał niemiecki „Der Spiegel” ponad jedna trzecia wysokich działaczy (jeszcze przed rokiem 1982) ukrywała swą przynależność do NSDAP (taka niemiecka odmiana partii robotniczej, tylko nie zjednoczonej). Pani Steinbach powiedziała, „że nie ma sobie nic do zarzucenia” i „trzeba odróżnić sympatyków od osób funkcyjnych”. Ponadto, „Niemiecki Związek Wypędzonych nie zamierza rozliczać się z nazistowskiej przeszłości, bo to kosztuje, a BdV nie ma na to pieniędzy”. To może i nasza lustracja napotyka na te same trudności? Ciekawe tylko, jak u nas wygląda stosunek sympatyków do osób funkcyjnych, bo ostatnio wychodzi, że byli sami sympatycy, którzy nikomu nie zrobili żadnej krzywdy. Może nasza lustracja kuleje także ze względu na brak pieniędzy? To też jest bardzo możliwe, ale nie róbmy jeszcze narodowej „ściepy”, bo znowu rozkradną.


S

zykuje się precedens conajmniej na skalę europejską. Jak pisze agencja France Presse – „Prawicowy populista austriacki Joerg Haider zaproponował referendum w sprawie wystąpienia Austrii z Unii Europejskiej. Austriacy powinni mieć nową szansę zdecydowania, czy rzeczywiście pragną być w UE, czy stać się na nowo suwerennym i neutralnym państwem”. Poparcie wśród Austriaków dla UE spadło z 66% do zaledwie 34%. Czyżby Austriacy już zrozumieli, że przystępując do Unii stracili swą suwerenność?


H

olenderski wycieczkowiec „Rotterdam” niedługo zmieni nazwę na „Schleswig Holstein 2”, bo podobnie jak tamten przypłynął z wizytą, też się nie dał wypędzić i też zawiera uzbrojenie, tyle że nie wybuchowe a chemiczne. Polska musi być „potężnym” mocarstwem, skoro od kwietnia nie może się uporać z jednym kutrem wycieczkowym i to z załogą o niepełnym składzie osobowym. Statek może nie, ale sprawa musi mieć jakieś drugie dno, skoro tak skutecznie obezwładniło to cały rząd i jego przedstawicielstwo w Gdańsku. Główny powód przedłużenia postoju minął, bo jaskółki chyba już latają i teraz statek jakby oczekiwał na przylot sikorek, gili i jemiołuszek. Jeśli jest tak, jak ja myślę, to „Rotterdam” może u nas pozostać jeszcze długie lata. Każdy wie, choć na codzień zapomina, że Polska azbestem stoi. Ten gierkowski „wynalazek” budowlany zdobi nasze dachy, ściany, elewacje i Bóg wie co jeszcze, bo zwykłego obywatela nie wolno informować, by nie wzbudzać obaw o jego własne zdrowie, bo i tak nie ma kto leczyć. W Szczecinie od 2002 roku azbest usunięto tylko z jednego przedszkola, ale sprytny prezydent tego grodu natychmiast zapisał miasto do konkursu „Polska bez azbestu”. Bezczelność, hipokryzja czy nędza intelektualna? Prawdopodobnie wszystko razem. „Rotterdam” musi stać, bo stanowi temat zastępczy i zasłonę dymną dla większego problemu jakim jest zdrowie obywateli podgryzane systematycznie przez polski azbest. Ponieważ z rodzimym będziemy walczyć jeszcze dziesięciolecia, więc „Rotterdamowi” może grozić zatonięcie w porcie z powodu przeżarcia kadłuba przez rdzę, na co skromnie chciałby zwrócić uwagę naszego rządu.


O

d niedawna cała Polska ma okazję obserwować nowy rodzaj ochrony prezydenta RP. Dwóch „borowików” biega przed i za prezydentem z pokaźnymi czarnymi teczkami, co chwilę go przysłaniając – a to przed sztandarem, a to przed ludem, a to od tyłu przed partyzantką (chyba). Nikt z otoczenia „pierwszego” nie chce tego komentować, a tym bardziej BOR. Ponoć w teczkach znajdują się płyty pancerne ze złomowanych amerykańskich Abramsów, które mają zatrzymywać kule lecące w stronę głowy państwa. Niby w porządku ale dlaczego takie małe? Złośliwość? Zasłanianie też przebiega w sposób, który ma chyba na celu ochranianie tylko prezydenckich „klejnotów rodowych”. Samo natręctwo można też odczytać, jakby prezydentowi uświadamiano ciągle – „proszę, panie prezydencie, teczka jest przy panu”. Może jednak chce się oswoić naród z widokiem czarnych teczek, bo już niedługo… pan prezydent zacznie nosić przy sobie tajne kody do uruchomienia głowic atomowych. Instytut w Świerku już odesłał do Rosji niepotrzebne nadwyżki, więc może… A dlaczego dwie teczki? Bo mamy mieć aż dwie głowice.


W

ielki wódz plemienia „czerwonych kapturków” frakcji „duzy wigwam” zapodał interwiu dla medium o tym, jak on widzi ukochany Poland. Schwytany w sieć kabli od razu zaprzeczył, że został zaproszony na uroczystości z okazji „Cudu nad Wisłą”, a znalazł się tu przypadkowo na rodzinnym spacerze, unieruchomiony przez kordony policji. Szczególnie był zachwycony nowymi opancerzonymi transporterami brodzącymi, które zakupiła poprzednia rada starszych „czerwonych kapturków”, a także wyraził szczery podziw, że w Polsce jeszcze latają cztery śmigłowce przeciwpancerne, przypominające mu lata chwały LWP w braterskim przymierzu z Armią Radziecką. Jest też bardzo zadowolony, że wreszcie Polskie Wojsko zaczęło reaktywować oddziały konne, co osobiście uważa za przejaw wielkiej przezorności w związku z nadchodzącym kryzysem paliwowym. Ponieważ nie samym wojskiem żyje polityk, więc obowiązkowo trącono „zawód” wielkiego wodza. Czy to prawda, że do wyborów „czerwone kapturki” pójdą ramię w ramię z Partią Obrażonych? To jest oszczerstwo. W Sejmie co prawda głosujemy tak samo, ale taka jest rola opozycji, bez względu na kolor skóry i pochodzenie, ale do wyborów pójdziemy osobno, bo mamy zbyt głębokie różnice ideowe. Naszym idolem w dalszym ciągu jest słynny muzyk John Lenin, a PO jak słyszałem w dalszym ciągu wielbi Dawida Ben Guriona i to nas niestety dzieli. Partia Obrażonych zarzuca wam, że po cichu tworzycie nowe siły zbrojne złożone z byłych fachowców formacji MO, ZOMO i ORMO. flapol To jest potwarz, gdyż to są ludzie dawno zdemobilizowani i rozgrzeszeni przez nas, a szkoda by taka ilość wysokiej klasy specjalistów marnowała się w nowej rzeczywistości. Takie oszczerstwa są wynikiem tarć wewnątrz PO, gdzie walczą ze sobą zwaśnione plemiona z Kaszub i Galicji, ale to ich wewnętrzna sprawa. Zresztą jak państwo wiecie my potrafimy się wznieść ponad podziały partyjne, a prawdziwy polityk nigdy nie mówi „nigdy”. A kogo poprzecie w wyborach na prezydenta stolicy? Naszym kandydatem jest wódz bratniego plemienia „mały wigwam”, który występuje co prawda pod pseudonimem, ale całkowicie popiera naszego duchowego przywódcę i oczywiście nam sprzyja. Warszawiak z Gorzowa to cienias, a bankierka za bardzo przesadza z kosmetykami firmy „Allium sativum”. My pabiedim. Hawk.


W

naszej narodowej epopei „Jak śledź śledzia śledził” dołożono nowy rozdział. Jeszcze nikt nie dokończył „Delegata”, a już mamy nowy, pod tytułem „Herbert”. Poważny tygodnik napisał, że książę poetów pisał wprawdzie doskonałe wiersze, ale w międzyczasie pisywał też nowelki dla esbecji, bo chciał mieć paszport, by oddychać powietrzem wolności. Wiadomość oparto nie tylko na materiałach jednego instytutu, lecz także na materiałach, których ponoć w tymże instytucie nie ma. Natomiast obrońcy pana Zbigniewa opierają się na materiałach tego samego instytutu i na tym, że tenże instytut przyznał mu status „pokrzywdzonego”, co akurat w naszej rzeczywistości jest tyle warte, co obligacje z czasów rewolucji październikowej, bo ten instytut statut „pokrzywdzonego” może nadawać komu zechce i zależy to tylko od przeważającej opcji politycznej w jego władzach i partii, która aktualnie trzyma władzę. Na dzień dzisiejszy znaleźć można co najmniej jedną osobę, której status „pokrzywdzony” uratował jeśli nie życie, to przynajmniej twarz. Badanie dokumentów zgromadzonych w tej instytucji, to też loteria, przypominająca czytanie książki, którą uratowano przed przemiałem – bez początku, bez środka i bez zakończenia – gdzie z luźnych kartek wynika, że był jakiś główny bohater, który z kimś prowadził jakieś dialogi. Co ciekawsze, do takiej książki można cały czas dokładać luźne kartki, a niektóre niby nie pasujące usuwać, niszczyć albo opatrywać klauzulą „ściśle tajne” i pies z kulawą nogą zobaczyć ich nie zdoła. Wszystkim wiadomo, kto, kiedy i po co założył tę instytucję i dlatego, przynajmniej dla mnie, jest ona tak samo „wiarygodna”, jak wszystkie partie pełzające po naszej politycznej scenie razem wzięte. Na podstawie takich dokumentów w każdej chwili z bohatera można zrobić świnię, a ze świni bohatera. Polski problem polega wyłącznie na tym, że na podstawie dokumentów zgromadzonych w tej instytucji o nikim nie można powiedzieć nic pewnego, bo nikt nie jest pewien wiarygodności dokumentów. W Polskę rzucono autorytet Herberta zapewne z nadzieją, że już sam temat poróżni Polaków i odsunie w ciemny kąt „grubą kreskę” i jej twórców, a co za tym idzie podważy celowość i odsunie w czasie przeprowadzenie prawdziwej lustracji prawdziwego ludzkiego bydła. Rzucanie „tematu” od czasu do czasu przypomina rzymskie „chleba i igrzysk”, gdzie o chlebie od dawna już nie ma mowy. Zamiast przeciąć i wyczyścić, pielęgnujemy wrzód, który od czasu do czasu poraża wszystkich wydzieliną i smrodem. Komu tak bardzo zależy na tym, by sytuacja w kraju była daleka od spokojnej i normalnej? Chyba tylko rycerzom Okrągłego Stołu.


O

d początku zmian politycznych w naszym kraju, moim hobby stało się oglądanie uroczystości w dniu 15 sierpnia. Nie dlatego, że nasze „telewizjonnyje wajska” wyglądają co roku tak samo i pięknie (choć co roku jakby koni więcej), a dlatego by wysłuchać płomiennych przemówień w części dotyczącej „pobożnych życzeń” dla naszej armii. Od zarania ostatniej suwerenności Polski, przemówienia są jakby takie same, ale czytane coraz to innymi głosami i jakby z akcentami na inne zdania. Od osiemnastu lat słyszę ciągle, że dążymy do armii zawodowej i nowoczesnej, że nasza armia ma być mała ale mobilna, że ma być profesjonalna i dać sobie radę w każdych warunkach. Potem jak zwykle oklaski, defilada na podeszwach i czekam na to samo za rok. Przez osiemnaście lat jako tako działa tylko GROM, Formoza i dwa MIGi-29 latające na codzień wzdłuż granic byłych republik bałtyckich, a w pozostałych jednostkach zwykła codzienna szarzyzna, stary rozsypujący się sprzęt ale błyszczący od ropy i co miesiąc nowe twarze poborowych, bo ktoś musi sprzątać jednostki. Tego jednak telewizja nie pokaże. Znamiennym może być fakt, że na ostatniej defiladzie przed trybuną przejechały amerykańskie „Hummery”, a w Iraku żołnierze w dalszym ciągu patrolują na obitych blachą „Tarpanach”, o których zapomniał nawet polski rolnik. Czyli jest jak było, a narodowi pokazać wystarczy kompanię honorową, musztrę paradną, wojskowy chór, pare koników oraz „coś” co jeździ i jest cacy. Wszyscy ministrowie od wojska (z wyjątkiem Szeremietiewa) to tylko wyrośnięte małolaty lubiące bawić się ołowianymi żołnierzykami, z lubością przesuwający je na dużej mapie Polski, a tam gdzie polityk bierze się za wojsko, to od razu wiadomo, że będzie tylko jeszcze większy syf i malaria. No to do następnego święta.


R

ozpoczął się kolejny mecz Polska kontra PZPN, a może lepiej Polski Związek Piłki Bagiennej. Na razie nie ma silnych na prezesa i jego „towarzyszy”, bo nawet aresztowania skorumpowanych sędziów i działaczy nie robią najmniejszego wrażenia na „pierwszym gwizdku PRL”, wyzwalając tylko bełkot typu „czarna owca”. A jak gramy w piłkę widzieliśmy na ostatnim Mundialu, gdzie Polska A (tzw. piłkarze) dostała „po winogronach”, a dużo liczniejsza Polska D (tzw. działacze) cały Mundial przerżnęła w pokerka przerywając tylko na pochlaje, gdzie głównym polewającym był król strzelców za trenera tysiąclecia, bo taka widać jego „fala”. Czy Polsce potrzebne są jakieś sportowe związki na szczeblu państwowym? Owszem są potrzebne, ale tak jak penisowi uszy. Czy Niemcy mają jakiś państwowy związek? A Brazylia, Anglia i inne ze światowej czołówki? Nie mają i dlatego tam się gra w piłkę nożną. Nasz PZPN to jeszcze jedna państwowa „Agencja” do przechowania dawnych towarzyszy, ubeków, milicjantów i wszelkich mentów z poprzedniego systemu, którym wcale nie chodzi o granie w piłkę, a o pieniądze i to duże darmowe pieniądze spływające z całej Polski. Zarząd komisaryczny to tylko przedłużanie agonii połączone ze stratą pieniędzy. Tu potrzeba działania w stylu Sodomy – znajdźcie dziesięciu uczciwych, a jak nie, to choć jednego. Po takim postawieniu sprawy już będzie wiadomo, co zrobić. Prezes jeszcze usilnie szuka pomocy w FIFA, gdzie albo siedzą sami ślepcy, albo tacy sami jak nasz prezes. Należy jak najszybciej rozpieprzyć to towarzystwo wzajemnej adoracji i wziąć się za następne tzw. „Polskie Związki Jakiegoś Sportu”, firmowane twarzami znanych jeszcze za komuny sportowców, jako „nostalgicznym” parawanem. Zresztą sami widzimy co się dzieje i tu nie pomoże nawet woda święcona. Cudotwórca „Leon syn hakera” już załapał na garba dwa gole od Danii i to w meczu rozpoznawczym, zwanym dla zmyłki towarzyskim, bo za taki pieniądze się należą bez względu na wynik. Cudów nie będzie. Ryba śmierdzi od głowy, ale skrobię się ją od ogona. Czyli jak zwykle u nas, wszystko zaczynamy od dupy strony.


G

ünter Grass stał się postacią w Polsce bardziej znaną niż ten, który nadawał mu honorowe obywatelstwo Gdańska. Jeden z „filarów” partii tymczasowo zarządzającą Polską żąda nawet, by Grass zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta Gdańska, a pan Günter pokazuje mu – „tu się zgina dziób pingwina”. Trybunał Norymberski uznał Waffen-SS za zbrodniczą organizację w roku 1946, ale pan Günter przyznał się do członkostwa już rok wcześniej, czyli „widziały gały co brały” i pretensje do siebie, bo jakaś partyjna ciura z magistratu zapomniała zapytać u źródła. Sprawa Grassa pokazuje jednak, że zaczynamy nowy ogólnopolski mecz o puchar „idioty-patrioty”. Pokazuje także, że punkt widzenia zależy od punktu na mapie kraju, bo już na przykład Toruń, ma wątpliwości i nie odbierze Grassowi nagrody im. Lindego. Prof. Lech Witkowski twierdzi, że „obecny szum wokół Grassa bierze się z fałszywego przekonania, że noblista musi być nieskazitelny”. I to jest święta prawda, bo gdyby było inaczej, to nasz (przed)pokojowy noblista nigdy by nim nie został. Tak czy inaczej polska polityka potrzebuje wielkich nazwisk, by co trochę rozpalać sejmowych pseudo-patriotów i przydymiać ważniejsze sprawy, jak przykładowo tę, że pierwszy „orczyk RP” ze sforą przydupasów narobił więcej szkód u rolnika niż tegoroczna susza. Po co gadać o służbie zdrowia, gdy aż się prosi pobełkotać o Herbercie. Po co gadać o wielomilionowej aferze w MON-ie, jak można się zająć „Delegatem”. Dziś w Polsce nie ma ważniejszej spraw niż ta, że Niemiec służył w Waffen-SS. A gdzie miał służyć? W Ludowym Wojsku Polskim? Panowie niby-politycy. Zamiast zajmować się Grassem, zainteresujcie się lepiej żydowskim kłamcą i polakożercą – Grossem. Zamiast zabierać tytuł Grassowi, zabierzcie dożywotnią rentę Salomonowi Morelowi, mordercy Polaków w Świętochłowicach. Tu się pokażcie, wy patrioci za dychę.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent zapowiedział, że zrzeknie się honorowego obywatelstwa Gdańska, jeśli nie uczyni tego Günter Grass. Proszę uważnie jeszcze raz przeczytać – jeśli Grass się nie zrzeknie, to zrzeknie się on. Już wiemy, że Grass nie ma zamiaru zrzec się honorowego obywatelstwa Gdańska, więc wychodzi na to, że Gdańsk może być lżejszy o jednego honorowego. Nie będzie to jednak proste, bo pan były „pierwszy” nie podał terminu do kiedy Grass ma spełnić zadanie (termin 30 dni podał kto inny, ale ten inny jest akurat dla pana „byłego” – „okropnym, cynicznym graczem” i ten termin nie wchodzi w grę), a po drugie nasz „były” nigdy nie zgrzeszył spełnieniem tego, co szumnie zapowiadał, by wspomnieć tylko po 100 milionów na statystyczna głowę, drugą Japonię czy „puszczenie w skarpetkach” wszystkich aferzystów. Gdańsk może mieć tylko nadzieję, ale wiadomo – nadzieja, to matka głupich, choć jak mówią także „matka jest tylko jedna”, czyli reasumując – Gdańsk może spać spokojnie, bo „na zachodzie bez zmian” i chłopek-roztropek z Popowa nadal będzie wielkim gdańskim mieszczaninem, a na dodatek honorowym.


T

rwa ponoć intensywne śledztwo, dlaczego samolot tureckich linii lotniczych łagodnie wyladował na wojskowym lotnisku po jednej stronie Poznania, zamiast na cywilnym po przeciwnej. Pamiętam jak kiedyś mały niemiecki samolocik wylądował na Placu Czerwonym w Moskwie, to oprócz huraganowego śmiechu w światowych mediach na temat radzieckiej obrony powietrznej, poleciało sporo generalskich czapek i nie tylko. A u nas? U nas cichutko. Bąka się coś o tym, że pani pilot słabo znała angielski i nie znała rozmieszczenia polskich lotnisk, bo leciała w zastępstwie. To jak ona lądowała na innych lotniskach Europy? Nasi zachowali zimną krew i nie zestrzelili samolotu, co będą mieli policzone na sądzie ostatecznym, ale pozostaje pytanie – dlaczego pani pilot wybrała wojskowe lotnisko a nie cywilne? Odpowiedź może być tylko jedna – lotnisko wojskowe było lepiej oznakowane i oświetlone niż lotnisko cywilne. I nie ma co szukać pierdołowatych wytłumaczeń. Lotniska cywilne w Polsce są bardziej zamaskowane niż wojskowe. I tak naprawdę to tylko straciliśmy okazję, by pozbyć się nieudolnych karierowiczów w polskim wojsku, tym bardziej, że jedna z hipotez zakłada iż był to sprawdzian przed wylądowaniem w Polsce nowoczesnego złomu typu F-16.


W

ojna w Libanie skończyła się i dopiero teraz Polska będzie miała problem, na jakiej podstawie odwieźć ludzi wyrwanych spod żydowskich bomb z powrotem do ich domów. Sprawa ratowania polskich obywateli z terytorium objętym wojną jest zagwarantowana prawem, ale powrót już nie. Czyli „wyrwaliśmy cię śmierci tak jak stałeś”, ale powrót musisz załatwić sobie sam, czyli owsiakowe „róbta co chceta”. Do Polski ewakuowano około 300 obywateli naszymi samolotami i naszym paliwem za „darmo”, bo to szło z innej puli, a teraz trzeba kombinować i najlepiej by było jakby naród zrobił ściepę na rodaków, którzy chcą z powrotem. Wiadomo też, że nikt nie chce zostać w takim kraju, gdzie wszystko można, ale tylko władzy. Najlepiej byłoby wyczarterować „Jumbo-Jet’a” i za jednym zamachem załatwić sprawę, ale wiadomo – w kraju bida. LOT każe sobie słono płacić, a samoloty rządowe mają zapełniony kalendarz wizyt albo są zepsute. Możnaby wykorzystać rolnicze An-2, ale trzeba zebrać flotę co najmniej dwudziestu samolotów, co w Libanie obrona przeciwlotnicza mogłaby odczytać jako nalot dywanowy. Zostały więc tylko gorące modlitwy i prośby do prezydenta i rządu, by z łaski swojej pozwolili wykorzystać flotę rządową na powrót do domu. Swoją drogą te polskie Libańczyki, to ryzykanci. W Rosji jest takie powiedzenie – „chcesz być pyłem – lataj Iłem”, a w polskiej rzeczywistości – „chcesz być wrakiem – lataj Jakiem”.


E

uropa walczy z terroryzmem w swoisty sposób, jakby nie wiedziała dlaczego człowiekowi nie udało się udomowić wilka. Wielka Brytania podpisała kontrakt z Arabią Saudyjską na dostawę 72 samolotów myśliwskich Eurofighter 2000 za jedyne 19 mld dolarów. Tym, którzy się tym nie interesują, mogę uzmysłowić że Eurofighter 2000 do „naszego” przyszłego F-16, ma się tak jak niemiecki „Me110” do polskiego „PZL-11c” z II Wojny Światowej. Politycy europejscy już widać zapomnieli, jak szybko wymieciono proamerykańskiego szacha i jego zwolenników z Iranu. W Arabii Saudyjskiej może być tak samo, bo u władzy jest zaledwie jedna rodzina, a narodu wiele i to wrogo nastawionego do wszystkiego, co nie arabskie. Zapominają, że jeszcze nie rozbito Al-Kaidy, a Hesbollah to nie tylko Palestyna i południowy Liban, ale wszystkie kraje arabskie z połową Afryki na dodatek. Jakoś Europa nie może zrozumieć, że muzułmanie już posiadają doskonale uzbrojony przyczółek w postaci Turcji, gdzie opcję proeuropejską można natychmiast zamknąć w jednym, średniej wielkości więzieniu. Francuzi i Brytyjczycy przez swoją super tolerancyjność już poznali smak „miłości” Arabów do ich nowych ojczyzn, a to jest kilkumilionowa siła, którą łączy ponadnarodowy i ponadjęzykowy islam i to ten w najgorszym wydaniu. Znakomicie ułatwia też zadanie europejska polityka prorodzinna, która na pierwszym miejscu stawia pieniądz i wygodę, a potomstwo gdzieś na szarym końcu i jeśli pójdziemy za przykładem byłego kanclerza Niemiec, który zamiast niemieckiego dziecka zaadoptował „coś” ze wschodu, to szybko zrozumiemy, dlaczego przyszła wojna islamu z chrześcijaństwem zakończy się bardzo szybko i zwycięstwem tych pierwszych. To co piszę, to zwykła kalkulacja na podstawie znanych faktów, a rasizmem wyda się tylko tym, którzy nie chcą nic widzieć, a do myślenia używają tylko „intelektualnego” organu, położonego zaledwie metr nad własnymi stopami.


P

olski „Bóg Morza Bałtyckiego” rodem z Ligi Pana Romana uruchomił ministerialną procedurę znaną pod skrótem „RWD” (ratuj własną dupę) natychmiast, jak tylko doniesiono mu, że berlińska wystawa „o wypędzonych” jest źle postrzegana przez kręgi liberalno-demokratyczno-żydowskie i to nie tylko polskie, bo i Europy zachodniej a nawet Rosji. Przekazanie na wystawę dzwonu okrętowego z wycieczkowca „Wilhelm Gustloff” natychmiast skojarzył z innym wycieczkowcem „Rotterdam”, co już całkiem przeorało jego psyche. Minister natychmiast wystosował pismo do szefa Polskiego Ratownictwa Okrętowego, w którym językiem urzędowym wykonał tzw. „OPR” (opier….) oraz wskazał na niestosowność wysłania dzwonu, bo wystawa pod patronatem kanclerza Niemiec i przewodniczącego Bundestagu, okazała się kontrowersyjna jeszcze przed wysłaniem polskiego eksponatu. Szef PRO wyprostował „ruki pa szwam” i na podstawie „CU” (cennych uwag) ministra wystosował memoriał do Rzeszy o natychmiastowy zwrot co prawda niemieckiego dzwonu ale wydobytego z polskiej wody, najbliższym pociągiem i na własny koszt. Sprawa może jednak potrwać, bo na własny koszt już od maja opuszcza nas inny wycieczkowiec, który teraz ma wziąć kurs na Kaliningrad. Panu ministrowi radziłbym zabrać dzwon z „Rotterdamu” przed opuszczeniem Gdańska, bo udaje się na wrogie wody terytorialne, a jak wiadomo rosyjscy dowódcy łodzi podwodnych jeszcze nie przestali „grzać” gorzały na lądzie, na morzu i pod wodą, więc po co robić sobie kłopot z wydobywaniem następnego eksponatu.

Szarodzienność 3

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

Głosowanie to instrument i symbol władzy wolnego człowieka, dzięki któremu robi on z siebie głupca, a ze swojego kraju ruinę.

A

ndrzej Gwiazda i jego żona Joanna wyszli z domu 18 lipca i dotychczas nie powrócili. Tak chyba powinna zaczynać się jedyna notka prasowa traktująca o zaginięciu małżeństwa. Wyjechali tylko na dwa tygodnie i gdyby nie rodzina, do dzisiaj nikt by się tym nie zainteresował. Wyjechali w Bieszczady, gdzie mieli zamiar powędrować w rejonie Gorganów i Czarnohory – pasm górskich o wysokości powyżej 2000 metrów. Nikt nie rozpoczął oficjalnych poszukiwań, bo podobno nikt nie zgłosił zaginięcia. Czy w Bieszczadach działa jakiś inny górski regulamin turystyczny? Czy pan Gwiazda jest aż tak nierozważnym i nieodpowiedzialnym turystą, że nie wpisał trasy wycieczki przed wyjściem i godziny powrotu? Dlaczego właściciel schroniska do tej pory nie złożył meldunku o zaginięciu, choć obowiązkiem jest natychmiastowe zgłoszenie, że turysta nie powrócił z trasy? Ponoć mieli wędrować aż na ukraińską stronę. Czyżby granicę przekroczyli w ubrankach typu „stealth”? Ponoć prowadzi się jakieś „koleżeńskie” poszukiwania na Ukrainie, które dotychczas nie dały rezultatu. Trzeba jednak pamietać, że tam też się zmieniło i powróciło „stare”. Po pomarańczy nie zostały nawet pestki, a do władzy doszedł czerwony grapefruit. Legendarne małżeństwo, założyciele prawdziwej „S” przepadli jak kamień w wodzie. Gazeciane śledztwo OPOS-u ustaliło, że ktoś ich widział przed tygodniem w bacówce nad Wierchomlą z „Gazetą Polską” w ręku, ale nie ma 100% pewności. Ustaliło za to, że starsze małżeństwo pokonuje góry z prędkością 60 km na dzień. Zakładając dzienny, 8-godzinny marsz – daje to 7,5 km/godz, co w górach może być rekordem świata w tej kategorii wiekowej, bo młody człowiek w mieście i po chodniku, spiesząc się maszeruje z prędkością 5 km/godz. Początkowo sądzono nawet, że zabrali ze sobą całą dokumentację do książki o swojej, pierwszej i prawdziwej „S”, którą piszą, ale na szczęście ponoć to nieprawda. Wszyscy szukają „prywatnie”, bo podobno oficjalnie nikt nie zgłosił zaginięcia. Czy pan Gwiazda jest osobą aż tak obojętną dla Polski? Nietrudno się domyśleć, że z zaginięcia Andrzeja Gwiazdy z pewnością cieszy się co najmniej jedna osoba w Polsce. Sprawa zaczyna brzydko pachnieć, by nie rzec dosadniej.
P.S. – Odnaleźli się na Ukrainie 18 sierpnia w godzinach popołudniowych.


J

ak zwykły człowiek nabroi, ukradnie lub pobije kogoś, to staje przed sądem i cierpliwie, latami czeka jak go osądza i ukarzą. Gdy to samo zrobi polityk, to wszelkie działania przeciwko niemu są działaniami odwetowymi i politycznymi. Szuka się od razu podtekstów rasistowskich i antysemickich. Wtedy się nie dochodzi, a manipuluje albo bierze się odwet, bo on komuś wcześniej musiał zrobić „w brew”. Tak twierdzi zbawca RP, pies na złotówkę i twórca najnowszych polskich „Dziadów”. Rząd Tymczasowy wziął się za prześwietlenie polskiej bankowości i stąd takie nerwowe reakcje u „czystych jak łza”. Nie jest już tajemnicą, że tylko przy prywatyzacji polskiego sektora bankowego Polska poniosła straty w wysokości co najmniej 200 miliardów zł. (to nie pomyłka – miliardów) i prawdopodobnie część przynajmniej winy spada na aktualnego prezesa NBP. Lecz jak to w Polsce bywa, nie jest to monstrualny szwindel, a polityczna „vendetta”. Tylko ignorant nie zauważy, że prywatyzacja w Polsce miała jeden tylko cel – jak najwięcej zniszczyć wszystkiego co polskie i co może służyć narodowi oraz jak najwięcej oddać w obce ręce, by nie było „że Polak, Polakowi”. Taki plan opracowano przy Okrągłym Stole i taki plan mieści się w strategii „Mędrców Syjonu” oraz polskich bolszewików – „naród niczym – wszystkim my”. Druga persona z Partii Obrazonych, startująca do ciepłego stołka w warszawskim magistracie już zapowiedziała, że przesłuchanie komisji ds. bankowości, to nic innego jak „wbicie jej noża w plecy”. Tu już jednak mamy szansę na sprawdzenie jej osobistej teorii „że co jej nie obali, to ją wzmocni”. Czekajmy więc cierpliwie na wynik, bo wreszcie może obali. Jeśli ciekawią cię wybitni politycy nowej RP, poszukaj w Internecie choć dwóch – Aarona Bucholtza oraz Hajki Grundbaum – i trzymaj się mocno krzesła oraz zacznij wierzyć w to co piszą, bo to są brakujące klocki do lisowej układanki „Co z tą Polską?”.


P

artia Obrażonych zaczyna fermentować, co zwykle jest zapowiedzią wypączkowania czegoś mniejszego na bazie większego. Podział ma się dokonać na linii liberalizmu i konserwatyzmu, co w tłumaczeniu na nasze ma być pęknięciem na bogatych i mniej bogatych, czyli na tych co na bazie partii robią „biznes” i na tych co z biedy musieli popaść w ideologię. Podział przebiega mniej więcej wzdłuż granicy bogate Kaszuby i biedna Galicja. Oczywiście wszyscy się zarzekają, że chodzi o tzw. „wyższą prawdę”, ale już od dawna wiadomo, że rozłamu zawsze dokonywali ci, co nie zdołali się „nachapać” i żeby nie powiedzieć tego wprost nakładali zawsze berecik z napisem „idea zwycięży”. Dla Polski jest to następne rozdrobnienie dzielnicowe i teraz ideowcy będą szukać poparcia w najbiedniejszych rejonach, gdyż tylko tam będzie można uzyskać poparcie, bo jak wiadomo swój lgnie do swego. Sama „bida” nie poradzi, ale już dwie „bidy” to przynajmniej raźniej, jedna wysłucha drugiej ze zrozumieniem w obliczu TV i można przynajmniej wypłakać się drugiemu w rękaw. Tzw. konserwatystom ponoć nie podoba się zbliżenie się liberałów do „czerwonych kapturków”, co też może potwierdzać zależność pieniądza od większego pieniądza czyli tzw. wspólny interes. W każdym bądź razie jest to coś bez znaczenia dla samej Polski, bo jak dotychczas żadnej partii nie zależało i nie zależy na Polsce i Polakach.


Pytanie – ilu polskich prezydentów po roku 1945 było narodowości polskiej? Odpowiedź – jeden (o ile życiorys jest prawdziwy).

N

ajsłynniejszy europejski azbestowiec wycieczkowy „Rotterdam”, który 10 lipca miał pokazać gdańszczanom „killwater” nadal stoi przywiązany do pachołka w Gdańsku. Następny termin, 24 sierpnia (chyba bieżącego roku), kiedy to ma się udać już nie do Kaliningradu a do Wilhelmshaven, jeszcze nie został przekroczony. Na redzie waruje holenderska „Celica”, na którą miano przerzucić azbest, ale nic z tego nie będzie, bo polskie władze nie zezwoliły i zobowiązały odpowiednie służby do całodobowego jej pilnowania. I tak, dwa tylko statki, zatrudniły całą polską Straż Graniczną w tym rejonie Bałtyku nawet w nadgodzinach, bo trzeba być czujnym przez okrągłą dobę, czy przypadkiem „coś” nie wylatuje za burtę. Nurkowie ryją w szlamie pod „Rotterdamem” czy już aby Holendrzy nie ukryli tam worków z azbestem a tysiące oczy w dzień i w nocy podgląda oba statki i szkoda tylko, że nikt nie pomyślał by zatrudnić przy tym bezrobotnych, co niewątpliwie (chociaż na moment) wyzwoliłoby falę optymizmu polskiego rządu. I tak interes dla stoczni za 100 mln zł, zamienił się w deficyt dla miasta, jak duży nie wiadomo, bo akcja pilnowania jeszcze trwa. Winnego też nie będzie.


R

olniku polski, czy jesteś gotów do spłacania długów za kolejnego darmozjada, który reprezentuje Ciebie na szczeblu państwowym? Panisko chciało zobaczyć jak działają karty kredytowe i „niechcący” narobiło długu za prawie 300 tysięcy złotych. Przy okazji okazało się, że Krajowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych ma jeszcze inne długi na ponad milion złotych i garba w postaci komornika. Oczywiście żadnej winy przewodniczącego nie ma, a „być może za tym atakiem na mnie stoją ludzie, którzy chcą mnie politycznie zniszczyć” – jako rzekł on sam i dodał – „To nie Serafin, ale związek ma dług”. Karierę zaczynał kiedyś z pierwszym „orczykiem RP” blokując drogi, które potem same się rozeszły. Pierwszy został pierwszym rolnikiem RP, a drugi załapał się do Brukseli, gdzie posiada biuro jako wiceprzewodniczący Komitetu Rolniczych Organizacji Zawodowych. Światowiec bardzo lubi pieniądze, ale cudze i jakoś nie lubi ich oddawać, bo wie że za niego wyłożą jego kochani rolnicy, których broni przed całą Europą. Podobno gospodarzy w Kłobucku i może stąd słynne powiedzenie „pierdoła z Kłobucka”. Rolniku polski, ciułaj pieniążki, bo niedługo wystąpi do Ciebie z apelem o pomoc w spłaceniu niesłusznie mu naliczonych „politycznych” długów.


W

najbliższy czwartek przed warszawskim sądem rozpocznie się rozprawa o znieważenie prezydenta RP. Oskarżony to bezdomny, który po pijanemu, w obecności policjantów, obrażał bieżącego prezydenta, za co mu grozi do 3 lat więzienia. No i jest problem, bo jak jest pisane prawo, to trzeba je stosować, ale według mojej oceny problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. W Kodeksie Karnym stoi: „Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską… […] Kto publicznie znieważa Prezydenta RP… […] Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych… […] Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ RP… – podlega karze… ” itd. Zacząłem więc szukać oficjalnej definicji „zniewagi” i nie znalazłem nic oprócz „lżenia, obrazy czy ubliżenia”, a to oznacza, że ocena – znieważył lub nie – zależy od widzimisię, czyli „inteligentnej” interpretacji wyżej wymienionych osób i od sądów. A w naszym państwie panoszy się wielu inteligentów. Powiedz takiemu „ty ch…”, to nawet nie zwróci uwagi, bo natychmiast skojarzy to z „prężnym i dumnie wyprostowanym członkiem” i oczywiście własnej partii, ale już „ty głupi ch…” wyzwala w nim śmiertelnie obrażonego przedstawiciela władzy. Jest też znamienne, że w żadnej prasie czy telewizji nikt nie przekazuje użytych słów, które są podobno obraźliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że z pewnością wywołałoby to salwę śmiechu u narodu, co także byłoby „znieważeniem władzy”, ale całego narodu zamknąć się nie da. Prasa napisała, że rzeczony bezrobotny „puścił długą wiązankę”, która już na papierze A-4 (format urzędowy) osiągnęła długość 20 stron. Przyznam szczerze słyszałem facetów, którzy puszczając 5-minutową (bardzo długą) wiązankę nie powtórzyli się ani razu, ale na papierze zajmowało to niespełna cztery strony i to formatu zeszytowego. Ktoś widać „rozbudował” wypowiedź, by mieściła się w sądowych ramach znieważenia. Proces ma być ponoć precedensowy. Tu się zgadzam. W ten prosty sposób bezdomny może zapewnić sobie opiekę na całą zimę albo dłużej. Będzie miał solidne wyżywienie, opiekę medyczną oraz telewizję, czego nie ma w kanałach ciepłowniczych albo na dworcu. Jest to też sposób na przeżycie dla emerytów i rencistów, bo tu już państwo z urzędu musi zabezpieczyć opiekę medyczną i comiesięczny pełny zestaw leków. Kto wie, czy to nie jest jedyny sposób na przeżycie w tak opiekuńczym państwie, rządzonym przez tak inteligentnych „wybrańców z narodu wybranego”. Emeryci, renciści, bezrobotni i bezdomni z całej Polski – łączcie się. Zacznijcie mówić o władzy (najlepiej „po użyciu” i w obecności policji), wtedy poziom waszego życia szybko ulegnie poprawie.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent przez własną „inteligencję” (nie napiszę inaczej, bo mogę znieważyć) wpędził się w nie lada kłopot i to natury honorowej. Pisałem już, że obiecał zrzec się honorowego obywatelstwa miasta Gdańska, gdy tego nie uczyni Günter Grass. Grass już zdecydowanie powiedział że nie, ale dla pewności zapytano samych Gdańszczan, czy Grass powinien zrzec się honorowego obywatelstwa ich miasta. I co? Szok – z badań wynika, że 53% respondentów nie chce, by Grass zrzekł się tytułu, a aż 72% badanych nie życzy sobie, by tą sprawą zajmowały się władze miasta. Panie pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydencie, jak się pan czuje? Kiedy zaczniemy wywracać kota ogonem? A może chociaż raz pan pokaże, że ma pan coś takiego, jak resztki honoru i odda te swoje honorowe obywatelstwo właścicielowi.
P.S. – już się wypowiedział. Beznadziejny przypadek. Lec dobrze powiedział – Dno jest dnem, nawet jeśli jest odwrócone do góry.


Trzej przyjaciele z… pałacu – Lejba Kohne, Jakub Windman i Aaron Fleischman. Czy kojarzysz tych panów? Bo znasz ich na pewno.

Z

erwałem się skoro świt (koło 11-tej) i od razu spojrzałem do kalendarza jaki to dzień tygodnia mamy. Jest poniedziałek, a więc według mojego grafiku w sondażach powinna prowadzić Partia Obrażonych, ale niedużo, bo dopiero pierwszy dzień tygodnia. Żeby nie wypaść u rodziny jako internetowy nałogowiec, najpierw poddałem się rytuałowi – wypróżnienie, ablucja oraz ponowne napełnienie i dopiero potem ruszyłem w środki masowego przekazu. I oczywiście, jak w pacierzu – „Gdyby wybory parlamentarne odbyły się dziś, wygrałaby je Platforma Obywatelska z 26-procentowym poparciem”. PiS na drugim o oczko mniej, a dalej już pustynia gdzie na krawędzi tzw. społecznego poparcia majaczą Sam00brona i „czerwone kapturki”. Poza ringiem polskie „arbuzy” i Liga Pana Romana czyli „normal”. Jest to scenariusz dni nieparzystych, bo w parzyste na czele zwykle jest PiS. Ażeby nie zmieniać grafiku, niedzielę uznano za dzień neutralny, gdzie zwykły obywatel odpoczywa lub modli się w kościele w intencji swojego faworyta. Tak będzie do najbliższych wyborów, gdzie prawdopodobnie znowu wygra PiS i jakimś cudem „czerwone latarnie” także znajdą się nad kreską, bo wszystko mieści się w ramach tzw. statystycznego błędu. Czy ktoś wie, z czyich pieniędzy utrzymuje się to stado darmozjadów, udające pracujące liczydła? Czy komuś takie sondaże są potrzebne? Chyba tylko tym tzw. partiom, które zaraz po sondażach zaczynają pokazywać się w telewizji, bo każde „ryło” na wizji to jakiś ułamek procenta w sondażu. Czy ktoś zauważył, że ostatnio bardzo cicho jest o Ministrze Edukacji Narodowej? Widać jako jedyny wziął się do roboty i nie ma czasu na telewizyjne pierdoły. Nawet pierwszy „orczyk RP” zapomniał, że krowa która dużo ryczy, daje mało mleka. Może dlatego, że hoduje strusie.


J

ak się okazuje Hesbollah używał przeciw Izraelowi nie tylko broni typu „kałallah” i „katiuszmet”, ale także brytyjskich noktowizorów, które są bardziej nowoczesne niż takie same od wielkiego „czerwonego brata”. Izrael delikatnie (na razie) daje do zrozumienia, że są to jakieś dostawy z Iranu, który sprowadzał kiedyś noktowizory z królestwa Albionu, by sprawniej zwalczać handel narkotykami, lecz bardziej prawdopodobne jest, że używano ich do nocnego wzbogacania uranu. Napisałem „na razie” dlatego, bo wydaje się, że jest to początek finansowej „wojny” Izraela w celu choć częściowego pokrycia wydatków na nieudaną walkę w Libanie. Wojna z libańskim Hesbollahem kosztowała izraelskiego podatnika około 6 miliardów dolarów, ale teraz już wiadomo, kto pokryje przynajmniej część kosztów. Można zatem oskarżyć Wielką Brytanię o „pomoc” dla Hesbollahu i zażądać odszkodowania. Ile? O to się będą kłócić rządowi adwokaci. Noktowizory miały pomóc (teoretycznie) Iranowi w walce z narkotykową mafią, o co usilnie zabiegała ONZ, ale jak widać nadają się wszędzie i do każdej walki. A może irański program atomowy też ma służyć do walki z handlarzami opium, a ten głupi zachód nie chce tego zauważyć?


N

aukowcy z odłamu rasy ludzkiej, szczycącego się pochodzeniem od „inteligentnego” bonobo, odkryli gen który ponoć „napędza ewolucję ludzkiego mózgu, a przez to – po części odpowiada za naszą wyjątkowość w świecie zwierząt”. Jest to gen nazwany HAR1F, który działa tylko od siódmego do dziewiętnastego tygodnia ciąży i dzięki któremu to „coś” znajdujące się w łonie matki z małpy zamienia się w człowieka. Do takiego wniosku skłoniło porównanie genomów prawie wszystkiego, co żyje i po komputerowej analizie wyszło to, co wyszło. Od szympansa odróżnia nas ponoć 18 genów, ale najważniejszy jest ten odpowiadający za wygląd twarzy. Jak mawiają uczeni, nasz mózg zawiera jeden szczególny „przycisk”, który daje kopa w kierunku inteligencji i już są na jego tropie. Wiadomość ta zelektryzowała polityków na całym świecie i już trwają zapisy do kolejki celem uaktywnienia go, bo któż nie chce być doskonalszy od doskonałego. Obawiam się, że to ślepa uliczka i wyjdzie tak samo, jak pewnej robotnicy z fabryki samowarów w Tule, która chcąc mieć taki sam w domu, wynosiła po cichu części do domu. Zrezygnowała, gdy za trzecim razem zamiast samowaru, wyszedł jak zwykle pistolet typu „tetetka”.


W

dniu 17 sierpnia 1991 roku pewien fizyk UW nawiązał kontakt internetowy z UK i data ta została uznana za narodziny polskiego Internetu. Nazwiska fizyka historia nie podaje, bo nikt się nie chce ujawnić, ale za kilka lat coś się wpisze, o ile IPN nie zgłosi sprzeciwu. Dzisiaj polski Internet, to 4,4 miliona Polaków mających do niego dostęp. Stanowi to 11,6% narodu, ale nie przewyższa nałogowych palaczy czy smakoszy etanolu, więc nie można mówić o sukcesie intelektualnym. Przez 15 lat, mozolnie w tempie 0,3% rocznie wzrastała liczba przystępujących do sieci, co też nie przerosło tempa rozkradania Polski, gdzie wynik jest nadal utrzymywany w tajemnicy. Ażeby podnieść wynik na tle starej Europy, odkurzono pomysł PRL, gdzie w miejsce objazdowego kina wprowadzono objazdową sieć. Sprzęt nowoczesny, ale dopuszcza się tylko tych, co mają umyte ręce i z twarzy nie wieje debilizmem, bo taki wiadomo, wejdzie i zepsuje. Sprzęt można obejrzeć, ale nie wolno dotykać, bo musi starczyć na całą Polskę i nie po to wydało się tyle pieniędzy, żeby kogoś uczyć. Skrzętnie za to liczy się, ilu w ciągu dnia zdołało obejrzeć sprzęt w „netobusie” i dane przesyła się do Brukseli, gdzie sukcesywnie wzrasta nam „krzywa” i już w tyle zostawiliśmy Albanię, o Białorusi nie wspominając. I niech kto teraz powie, że rząd nic nie robi w celu komputeryzacji kraju.


P

erfidia, przewrotność, hipokryzja, dwulicowość, obłuda i kpina z milionów uczciwych Polaków. Naczelny „Głosu Targowicy”, super nadredaktor o polskim pseudonimie Adam Michnik otrzymał nagrodę „za czynienie Polski lepszej”. Syn ukraińskiego komunisty Ozjasza Szechtera (współpracownika Jakuba Bermana, agenta Moskwy), brat stalinowskiego kata sądowego Stefana Michnika, główny „spawacz” syjonizmu z komunizmem w Magdalence, współtwórca biblioteki esbeckich „haków” i „grubej kreski”, wielki przyjaciel Kiszczaka i Jaruzelskiego oraz pierwszy „polewający” przy Okrągłym Stole został okrzyknięty „Budowniczym Lepszej Polski”. Tfu, psiakrew… Otake Polskie…info Zbigniew Herbert powiedział – „Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny.” Nagrodzony odbierze nagrodę w prawdziwej ojczyźnie – w Jerozolimie. Ciekawe, kto będzie następnym laureatem, bo o tym stanowią laureaci, jako kapituła. Proponuję Czesława Kiszczaka i Stefana Michnika.


B

yły „prezio”, panujący nam miłościwie przez 10 długich lat „wybraniec z narodu wybranego” o polskim pseudonimie Aleksander Kwaśniewski, znalazł wreszcie kandydata na zakup najsłynniejszego mebla schyłkowej epoki PRL – okrągłego stołu. Nikt z sąsiadów, nawet Ukraina, nie chciała mieć u siebie mebla otoczonego targowicką sławą. Kupca znalazł wreszcie wśród swoich i to na drugiej półkuli – na Kubie. Jest to jego prywatny handel państwowym meblem, ale taki handel to nie pierwszyzna „pierwszego”, czemu dał wyraz przez całą dekadę handlując mniejszymi i większymi „meblami”. O ile transakcja dojdzie do skutku, państwo nasze straci kolejny „zabytek” oraz ściśle tajną instrukcję do prowadzenia rozmów przy tak nietypowym meblu. Istnieje też niebezpieczeństwo, że stół nie spełni oczekiwań, bo jak wiemy na Kubie nie ma Żydów, a szczególnie Żydów-komunistów, bo Związek Radziecki nie zdążył ich dostarczyć wraz z rakietami z powodu blokady Kuby przez USA. Pan Aleksander chce zdążyć także przed wyzdrowieniem kolegi Fidela, licząc na to, że wiecznie pijany Raul weźmie stół bez mrugnięcia okiem. Nie martwi go to jednak, bo jeszcze została Korea Północna i jego wielki przyjaciel Kim Dzong Il.


S

specjalistka od podrabiania podpisów na listach wyborczych (słowa kluczowe – kurwiki, sex, owies), od niedawna ciesząca się sławą świeżo upieczonej maturzystki, została felietonistką w gazecie specjalisty od smrodu, zwanego przez kolegów „setka żytka”. Po nieudanych próbach zostania modelką i tancerką (ze względu na nietypowy rozmiar XXL) teraz postanowiła zostać obrończynią smrodu wytwarzanego przez zakłady właściciela gazety i będzie opisywać ten sam smród ale od strony byłego senatora. Bardzo możliwe, że jej pisanina to tylko wprawki przed czymś większym, bowiem kolega partyjny rozwija w Bielsku Białej „sex-business” i niedługo potrzeba będzie scenariuszy w stylu „Pamiętnik Fanny Hill” czy „Emanuelle”, a to dla pani poseł stanowi przysłowiowy „pryszcz” bowiem wymaga tylko przelania na papier „doświadczeń z owsem”.


C

oś tam w Gdańsku stuknęło, coś tam w Gdańsku huknęło, ale to nie komar z dębu spadł… to nasz były pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent spadł na dobre z „Solidarności”. Jak sam powiedział – „To już nie jest mój związek. Inne czasy, inni ludzie, inne problemy. Nie będę się mieszał. Niech teraz działają inni, a ja nie jestem im chyba potrzebny”. Wrodzona (hehehe) skromnośc przebija przez słowa byłego wodza. Powód jest chyba całkiem inny – „były” nie cierpi krasnoludków i to szczególnie „podwójnych”, bo się czuje wtedy jak po przedawkowaniu ulubionego napoju, a on przecież abstynent, czemu niejednokrotnie dawał wyraz w przerwach obrad okrągłego stołu (nawet są piękne fotki). Dzisiejszy związek też nie jego. „Własnemi ręcyma” oczyścił go z wrogich elementów (o czym natychmiast powiadomił ówczesne MSW Kiszczaka), ale „element” i tak się jakoś dostał i pokrzyżował mu plany. Dlatego ma w d… Polskę, Polaków i całą już nie jego „S” i pod stoczniowe krzyże przyjdzie osobno i po ciemku, jak nie będzie nikogo, bo ciemność uniemożliwia celowanie jajami, a także nie widać na garniturze jak trafią. Krasnoludy też prowadzą wrogą jemu politykę, bo zaczęli ścigać aferzystów i dlatego jest mu bliżej do Partii Obrażonych, bo ci obiecali mu ich nie ścigać, a przede wszystkim tam jest jego synalek (ten trzeźwiejszy od białego wywiadu). Trafnie napisał jeden z internautów – „Nareszcie wielki wstyd jest poza. Teraz mogę zapisać się ponownie do Solidarności. Będzie lepiej w Solidarności i w Polsce”. Można ewentualnie dodać – „spieprzaj dziadu”.
P.S. – już wiadomo, że nie zrzeknie się też tytułu honorowego obywatela miasta Gdańska. Taki honorowy…


C

zy jest taki kraj, gdzie można niewinnemu dać w mordę, napluć w twarz, skopać i nie nawet przeprosić? Jest. W samym środku cywilizowanej Europy i nazywa się Rzeczpospolita Polska. Ale musi zajść jeszcze jeden warunek. Bijący, kopiący i plujący musi być chroniony immunitetem, czyli musi należeć do grona „wybrańców narodu”, a na dodatek zasadność czynu musi potwierdzić polski sąd, by nie doszło do niewinnego oskarżenia „świętej krowy”. W czerwcu minęła czwarta rocznica, jak przewodniczący Sam00brony zaprosił TV na uroczyste sypanie niemieckiego żyta na polskie tory i dopiero teraz w roku 2006 polska Temida nakazała… przeprosić pokrzywdzonego. Z przeprosinami też będzie problem, bo pan przewodniczący awansował w rolniczej hierarchii i dziś jest królem pól, łąk i nieużytków RP, co oznacza, że nawet polski sąd może mu nadmuchać do… żyta. Polskie młyny sprawiedliwości działają konsekwentnie choć z prędkością ameby i niedługo trzeba będzie wprowadzić do kodeksu kary pośmiertne, gdzie najdotkliwszą będzie ta połączona z ekshumacją oskarżonego.


N

asz uzdrowiciel polskich „SS” (służb specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), zwany delikatnie „nieobliczalnym” lub „kontrowersyjnym” wypowiedział się ostatnio w kanale telewizyjnym „na żywo”, czyli bez możliwości natychmiastowego „wycięcia”, że – „część z tych osób (chodzi o ministrów spraw zagranicznych RP od 1989 r.), to są byli członkowie PZPR, tego sowieckiego namiestnictwa. Większość spośród nich w przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych. Nie wszyscy, ale kilku reprezentowało interes struktur postsowieckich”. Niby nic nowego, ale rozpętało to burzę, bo chodzi o garstkę ludzi trzymających władzę, a nie o połowę narodu, który władzy nie trzyma. Wymieniony już stanął na dywaniku u premiera, ale premier oficjalnie nie zrugał podwładnego, czyli coś „jest na rzeczy”, bo oskarżenie jest wielkiego kalibru. Sprawdzić tego nie ma jak, bo tzw. Instytut nie posiada wiarygodnych danych w swojej makulaturze, przetrzebionej dokładnie już w 1989 r. przez tzw. komisję „Holzer-Michnik-Kroll” i dowody z pewnością szlag trafił. Teraz wiceminister czeka na „spowiedź” u swego ministra, która być może spowoduje dymisję i najprawdopodobniej samego ministra. O co więc tu chodzi? O drobiazg. Rozpoczęła się ostra „rywalizacja” wśród samych „wybrańców narodu z narodu wybranego”, a powodem jest chwila szczerości „nieobliczalnego” wiceministra. W grę wchodzi tylko dziewięć osób – ministrów spraw zagranicznych – Szymon Schimel, Mosze Brandwein, Władysław Bartoszewski, Dariusz Rosati, Berele Lewartow, Dawid Goldstein, Adam Rotfeld, Stefan Meller i Anna Fotyga, z których do współpracy przyznał się tylko Mosze Brandwein.


N

ie chce się czytać przepowiedni? No chyba nie chce, bo już Nostradamus albo nasz Weneryhora napisał – „Zza siedmiu blokad, siedmiu beczek z gnojem, wyjdzie kmiot oszołom, wejdzie na pokoje…” – no a taki jak wejdzie, to już nie wyjdzie. Wypisz, wymaluj pierwszy „orczyk RP”, który tak się „skrólewił”, że do domu musi latać samolotem.info Na razie lata dwusilnikowym na śmigła typu „Bryza”, a to tylko dlatego, że kolesie z MON-u jeszcze nie wybudowali mu pasa startowego za oborą i nie może lądować odrzutowcem. Trzeba tylko gdzieś „urwać” 3 kilometry z autostrady i pas będzie. „Bryza” jest przystosowana do transportu 17 żołnierzy z pełnym wyposażeniem, ale panisko lata samo, za to z dużą ilością paszy. Prasa donosi, że przez godzinę lotu potrafi zjeść za drobne 1100 złotych, czyli tyle co stu rencistów w jeden miesiąc, a sam przelot kosztuje marne 5000 złotych, czyli odpowiednik odszkodowania dla 11 rolników dotkniętych powodzią, które panisko obiecało. Lot ma swoje dobre strony, bo „uczniowie” mogą pamiętać na czym polega blokada drogi i mogą mu przyblokować transport naziemny, a z góry widać tylko piękne pola i nie widać rolniczej biedy, na którą jest tak „wyczulony”. I tak krok po kroku budujemy „tanie państwo” dla narodu, a „skrólewione” dziadostwo przeciera podniebne szlaki dla swoich następców. Panisko hula po niebie, a opuszczony partyjny fraucymer musi sam dbać o własną reklamę, jak dla przykładu dwie niedawne maturzystki. Jedna po „doskonałym” pozbyciu się męża, teraz nastaje na córki przy pomocy wschodnich ciężarówek, a druga każe porywać wnusia, tylko nie przewidziała, że popsuje się samochód „terrorystów” i cały plan trafi szlag.


D

ziś miał się rozpocząć proces pana Huberta, za zniesławienie nie wiadomo kogo (policji czy prezydenta), ale się nie rozpoczał, bo pan Hubert zniknał. Rozesłano więć listy gończe za wrogiem publicznym nr 1 Rzeczypospolitej Polskiej i proces przełożono aż na 26 września. Uzasadnione, bo kanalizacji w samej Warszawie jest na kilometry, a pan Hubert nie znał widać adresu, przy którym mieści się główny właz wejściowy. Szkoda, bo na sali rozpraw czekał też najbardziej pokrzywdzony przez IV RP – Jakubek Windman, który przybył w ramach prywatnego protestu. Ciekawe, że nawet kancelaria prezydenta, która wydała oświadczenie – „Wydaje się, że mamy do czynienia z nadmiernym ‚aktem dobrej woli’ ze strony prokuratury, która wykazała się trochę nadgorliwością i złą oceną sytuacji”, jest raczej mało zainteresowana procesem, chociaż chodzi o jej szefa. Czy nasza Temida nie wie, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu? A tak na marginesie – na jaki adres bezdomnego wysłano wezwanie na rozprawę?


A

le ten Günter namieszał. Nie dość, że kolejny już raz elektryk zrobił z siebie durnia, to jeszcze połowę Polski zmusił do przeczytania najnowszej historii i przejrzenia własnych spisów honorowych obywateli. Radni z Legnicy do dziś nie doszli do porozumienia czy odebrać honorowe obywatelstwo Adolfowi Hitlerowi i co ciekawe przeciwko odebraniu są radni z „czerwonych kapturków”. Jeszcze większy orzech do zgryzienia mają radni Wrocławia, bo u nich jest cała trójca – Adolf Hitler, Hermann Göring i Joseph Gebbels – ale nie odbiorą, bo jak mówi Grzegorz Stopiński, przewodniczący rady miejskiej Wrocławia „To część historii naszego miasta”. Wałbrzych ma zaskakujący duet – Adolf Hitler i Szewach Weiss, a Jelenia Góra – wujka Adolfa i jego pilotkę. Prawnicy są innego zdania – ponieważ tytuły honorowe nadały miasta jako miasta III Rzeszy, więc nas to nie obchodzi, bo nie jesteśmy spadkobiercami tysiącletniej Rzeszy. Czyli Breslau ma, a Wrocław nie ma i problem z głowy. Natomiast historycy są skłonni samą sprawę oddać historii i też prawda, bo co może być jak powstanie IV Rzesza? Wtedy możemy liczyć na łaskawość i zrozumienie. Zwykły naród jest zdziwiony i oburzony, ale to przecież nie naród tworzy historię a jego rządy, a ponieważ od 18 lat rządom to nie przeszkadza, więc naród ma zamknąć gęby, nie pyskować i dalej żyć pod honorowym patronatem, bo to jest wzór dla rządu.


J

ak napisała „Rzepa” – „Do tej pory Polsce nie udało się wylansować wyrobu, który byłby rozpoznawalny na całym świecie” i dlatego sprawę w swoje ręce wziął polski rząd. Będzie reklamował polską gorzałę. Chodzi tu przede wszystkim o reklamę tego, co pisze na nalepce sztandarowego wyrobu, a nie o standardowego obywatela po spożyciu tego, co kryje się pod nalepką. Przerypaliśmy marketing Okrągłego Stołu, gdzie codziennie reklamowano sztandarowe produkty w ogromnnych ilościach i to przez modele z pierwszej półki. Teraz trzeba robić wszystko od nowa. Teraz już wiesz obywatelu, że gorzała w Sejmie, to nie dla codziennego ochlaju, a dla marketingu polskiej marki w świecie. To że przy reklamie śpiewają sprośne rzeczy, to też jest marketing naszego folkloru, choć niejako przy okazji. To że czasem zarzygają miejsce reklamy w obcych liniach lotniczych, też wchodzi w skład marketingu zdrowej, polskiej żywności. Posłowie nie jeżdżą w pijanym widzie dla własnego widzimisię, a dla marketingu polskiego produktu. Nie wolno zatem odbierać im prawa jazdy, bo reklama jest ważniejsza. Zwykły obywatel nie ma podpisanego kontraktu na marketing, więc nie może prowadzić po pijaku, bo zabiera chleb innym, a to już jest karalne. Jeśli marketing się powiedzie, to znowu ruszy pełną parą bimbrownia „czerwonych kapturków” założona co prawda z myślą o biopaliwie, ale ustawa nie przeszła, bo złapali i wsadzili tego co prowadził negocjacje. Teraz wystarczy zmienić tego kościotrupka z nalepki na orła i pójdzie w świat jako najlepsze to, co Polak potrafi. Obywatelu, przestań patrzeć na pijaną władzę, jak na łajdaków. Spójrz na nich jak na ciężko pracujących, lansujących narodowy wyrób, który twe życie uczyni lżejszym. A ty jak prowadzisz to nie pij, bo za dużo się rozlewa.


D

la mnie rewelacja. W Ameryce powstała firma, która za drobną opłatą na podstawie twojego genomu powie ci, skąd pochodzą twoi przodkowie. Pewien murzyn, którego trapili przodkowie niewolnicy, dowiedział się dzięki firmie, że jego murzyńscy przodkowie pochodzili z Europy zachodniej usmiech, jedna aktorka (też murzynka) znalazła przodków w Gwinei Bissau, a jedna czarnoskóra astronautka pochodzi od murzynów azjatyckich usmiech. Ciekawe jak badania wypadłyby w Polsce. O ile o naród można być spokojnym, bo raczej autochtoni, o tyle przodków „elyty” należałoby szukać w stepach europejskiej Azji wśród wielkiej rodziny „konia Przewalskiego” i ciekawe tylko skąd większość – z plemienia Jewrejów stepowych czy Jewrejów moskalskich.


M

iała być polityczna burza nad całą Polską, a wyszło zabełtanie siuśków w sejmowym nocniku. Pan Antoni, co miał być młotem na polskie „SS” (służby specjalne – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), okazuje się być młoteczkiem i to zaledwie modelarskim. Dzisiaj ustami swojego rzecznika przekazał – „że mówiąc o byłych polskich ministrach spraw zagranicznych użył niewłaściwego skrótu myślowego, a osoby urażone tą wypowiedzią przeprasza”. Prawda jakie to proste? Wystarczyło użyć „niewłaściwego skrótu” i narobić takiego szumu, aż się echo odbiło o mury Kremla, bo przy okazji jakoby obraził ichnie NKWD. Używanie skrótów myślowych jest zależne od organu, który te skróty wybiera i jeśli skróty wybiera niewłaściwie, to należy go wymienić u pierwszego lepszego rzeźnika, albo po prostu przestać go używać, jak to uczyniła już większość naszego parlamentu. Pan Antoni w wypowiedziach dla środków „nie cenzurowanych”, raczył powiedzieć, że był się przejęzyczył, bo nie chodziło mu, że „większość spośród nich w przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych”, a „naszych służb”. Dowody na to ma, ale nie pokaże, bo ich nie ma, czyli „pełno ich, a jakoby żadnego nie było”, bo są w innych rękach niż te, którymi on może poruszać. Sprawa jest załatwiona, bo pan Antoni odbył już tzw. „mięsne” rozmowy z wszystkimi co trzeba i teraz poświęci się zadaniu, do którego został powołany, czyli zacznie wymieniać „naszych” na „swoich”. Sprawa ucichnie jak wszystkie, bo jeżeli głos odważnie zabierają nawet ci, którzy chwilowo nie są w sferze zainteresowań prokuratury, to znaczy że pan Antoni ma w kieszeni pistolet, tyle że bez amunicji. Dla przypomnienia. Na tzw. „liście Macierewicza” z roku 1992 znaleźli się byli i późniejsi ministrowie spraw zagranicznych – Włodzimierz Cimoszewicz (Carex), Andrzej Olechowski (Must) i Krzysztof Skubiszewski (Kosk), a w ostatniej chwili, z braku „twardych” dowodów, wykreślono Bronisława Geremka, czyli ilość zbliżona do liczby pana Antoniego – „nie wszyscy, ale kilku”. info


W

czoraj, radio zbliżone do kręgów galicyjskich podało wiadomość, której potwierdzenia nie doszukałem się w innych źródłach. Chodzi o zakup fragmenciku złóż kazachstańskiej ropy naftowej przez polską firmę od niby-programów niby-komputerowych. Zakupione za 800 milionów dolców miejsca, pod którymi ma znajdować się ropa, znajdują się… nie wiadomo gdzie. Strona kazachska nic nie wie o takiej transakcji i zarzeka się, że nikt u nich nie może kupić praw do wydobycia ropy, a tym bardziej jakaś polska firma. Potwierdza to także Rosja, która z racji „ojcostwa” trzyma łapę na newralgicznych miejscach w swoich dawnych republikach. Co i gdzie zatem zakupił pan Rysio? Albo „pralnię” buduje się gdzie indziej, albo akcjonariusze z plemienia „czerwonych kapturków” dali się nabić w roponośne pola, albo poszedł sygnał, że 800 milionów już jest bezpieczne. Może to być także jakiś „akt rozpaczy”, bo prokuratura IV RP zaczęła pisać ostatni rozdział pracy naukowej na temat „Wpływ władzy III RP na rozwój szwajcarskich banków”.


N

aukowcy apelują o zaprzestanie dodawania do wędlin azotynów, gdyż te zwiększają ryzyko zachorowania na raka. Inni naukowcy, wielbiciele wędlin, udowadniają że bez azotynów nie da się wyprodukować zdrowych wędlin. Sprawę jak zwykle rozwiążą politycy, każąc umieszczać na wędlinach napis – „kiełbasa albo zdrowie – wybór należy do ciebie” i spożycie wędlin zacznie podlegać tym samym regułom, co palenie tytoniu. Potem wystarczy zakazać spożywania w miejscach publicznych i problem rozwiąże się sam. Na razie pocieszmy się tym, że naukowcy po wielu latach badań lingwistycznych stwierdzili, że każda krowa „muczy” w swoim dialekcie i my Polacy rozpoznamy swoje bydło w każdym zakątku świata.


P

ierwszy „MEN” czwartej Rzeczypospolitej dał… pedagogicznego ciała. Nie przyjął do wiadomości, że Pluton przestał być planetą, bo wiadomość podała „G. Wyborcza” i uważa to za prowokację wymierzoną wprost w niego. Panie Romanie, to niestety prawda. Proszę uwierzyć, że nawet „G. Wyborcza” podaje czasem wiadomości prawdziwe zamieszczając nekrologi. Z Plutonem wyszło głupio, bo wymyślono jeszcze głupszą definicję planety, według której jajko kamienne i jajko kurze, to takie same jajka. Proszę jednak pamiętać, że naukowcy są tacy sami jakie są ich ministerstwa edukacji.


L

arum grają. Polskie kasztanowce giną, bo zjada je szrotówek kasztanowcowiaczek. Ratunkiem dla drzew są szczepionki, ale w Polsce jest ich tyle samo, ile do walki z ptasią grypą czyli nędza z bidą i szczepi się tylko drzewa rosnące w pobliżu urzędostwa państwowego. Resztę można ratować przy pomocy zwykłych grabi, bo tych u nas dostatek i wszyscy znają instrukcję obsługi. Na razie głupim i naiwnym serwuje się sprzedaż tzw. cegiełek, z których pieniądze idą rzekomo na zakup szczepionek. Będzie jeszcze gorzej, bo organizm państwowy atakuje o wiele gorsze robactwo z rodziny mendowatych i jakoś nie widać, by ktoś się tym przejmował. Wszystkie partie są toczone od lat przez „jewrejka zakapturzonego” i „bolszewiaczka wszystkożernego”. W terenie bezkarnie grasuje „podjadek agencyjny”, a w sektorze finansowym rozpanoszył się „wciornastek bankowo-giełdowy” bardzo trudny do zwalczania szczególnie po skrzyżowaniu się z „jewrejkiem zakapturzonym”. Jeśli do tego dołożyć „rzeszotka korumpowniaczka” żerującego w parlamencie i wszystkich urzędostwach, to sytuacja wydaje się beznadziejna. Dziadostwo jest odporne na wszystkie szczepionki i chyba jedynym ratunkiem jest metoda zagrabienia na jedną kupę i natychmiastowego spalenia, stosowana przy zwalczaniu szrotówka. No, ale jeśli chcemy by Polska była zdrowa, musimy podjąć walkę od zaraz i być może za kilkanaście lat ostatnie larwy znikną a Polska stanie się zdrowym organizmem.


P

o ponad 20 latach dowiadujemy się o kolejnych „nasionach”, które wykiełkowały jako drzewa na deski późniejszego Okrągłego Stołu. Znany pod polskim pseudonimem „Jacek Kuroń”, jeden z przywódców Komitetu Obrony (hehehe) Robotników, przynajmniej od roku 1985 prowadził rozmowy z gen. Kiszczakiem na temat przyszłych obrad nad przekazaniem władzy w „nowe” ręce.info Jak widać, obrady Targowicy były przygotowywane od chwili zakończenia stanu wojennego (a być może jeszcze w trakcie jego trwania, bo było dużo łatwiej o kontakty) i były prowadzone nie z „przewodnią siłą narodu” a z faktyczną władzą PRL, czyli z esbecją. Kuroń był „prowadzony” przez mjr Jana Lesiaka (dziś pułkownik i dobrze znany w polityce). W meldunkach Kuronia wymienia się Michnika, Mazowieckiego, Geremka, Wałęsę (z racji pozycji, a nie intelektu), jako przyszłych konstruktorów paktu ze strony „opozycji”. Wałęsa nawet twierdzi, że upoważnił (hehehe, kto kogo) Kuronia do negocjacji z bezpieką. Okrągły Stół nie był spontanicznym przyrostem chęci uczynienia czegoś lepszego dla Polski i z Polski. To była kilkuletnia, starannie przygotowana operacja służb specjalnych, mająca na celu przekazanie władzy w konkretne ręce, w konkretnym celu, z konkretnymi korzyściami dla ustępujących i konkretnym stwierdzeniem kto tu rządził i kto będzie te rządy kontynuował. Osiemnaście lat trwa przedstawienie teatrzyku cieni, a głównych animatorów w zasadzie nie znamy. Po to też stworzono tzw. Instytut, który raz na 20 lat rzuci „perły przed wieprze” (o ile „kiszczakowszczina” łaskawie zezwoli), by stworzyć pozory jakiejś „uczciwej” pracy i zasłużyć na przetrwanie.


W

Rosji rozgorzał ponownie spór o pochodzenie człowieka. Grupa kreacjonistów z naukowymi dyplomami, zbulwersowana naukowymi oszustwami, pseudonaukowymi metodami udowadniania ewolucji oraz przyznaniu wciąż nie udowodnionej hipotezie Darwina prawa teorii naukowej, postanowiła tymi samymi metodami naukowymi udowodnić, że to małpa pochodzi od człowieka, a nie odwrotnie. Teraz kreacjoniści będą się zastanawiać jaka rasa ludzka dała początek danej rasie małp. Jeden z naszego rządu już mi pasuje na protoplastę goryli jeśli nie twarzą, to przynajmniej rozumem.


K

toś, komuś zdrowo nadepnął na odcisk. Pewien polityczny konwertyta, który był „delegatem” we wszystkich prawie ugrupowaniach politycznych, a zagrzał dopiero miejsce w swojej ideologicznej kołysce (działanie typu – „Kapitan C. wykonał zadanie”), wystapił w obronie tzw. „autorytetu”. Z kwiecistej mowy poprzetykanej „mięskiem” (zapytanie do IPN – „czy wyście się z chu…m na łby pozamieniali?!”) dowiedzieliśmy się że w tzw. Instytucie działają „małe gnojki”. Skoro tak, to kogo w tym Instytucie zaliczamy do „dużych gnoi”? Tego nie wyjaśnił, a szkoda. Zabełkotał coś jeszcze o szambonurkach, ale jest to chyba „skrót myślowy”, bo sam jest tak rozerwany ideologicznie, że broni wszystkich, którzy tylko mają coś wspólnego z korytem. Ot, taki typowy polski czerwony liberałek. Z tekstów nie wynika, że Kuroń był współpracownikem bezpieki, bo przecież „plenarnego posiedzenia” przyszłego rządu nie można nazwać współpracą, a co najwyżej uzgadnianiem podziału władzy, więc nie wiadomo po co właściwie ten cały szum medialny. Wypowiedział jeszcze dość ciekawe zdanie – „Ludziom, którzy nigdy palcem nie ruszyli, żeby cokolwiek zmienić w PRL, mówi się dziś, że ci, którzy cokolwiek robili dla zmiany Polski, to ostatnie gnoje”. Świetne spostrzeżenie, ale chyba bardziej adekwatne byłoby użycie słowa „goje” zamiast „gnoje”, a jeszcze lepiej „szabesgoje”. Jak się można było spodziewać w obronie Jacusia wystąpił też dzisiejszy, pierwszy ideolog RP, czyli nasz jąkający się „Władymir Iljicz” wałęsianej „S”, też zresztą upoważniony do rokowań, który napisał – „…wszystkim wybaczał, pewnie wybaczyłby także i tym draniom”. Tu się chyba pomylił, bo ta nacja jak żadna inna nigdy nie wybacza, chociaż co innego może mówić. Najbardziej ciekawe jest to, że Jacusia najzacieklej bronią komuchy. Dlaczego? Całość wygląda na „kontrolowany przeciek”, bo przecież w Polsce nie ma już o czym gadać, a kopnięcie w furtkę zawsze wyzwoli jazgot kundli zza płota, a kto choć trochę zna „pochodzenie” naszych polityków, dokładnie wie kto to będzie. I o to chodzi…


P

olicja jest pewna, że wnusio „Piggy” z Sam00brony sam wymyślił porwanie, by nie dostać lania za zbyt późny powrót do domu. Oburzona jest babcia, bo dzieci są prawdomówne, a stwierdzenie o kłamstwie ukochanego wnusia, uważa za policyjną manipulację. Oj, chyba prawda z tym jabłkiem i jabłonią. Sąd też nie chce uwierzyć babci, że podpisy same się podpisały na jej listach wyborczych.


C

oś się musiało stać, bo Partia Obrażonych chce wystąpić z wnioskiem o zmianę Konstytucji w taki sposób, by do naszego parlamentu nie dostawały się – „osoby karane za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego oraz takie, wobec których wydano prawomocny wyrok warunkowo umarzający postępowanie karne w sprawie popełnienia takiego przestępstwa”. Sama inicjatywa jest spóźniona o osiemnaście lat (bo wtedy nie było szubrawców usmiech) i bynajmniej nie chodzi w niej o to, by do organu nie dostali się bandyci, złodzieje i inne indywidua o podejrzanej reputacji, ale przede wszystkim o to, by utrącić ludzi którzy są przeciwni antypolskiej władzy i za to zostali skazani z urzędu, a więc o utrącenie w majestacie prawa prawdziwej polskiej opozycji. Oczywiście jest to (jak zwykle) poparte „życzeniem milionów Polaków”, tyle że nie wiadomo których, bo takiej ankiety jeszcze nie widziałem. Partia Obrażonych ma już także poparcie wodza „czerwonych kapturków”, ale z zastrzeżeniem, że nie wolno robić tego „na pałę”, czyli należy tak skonstruować, by nie utrącić „swoich”. Inicjatywa śmierdzi już z daleka, bo znając polityków, chodzi głównie o to, by zacząc coś majstrować przy samej konstytucji i potrzeba tylko otwarcia furtki, by do niej wleźć. Sam termin postawienia sprawy jakoś dziwnie zbiegł się z rządami PiS, co do których przekonuje się coraz więcej Polaków, bo chociaż powoli ale z uporem zaczynają przekształcać Rzeczpospolitą „obojga narodów” w prawdziwą Rzeczpospolitą jednego, polskiego narodu. Proszę tylko zobaczyć jaka panika ogarnęła byłych esbeków. Jeden założył nawet „kącik porad” w internecie – „jak unikać zagrożeń” (blog niewiniątka z SB o ksywie „ecco53” info ).


N

ajpierw bezkrwawo obalono komunizm i ogłoszono to „cudem”. Owszem, o ile „cud” odczytamy jako skrót – „Całkowicie Udane Działanie”. Następnie rozwiązano PGR-y, z dnia na dzień pozbawiając pracy i płacy miliony Polaków utrzymujących się z „orki” na państwowej roli. Potem wzięto się za robotników. Prywatyzowano zakłady pracy, by w krótkim czasie ogłosić ich upadłość a załogi wyrzucić na bruk. W taki prosty sposób i w krótkim czasie we względnie kwitnącym kraju rozgrabiono majątek narodowy lub sprzedano w obce ręce, a z ludzi zrobiono żebraków grzebiących w śmietnikach. Miliony ludzi przemieniono w stado głodnych wilków gotowych pozagryzać się na wzajem za kawałek chleba lub za byle jakie miejsce pracy. To też był „c.u.d.” na skalę światową. Prosto i w majestacie prawa ustalono kto teraz jest władzą, a kto jest niewolnikiem. Spowodowano masową emigrację „za chlebem” ludzi młodych, tych których zadaniem zawsze była opieka nad starszymi, a starszych którzy własnymi rękami zbudowali swój jako taki byt skazano na powolne wymieranie pozbawiając ich na dodatek opieki lekarskiej. To jeszcze nie koniec planu. Należało zbudować bariery nie do przejścia, by uniemożliwić naukę dzieciom tych, których już wdeptano w ziemię. Postawiono barierę finansową. Zlikwidowano państwowe szkoły wprowadzając na ich miejsce prywatne i płatne, a więc dostępne tylko dla dzieci klasy panującej, czyli tej która ma pieniądze. Przystąpiono do realizacji punktu – niewolnik nie może mieć wyższego wykształcenia. Ostatni przykład to Akademia Medyczna w Poznaniu, gdzie pod pretekstem „poprawy ściągalności opłat” zlikwidowano opłaty w ratach, uderzając w studentów nie pochodzących z klasy „panów”. info  przeczytaj To jest następna część szerokiego planu, który ma zaowocować następnym „cudem”. W znanej mi historii Polski nikt tak jeszcze nie upokorzył narodu polskiego w imię zaplanowanego „cudu”, jak uczynili to władcy z ostatnich osiemnastu lat. Zapalmy więc świeczkę Jackowi Kuroniowi, który może nie „współpracował” ale na pewno wypracował razem z jemu podobnymi ten nasz polski „c.u.d.”, za który został odznaczony przez swój naród Orderem Orła Białego „za zasługi” dla naszego, polskiego narodu.


B

ył rok 1953. W Krakowie toczył się proces grupy „szpiegów amerykańskich” powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. Do władz ówczesnej Polski wystosowano rezolucję, w której napisano – „My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne. Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu – dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej”. W tym procesie trzech księży skazano na śmierć a pozostałych na długoletnie więzienie w tym bp. Kaczmarka. Pod rezolucją podpisało się 53 intelektualistów, a wśród nich jedna pani, która dzisiaj pretenduje do polskiej nagrody literackiej NIKE – pani Wisława Szymborska, „polska” poetka i noblistka, która przyczyniła się do komunistycznej zbrodni.


P

artia Obrażonych zwiera zwieracze przed wyborami i usilnie poszukuje nośnego hasła, które ma być krótkie i zawierające konkretną treść, która ma być kojarzona tylko z nią i wyłącznie z nią. Hasło nie może być długie, bo Polacy mają wstręt do czytania pełnych zdań i z reguły poza pierwszym słowem nie pamiętają nic co było dalej, zupełnie jak z wkuwanymi wierszami ze szkolnych lat. Wybór padł na słowo „Razem”, które jest krótkie, treściwe i przywodzi na myśl skojarzenia dosłownie ze wszystkim – od miłości po zdobycie Berlina. Mnie od razu przyszedł na myśl tytuł pewnego pisemka z czasów, gdy nikt jeszcze nie myślał o „poczęciu” tej partii. Wielu starszych Polaków pamięta jeszcze tamte tytuły i dlatego hasełko z nich złożone powinno zapaść w pamięć przynajmniej do wyborów. Możnaby sklecić coś takiego – „Razem” – z – „Głosem Robotniczym” – po – „Chłopskich drogach” – „Na przełaj” – do – „Trybuny ludu”. Nostalgia za starym musi wygrać. Byle tylko przywódcy nie wsadzili w tło swoich gęb, bo misterny plan trafi szlag.


P

ewna niezależna (tylko z nazwy) telewizja, lansująca „styl” pewnej pani, córeczki stalinowskiego zbrodniarza, ma teraz wprowadzić do studia „styl” jej męża, też synka zbrodniarza z NKWD. Nie wiadomo, czy normalni Polacy zechcą przejąć styl wymienionych, ale akurat ta telewizja nie będzie pytała zwykłego „robola” czy „kmiota” o jego zdanie. Program widać jest skierowany wyłącznie do „władców narodu” oraz „ukłonem w stronę” i formą wdzięczności za umożliwienie zaistnienia stacji u zarania „przepoczwarzania” się naszego kraju z komuny na jeszcze „lepszy”.


I

jak tu nie wierzyć w duchy? W gmachu Akademii Kijowsko-Mohylańskiej musiał się zagnieździć duch Ozjasza Szechtera, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, który natchnął władze uczelni, by przyznały tytuł honorowego profesora uczelni, jego synowi – Aaronowi. Jak zauważył pan rektor – „Jest to dla mnie honor i szczęście, że człowiek reagujący na niesprawiedliwość w swoim kraju i na całym świecie, zgodził się stać honorowym profesorem naszej Akademii”. Wyróżniony odczytał wykład inauguracyjny poświęcony polityce historycznej w Polsce, na Ukrainie i w Rosji, a studenci nagrodzili go oklaskami na stojąco. Fakt, świeżo upieczony profesor honorowy jest człowiekiem reagującym na niesprawiedliwość, bo jak sam zauważył – „żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia stanu wojennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień tych, którzy zginęli”. Sam „profesor honorowy” nie ma też wątpliwości – „…, że Jezus go umiłował”. Ale nade wszystko należy zapamiętać jego własne słowa – „komunistyczna Polska to moja Polska”.


C

o z tą Polską? – zastanawia się bez przerwy jeden redaktor i do dziś „bidulka” nie może uzyskać odpowiedzi. A jest tak – po 11 latach sąd skazując prokuratora, który po pijaku potrącił śmiertelnie pieszego, orzeka że „nie zagraża on praworządności w Polsce” i otrzymuje w nagrodę karę „w zawiasach” mogąć być dalej prokuratorem. Pan z Olsztyna, który wykazał niekompetencję głupiego urzędnika, został skazany za obrazę władzy, a nazwał go tylko delikatnie „ignorantem i pseudofachowcem”. Jeden pan minister wytoczył proces emerytce o pomówienie i oczywiście wygrał, obniżając jej przy okazji „wysoki” standard życia. Inny minister interweniuje w pracę sądu, bo sąd chce zamknąć złodziei, ale problem w tym, że padło na kolegów pana ministra. 1:0 dla ministra, bo sprawę sądowi odebrał. Policja ściga bezdomnego, który w pijanym widzie wypowiedział prawdę o władzy w obecności „władzy”, a na strychu przychodni zdrowia w Poznaniu znaleziono 7 ton gołębiej padliny i jej gówien. Tak na dzisiaj wygląda Polska i nie ma sensu zadawać głupich pytań, tylko stwierdzić po prostu – „do d… z taką Polską”.


P

oniedziałek oprócz „damskiego” wiatru przyniósł nam nową orientację seksualną, a właściwie jej brak. Okazuje się, że oprócz mono, homo, bi, hetero i czort wie jakich jeszcze, są ludzie, którym miłość wisi w przenośni i dosłownie. Do Polski wkracza następna grupa „Aven”, której członkowie nie uprawiają seksu, bo nie sprawia im to żadnej przyjemności. Jest ich na świecie ponoć około 1,5% i postanowili też stworzyć „grupę nacisku” choć nie wiadomo na co ten nacisk położą. Póki co, już uczeni zastanawiają się czy to choroba genetyczna (ciekawe czy jest gen głupoty), lęk przed wysiłkiem czy przyzwyczajenie do słodkiego niecnierobienia w tym zakresie. Sadzę, że od razu zainteresują się nimi pracodawcy, bo w przypadku kobiet odpada im problem macierzyństwa, co już daje oszczędności, a w przypadku mężczyzn odpada „wiszenie” na internecie w poszukiwaniu wizualnych przygód. Nie będą też walczyć o jakieś prawa dla „związku”, bo byłoby to przeciwne z filozofią organizacji. Swoją drogą, jak to jest, że pomimo silnego „odpychania” zdołali się połączyć? Mamy więc kolejny klub samotnych mózgów, bo o sercach nie może być mowy. Ciekaw też jestem, która partia przygarnie ich do swego łona i co im obieca za wyborcze głosy.


J

ak napisało „Życie Warszawy” – „Jeżeli polskie władze nie zajmą się antysemickim Radiem Maryja, powinna interweniować Unia Europejska – ogłosiła potężna organizacja żydowska w USA Liga Przeciw Zniesławieniu” – ta sama która odznaczyła Adama Michnika „za czynienie Polski lepszej” (hehehe). W dzisiejszej Polsce już za samo użycie słowa „Żyd” zostaje się antysemitą, nie mówiąc o tych, którzy pokazują rolę „narodu wybranego” w najnowszej historii naszego kraju. Słowa – „Trwam”, „Maryja”, „Nasz Dziennik” czy „Rydzyk” wywołują alergiczną reakcję wśród „prawdziwych polaków”, a ponieważ sami od lat nie mogą zniszczyć „wrogiej” radiostacji, na pomoc wzywają wszelkie siły (oczywiście swoje) działające poza granicami. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że ojciec Rydzyk z uporem maniaka obnaża działalność „narodu wybranego” w życiu narodu polskiego, szczególnie ukazując ich rolę po roku 1944, a przede wszystkim pokazuje prawdziwy ich rodowód. Pokazuje ich rolę w tzw. transformacji i narodowej zdradzie dokonanej w Magdalence. To dlatego „polski” Kaszebe z „narodu wybranego” rychłej zguby Polski dopatruje się w „moherowych beretach”, a wtóruje mu w tym następny „polak” z Galicji, też o dziwo o tych samych korzeniach. To dlatego wszystkie prawie partie w całkowitej zgodzie prowadzą nagonkę na jedyne radio przekazujące historyczną prawdę, bo od prawicy po lewicę nie uświadczysz w nich Polaka, a tylko wybrańców z „narodu wybranego”. To dlatego trwa bezprzykładna nagonka na Giertycha, bo ośmielił się upomnieć o nauczanie młodych Polaków prawdziwej historii Polski. To dlatego atakuje się PiS, bo popiera toruńską radiostację i uczynił z niej swoją platformę do przekazywania własnych idei, bo tylko w niej może się wypowiedzieć bez „liberalnej” cenzury. To dlatego zajadle atakuje się kościół, bo to jedyna siła, która od wieków pielęgnuje polskość, jest jej ostoją i nauczycielem. To dlatego atakuje się „kaczorów”, bo chcą przerwać ten taniec rządów „narodu wybranego” i ujawnić prawdę o najnowszej „Targowicy”. Jeśli masz chęć i trochę czasu spróbuj policzyć ilu Polaków znajduje się we władzach naszego kraju w samej tylko stolicy. Jeśli wyjdzie ci 5%, to policz dokładniej, bo praktycznie nie przekracza nawet 1%. Wtedy zrozumiesz dlaczego Rydzyk jest antysemitą, a „moherowe berety” to wróg publiczny nr 1.


P

owstał nowy związek hipokrytów pod nazwą „Front Demokratyczny”, którego głównym zadaniem ma być – „zbudowanie frontu demokratycznego sprzeciwu wobec psucia państwa”. Do sprzysiężenia przystąpiły partie, które nigdy nie psuły państwa, a więc SLD, SdPL, Unia Pracy i Partia Demokratyczna czyli dawna Unia Wolności, od której zaczęło się psucie. Skład przypomina dawny Front Jedności Narodu, który już kiedyś prowadził Polskę „świetlaną drogą” i doprowadził do sytuacji, którą starsi na pewno pamiętają – „nasz kraj stoi nad przepaścią i dlatego musimy wykonać krok naprzód”. Kto zna skład tzw. Partii Demokratycznej, to wie że więcej tam komuchów niż „demokratów”, gdyż po dobraniu paru członków zbiegłych z SLD jej oblicze ideologicznie „poczerwieniało” jeszcze bardziej. Dziwne, że w takiej partii znalazł się nawet wnuk Piłsudskiego, co raczej przeczy powiedzeniu o jabłku i jabłoni, chyba że chodzi o przedwcześnie spadłe, sparszywiałe jabłko. Dziadek Piłsudski może się jedynie przewracać w grobie, bo nic już nie zrobi, podobnie jak jego wnusio. Doskonałe są komentarze internautów. info  przeczytaj Na takiej koalicji poznał się nawet genetyczny lewicowiec Ryszard Bugaj, który ten „związek” nazwał oszustwem – „Nie chcemy i nie możemy w jakikolwiek sposób wspierać porozumienia (SLD, SdPl, UP, PD), które jest w istocie kolejną próbą oszukania wyborców” i na znak protestu po raz kolejny opuścił szeregi Unii Pracy.


P

artia zbliżona do chłopskiej czyli Sam00brona ostatnie dożynki uczciła „po bożemu” na mszy w Częstochowie. Zanim jednak dotarła na mszę, zrobiła wprzódy swoje „dożynki” w hotelowej knajpie pod Częstochową, gdzie oczywiście najważniejszym elementem było tegoroczne „żyto” zakąszane pieczywem z ostatniego przemiału. Nie było szefa, bo wyłgał się spotkaniemi, ale wiadomo że nie pije, bo swój „przydział” już przekroczył, co potwierdziła także rządowa medycyna. info  przeczytaj Poselski rytuał wypełniono w 100% – „była wódka, były śledzie, i… też było”. Zapobiegliwi zgarnęli resztki do reklamówek i na kilka godzin przed mszą świetą udali się do Częstochowy. Zważywszy krótki czas pomiędzy ochlajem a przyjęciem komunii nie powinni byli tego robić, albowiem nie wypada zakąszać ciałem pańskim, ale kto by się przejmował takimi pierdołami, szczególnie w tak chrześcijańskiej partii. Najprawdopodbniej członkowie Sam00brony do dziś nie mogą pojąć istoty wiary i stąd te „biez wodki nie razbieriosz”.


C

zy minister zmieni „dórnowate” prawo? Bardzo możliwe, bo jest zaniepokojony późnoletnim spadaniem dojrzałych samolotów. Ostatnie osiem dni zaowocowało nietypowym lądowaniem czterech samolocików podczas których zginęło już siedem osób. Skąd takie zainteresowanie pana ministra? Z pewnością nie chodzi mu o stare samoloty, a tym bardziej o ludzi. Pan minister przejrzał wreszcie na oczy, bo następny samolocik, niekoniecznie zepsuty, może wylądować w gmachu Sejmu lub co gorsza na jego biurku. A to byłby już zamach terrorystyczny i nie pomogłoby tłumaczenie, że „wszystko jest pod kontrolą”. A mnie jest szkoda… lata.


O

dbył się sąd nad Zytą. Sąd uniewinnił, ale jakby od niechcenia zauważył, że w świetle nowej ustawy i tak będzie co najmniej „OZI” czyli osobowym źródłem informacji, co w sumie równa się współpracy, choć na mało eksponowanym stanowisku „plotucha” nie wymagającym (podobno) rejestracji. Premier czeka z jeszcze ciepłym stołkiem, a reszta współczuje mrugając porozumiewawczo okiem. Rozprawa wykazała polską specyfikę sądu lustracyjnego, bo jak w żadnym innym o uczciwości mafii zapewniali sami jej członkowie i trzeba być naprawdę „kopniętym w mózgowie”, by wierzyć w ich chęć mówienia prawdy. Sama instancja powiedziała, że wszystko jest białe, ale już w uzasadnieniu mówiła o czarnym – czyli niewinna, ale na wszelki wypadek wypadałoby rozstrzelać. Zasada „panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek” zadziałała w majestacie prawa i nie mogło być inaczej, skoro wszyscy z tamtej strony barykady zajęli pozycje jeszcze za „czerwonych kapturków”. Wysoki sąd „kochający” III RP musiał wydać głos „przymilający się” IV Rzeczypospolitej. Bezrobocie mamy duże i nie spada…


K

olejnego sensacyjnego odkrycia dokonali szkoccy naukowcy. Przez kilka lat za pieniądze podatników, obserwowali sobie szympansy w Gwinei i dokonali wiekopomnego odkrycia – „Obserwowana przez nich grupa szympansów inaczej zachowywała się na małej drodze, uczęszczanej przez pieszych, a inaczej na ruchliwej dużej jezdni”. Jest to bardzo ważne odkrycie, bo jak sami mówią – „zachowanie szympansów pomoże lepiej zrozumieć sposób, w jaki rozwijała się organizacja społeczna naszego, ludzkiego gatunku”. Czyli aby zrozumieć człowieka musimy dokładnie obserwować małpy i na tej podstawie kształtować Kodeks Drogowy. A głupim żabom z doliny Rospudy trzeba budować przejścia dla pieszych. Ech ta ewolucja… małpiego rozumu.


P

olska „sprawiedliwość” zgnoiła następnego prawego Polaka, który pomagał biednym i bezrobotnym rozdając za darmo niesprzedany chleb. W kraju, gdzie najlepiej ma bandyta, złodziej i polityk, nie wolno być czułym na ludzką biedę i krzywdę.info  przeczytaj To jest zwyczajny skurwysynizm i podłość. Tak upodlić człowieka może tylko kraj, w którym prawo stanowią ci, którzy tak postępują. Taką Polskę „wysmażył” nam między innymi, ten któremu ostatnio tak gorliwie zapalano świeczkę, bo on niewinny.


P

oseł Kroll uważa, że mniejszość niemiecka ma prawo być reprezentowana w Sejmie. Ma pan rację panie pośle, bo na tym ponoć opiera się nasza demokracja. Oczywiście takich reprezentantów nie może być za dużo, bo wtedy polska demokracja zaczyna się chwiać i debaty mogłyby przekształcić się w jeszcze gorsze niż dziś pyskówki, a i nie wiadomo czy nie doszłoby do mordobicia. Nie może być was za dużo, bo pewnego dnia moglibyśmy się dowiedzieć, że to my, Polacy, rozpętaliśmy drugą światową i odpowiadamy za gehennę Niemców, co już dziś udowadnia niejaka Erica. W Sejmie powinny być także reprezentacje Ukraińców (Kaszuba już mamy) i innych mniejszości, które na siłę zaliczyliśmy do Polaków, a które mają i pielęgnują swoje narodowe tradycje. Tak być powinno, ale nie będzie. A czy ktoś wie, dlaczego w polskim Sejmie nie ma mniejszości żydowskiej? Hehehe…, bo jest większość. Gdyby była mniejszość, to Polska już dawno byłaby Polską.


A

propos większości mniejszości. Czy zauważyliście coraz większą ingerencję diaspory w wewnętrzne sprawy Polski? Nie dość, że plują na rząd i prezydenta z każdego miejsca, to już zaczynają nam wybierać prezenterów radiowych. Za oceanem, u dzisiejszego, największego przyjaciela Polski, szum podnoszą wszelkie mniejszości wielkiego Syjonu, a w tym Liga Przeciw Zniesławianiu (ta sama, która odznaczyła syna swojego narodu oddelegowanego do naszego narodu, za wzorowe wykonanie zadania), że redaktor Michalkiewicz, który pracował w „antysemickim” radiu Rydzyka, wydaje teraz głos w ogólnopolskiej „jedynce”. Jeżeli redaktor nadal będzie „w eterze”, to oni uruchomią nawet Brukselę, by nałożyła restrykcje. A może zmniejszenie limitu połowu dorsza, to wstęp do działań na większą skalę? Krowom już przykręcono zawory na mlecznych gruczołach. Do zamknięcia mamy jeszcze trzy stocznie, a do spieprzenia została jeszcze polska energetyka i przemysł naftowo-gazowy. Panie Michalkiewicz, czy pan chce zniszczyć Polskę?


W

ładza popełnia błędy. I nie chodzi o błędy, które popełnia na codzień, bo do nich już przywykliśmy. Chodzi o błędy, które mogą mieć wpływ na rządy w Polsce. Pierwszy – to umieszczenie opozycji w samolocie rejsowym do USA. Panie premierze, chcąc choć lekko obezwładnić opozycję należy im umożliwić przelot rządowym Tupolewem, a samemu lecieć rejsowym. Czy nie widzi pan, że ta słynna marka ostatnio zaczyna upadać i to dosłownie? „Jeśli pragniesz mojej zguby, w Tupolewa wsadź mnie luby”. Prawo Murphy’ego jest nieubłagane i szkoda, by padło na pana. Drugi błąd chcą popełnić „centusie”, bo chcą wybudować metro pod miastem Kraka. Ja rozumiem, że powstanie dużo szybciej niż w stolicy, co chcą udowodnić, ale niebezpieczeństwo przeniesienia stolicy jest wtedy bardziej realne. Czy po to męczył się Turnau z Sikorowskim śpiewając „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”? Zresztą „róbta, co chceta” jak głosi jeden owsik. Kto ma pszczoły ten ma miód, a kto władzę ten ma smród.


Ł

ódzki sąd uniewinnił dwóch chirurgów oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci 11-letniego chłopca. Zdaniem sądu nie było podstaw, aby skazać lekarzy, chociaż „popełnili błąd w sztuce nie podając chłopcu na czas antybiotyków mimo, że przyjęto go do szpitala w ciężkim stanie”. Czyli popełniono morderstwo w majestacie prawa i nauki poprzez zaniedbanie sztuki lekarskiej, ale nie ma winnych. Gdyby operowali bandziora, który ma zostać skazany za popełnione morderstwo, operacja musiałaby się udać, bo na ręce patrzyłoby wiele oczu, a w tym i prokuratora, który z pewnością skazałby bandytę na dożywocie. Dożywocie zaś, to śmierć, ale poprzez długie życie w doskonałych, choć więziennych warunkach. Skoro nasi lekarze są tacy „wspaniali”, czy nie warto się zastanowić nad sprytnym ominięciem przepisu o zakazie wykonywania kary śmierci? Mamy przecież doskonałych „fachowców”, którym czasem może nie wyjść.


P

an prezes Narodowego Banku Polskiego, znany krajowemu ogółowi jako prof. Leszek Balcerowicz, powiadomił komisję sejmową ds. banków poprzez jedyną jeszcze dobrze działającą pocztę radiowo-telewizyjną, że nie stawi się na jej wezwanie, bo ona może mu naskoczyć. Pan prezes obraził się, że jakieś poselskie „zero” śmie wzywać jego, pana polskiej złotówki, na jakieś przesłuchanie, co jemu osobiście w głowie się nie mieści. Tak więc dał nam doskonale do zrozumienia, że oprócz służb specjalnych, do organizacji ponad narodowych, a więc takich, które nie podlegają Sejmowi i rządowi RP, należy także jego prywatny bank nazwany dla niepoznaki „narodowym”. Jest to, jak się wyraził, jedna z form obrony naszego pieniądza. Swoje uzasadnienie „władca złotego” przedstawi na piśmie dwojgu byłym prezydentom i ewentualnie dziś panującemu. Jak widać nasze pieniądze należą do narodu, tyle że do narodu wybranego, co pan prezes łaskawie przemilczał, nie chcąc nas widać denerwować. I wy panowie z komisji też nie denerwujcie pana Leszka, bo złotówka poleci na zbity pysk.


P

olskiemu detektywowi „tysiąclecia”, aresztowanemu w lipcu tego roku, sąd zajął majątek na poczet kary w wysokości 100 tysięcy złotych. Gościu ochraniał mafię paliwową, która nakradła ponoć za ponad 400 milionów, a on sam nachapał z tego około 3 milionów. Ciekawe, co mu zajęli? Sam posiadał zegarek wart 180 tysięcy, nie mówiąc o reszcie. Dlaczego z położeniem łapy na majątku czekano aż dwa miesiące? Chyba dali mu czas na sprzedaż albo upchnięcie po rodzinie. Jak widać „Prawo” jakoś działa, ale „Sprawiedliwości” wcale nie widać.


W

miejscowości Pawszino pod Moskwą, w zakładzie uzdatniania wody nastąpił wybuch. Są ofiary. Odpowiednie służby wykluczyły zamach terrorystyczny i nie wiadomo co wybuchło. Woda w żadnej postaci raczej nie wybucha, więc może… Radziecką tradycją jest, że w fabrykach traktorów budowano doskonałe czołgi, samoloty wylatywały z fabryk lokomotyw, a w Tule w fabryce samowarów produkowano „tetetki”. Swego czasu radzieckie gazety opisywały jak to nad Ussuri Chińczycy ostrzelali radziecki traktor. Traktor jak przystało na radziecki odpowiedział z czterech luf i odleciał. U nas też już można zobaczyc podobne „anomalie”. Firma Wifon, kojarząca się z produkcją muzyki, produkuje proszkowe zupy, gdzie wszystko masz w… zupie.


C

zytając codzienne wiadomości zaczynam się zastanawiać kto rządzi w tej IV Rzeczypospolitej. Minister Obrony poleciał sobie do USA polatać zakupionym zabytkiem dla polskiego lotnictwa, a politykę obronną usiłuje prowadzić minister rolnictwa. Krajowi rolnicy czekają na pomoc po suszy, ale pierwszy „orczyk” RP zajmuje się polskim kontyngentem do Afganistanu. Może pamięta ze szkoły, jak „przyjaciel” Polski, wysłał na Haiti 6000 naszych legionistów, skąd powróciło tylko 300? Może, ale niech lepiej patrzy ilu pozostanie mu rolników po jego rządach. Pierwszy MONiek kombinuje jak założyć w Polsce Guantanamo-bis. Będzie to już druga baza, do której rząd nie będzie miał dostępu, bo pierwsza to NBP, gdzie Polska nie prawa do kontroli ale za to ma Unia Europejska. Lesio Monetarysta już wzywa na pomoc zagranicę, ale póki co uzgadnia zeznania z Janem Krzysztofem, bo mogą się przydać przed komisją sejmową. Odnoszę wrażenie, że krajem nie rządzi nikt, bo wszyscy czekają na wybory terenowe. Czyli po staremu. Z wyborów nie wyniknie nic (oprócz zmian u koryta) i znowu będzie królował marazm gangokracji do następnej zmiany. Jak na razie tylko Ziobro coś działa, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.


W

dniu 17 września mija 67 rocznica agresji bolszewickiej na Polskę, która przypieczętowała IV Rozbiór Polski i zapoczątkowała ponad półwieczną sowiecką okupację. Do dzisiaj w historii nauczanej w szkołach jest to określane jako „wkroczenie” wojsk radzieckich, co jest nie tyle delikatną pomyłką ale ordynarnym kłamstwem serwowanym nam od wielu, wielu lat. Zadbali o to napierw komuniści, a potem rządy ponoć już wolnej Polski. Okupacja bolszewicka zaowocowała może mniejszą liczbą ofiar niż po stronie niemieckiej, za to większym bestialstwem i okrucieństwem. Komu zależy na tym, by pomniejszać znaczenie tej (zd)radzieckiej agresji? Kto w dalszym ciągu tak kocha wschodniego sąsiada i boi się go drażnić? Czy przypadkiem nie zawdzięczamy tego Wałęsie, Kuroniowi, Michnikowi, Geremkowi, Kwaśniewskiemu i im podobnym? Nie trudno zauważyć, że Rosja pod rządami generała KGB wcale się nie zmieniła na lepsze. Każdy braterski uścisk Rosji z Niemcami zawsze zgniatał Polskę. O tym należy zawsze pamiętać, bo od żadnego z nich Polska nie doznała niczego dobrego. 17 września pamiętajmy nie tylko o pomordowanych w Katyniu, Charkowie, Miednoje czy Bykowni. Pamiętajmy o wielu setkach tysięcy mordowanych w domach i w drodze na Syberię, do Kazachstanu i innych miejsc w głębi Rosji. To jest nasz, polski obowiązek, bez względu na to kto nami rządzi.


Tylko dziennikarze prasy brukowej budzą wśród Brytyjczyków mniejsze zaufanie niż zawodowi politycy – wynika z sondażu Ipsos MORI.

N

a Węgrzech zamieszki. Co prawda nie tak duże jak w 56-tym, ale rząd użył policji do ich stłumienia. Powodem było wystąpienie premiera który oświadczył – „Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. […] Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni. Kłamaliśmy rano i wieczorem. […] Nie mieliśmy wyboru, ponieważ spieprzyliśmy gospodarkę, i to nie tylko trochę, ale bardzo” i zapowiedział zaciśnięcie pasa, oczywiście na brzuchach obywateli, a nie rządu. Tego Węgrzy nie wytrzymali i ruszyli w Budapeszt, paląc po drodze samochody i gmach telewizji. Nasi komentatorzy nie widzą błędu rządu węgierskich komuchów, a tylko załamanie węgierskiej gospodarki albo życie ludu ponad stan. Unia Europejska uznała to za wewnętrzną sprawę Węgier i „przynajmniej dzisiaj nie podejmie żadnych działań”. Miłe to, ale z ukrytą groźbą – ruskich u was nie ma, ale my mamy NATO. Węgrzy nie rezygnują. Po nocnym stłumieniu zamieszek już zwołują się na następny wieczór. Polacy jednak są cierpliwym narodem, bo nas okłamują nie od czterech ale od osiemnastu lat, a my nic. W roku 1956 Węgrzy wzięli z nas przykład. Dziś mamy 2006 i może teraz należy popatrzeć na bratanków? U nas na razie spadła tylko złotówka. Szkoda…


W

październiku 1986 roku kapituła amerykańskiej RFK Human Rights Award postanowiła uhonorować trzech ludzi z dalekiej Polski: Adama Michnika, Zbigniewa Bujaka i ks. Jerzego Popiełuszkę (pośmiertnie). 20.10.1986 New York Times pisał: „ojciec Popiełuszko został pośmiertnie współlaureatem nagrody im. Roberta F. Kennedyego za obronę praw człowieka. Wyróżnienie warte 40.000 dolarów amerykańskich przyznano jeszcze dwóm Polakom: ideologowi Solidarności Adamowi Michnikowi i liderowi struktur podziemnych Zbigniewowi Bujakowi”. Tyle tylko, że rodzice ks. Popiełuszki nie zobaczyli z tej nagrody nawet złamanego centa, a wtedy w przeliczeniu na „nasze” była to suma około 800 tysięcy zł.info  przeczytaj Śledztwo dziennikarskie przeprowadził już wtedy red. Andrzej Gelbert z Tygodnika Solidarność. Bujak zapowiedział, że go zniszczy jeśli nie przestanie się tym interesować, a łeb sprawie ukręcił naczelny TS, a był nim nie kto inny tylko Jarosław Kaczyński. Sam Bujak przyznał agencji Videofact zainkasowanie 20 tysięcy dolarów, i chyba logiczne, że drugą połowę musiał „pobrać” Michnik. Dzisiaj ci pospolici złodzieje nadal pouczają nas co to godność i etyka, a rodzice księdza nadal nie ujrzeli przyznanej nagrody dla ich syna. Może dlatego, że ks. Popiełuszko był Polakiem?


N

o i mamy to, co było do przewidzenia. Do całkowitej impotencji rządu już niedaleko. Zwyczajny kmiot chce być królem, ale nie potrafi zrozumieć, że rządzić może tylko jeden, a nie dwóch naraz. Panisko na razie nic nie robi, tylko panoszy się z dworem po całej Polsce i przez parę godzin potrafi przepuścić całą obiecaną pomoc dla rolników. Ciekawe jaki będzie scenariusz najbliższych dni. Na samorozwiązanie Sejmu nie ma co liczyć, bo żadna świnia z własnej woli od koryta nie odejdzie. Opozycja bardzo konstruktywnie ciągnie Polskę na dno. Wypadki na Węgrzech spłyneły po całym tałatajstwie jak woda po gęsi, bo uspokojono ich tym, że to tylko chuligani, a nasza policja jest lepsza od węgierskiej. Jedyna możliwość to wyrzucenie warchoła z rządu, ale kto w jego miejsce? Arbuzy z PSL? Komuchy? Gulasz po węgiersku już zaczyna pachnieć.


J

eżeli ktoś miał nadzieję, że obecnemu rządowi chodzi o Polskę, to już chyba nie powinien mieć złudzeń. Rozpoczął się „survival” dla dzisiejszej opcji politycznej. Arbuzy liczą głosy sejmowe i jeśli będzie choć cień obawy, że Sejm może zostać rozwiązany, to natychmiast przystąpią do koalicji. Tworzy się już jak w poprzednej kadencji ugrupowanie „zlewek” sejmowych, którym wystarczy coś obiecać, a będą głosować rękami i nogami za sponsorami. Większość w Sejmie już ma strach w oczach przed spłacaniem zaciągniętych pożyczek i widmo codziennej nędzy. Jak z tego widać nie będzie samorozwiązania, bo nie leży to w interesie żadnego darmozjada. Chyba następne cztery lata trzeba będzie zapisać po stronie strat.


S

tało się, co stać się miało. Wielki polski „artysta” Endriu Warchoł wypadł z gry. Z dnia na dzień z pierwszego orczyka RP stał się zwykłym orczykiem. Partia zamordyzmu, wzorowana na łukaszyźmie białoruskim, też zaczyna się rozlatywać, aż wódz musiał sięgnąć po „wunderwaffe”, czyli po weksle dyscyplinujące. Z tym też może mieć kłopoty. Jedni mówią, że to bezprawie, a inni już szykują proces o zwrot niezapłaconego podatku VAT od każdego weksla, czyli ponad 100 tysięcy od każdego partyjnego łba. Jak na razie „firer” bawi u swojego kolegi Aleksandra na Białorusi i ładuje swoje podupadłe źródło zasilania. Już raz panisko za pieniądze podatnika popijał w Chinach żeń-szeń, na służbowej ponoć wycieczce (szukał rynku zbytku), a teraz co trochę znika za wschodnią granicą. Czym za młodu skorupa… Widać w Polsce nie ma z kim pogadać, bo nawet piękna Piggy zaczyna się usamodzielniać (ponoć z pomocą Edgara) i wzorem pierwszego niekomunistycznego (hehehe) prezydenta do polityki wkręca całą rodzinę. Co jest fajne, to to, że PiS znowu przypomniał sobie o kłączach Sam00bronki i znowu chce badać, czy partia chłopskich blokersów nie ma esbeckich korzeni. Hasło rewolucji francuskiej „kto nie jest z nami jest przecieko nam” doskonale działa na polskiej ziemi. Reszta po staremu. Lekarze piją, kierowcy chlają i coraz więcej pijanych prowadzących dzieci.


S

zanowny Pan metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski skrytykował ks. prałata Henryka Jankowskiego, który ujawnił nazwiska tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, w tym księży. Według niego, w interesie każdego z duchownych leży to, by oczyścić się z zarzutów. Po pierwsze, który TW dobrowolnie się przyzna, a po drugie, to może już czas, by Pan metropolita powiedział nam wszystkim, jaka była jego rola przy okrągłym stole? Co On zrobił, by wtedy nie dopuścić do zdrady narodu? Może dlatego tak konsekwentnie broni kapusiów?


K

miot kopnięty w dupę jest straszny i żywemu nie przepuści, dopóki się nie zemści. Teraz wiemy czemu przewodniczący zniknął. On z „bratniej” Białorusi kieruje operacją „Pisiorgate”. Podsłuch to już przeżytek, on poszedł z duchem postępu – na podsłuch z podglądem. Zadanie otrzymała piękna Piggy, bo jak umiała sfałszować swoje wybory, to powinna też umieć zaintrygować ku chwale Sam00brony. W pokoju hotelowym umieściła kamery (sprzęt i pomoc techniczną otrzymała od założycieli partii) i problem polegał tylko na tym, jak do pokoju zwabić jakiegoś znacznego „pisiorka”. Ale od czego słynne „kurwiki” i perfumy „Yellow Ovies”? No i dał się nabrać taki jeden z wyższej półki. Ciekawe czego oczekiwał po takim spotkaniu. Chłop się naobiecywał stanowisk, bo myślał, że to gra wstępna, ale Piggy była zimna, bo termin gonił i telewizja „niezależna” czekała na taśmę. No i „pisiorek” wyszedł na tym, jak tych trzech Czechów – Nepopil, Neporuchal i Smutny. Na to wszystko premier schował się do mysiej dziury, a ci co zabierają głos są tak żałośni, że przy nich komuchy za księcia Leszka Czerwonego, to półtora Urbana. Jak widać, zabawy sejmowe za nasze pieniądze weszły już na wyższy technicznie (czyli droższy) poziom. Scenariusz na przyszłość? Sejm się rozwiązuje, PiS przegrywa wybory, zwycięża Platforma Obrażonych, czyni koalicję (z kim? wiadomo) i dalej… powtórka z rozrywki, ale już z IV RP w konstruktywnej opozycji. Jak na razie do plusów można PiS-owi zaliczyć uświadomienie Polakom, że ich banki są w rękach Bucholtz’ów, Blumenfeld’ów, Grundbaum’ów i im podobnych. Może jednak spróbować tego gulaszu po węgiersku? Póki nie zginęła…


Jeśli wyjeżdżasz do Wielkiej Brytanii, to roztargnienie zostaw w Polsce. Nasz rodak przez zapomnienie zostawił plecak w londyńskim autobusie. Był strasznie zmartwiony, bo w nim miał połowę dobytku. Za tydzień otrzymał zawiadomienie, by zgłosić się po plecak na policję. Wszedł radosny, ale mina mu zrzedła, gdy oprócz plecaka wręczono mu rachunek na 50 funtów. Za co te 50 funtów? Za użycie plutonu saperów – usłyszał w odpowiedzi – i niech się pan cieszy, że nie wysadzili go w powietrze, bo to 100 funtów więcej.

P

rasa, radio i polskie szkło (czyli telewizja) zgodnie uderzyły w dzwon trwogi, że Polacy już poszli „węgierską” drogą. Jaja sobie robią, bo pod Sejm przyszło raptem stu młodych czerwonogwardzistów z plemienia Czerwonych Kapturków, a telewizja pokazała jedną kukiełkę na opał i parę namiotów na eksploatację cewek moczowych, jako protest całego narodu. Jest prawdą, że jedna „Barbie” o inteligencji ZOMO-wca zrobiła w balona wytrawnego ponoć polityka, ale też jest i faktem, że tokujący „pisiaczek” okazał się zwykłą trzodą, gotową zapłacić za leperowy weksel (z państwowych oczywiście) i „przymulić” jej kryminalne sprawy, byle tylko przeszła na ich stronę. „Rewolucja moralna” okazała się czekiem bez pokrycia, co było do przewidzenia znając nasze „steropianowe elyty”. Całość wygląda na dobrze sterowaną zadymę, ale co lub kogo ma ten dym zasłaniać? Prawdopodobnie byłego pierwszego „orczyka” RP, który zaraz po detronizacji udał się za wschodnią granicę. Po co? Złożyć sprawozdanie mocodawcom? A może po następne nauki i wskazówki? Jakoś tym nie interesują służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa, co jest raczej dziwne. Jak widać jest obojętne, która z dzisiejszych partii wygrywa wybory, bo na wiejskiej i tak zawsze czuć aromat trzody.


B

ędziemy mieli nową partię o swojsko brzmiącej (ale kulawej) nazwie PZR czyli Polska Zdrowego Rozsądku. Zakłada ją nie kto inny, jak były pierwszy niekomunistyczny (hehehe), a do pomocy zawezwał swojego najlepszego polityka wśród szoferów – kapitana Miecia. Główne hasła, to „Nie o take my walczyli”, „Ręce precz od mojej Polski” i „Razem z Mieciem kaczki zmieciem”. Kpt. Miecio liczy na duże poparcie partii, bo codziennie studiuje sondaże w Trybunie Wyborczej i wnioskuje, że większość Polaków związanych z Czerwonymi Kapturkami jest przeciwna obecnemu rządowi. Już ich stratedzy planują połączenie z Platformą Obrażonych i Arbuzami, co ma „rozjechać” PiS. Już nie wystarcza synuś jako wtyczka i na kolację codziennie zjeżdża do Lecha, niekoronowany król Kaszub – jego wysokość Donald Pierwszy, a to znak że Sejm niedługo musi podwyższyć diety dla posłów, bo na swoim nie mogą wyżyć. Już chodzą słuchy, że jak wygrają to zmienią nazwę stowarzyszenia na Polską Zdrową Partię Rozsądku, a to już brzmi bardziej swojsko i „przyjaźnie”. Ma być także amnestia dla „niewinnie” skazanych z książęcej drużyny Leszka Czerwonego. Wraca nowe?


A

jednak zabolało i to mocno. Nie wiem, czy tego chciał PiS, ale być może się spodziewał, że rozwiązanie WSI skonsoliduje zainteresowanych. Gdyby sądzić tylko po wypowiedziach, to widać że nasze „SS” (służby specjalne – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) nie miało wtyczek chyba tylko w Burkina Faso. Dobrze byłoby poznać „korzenie” tych wszystkich „niezależnych” telewizji, stacji radiowych i poczytnych tytułów prasowych. Ponoć teorie spiskowe są wyssane z palca, ale jak się dobrze przyjrzeć naszej Rzeczypospolitej, to nie jest aż tak niemożliwe. Nawet dzisiaj prasa podała, że pod WSI przyszło 200 agentów (chyba nieświadomych, że już nie pracują) i zaczęło paplać, że Macierewicz szukał tylko dziennikarzy pracujących dla wsi. Oczywiście żadnych nazwisk, żadnych zdjęć, żadnych nagrań bo „tajne specznaczenia”. Podano tylko, że to kobieta miała odwagę mówić. Z rachunku wynika, że banitów powinno być conajmniej 1400 i powinni już organizować demonstrację. A jakie wypowiedzi polityków… A ilu głos zabrało… Jak by nie patrzył, coś za dużo „uczciwych i bez skazy”. Oczka rozbiegane, szczęki opadłe, blady strach na twarzach, ale jeszcze walczą. Prym wiodą dwie bratnia partie – Platforma Obrażonych i Czerwonych Kapturków – a więc najbardziej uczciwe. PO w pierwszej linii wystawiła zaprawionego w „walce z komunizmem” byłego posła specjalnej troski, a dziś senatora, znanego jako TW Leopold (ten, co chciał wysadzić Lenina z Poronina, ale zapomniał zapałek), który od czasów ZChN pluje na wszystko i na wszystkich, byle w zasięgu śliny. A wszystko przez to, że nie wypalił traktat „Trzech Orłów”, tym razem dwóch czarnych z jednym białym i rozpieprzono mafię paliwową, a już zabrakło ropy na stacjach WSIorlenu.


W

„Gazecie Polskiej” ukazał się reportaż o powiązaniach sekretarza programowego TVN, długoletniego współpracownika polskich „SS” (służb specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) od czasów PRL z pewnym generałem, który był „doradcą” Sam00Brony i jednocześnie związanym „więzami krwi” z polskimi „SS” (służbami specjalnymi – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości). Wniosek nasuwa się sam, że operacja odwetowa w wykonaniu rodzimej „Maty Ovies” była najzwyklejszą prowokacją, w której pierwsze skrzypce odegrały media wspierane i popierane przez „służby trzymające wszystko”. Teraz po likwidacji WSI, niektórzy byli pracownicy już zapowiadaja odwet przy pomocy własnego „IPN”. Nie dziwi i nie zaskakuje. Pomału zaczyna się wszystko klarować. Platforma Obrażonych lgnie do Czerwonych Kapturków i nowej „PZ(P)R” pod kierownictwem starej i „dobrej” władzy, a cichą „pomoc” zawsze zaofiarują „demokraci” i „arbuzy”. Całością będą koordynować ci sami, co do tej pory (chwilowo bezrobotni). Jeżeli teraz PiS przegra, wejdziemy znów w epokę komuny różniącą się od poprzedniej tylko nową „facjatą”, nazwą, innymi hasełkami i lepszą techniką.


N

asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent ma bardzo wielkie zaufanie do polskiej medycyny, a w zasadzie do jej czynnika wykonawczego (o który tak bardzo zadbał), że zabieg na sercu zamówił sobie aż w Mediolanie. Operacja się udała, pacjent niestety żyje, tyle tylko że nie wiadomo co mu podano w narkozie, bo po przebudzeniu, ale chyba jeszcze w pomroczności jasnej, rzekł – „Już czuję się lepiej, wienc chyba ruszem do boju i odbijem to wszystko, co kretyni porozwalali. Jak tylko wróci do mnie zdrowie to ja ich ustawie… mam energie, nie mogie sie utrzymać”. Może to tylko pomyłka w diagnozie, bo powinien przejść raczej operację mózgu, ale na zachodzie „nasz klient nasz pan” i robią tylko to, co klient sobie życzy. Teraz trzeba czekać tylko na oświadczenie nowego KC Partii Chorego Rozumu, ale taka partia być może nie powstanie, bo całkowicie wybudzony, „były” powiedział – „W dobie komputerów powinniśmy mieć partię, która odpowiada tej epoce. Żadna platforma, żaden PIS, tylko coś z prawej, coś z lewej, coś umiarkowanego, coś populistycznego, coś dla proletariatu…”. Czyli trochę gliny, trochę łajna… Takie polskie „all in one”. Być może powstanie nowe stowarzyszenie liberałów, libertynów i jewrejskiej neokomuny „Czerwone Czerepy”?


W

kraju rozwiązano już filię GRU, ale widać że wymknęła się jedna jego komórka. BORowiki znowu strzelili „flagowego” babola i na przyjazd gościa ze wschodu wywiesił flagi dla gościa z południa. Analfabeci, sabotażyści czy polityczni daltoniści? To już drugi błąd tej „formacji” i teraz chyba zamierzony, by ośmieszyć prezydenta RP. Podobno gość „dyplomatycznie” nie zauważył, ale znając życie, stacja telewizyjna „WSI-24” na pewno udostępni nagranie dla kremlowskich „przyjaciół”. Jak widać „faceci w czerwieni” są jeszcze wszędzie i działanie „facetów w czerni” musi jeszcze potrwać. Deratyzacja to dłuższa i skomplikowana operacja.


T

rzeba było osiemnastu lat rozpieprzania Polski, by jeden z politologów Uniwersytetu Warszawskiego raczył zauważyć, że „partie chcą władzy, a nie dobra kraju”. A w rządzie konsternacja. Pierwszy kmiot Rzeczypospolitej wszedł do kancelarii premiera, wbił dwa nagie cepy w donicę ze sztucznym drzewkiem i rzekł – chce nazad do koalicji. O co tu chodzi? Prawdopodobnie dostał „zjebkę” od mocodawców z rodzimych „SS” (służb specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), że rozwalił misterny plan obalenia rządu i ma to zrobić jeszcze raz w terminie późniejszym i dokładnie według instrukcji, ale już bez superszpiega Maty Ovies. PiS liczący tylko głosy w „Wysokiej Ciżbie” może się na to zgodzić, bo nie ma praktycznie większego wyboru. Liga Pana Romana uwielbia Sam00bronę, ale nie cierpi Arbuzów. Tak samo obszarnicy z partii Arbuzów nie lubią małorolnych kmiotów leperszcziny. Platforma Obrażonych kocha tylko siebie oraz Bolka i Lolka, ale puszcza oko do Czerwonych Kapturków i przechrzczonej komuny z Mumii Wolności. Sejmowe „zlewki” to mienszewizna, używana tylko na zasadzie korka do nadpitej flachy. Jak by nie liczył, zawsze wyjdzie za mało. Z tego widać, że egzystencja narodu jest uzależniona nie tylko od miłości międzypartyjnej, ale także od współpracy „warchoła” z „chamem”. Jeśli PiS zgodzi się na drugą próbę współpracy, to za parę miesięcy kmiot znowu zabierze swoje cepy i pójdzie na skargę do Czerwonych Kapturków albo do Łukaszysty.


M

iał być gulasz po wegiersku, a wyszła mizeria. Polskie „szkło” niezależne (ale zawsze na usługach) dwoiło się i troiło by pokazać, że na wiecu Platformy było mnóstwo „donaldystów”, a na wiecu PiSu trochę więcej niż przy panu Romanie, ale dużo mniej niż POkemonów. Że pod Donaldem zebrały się same prężne, młode członki – przyszłość narodu, a u Jarosława zmęczeni „moherowcy” z różańcami, jako schodzące społeczeństwo. Jedna tylko stacja TV miała odwagę powiedzieć, że to tylko na wiec PiSu zjechały delegacje z całej Polski. Czyli nie jest źle. O ile na zgromadzeniu „donaldystów” widać było tylko ludzi myślących telewizorami i „gie-wu”, to do „kaczora” zszedł się cały przekrój dzisiejszej Polski, którzy widzą, że coś się zaczyna dziać w polskim bagnie i takie działanie popierają. Na zakończenie pan Donald teatralnie zakrzyknał – „panie Kaczyński, tu jest Polska!”. Co zatem chciał przekazać Samuel Johnson, mówiąc – „Patriotyzm jest ostatnim schronieniem łajdaka”?


J

eśli historyk chce przekazać prawdę nazywa się go elegancko kontrowersyjnym, ale jeśli chce mówić prawdę o narodzie wybranym wtedy bez ogródek nazywa się go antysemitą. Podobnie jak bogatego nazywamy ekscentrykiem dopóki nie straci majątku, bo wtedy zostaje zwykłym idiotą. Rządy Polski od końca wojny konsekwentnie ukrywają prawdę o Żydach i ich roli w rządzeniu naszym narodem, z pewnością dlatego że chronią samych siebie i swoich przodków. Powojenną „bermanowszczyznę” po tzw. transformacji zastąpiono „szechteryzmem” reprezentowaną na forum Europy przez „lewartowszczyznę” i jest ona obecna na wszystkich kawałkach ziemi pod biało-czerwoną flagą. Ostatnio dała znać o sobie w amerykańskim konsulacie, gdzie pod naciskiem żydowskiego lobby w USA (Komitet Żydów Amerykańskich i żydowska Liga Przeciw Zniesławieniom) odwołano odczyt amerykańskiego historyka Tony’ego Judta (też pochodzenia żydowskiego, ale tego innego, złego), pod pretekstem że przesłanie, które zamierzał przekazać Judt w planowanym odczycie, „miało być całkowicie sprzeczne z całym duchem polskiej polityki zagranicznej”. info  przeczytaj Oznacza to, że nasz nowy rząd działa dokładnie w starym stylu. Czyli mówiąc poprawnie – jest spadkobiorcą i musi pielęgnować „dobre, polskie” tradycje.


Zmarł Marek Grechuta, drugi Niemen mojej młodości.

G

eniusz współczesnej nauki sięga zenitu. Francuscy naukowcy dokonali wiekopomnego odkrycia. Badania i eksperymenty trwały 17 lat i zakończyły się pełnym sukcesem. Zespół naukowców pod kierownictwem profesora Jean-Jacquesa Papu ogłosił, że Ponad wszelką wątpliwość udało się udowodnić, iż przyczyną starzenia się komórek żywych organizmów, w tym organizmu ludzkiego jest upływ czasu. Czyli krótko mówiąć, starzejemy się z wiekiem. Odkrycie to wstrząsnęło naukowym światem i rozwiało ponad wszelką wątpliwość mit o życiu wiecznym. usmiech Ileż to pieniędzy wyrzucono w błoto…


P

olskie bagno polityczne zaczyna się gotować, a na powierzchnię zaczynają wypływać coraz większe brudy. Coraz więcej „niewinnych” lewaków trafia za kraty i oczywiście jest to polityczna, a nie kryminalna sprawa. Lwica lewicy, podobnie jak jej małżonek także już przeszła na solidną, więzienną dietę. info  przeczytaj Wyglada na to, że Polska musi natychmiast zacząć budować drogie więzienia, a nie tanie mieszkania. Największy jednak smród powiał z otwartej szafy płk. Lesiaka. Dziś już wiadomo, że stary esbek znalazł pracę w nowych „SS” (służbach specjalnych – wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) dzięki wstawiennictwu nie kogo innego jak… Jacusia Kuronia, jako wyraz wdzięczności za niezakładanie mu kajdanek podczas aresztowań (a może w nagrodę za „negocjacje”?). Na usługach Lesiaka była także słynna Anastazja P., której zadaniem było sprawdzanie siły wzwodu u męskiej części prawicy, a która przeegzaminowała między innymi posła „specjalnej troski” – TW Leopolda. Prawicę inwigilował też niby prawicowy Konstanty, syn „czerwonego Alfreda”.info  przeczytaj Swoją drogą jak tatuś mógł stać tak wysoko w PZPR, skoro synuś „zwalczał” jego formację? Rodzinne wychowanie musiało zostać w Konstantym, bo jeszcze nie widziałem, by z wiadra czerwonej farby ktoś wyjął czyściutką, białą koszulę. Podobnie także zwalczał „swoich”, wysoko dziś postawiony POkemon,info  przeczytaj zwany delikatnie „bajarzem ludowym” oraz jego pryncypał – premier w spódnicy (dzisiaj odbywa „pokutę” w Watykanie). Po roku odnaleziono też klucz do sejfu byłego „prezia”. Całe dwie kadencje bawił się w „biały wywiad”, bo znaleziono mnóstwo wycinków prasowych z afer z jego udziałem i jego damy. Widać kombinował o czym już wiedzą, a o czym jeszcze nie. Syf i malaria. Księdzu Isakowiczowi znowu zamyka się usta. Kardynał Dziwisz robi to z uporem godnym lepszej sprawy, a sam prymas nazwał księdza „nad-UBekiem”, co jest więcej niż obrazą księdza. Książka też nie wiadomo, czy się ukaże, bo złożył rękopis w „Znaku”, a przed jej wydaniem musi uzyskać zezwolenie od tych, o których napisał. Wydawać się może, że niektórzy hierarchowie kościelni mają więcej „za uszami” niż nam się wydaje, a wielu biskupów boi się uderzyć we własne piersi. Najciekawsze jest jednak to, że chyba jako jedyni na świecie mamy arcybiskupa marksistę i masona w jednej osobie. info  przeczytaj Ciekawe jak się wytłumaczy przed najwyższym przełożonym, że tu na ziemskim padole, popierał ewolucję.


N

na Białorusi nawet zwierzyna ma dość dyktatury proletariatu. Bałoruskie krowy (w liczbie 240) przepłynęły Bug i poprosiły o azyl w Rzeczypospolitej. Rząd RP w obawie przed zemstą Łukaszysty nie wysłuchał próźb i odesłał je z powrotem w łapy dyktatora. Czekamy teraz na wyrok sądu białoruskiego na „zdrajczyniach narodu”, czego dowodem będzie „wysyp” wołowiny w mińskich sklepach.


W

ódz „donaldystów” rzucił w Nowym Sączu wyborczą padlinę. Na zjeździe ichniejszych POkemonów w tłum padły te słowa Polski samorząd wtedy ma szansę, gdy jest możliwie niezależny od Warszawy. Piękne, wzniosłe i jakże odkrywcze słowa. Szkoda tylko, że do takiego wniosku doszedł po prawie dwóch dekadach, i szkoda również, że takie hasła głosi będąc zawsze na tylnym siedzeniu. Hasło chwyci, bo jest niby mądre, choć nie do końca, bo cwaniaczek przezornie nie wspomniał o pieniądzach samorządu, które od 18 lat zgarniają nieroby z Warszawy, czyli tzw. partie, ich rządy i Wysoka Ciżba. Samorządy będą niezależne od Warszawy, gdy będą zarządzać własnymi, wypracowanymi pieniędzmi. Dzisiaj, gdy pieniądze samorządów trwoni rzeczona Warszawa, nawet najbardziej niezależny samorząd jest zależny od „okruchów z pańskiego stołu”, ale o tym kaszubski baron nie raczył nawet wspomnieć.


N

areszcie właściwy człowiek na właściwym miejscu. Na obrady Unii Europejskiej w celu ustalenia definicji wódki, pojechał największy jej znawca czyli minister rolnictwa RP. Problem jest na skalę Europy, bo należy raz na zawsze ustalić z czego należy pędzić gorzałę, by dostąpiła zaszczytnego miana – wódki. Zagadnienie jest o tyle ważne, bo jak wiadomo każdy pędzi z tego, czego ma pod dostatkiem, a to jest nierozerwalnie związane z kierunkiem rozwoju polskiej wsi (bo cukrownie już rozwalono). Czy postawimy na ziemniaki czy na żyto. No i marketing. Zachód jest przyzwyczajony do nazwy „Polish Vodka”, co jest naszym niezaprzeczalnym wkładem w kulturę europejską. Zresztą wymówić „Polska Gorzała” Anglik czy Niemiec nie potrafi. Dziwi tylko brak, chociażby w ramach obserwatorów, największych znawców, smakoszy i producentów z największej bimbrowni świata. Kto jeszcze pamięta hit monopolowy PRL – „Vistula”? Był też taki kombajn i stąd zagadka popularna szczególnie na polskiej wsi – „Co to jest – nie zbiera, nie młóci, a chłopa przewróci?”.


K

orea Północna podobno przeprowadziła test nuklearny. Piszę „podobno”, bo nawet Amerykanie nie mają 100% pewności. Wykryto śladowe promieniowanie, ale w dzisiejszej dobie, to nic pewnego, bo cała ziemia jest już tak skażona po tylu próbach naziemnych czy powietrznych, że gdzieby nie przyłożył Geigera, to zawsze będzie „tykał”. Przeprowadzenie próby podziemnej było „chytrym” posunięciem, bo można zdetonować byle co i byle dużo, aby tylko zarejestrowały sejsmografy, bo „grzyba” i tak nie będzie. Swego czasu, jak pamiętam, Związek Radziecki pokazywał na defiladach najnowsze rakiety mające siać popłoch u Amerykanów, ale nikt nie wpadł na to, że był to wielki pic, bo większość stanowiły doskonale wykonane atrapy z dykty. Jest bardzo możliwe, że i Korea zdecydowała się na „parodię” wybuchu jądrowego, byle mieć kartę przetargową do dalszych negocjacji o żywność (armia musi być najedzona, by nie zjeść władzy). Wódz Korei Północnej zapowiedział, że dalszych podziemnych prób nie będzie, co także może wskazywać na to, że na „wielkie bum” zużyto cały zapas koreańskiego trotylu i prochu.


W

naszym zwariowanym kraju nawet budowlańcom odbiło w górę. Z Wrocławia będą robić Manhattan. To właśnie tutaj, w krainie powodzi i tąpnięć, stanie najwyższy w Polsce budynek – „Sky Tower”, który będzie miał 200 m wysokości. Ale nie ma się czym martwić, bo to tylko 51 pięter. Jestem ciekaw jak będzie wyglądała akcja ratunkowa, gdy na 40 piętrze wybuchnie pożar. W Polsce nie ma jeszcze takiej drabiny, o śmigłowcach przeciwpożarowych nie wspominając. Jeden wysoko postawiony „sikawkowy” powiedział, że takie wieżowce muszą gasić się same. A co będzie jak zatrzęsie się ziemia? To dopiero będą jaja, bo nikt u nas nie przewiduje takiego zdarzenia i nie mamy też japońskich tradycji budowlanych. Będzie za to skąd filmować następną powódź. A jaka nazwa – Sky Tower. Jak by nie było polskich. Możnaby wieżowiec nazwać „Erekcja Wrocławia” albo „Sztywny Pal RP”, zresztą jak zwał, tak zwał. Będzie to świetna pułapka dla mieszkających tam ludzi, co zapewne sprawdzimy jeszcze w tym wieku.


C

zy woda może płynąć pod górkę? Może, o ile wezmą się za to naukowcy. Taką tezę postawili uczeni badający rzekę Amazonkę. Skład ziemskiej powłoki z zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej znacznie się różni od wybrzeża wschodniego pod względem minerałów. Badając rzeczne osady Amazonki uczeni stwierdzili, że w połowie rzeki jest mnóstwo osadów odpowiadających składem dla wschodniego wybrzeża. I tu pojawił się problem – skąd się tam wzięły? Zgodnie z siłą grawitacji skład osadów powinien stopniowo z biegiem rzeki zmieniać się od zachodniego do wschodniego, a tu nagle w połowie mamy osady odpowiadające wschodniemu. Aby to wytłumaczyć należało zmienić bieg rzeki ze wschodu na zachód, czyli pod górkę. Dla uwiarygodnienia cofa się w czasie rzekę aż do 145-65 milionów lat temu.info  przeczytaj Problem jednak zostaje – co stanowiło wtedy źródła rzeki? Dlaczego w połowie swego biegu rzeka nie jest szersza niż dziś (wszak od źródła ku ujściu winna się rozszerzać)?. Jest to jak widać mało istotne. Według mnie zaś wytłumaczenie jest proste i nie wymaga „kołysania” Ameryką. Osady w środku rzeki to efekt tsunami po „wielkim uskoku skorupy ziemskiej”, którego to wody północnego Atlantyku zepchneły osady aż do środkowego biegu Amazonki. Takie jednak tłumaczenie wymaga przyjęcia hipotezy Hapgooda, a ta teoria jest „zakazana”.


M

inęło już dużo czasu od wyborów i co się zmieniło? Jak zwykle nic oprócz rządu. Widać tylko, że nowa władza miała mało wspólnego ze starym układem, bo go zwalcza, a stary układ nie daje za wygraną i gdzie tylko może (nawet za granicą) szkaluje nową. Władza „chamów” i „warchołów” zaplikowała nam jeszcze nową „nieskazitelnie czystą” twarz na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, pomimo niezbitych dowodów współpracy ze złodziejem i oszustem. Czyli zgodnie z zasadą „jaki by nie był, ale nasz”. To kolejny dowód na to, że żadna władza nie liczy się z narodem i z jego oczekiwaniami. Podarowanie dziewięciu lat spokoju dla tego pana jest starą polityczną metodą na odsunięcie w czasie kontaktu z wymiarem sprawiedliwości (jak nie przymierzając tej z kurwikami w owsianych oczach, czy tej „co nie chciała” męża). Na razie władza tylko straszy, że ujawni tych, co „trzymają wszystko”, bo w gruncie rzeczy każdy kij ma dwa końce, a w naszym kraju „raju” nie ma niestety nieskazitelnych tzw. „polityków”. Nawet „czarna esbecja” utrąciła już księdza Isakowicza i to za całkowitym przyzwoleniem kardynała Dziwisza (co może dawać wiele do myślenia). Zupełnie jak w piosence Woźniaka – „przyszedł zegarmistrz światła purpurowy i tak nam zabełtał w głowach”, że „biez wodki nie razbieriosz”, a ta ma znowu zdrożeć. Co nam zostało Rodacy? Tylko wzmacnianie własnego organizmu witaminami, by przetrwać ten czas „syfilisu i malarii”.


W

irtualna Polska donosi Nowoczesny szpital, podgrzewana podłoga i klimatyzacja – to tylko niektóre z atrakcji w zmodernizowanym największym w Warszawie schronisku „Na Paluchu”. W otwarciu wyremontowanej placówki uczestniczył komisarz Warszawy i kandydat na prezydenta – Kazimierz Marcinkiewicz. Zapowiedział, że miasto będzie wspierać organizacje działające na rzecz bezdomności, a z budżetu miasta popłynie więcej pieniędzy na ten cel. Prawda jaki czuły jest na biedę pan Kazimierz? Jak dba o własny naród? Obiecał też zwiększenie wydatków o 20% w stosunku do dzisiejszych i wszystko byłoby dobrze gdyby chodziło o ludzi. Niestety notatka brzmi inaczej Nowoczesny szpital, podgrzewana podłoga i klimatyzacja w boksach dla zwierząt – to tylko niektóre z atrakcji w zmodernizowanym największym w Warszawie schronisku „Na Paluchu”. W otwarciu wyremontowanej placówki uczestniczył komisarz Warszawy i kandydat na prezydenta – Kazimierz Marcinkiewicz. Zapowiedział, że miasto będzie wspierać organizacje działające na rzecz bezdomności zwierząt, a z budżetu miasta popłynie więcej pieniędzy na ten cel. Dla was bezdomni dalej kanały ciepłownicze, domy ze zużytych kartonów i apartamenty w śmietnikach. Bo kto się wami zajmie? Na pewno nie politycy. Oni mają Was w dupie, bo są bogaci i syci. A może upomni się o Was ten pies z kulawą nogą, któremu się polepszyło Waszym kosztem?


J

ak można wpłynąć na frekwencję w wyborach? Ano tak – Wódz POkemonów rzucił sobie od niechcenia Jarosław Kaczyński zrobił wszystko, żeby frekwencja w wyborach (najbliższych samorządowych) była niska, a wielu polityków PiS nawet nie ukrywa, że w ich interesie jest, by ta frekwencja była niska. Chytrusek Kaszubek myśli tak – jak powiem, że przy niskiej frekwencji wygra PiS, to „mohery” nie pójdą głosować, bo po co, jak i tak wygrają, a wtedy przed końcem głosowania ruszą nasi i wygramy my – POkemony i komuchy. I będzie jak w Afganistanie – w Warszawce będzie ich rząd, ale w terenie będzie działać nasza partyzantka. W następnych wyborach może już być inaczej, ale do tego czasu musimy prowadzić dywersję i sabotaż, by po wygranej znowu wprowadzić centralizm demokratyczny. A co to jest ten centralizm demokratyczny? Wikipedia podaje – „Centralizm demokratyczny to całkowity prymat władzy wykonawczej, w szczególności zaś stojących na jej czele jednostek. Taka struktura prowadzi nieuchronnie do zjawiska kultu jednostki i czyni z partii marskistowsko-leninowskiej partię wodzowską”. Czy coś się zmieniło od czasów komuny? Prawie nic. Wykreślono tylko słowa – „marskistowsko-leninowskiej”.


C

złowieka od zwierzęcia odróżnia ponoć poziom inteligencji, czyli zdolność do kreatywnego myślenia zwanego w niektórych kręgach myśleniem abstrakcyjnym. Czytając jednak niektóre artykuły o filozoficznym wydźwięku można dojść do innego wniosku. Pewien naukowiec studiując zachowania pasożytów i darmozjadów czyli tzw. polityków doszedł do zgoła innego wniosku. Według niego podstawową cechą różniącą ludzi od zwierzyny jest ta, że zwierzęta nie potrafią kłamać, za to wyżej wymieniona „klasa” robi to w sposób doskonały i permanentny bez względu na porę dnia i roku. Szczyt osiagają zwykle przed każdymi wyborami rozdając na lewo i prawo wielkie obietnice zwane padliną wyborczą. Bogactwa języka używają tylko w celu zakamuflowania czynności, nazywając przykładowo zwyczajną korupcję – „negocjacjami”, a pospolitą kradzież – „przeniesieniem środków finansowych” (z konta państwowego na prywatne). Szkoda, że nikt nie pokusił się jeszcze o napisanie pracy nakowej na temat „Obietnice polskich polityków a ich realizacja na przestrzeni ostatnich osiemnastu lat”. Byłaby to iście pouczająca lektura. Inną znamienna rzeczą jest dawanie „nie swojego”, czyli metoda Zagłoby „ofiaruj waszmość w zamian Inflanty”. Doskonałym przykładem jest przystanek kolejowy „Gosiewo” na peryferiach 10-tysięcznej „metropolii” Włoszczowa, gdzie kasjerka pomiędzy dzienną sprzedażą dwóch biletów na „Intercity” potrafi pójść do sklepu, ugotować obiad dla rodziny i zrobić przepierkę. Cały splendor spada jednak na „darczyńcę”, którego absolutnie nie obchodzi ekonomia i straty jakie ponosi i będzie ponosić z tego tytułu PKP. Ten (z przeproszeniem pana Onufrego) dzisiejszy Zagłoba zaczął niewinnie od zapowiedzi występu Dody, co niby miało być jego zasługą, a skończył na lotnisku międzynarodowym dla Kielc. Oczywiście nic z tego nie będzie, bo niedługo przystanek Włoszczowa-Gosiewo zostanie zlikwidowany jako nierentowny a lotnisko nie powstanie z braku samorządowych pieniędzy, ale sława „dobroczyńcy” u niektórych pozostanie. Dziwi mnie jedynie łatwowierność Narodu, który daje sobą manipulować, jak proletariat w starożytnym Rzymie, choć nie jego to wina, bo to nie Naród „wysmażył” oszukańczą i złudną ordynację wyborczą, mającą na celu wybieranie jednych i tych samych. Jak na razie kwitną rządy ludzi „o marnej reputacji”, „chamów” i „warchołów” i tak będzie do chwili, kiedy nie zostaną zastopowani przez tych, którym zależy na uczciwej Polsce, czyli przez zwykły Naród. Ja zgadzam się tylko na zmianę obietnicy – zamiast 3 milionów mieszkań (których i tak nie będzie) na kilkaset miejsc w „domach wypoczynkowych” dla tych, co obiecują i nie dotrzymują obietnic.


N

ajlepszy dentysta, to własny – głosi powiedzenie. Ksiądz Isakowicz-Zaleski został „uziemiony” (chyba już na zawsze) dzięki „uprzejmości” kolegów po fachu. Pomimo tego, że jego książka została oddana do druku w wydawnictwie „Znak” (to tak, jakby złodziej piszący pamiętniki oddał je na przechowanie policji), otrzymał zakaz wypowiadania się nawet w gronie najbliższych i na dodatek pozbawiony duszparsterstwa u Ormian. Szybciej ma wyjść inna książka napisana przez tych, o których pisał ksiądz. Różnica ma chyba polegać na tym, że kartki tej kurio-zalnej będą czarne i druk też czarny. usmiech Książki mają mieć podobny tytuł. Ks. Isakowicza – „Księża wobec SB”, a kurii – „SB wobec księży”, dlatego zanim kupimy przypatrzmy się dokładnie, kto ją napisał, bo szkoda naszych pieniędzy na wspieranie „ciemnych mocy”. usmiech Dziwi też, że atak na księdza przeprowadzili kryształowi krzewiciele cnót – prymas i kardynał, co w najlepszym przypadku można odczytać jako brak sympatii do prawdy. Ciekawe, czy księdzu zarekwirowano całą dokumentację. Jeśli nie, to jest nadzieja, że być może opublikuje się ją w drugim obiegu lub za granicą, jak w czasach największej „konspiry”. „Ciemna strona mocy” ma się doskonale, więc „po co pieprzyć o wojnie, jak w kraju spokojnie”. usmiech Zastanawiam się tylko czy jesteśmy już wolnym narodem, czy tylko „dyktaturę proletariatu” zastąpiono nam „dyktaturą demokracji”?

Szarodzienność 4

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• W Polsce można odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju, który wypił o jedną wódkę za dużo •

C

odziennie zaglądam na stronę „Hotnews.pl” [ info  przeczytaj ], na której w bardzo stonowany sposób (ja tak nie potrafię) autor opisuje „geniusz” polskiej władzy. Pamiętamy jak Urząd Skarbowy, z mocy prawa, puścił z torbami piekarza z Legnicy, niszcząc dorobek jego życia i życie paru setek pracowników tylko dlatego, że robił to, co powinien robić rząd. Za dobroć serca w jednej chwili zrobiono go tym, którym od wielu lat pomagał. W jednej chwili został żebrakiem, tylko za to, że chciał ulżyć tym, którym winno pomagać państwo. Zrobił się wielki szum we wszystkich mediach, politycy obiecywali pomoc, ale szybko rozeszło się „po kościach”, a ten wielki sercem człowiek stał się jednym z wielu oczekujących pomocy od innych. Szumne obietnice PiS-ankowego premiera Kazimierza Marcinkiewicza też stały się pustosłowiem, gdyż widocznie (chcę w to usilnie wierzyć) trafił na przeszkodę nie do pokonania. Kto jest temu winien? Prawo, czyli Nikt (demokracja to całkowity brak odpowiedzialności rządzących). Jednak prawo ktoś stanowi, ktoś je wprowadza w życie i ktoś je egzekwuje. „Twarde prawo, ale prawo” mówi rzymskie porzekadło i to jest całe wytłumaczenie. Polskie prawo jest tak napisane, by było zrozumiałe tylko dla wąskiego kręgu ludzi, ale też nie wszystkich, bo i wśród tzw. znawców znajdują się i prawnicy i kauzyperdy, których na dobrą sprawę jest w Polsce najwięcej. Polskie prawo stanowi tzw. Wysoka Ciżba, ponad pół tysiąca darmozjadów (z których większość to ludzie „o marnej reputacji”, „chamy” i „warchoły”), którzy o prawie słyszeli tylko na lekcjach o starożytnym Rzymie i których nie obchodzi jak jest stosowane. Ponad pół tysiąca ludzi, którzy nie mając zielonego pojęcia o prawie, serwuje nam tony papieru z nieżyciowymi przepisami obliczonymi tylko na jak największą ściagalność pieniędzy, z których zyski czerpią tylko oni dla swoich wielkopańskich zachciewanek (darmowe zagraniczne wycieczki czy hodowla strusi albo bizonów). Polskie prawo jest tak stanowione, by można było nim manipulować i interpretować na różne sposoby, byle tylko z korzyścią dla tych, którzy je stanowią. To dlatego istnieją stanowiska prokuratorów, adwokatów czy sędziów. Dla nich jest to partia szachów, którą musi ktoś wygrać by zgarnąć pulę za friko, a w wypadku remisu odwołać się do wyższej instancji. Ta prawnicza betoniarka kręci się bez przerwy, a „za prąd” musi płacić zwykły obywatel. Tak też i działa „demokratyczny” Urząd Skarbowy, który dla egzekwowania swoich, czasem wziętych z sufitu, decyzji ustanowił nawet dla siebie policję skarbową o prawach równych jednostkom antyterrorystycznm. Stara ZOMOwska komenda – „Na Obywatela” – jest w dalszym ciągu stosowana, a mówienie o wolnym kraju jest wyświechtanym frazesem, gdyż w najlepsze kwitnie epoka niewolnictwa i pospolitej biedy. I jeszcze jedno. Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić mi przepis mówiący o tym, że szubrawiec wpłacający kaucję za zwolnienie z aresztu, nie musi wskazać źródła pieniędzy? Rozumiem to jako prawne przyzwolenie – im więcej ukradniesz, tym szybciej wyjdziesz z aresztu, ale część tego co ukradłeś musisz oddać nam, prawnikom którzy cię osądzą.


J

ak zwykle niespodziewany atak zimy zaskoczył spodziewających się go „drogowców”. Wydaje mi się jednak, że zwalanie wszystkiego na służby drogowe, nie ma absolutnie sensu, bo nic tu winy drogowców, a społeczeństwo po prostu przyzwyczajono do jednego kozła ofiarnego. Ma to jednak sens w innym wypadku, bo można za jednym zamachem ukryć matolstwo zarządzających, partactwo budowniczych dróg oraz nędzność „przyborów do jeżdżenia” i wyszkolenie wszystkich kierowców bez wyjątku. Gdyby to tylko od drogowców zależała pogoda, to z pewnością już dawno „załatwiliby” sobie opady śniegu latem i na spokojnie, w samych podkoszulkach i w laciach, odśnieżaliby „polskie” drogi. Głowa do góry panowie drogowcy, walka z pierwszym atakiem zimy w Polsce ma takie same szanse powodzenia jak uregulowanie skupu butelek, który czeka na rozwiązanie już od zakończenia II wojny światowej. Inna rzecz, to ta, że zima zaskoczyła polityków. Takiej „zimnej” kampanii wyborczej nie było od lat. Prezydent miał zobaczyć jak się modernizuje pas startowy na lotnisku w Łodzi, ale nie zobaczył, bo pilot nawet starego nie mógł wypatrzeć, a system sprowadzania samolotów na ziemię jest tam oparty na łączności wzrokowej i naprowadzaniem przez machanie chorągiewkami. Inni nie dojeżdżają do wyborców, bo drogi zasypane (a PKP paniska nie pojadą, bo to grzech, poruta i utrata prestiżu). Marazm, tumiwisizm i mamtowdupizm razem wzięte. Jeden z kandydatów na sołtysa stolicy (z eLePeRu) obiecał „warsiawiakom” tramwaj do Łomianek i Białołęki. I bardzo dobrze. Łomianki to centrum „wypasionych”, a Białołęka to już prawie skansen byłych polityków, przebywających tam na „zasłużonych”, darmowych wczasach. Widać kandydat przewiduje wzmożony ruch na tej trasie, chociażby w powodu licznych widzeń. Ogólnie rzecz biorąc politycy nic do roboty nie mają, bo znowu zaczyna być głośno o zasadności grzebania w żeńskich organach prokreacyjnych i problemie – kiedy plemnik staje się człowiekiem. Do-wcipne te chłopy z Wysokiej Ciżby.


P

ani kanclerz Niemiec i premier Wielkiej Brytfanny postanowili współdziałać na rzecz stworzenia silnego sojuszu międzynarodowego w celu przeciwdziałania zmianom klimatu na Ziemi. Niemcy uczynią z walki przeciwko zmianom klimatycznym priorytet swej przyszłorocznej podwójnej prezydentury w gremiach międzynarodowych, a Wielka Brytfanna ma nadzieję, że uda się nakłonić świat do zdecydowanych działań w sferze klimatycznej. [info  przeczytaj ] Czyli coś takiego jak moje stowarzyszenie z kumplem w celu „ochrony bałtyckich bałwanów mających powyżej półtora metra i koniecznie z białą grzywką”. Oprócz włożenia kupy pieniędzy w dojazd nad morze, wyszukanie odpowiedniej plaży i satysfakcji wykrycia, pożytek żaden. Pamiętamy niegdysiejszą walkę z dezodorantami zawierającymi freon? Owszem i było to celowe, bo freon, choć w efekcie cieplarniamym miał i ma udział około 14%, to był (i jest) 25 tysięcy razy groźniejszy od dwutlenku węgla. USA przestały używać freonu, co nie znaczy że ci praktyczni businessman’i nie opchnęli linii produkcyjnych krajom Trzeciego Świata, bo tam nikt nie jest w stanie tego sprawdzić, a pieniądz nie śmierdzi nawet za śmiertelnie niebezpieczną linię produkcyjną (starej broni się nie wyrzuca, tylko sprzedaje małorozwiniętym). Teraz trwa walka o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, który chociaż ma udział 50% w efekcie cieplarnianym, to jest najmniej groźny, bo następny w kolejce metan (18% udziału) jest 30 razy od niego groźniejszy. Problem jest w tym, że metanu nie wytwarzają fabryki tylko organizmy żywe, a najwięcej potomek bonobo, który poprzez nadmierne spożycie słodyczy, pochłanianie pieczywa z wędlinami u MadDonalda czy zjadanie tradycyjnego mięcha z ziemniakami – zamiast trawienia, funduje sobie nadmierną fermentację i jej końcowy produkt – metan, który namiętnie wypuszcza do atmosfery (wstrzymywać nie wolno, bo się może ustami rzucić usmiech). Zgodnie z normą medyczną, zdrowy człowiek w ciągu doby winien 17-21 razy otworzyć „wentyl”, ale przy fermentacji częstotliwość zwiększa się 6-10 razy. Dodajmy do tego produkcję dwutlenku węgla podczas permanentnego oddychania i mamy największego producenta gazów cieplarnianych, a więc przyczynę zasadniczą – człowieka. Reasumując, największy udział w efekcie cieplarnianym mają najliczniejsze narody, w tym szczególnie jeden o pogłowiu powyżej 1 miliarda. Nikt jednak na świecie nie zgodzi się na drastyczne ograniczenie liczby ludzi, bo nie zgadza się to ani z filozofią humanitaryzmu ani z dziesięcioma przykazaniami. Wniosek – żadne współdziałanie narodów efektu cieplarnianego nie powstrzyma i pieniądze wydane na walkę z przyczynami, przeznaczyć lepiej na łagodzenie jego skutków, czyli na odszkodowania po powodziach, ulewach, wichurach itp. Przynajmniej widać będzie efekt.


Z

nowu zaczyna się grać na ludzkich uczuciach. Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – ogłosił się na łamach z apelem – „Przyłącz się do kampanii na rzecz adopcji zwierząt ze schronisk! W polskich schroniskach kilkadziesiąt tysięcy psów i kotów czeka na nowy dom i kochających opiekunów. Wspólnymi siłami możemy im pomóc!”. Dlaczego ja, człowiek wrażliwy, za swoje ciężko zarobione pieniądze, mam finansować ludzi, których postępowanie można skwitować krótko – bydło? Dlaczego mam finansować ludzi, którzy za pięciominutową zachciankę histerycznego bachora, robią krzywdę zwierzętom? Rozkapryszona progenitura pobawi się zwierzątkiem parę dni, ale jak zacznie brudzić po kątach, to z kopa i won z mieszkania? Czy tylko dlatego, że politykom łatwiej jest pieprzyć o aborcji niż o ochronie prawnej zwierząt domowych? Czy tak trudno ukrócić ten proceder dręczenia zwierząt? Dlaczego nie wprowadza się obowiązkowej rejestracji zwierząt? Czy tylko dlatego, że podniósłby się wrzask o ograniczaniu swobód obywatelskich, czy dlatego, że taki polityk utonąłby w następnych wyborach? Z pewnością taka rejestracja ukróciłaby ludzkie draństwo i zmusiłabyby tych zezwierzęconych do większej odpowiedzialności za swoje czyny. Ochrona zwierząt domowych, to jeden z wielu węzłów gordyjskich w tym kraju, który należy przeciąć raz i na zawsze. Dlatego tym wszystkim pseudo-obrońcom mogę pokazać gest Kozakiewicza. Dla mnie ważniejsze są moje dzieci. A tak na marginesie – co z bezpańskimi bezdomnymi? Czy w Polsce powstał już jakiś, chociażby Krajowy Ruch na Rzecz Bezdomnych?


D

wa F-16, które dzięki Polsce uniknęły złomowania, od soboty lecą na nasze lotnisko w Krzesinach. Obsługa lotniska nic nie robi, tylko odbiera telefony z MONu i albo zwija albo rozwija czerwone dywany. Ponoć są bardzo szybkie, ale na razie z prostych rachunków wynika, że „Spirit of St Luis” Lindbergha był dużo szybszy. Widać – jaki offset takie i samoloty. W ramach napływu nowoczesnej technologii Wuj Sam postawił nam tylko supernowoczesną linię do produkcji frytek, którą ponoć przy odrobinie pomysłowości można przestawić na produkcję silników do rzeczonych F-16. Polak potrafi. usmiech Ciekaw jestem tylko, kto i ile wziął w łapę za takie samoloty, których Ruskie wcale się nie boją.


J

eśli wybrano taki sprzęt jak offset to nie dziwota, że dotychczas są same kłopoty. W Krzesinach znowu musiano zwinąć czerwony „pas startowy”, bo kolejna już para F-16 wylądowała w… Islandii. Zawsze to bliżej, ale jednak… Wczoraj okazało się, że u nas zima i Amerykanie nie zmienili letnich skrzydeł na zimowe usmiech, a dzisiaj? Może oprócz tankowania w powietrzu, zawiodła podniebna lakiernia do malowania „szachownic” w locie? A może jeszcze coś innego? Jak wynika z ostatnich badań socjologów w USA, mało który Amerykanin wie, gdzie leży Polska, więc bardzo możliwe, że piloci nie wiedzieli gdzie leży państwo, które zapłaciło miliardy za ten „knot-how”. A jeśli to GPS? Strach pomyśleć, bo nasza przyszłość będzie usiana konfliktami o naruszenie przestrzeni powietrznej, a niektórzy sąsiedzi strzelają bez ostrzeżenia. Ciekaw jestem, kto był tak przewidujący i właściwą uroczystość zamówił dopiero na najbliższy czwartek. Pewne jest to, że nie ci, co zakupili. Poczekajmy do czwartku, bo mogą jeszcze nie wylądować jak okaże się, że zapomniano zamówić i zapłacić (hehehe) za podwozie. Jeśli te „Fajans-16” w końcu do nas dotrą, to proszę nie myśleć, że to będzie koniec kłopotów. Polityk, to osobnik, który zamiast mózgu ma władzę i ci, którzy dokonali tego „udanego” zakupu, zapomnieli o drobnostce. Nie kupili maszyn do szkolenia młodego „narybku” i dlatego teraz my będziemy płacić Amerykanom ciężkie pieniądze, za szkolenie naszych pilotów na drugim końcu świata, na te „nasze” maszyny. Rodzime szkolne samoloty to „Iskra” i „Orlik”, a więc maszyny, których świetność minęła wraz z końcem zimnej wojny i szkolenie na nich kończy się zwykle na końcu pasa startowego, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie posyła ich w powietrze. Tak więc dzięki kilku półgłówkom trzeba będzie wyskrobać spore pieniądze na szkolenie i oczywiście z naszych kieszeni.


B

aaaaang…, kurtyna… i rozpoczynamy trzeci akt komedii wszechczasów pod tytułem „Jak aeroplany z Ameryki do Polski leciały”. W Krzesinach dokonano ponownego rozwinięcia czerwonego dywanu, ale na próżno, bowiem znowu nie wyszło „dokarmianie” w powietrzu i teraz wylądowali w Wielkiej Brytanii, by na spokojnie zatankować na ziemi. Zresztą nieważne czy dolecą akurat te, bo ponoć u Niemców na wszelki wypadek czekają dwa zapasowe. Uroczystość przesunięto z 12-tej na 15-tą, ale to pryszcz w stosunku do dwóch dób. Zrobiono nawet próbę generalną lądowania, gdzie role główne obsadzono może nie nowoczesnymi, ale za to niezawodnymi samolotami „Aerofłotu”. Radio i telewizja informują o sytuacji na bieżąco, ale co ciekawe jakoś nie widać i nie słychać tych, co wpuścili nas w te maliny. Podobno sytuacją zaniepokoiły się Rosja i Białoruś i na wszelki wypadek postawiły w stan gotowości swoje siły obrony przeciwlotniczej, bo a nuż nie trafią w Krzesiny… usmiech
Z ostatniej chwili – są, wylądowały. Jutro tylko trzeba będzie jeszcze raz poderwać je w powietrze, by wylądowały oficjalnie na oczach telewizji i zaproszonych specgości. Jutro też mają się odbyć oficjalne chrzciny. Ciekawe, czy wytrzyma karoseria, jak prezydentowa przywali flaszką szampana? Jakie imiona? Tajemnica.


U

waga alergicy bezgranicznie wierzący w cudowną moc nowoczesnej farmacji. Polska Jelfa postanowiła zrobić wam psikusa i zamiast leku o nazwie „corhydron”, do ampułek napuściła specyfik, który do niedawna był tak chętnie stosowany przez pogotowie ratunkowe w „Pavulon City”. A może to rewolucyjny eksperyment? Wiadomo, że alergię wciągamy z powietrzem, więc dano specyfik zwiotczający mięśnie, by delikwent przestał wdychać te świństwa. Sprawa wyszła przypadkiem w zeszłym miesiącu i pacjentki miały szczęście, że stało sie to w szpitalu oraz to, jak orzekli lekarze, miały silne organizmy. [ info  przeczytaj ] Dlaczego jednak zainteresowani dowiadują się dopiero po miesiącu? Żeby nie było świadków? Jak na razie nie można odnaleźć ponad 5,5 tysiąca ampułek, więc może alarm podniesiono zbyt wcześnie? Żniwa dopiero przed nami, bo nie wiadomo ile tych ampułek trafiło do zagranicznych alergików.


P

osłanki i posłowie zrzeszeni w tajnym Bractwie ds. Prokreacji Narodowej chcą administracyjnie zakazać używania prezerwatyw, bo prowadzą do… niepłodności u kobiet. Bardzo ciekawa teza, choć nie potwierdzono naukowo, by sterylna guma miała coś z tym wspólnego. Obrońcy życia napoczętego doszli widać do wniosku, że inteligentny człowiek nie zjada cukierków wraz z opakowaniem, ale jak się to ma do konsumpcji prezerwatyw, trudno wyczuć, chociaż… (jak pani myśli o tym samym co ja, to pani jest świntucha usmiech). Świetnym pomysłem wydaje się być umieszczanie napisów ostrzegających przed tym gumowym nałogiem, a więc coś w rodzaju – „bachorek albo amorek, wybór należy do ciebie. Ministerstwo itd…”. Wydaje się jednak, że chodzi zupełnie o coś innego. Panowie zaangażowani w obronę kobiet przed swądem palącej się gumy, chcą prawdopodobnie w zawoalowany sposób zwrócić uwagę producentowi na to, że ich wyroby niektórym po prostu… spadają. usmiech


O

bejrzałem sobie w telewizorni powitanie nowych samolotów bojowych. Pic i pompa jak za dawnych lat w LWP… Pogoda nawet dopisała, świeciło słoneczko, ale za to piździło jak na Syberii. Ponieważ uroczystość odbywała się na płycie lotniska (pustynia), trzeba było zapełnić scenę – pościągano wszystko co można. Śmigłowce (cały historyczny przekrój), troche dalej „Bryza”, samochody, wojsko, cywile…, nawet zapchano lukę prezydenckim „Jakiem”. Zrobiono taki tłum jak w Nowym Jorku na powitanie pierwszego amerykańskiego kosmonauty. Prezydent nadleciał z 40-minutowym opóźnieniem (zemścił się, a co), zaraz potem nadleciały F-16 w asyście Mig-29, których jako „niepolityczne” TV nie pokazała. Pokazano za to nasze „Iskry” z białoczerwonym dymem i co ciekawe, ktoś puścił w tle „Jeźdźców burzy” Doors’ów chyba jako symbol, ale czego… tych „Iskier”? Prezydentowi (bo mógł nie zauważyć usmiech), złożono meldunek o przylocie, pokazano musztrę paradną, nawręczano odznaczeń i pani prezydentowa, drżącym z zimna głosem, nadała hurtowe imię „Jastrząb” (ten tekst tłumaczono także na angielski) i od razu wypuszczono setki białych i czerwonych baloników (to wiadomość dla Łukaszenki, bo wiatr wiał na wschód). Tak więc dopiero po 18 latach doczekaliśmy się pierwszego kroczku w reorganizacji lotnictwa a ci, którym obiecano loty na nowym sprzęcie, są już dawno na zasłużonych emeryturach. Zresztą i te dzisiejsze do służby wejdą za dwa lata, a całość dopiero w roku, nomen omen, 2012. Chyba to nie koniec zakupów, bo ciekawe dla kogo zarezerwowano imię „Orzeł”? Aha…, podobno była jakaś grupa ekologów, która w imieniu mieszkańców wsi Krzesiny protestowała przeciwko hałasom, jakie wydają jastrzębie w locie, ale widać dostali się do „izolatki”. Czy chciałbyś wiedzieć, ile ta „pic-parade” kosztowała? Ja też…


N

o i proszę… „Wielkie serce w wielkiej piersi” czyli „lwica lewaków” może wyjść na wolność jak wpłaci 200 tysięcy kaucji. A dlaczego nie kilka milionów jak Kluska z Optimusa? Dlatego, że Kluska płacił ze swoich, a jej musi trochę zostać z tych 500 tysięcy co wzięła w łapę, na opiekę nad dzieckiem. No i gdzie to prawo i sprawiedliwość??? Co tu pieprzyć o sprawiedliwości, jak Sąd Najwyższy wybiela sędzinę, która pracowała jak żółw i parę spraw przewlekła. To nie sędzia jest winna, to winny jest system. Żaden komuch nie mógł mordować Polaków, bo to mordował system. Kto odpowiada za spieprzone ustawy? To na pewno nie Sejm, tylko system. I tak w koło Macieju. Jest wielkie śmierdzące gówno, ale nie ma winnego odbytu, bo to nie dupa winna tylko system.


V

ox populi, vox Dei? Możliwe, ale nie u nas. Jak wynika z ankiety Biura Badania Rynku i Opinii Estymator – niemal dwóch na trzech respondentów (62%) chce zlikwidowania Senatu. 88% jest za zmniejszeniem – o prawie połowę – liczby posłów. Badania, drogą pocztową, odbywały się od 1 października do 8 listopada. Czy jest możliwe w Polsce dokonanie takich zmian? Hehehe… Spróbuj zabrać jedzącemu psu jego pełną michę.


P

o oficjalnym przyjęciu samolotów F-16 Sokół ps. Jastrząb, należało oblać sprawę, bo wiadomo zakup „nie oblany” może się szybko zepsuć. Zrobiono więc „picnic” lotniczy, gdzie dosłownie każdy, ale oczywiście za okazaniem specjalnego zaproszenia i po drobiazgowym sprawdzeniu przez „facetów w czerni”, mógł obejrzeć te cuda (niestety nie naszej) techniki wojskowej. Ale w Polsce wiadomo – nigdy nie było jednego zdania. Ci co nie przeszli pozytywnie weryfikacji, zrobili sobie „olewanie” na obrzeżach lotniska wraz z oprotestowaniem sprzętu do obrony granic Najjaśniejszej. Połączone siły „ekolo-pacyfi” zażądały zasadzenia drzew na lotnisku, wpuszczenia susłów moręgowych i zmniejszenia hałasu wydawanego przez nisko latające Jastrzębie. Czyli tak – wszyscy chcą żyć w wolnej Polsce, ale nie wszyscy są zgodni, co do narzędzi i metod jej obrony. Niestety przy pomocy łopat ziemia-ziemia, miotaczy gnojowicy i bojowych gazów trawiennych tego nie da się zrobić. A rząd ma znowu problem – albo przenieść wieś na wschodnie zadupie, albo przyznać mieszkańcom dożywotnie „hałaśliwe” i bezpłatne czopki do uszu.


P

o co w Polsce stawia się pomniki? Ano po to, by podlizać się jednym i wnerwić innych. To taka metoda na sprawdzenie „monolitu” narodowego. W Warszawce na placu (nomen omen) Na Rozdrożu, odsłonięto pomnik Dmowskiego, którego jedni uważają za prawego Polaka, a inni za faszystę i antysemitę. Już w pierwszą noc po uroczystym odsłonięciu ktoś namalował mu na „życi” swastykę (dlaczego różową? komuna inaczej?) i obmalował hasłami antysemickimi. Kto to mógł być? Zasada „powszechnego odpychania” wskazuje na lewo, do wioski czerwonych kapturków, albo na prawo do wioski zadaszonej plandeką obywatelską, czyli autentyczne rozdroże. Oczywiście przeciw postawieniu pomnika, pierwsi zaprotestowali prawdziwi Polacy z narodu wybranego, za nimi poszli Młodzi Socjaliści (bijące serce czerwonych dermokratów) oraz tajemnicza grupa GMO, tłumaczona jako „Giertych Musi Odejść” ale mnie kojarząca się ze „zmienionymi genetycznie”. I tak będzie doputy, dopóki ktoś nie zdefiniuje hasła „Polska”. I oby nie była to Unia Europejska, bo wyprostują nas jak banany.


P

olak, który źle wypowiada się na temat przedstawiciela narodu wybranego, ba… spojrzy na niego spod oka, jest od razu uznany za antysemitę. Otóż w USA, w Nowym Jorku pracuje pan David Langlieb, zatrudniony w Wydziale ds. Parków. Napisał on artykuł do „Haverford College”, w którym opisuje polską społeczność z dzielnicy Greenpoint. Czytamy tam między innymi: „Greenpoint to zwarta społeczność robotnicza, pół-miejska, zamieszkana przez imigrantów z Polski, pierwszego i drugiego pokolenia. […] Społeczności takie jak Greenpoint są w Ameryce wymierającym gatunkiem i dzięki Bogu. […] Dzielnica handlowa Greenpointu jest brzydsza niż durnie, którzy tam pracują. […] Marzę o Greenpoincie, gdzie Banana Republic będzie czynna przez całą dobę, gdzie zakupy spożywcze robi się przez Internet, a kościoły zmieniono wreszcie na parkingi. To jest mój Greenpoint przyszłości, reagujący na potrzeby mieszkańców, którzy najbardziej potrzebują krytych kortów tenisowych koło domu. I tak będzie jak ta padlina wreszcie się stąd wyprowadzi. Więc działajcie ze mną, drodzy greenpoincianie. To znaczy jeśli jesteście dość rozgarnięci, by zrozumieć to, co napisałem.” Tak pisze urzędnik państwowy, który jako Mesjasz będzie utylizował „polską padlinę” w dzielnicy Greenpoint. I po co ta „padlina” narażała życie, ratując dzisiejszych „nadludzi”? Właśnie po to.


P

rawo genetyki grawitacyjnej mówi, że jabłko zawsze spadnie obok mamusio-tatusia.usmiech Ci co myśleli, że jest inaczej, to niech popatrzą na poczynania tzw. liberało-demokratów czyli braci mniejszych starej komuny. W wielkim wyścigu do tronu prezydenta stolicy poległ pod czerwonym sztandarem tow. Szymon, a do mety jako pierwszy dobiegł pan Kazimierz wyprzedzając o jeden uśmiech panią Hajkę. Będzie dogrywka i tu właśnie widzimy zastosowanie prawa genetyki grawitacyjnej. Przywódca braci mniejszych apeluje do prawdziwych komunistów – oddajcie swe głosy na naszą Hajkę, bo tylko ona jest w stanie przedłużyć władzę „ludu pracującego” w stolicy naszej. Ale komuna stawia warunki – oddamy głosy na Hajkę, ale wam nie wolno współpracować z PiS tylko z nami. I chociaż przeor braci mniejszych zarzeka się, że nie będzie się bratał z czerwonymi kapturkami, to wyjdzie na to, że „nie chcem ale muszem”. W ogóle wybory były fajne. Wszyscy twierdzą, że wygrali, chociaż, jak rzekł jeden z braci mniejszych – Polacy odrzucili plewy, bo niby dobre ziarno to tylko z Plandeki Obywatelskiej, tylko jak wysiać to wyrosną same czerwone maki. W sumie nie ma się z czego cieszyć – komuna trzyma się dobrze.


U

waga chłopy. Rusza telewizja, gdzie hitem ma być „Super Dziennik” o 23.oo z rozbieranką na całego. Będą to jedyne wiadomości ogłądane przez was „od dechy do dechy”, bo prezenterka majtki ściągnie dopiero po prognozie pogody. usmiech Hehehe. Mam kandydatkę na prowadzącą „Kwadrans dla rolników”. Ciekawe, co na to wszystko Krajowa Rada Tego i Owego.


M

iało być goło i wesoło, a wyszło jak zwykle, czyli szaro i smutno. Program był, ale nikt się nie rozbierał, bo nie było nawet obiecanych wiadomości. Przestraszono się Krajowej Rady Tego i Owego, bo jak zapowiedziała rzeczniczka tejże – „goła dupa relacjonująca obrady Sejmu narusza polską rację stanu, o której mowa w art. 18 w ust. 1”. Jak rozumiem mieszanka golizny i głupoty może mieć ogromny wpływ na negatywne kształtowanie wizerunku domu wariatów. Może to i dobrze, bo nie będziemy mieć mężczyzn z nadmiernie rozwiniętymi bicepsami prawej ręki.


U

waga ziomale. W ramach offsetu za kupno „Fe-16” w Polsce pokazał się amerykański ryż hodowany na GMO-ju, czyli zmieniony genetycznie, produkowany przez Bayer Crop Science (co można przetłumaczyć jako „naukowy urodzaj firmy Bayer”). Jak widać członkostwo w Unii Europejskiej nie zabezpiecza przed tego rodzaju lewym eksportem. I co na to jego rolniczość pan Lepper? Przestaję kupować każdy ryż, bo istnieje prawdopodobieństwo, że ten zmodyfikowany genetycznie jest wymieszany pół na pół ze zwyczajnym i może znajdować się w każdej sprzedawanej paczce i to nie koniecznie pochodzącej z Ameryki. Zresztą i ten „normalny” też jest do niczego. Mało kto pamięta, że jak USA zaczęły karmić Wietnamczyków swoim oczyszczanym, białym ryżem (tzw. ryż polerowany), to większość „żółtych” zaczęła chorować na Beri-Beri (zwyrodnienie tkanki nerwowej z uszkodzeniem mózgu, rdzenia kręgowego i serca). Chorobę opanowano po wyrzuceniu z jadłospisu ryżu Wuja Sama i powrocie do swojego, nieoczyszczanego.


P

olitycy, zwłaszcza ci „pracujący” w Warszawie już dostają orgazmu. Wiadomo – nic tak nie nakręca, rozgrzewa i podnieca jak walka polityczna. Założyciel przystanku Włoszczowa-Gosiewo nazwał nawet wybory na sołtysa stolicy „drugą Bitwą Warszawską”. Pierwsza wiadomo – zatrzymała bolszewicką nawałę na przedpolach Europy, a ta druga? Jak na razie ma otworzyć Warszawę dla nowszych bolszewików, czemu nawet pogoda sprzyja, bo strasznie wieje ze wschodu. Trupy już się ścielą i nawet wielki rycerz z Legionów Pana Romana padł w walce z jajcarskin wodzem oddziału „Krasnoludków i Gamoni” (miał nawet 10 razy mniej głosów niż internetowy pupil, pan Kononowicz z Białegostoku, kóry obiecał „że nie będzie nic”). Wedle proroków od sondaży prowadzi pani Hajka, na którą będzie głosować ponad 50% zapytanych w jednej dzielnicy, która popiera umiarkowanych komunistów i tow. Szymona, a jedna polskojęzyczna „eineszwajnecajtung” już wręcz mówi, że wygrają „nasi”, bo dużo wyborców jest umiarkowanych w zdrowym rozsądku. Tak czy owak dłuższego metra w stolicy nie będzie, a zwycięzca wybierze tylko kolor farby do pomalowania tego, co już jest. Jak będzie na czerwono, to wiadomo… obrano „jedynie słuszny” kierunek.


P

rezydent, aczkolwiek z niechęcią, podpisał kolejna wersję ustawy frustracyjnej. Czy to coś zmieni? Kompletnie nic, bo jest to musztarda po obiedzie z zeszłego wieku. Zresztą ustawa ma być jeszcze zmieniona, bo są wątpliwości co do czarodziejów z krainy OZi, a reszty i tak w sumie to nie dotknie. Jak pamiętamy, słynny instytut powstał dopiero po weryfikacji dokumentów byłej bezpieki najpierw przez komisję jednego redaktorka, a potem przez samych zainteresowanych, więc w zbiorach instytutu są tylko „zmiotki” z magazynu, jak nie przymierzając „czaj typu Ulung” z epoki wczesny Gierek. Sami zainteresowani mówią, że to tylko 10% pierwocizny. Instytut właściwie zrobił już, co do niego należało – rozdał tym co powinien (i tym co nie powinien) statusy „pokrzywdzonych” a teraz zajmuje się tylko wyławianiem planktonu, na którym i tak nikomu właściwie nie zależy. Najbardziej wartościowi TWarzysze i TWarzyszki mogą nadal żyć spokojnie i zawijać w sreberka swoje „zdobycze”.


C

zy chciałbyś umrzeć po zażyciu tabletki, która miała uratować ci życie? Z pewnością nie. Ostatnie wydarzenia w systemie polskiego lecznictwa, spowodowały już zapewne nawyk czytania wszystkich ulotek dołączanych do leków i ponure myśli przed połknięciem tabletki lub wzięciem zastrzyku. Jednak to nic nie da, ponieważ na ulotce i tak nie wyczytasz wszystkiego, gdyż producent nie napisze wszystkiego, bo albo sam nie wie, albo świadomie zatai niewygodne wiadomości, bo przecież nikt by tego nie kupił. Czy zauważyłeś gdzieś na ulotce zapis, że systematyczne używanie witaminy „C” powoduje mikrowylewy krwi w żołądku, zaburzenia gospodarki cukrowej i powstawanie kamieni w nerkach? A czy ci, co reklamują jedną tabletkę aspiryny dziennie jako panaceum przeciwko zawałowi napisali, że po kilku latach nabawisz się owrzodzenia zołądka? Oczywiście, że nie. Chorego nie wolno denerwować usmiech, bo przestanie kupować ten chemiczny chłam. A czy uważasz, że ktoś poniesie odpowiedzialność za zamianę leku na inny, śmiertelny w Jelfie? Jeśli tak, to się grubo mylisz. Raport sporządzony po kontroli jest własnością zakładu i z pewnością nie ujrzy dziennego światła. Już zamawia się następne ekspertyzy, sprawę się przeciąga, aż stanie się medialnie nudna i rozejdzie się po kościach. I tu nie pomogą protesty pracowników, bo niewolnik nie ma wpływu na decyzję swojego pana, a panem Jelfy nie jest Polska tylko Litwa i nie jest to wewnętrzna sprawa Polski ale już Unii Europejskiej, która musi dbać o zyski swoich członków. Winnego i tak nie znajdą, bo u nas za błędy jeszcze nie odpowiada człowiek tylko system. Jak na razie szukają nabywców „corhydronu” i do pełnego bilansu brakuje tylko 11 tysięcy nabywców. 11 tysięcy potencjalnych (odpukać) „aniołów”.


C

zy przypadek prezesa Polsatu, to wyjątek czy reguła? Czy tak wyglądały początki wielkich karier finansowych, gospodarczych (i nie tylko) w początkach „suwerennej” III RP? Wydaje się to bardzo możliwe. Oczywiście, że nie można nikogo oskarżać jak się nie ma pewnych dowodów, ale czy takie lub inne dokumenty nie świadczą o tym, że „grupa trzymająca wszystko” dokładnie wszystko wyreżyserowała? Prezes czworga nazwisk i ośmiu paszportów zarzeka się, że do współpracy został zmuszony i współpracował krótko, na dodatek „ze wstrętem” nikomu nie robiąc krzywdy. Można i tak to przyjąć, bo dowodów kim (pryncypał i on sam) byli zainteresowani nie ma. Dokument o podjęciu współpracy nie daje całkowitej pewności, że taka współpraca przebiegała owocnie dla obu stron, ale można też założyć, że brakujące w teczce dokumenty istnieją, choć znajdują się nie w tych rękach co powinny. Może pan prezes otrzymał „delikatne” przypomnienie dzięki komu urósł w taką siłę? Incydent można przecież zinterpretować jako swego rodzaju ostrzeżenie – „Czy pamiętasz, dzięki komu masz swoją telewizję i komu masz służyć? Wiesz chyba, kto ma w ręku resztę dokumentów z twojej teczki i jak będziesz niegrzeczny, może nastąpić „przeciek” a wtedy dokładnie wiesz, czym się to skończy”. W Polsce wszystko jest możliwe, bo bezprzykładny atak niektórych mediów na PiS bardziej przypominał „spłacanie długu” komuś niż merytoryczną dyskusję nad możliwościami tej partii. Wczoraj Suboticz, dzisiaj Solorz. Kto jutro? Teraz telewizja. Które z mediów następne? A czy mogło być inaczej? Mogło – przeczytaj.


P

an minister od spraw zdrowotności narodu raczył powiedzieć – Mam swój honor. Już raz podałem się do dymisji. Ale jak chcecie mnie rozliczać za pomylenie ampułek, to ja to pieprzę! Nie chcę być ministrem„. Święte słowa i można jeszcze dodać to, co powiedział znany polityk jednemu dziennikarzowi. I nie chodzi tu bynajmniej o same ampułki, tylko o to, że Pan minister nie zrobił nic, by rozpieprzyć ten lewacki twór, w całym kraju zwanym już Narodowym Funduszem Zgonów, dzięki któremu tysiące Polaków już nie musi się martwić o swoje zdrowie. Oczywiście powie Pan, że to wina systemu. Owszem, ale ten system wprowadzili ludzie myślący jak pan, a Pan jako minister mógł to zmienić, tyle tylko że się nie chciało. Jako kardiolog doskonale Pan wie, że zawału nie wyleczy się tabletkami od bólu głowy, a Pan tak leczył polską Służbę Zdrowia. Życzę Panu bardzo dużo zdrowia, bo w Polsce żeby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie.


C

hoć sprawa doczekała się finału, doszło do nowej „bitwy pod Rospudą”. Specjalny pociąg przywiózł do Augustowa połączone siły stowarzyszenia Zielone Mazowsze i Grinpicu Polska w sile dwustu (szcz)ekologów, którzy „namawiali” mieszkańców Augustowa do przerwania rozpoczętych prac nad wiaduktem. Przeszli zwartą grupą pod Urząd Miasta i rozwinęli transparenty, że oni, przyjezdni – są przeciw. Mieszkańcy wyrażali swoje zdanie, ale do prasy dotarło tylko „nie chcemy was tutaj”, bo chyba tylko to nadawało się do druku. Zrozumienie dla problemu mieszkańców Augustowa wyrażono na transparencie „Obwodnica – TAK. Przez Rospudę NIE”. Czyli na nasze – ręce precz od żab i komarów, a obwodnicę wybudujcie sobie w okolicach Warszawy.


P

iątkowa awaria, która spowodowała brak prądu w trzech dzielnicach śródmieścia Warszawy, nawet na moment nie przyćmiła walki o stołek sołtysa, ani nie popsuła dobrego humoru rządzącym. Przeprowadzono dochodzenie, które wykazało jakiś ludzki błąd podczas remontu i sprawa rozeszła się po kościach. Drodzy Warszawiacy, czy wam potrzebna jest naprawdę kilkudniowa awaria byście zrozumieli, że zamiast bawić się w wybory puszczając kolorowe kondomiki, pieniądze należy przeznaczać i to szybko w modernizację i remont sieci elektrycznej, zamiast wyrzucać je w błoto? Czy wiecie ile kabli w waszym mieście pamięta jeszcze czasy tow. Edwarda? Że co? Że zadziałały źródła zastępcze? A ileż one będą działać, gdy awaria obejmie całe miasto i na kilka dni? Czy będziecie oddawać własną benzynę do szpitali, metra itp? Prawda, że Warszawa to nie Nowy Jork, ale Warszawa nie posiada tak sprawnych służb komunalnych jak tam, a prezydent Warszawy to nie burmistrz Nowego Yorku. Wam wystarczy tylko tydzień bez prądu, aby wasze miasto umarło, czego oczywiście wam nie życzę. Myślę, że już czas się zastanowić co by było gdyby i realnie zacząć myśleć o poważnej awarii, która jak sądzę, puka już do waszych drzwi.


N

ieznajomość prawa szkodzi, a wykształcenie nie świadczy wcale o lotności rozumu. Jak głosi art. 177 ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu – wygaśnięcie mandatu posła następuje m.in. wskutek powołania go na stanowisko radnego rady gminy, rady powiatu lub sejmiku województwa. Nie wiadomo także, co kierowało niektórymi posłami, którym widać władzy sejmowej było za mało i postanowili dołożyć sobie mandat radnego w swoich miejscowościach. Pazerność czy zwyczajna głupota – trudno wyczuć, ale już wiadomo, że kilku na własne życzenie zamieniło miesięczną, 10-tysięczną dietę posła, na marne 2 tysiące za posadkę radnego. Ciekaw jestem jak zareagowały ich żony na taką wiadomość. usmiech Na wszelki wypadek współczuję.


J

ak z kocmołucha i wsiowego obrzympały zrobić polityka, wie tylko niejaki Tymochowicz, który próżność i pychę potrafi zamienić na ciężkie pieniądze (oczywiście dla siebie). Jeśli ktoś chce, może wydać fortunę, by stać się politykiem rasy polskiej. Można też być samoukiem i wystarczy zastosować się do rad, których udziela ten „nauczyciel-cudotwóca”. Musicie zaprzyjaźnić się z najbardziej brukowymi dziennikarzami. Ważne, żeby o was pisali, obojętnie jak, byle nie przekręcali nazwiska. Trzeba stworzyć sobie legendę. Dziennikarz to nie ksiądz, gazeta nie konfesjonał, a opinia publiczna nie Bóg. […] Polacy mają wszystko w dupie. Jeżeli chcemy oddziaływać na masy, musimy poznać psychikę debila. Szczerością nic nie zdziałacie. Liczy się tylko cynizm! […] Przed czterema laty Tymochowicz powiedział w wywiadzie, że polityk to taki sam produkt jak płyn do płukania protez. Uczę polityków, jak skutecznie kłamać. Jeśli to działa, bo jak widać – osiągają wysokie pozycje, to nie mam się czego wstydzić. „Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio” – śpiewała kiedyś piosenkarka. Miała to być parodia polskiej reklamy produktów socjalizmu, ale jak się okazało piosenka była prorocza. Dziś w Sejmie czy Senacie zasiadają albo potomkowie zwykłych komuchów albo ludzie po „szkółce” Tymochowicza. Nie wyszło w życiu, to z pewnością wyjdzie w polityce. W polskiej tylko polityce, gdzie króluje miernota.  przeczytaj info


P

o ostatnich wyborach politycy pogłupieli do szczętu. Pomroczność jasna padła na Partię Obrażonych i jej politycy bardzo długo nie mogli odnaleźć drogi do własnych kancelarii, myląc je nagminnie z kancelariami „czerwonych kapturków”. Ale nawet ta „przypadkowa” wymiana poglądów nic nie dała, bo tow. Szymon odmówił oddania swoich głosów na najpiękniejszą Chinkę wśród Polek. Wczoraj pokazała się o wiele groźniejsza rysa w układzie kaszubsko-galicyjskim, bo premier z Krakowa oficjalnie poparł kandydata na prezydenta Krakowa z wrogiego PiSu, co „walnęło” wodza „donaldystów” i zakrawa na zdradę stanu, a przynajmniej na partyjny skandal. Pan prezes oczywiście – „siła spokoju” – nic się nie stało, ale już widać wyraźnie, że bajarz ludowy dwojga imion szykuje sobie miękkie lądowanie w ukochanym Krakowie. Reszta bez zmian – te same gęby i te same głupkowate wypowiedzi. Chociaż… nie. PiSankowi posłowie przygotowali polskiemu narodowi niespodziankę – płytę z kolędami na święta (oczywiście, że nie za darmo). Hitem ma być kolęda – „Przy żłobie leżymy, nic se nie robimy, pieniądze nam lecą, wam szczęścia życzymy”. No to niech będzie… enter.


P

an premier po obejrzeniu stada baranów w gospodarstwie pana Kluski, doznał olśnienia i rzucił hasło: „oczyścimy Polskę z agentury i niektórych służb specjalnych oraz nadmiernej biurokracji”. Żyję trochę dłużej niż pan premier i jak sięgam pamięcią z biurokracją walczyć już zaczynała ekipa Bieruta, a każde następne władze intensyfikowały walkę. Jak widać jest to walka z hydrą, gdzie obcinając jeden łeb, na jego miejscu wyrastają trzy następne. Cała prawda opiera się na jednym niezbitym fakcie – nadmierny rozrost biurokracji w Polsce jest skutkiem nieprzestrzegania tzw. sztywnych etatów w zatrudnieniu i to na szczeblu państwowym. Czyli krótko mówiąc – pan dyrektor musi mieć swojego zastępcę, zastępca swojego, zastępca zastępcy ustanawia swojego itd., a wszyscy rządzą jednym robotnikiem. Każdy zastępca, wiadomo – szarża i musi mieć swoje biuro, a jak biuro to musi być sekretarka, musi być specjalista od parzenia kawy i oczywiście sprzątaczka, która po dniu „urzędowania” musi wymyć gary, sprzątnąć popielniczki i czasem wyszorować sracz. Reasumując – do wyprodukowania jednej cegły przez robotnika potrzeba jego samego i całego aparatu „nadzoru” w liczbie kilkunastu osób. Wyprodukowanie jednej cegły to parę złotych i trochę czasu, ale trzeba wynagradzać wszystkich i tak z paru złotych robi się paręset. Doliczając funkcyjne, nagrody i dodatki łatwo obliczyć ile pieniędzy idzie na trawienie fusów i pierdzenie w stołek, a ile na właściwą pracę. Biurokracja będzie nadal, bo psu kości z mordy nie wyszarpniesz, a co najgorsze taką walkę trzeba zacząć od siebie i to właśnie w Polsce jest niewykonalne. Ryba śmierdzi od głowy, ale skrobie się ją od ogona.


B

adania zlecone przez WTO, przeprowadzone przez kilka niezależnych od siebie instytutów, wyraźnie wskazują, że szczury i myszy, którym podawano żywność modyfikowaną genetycznie (GMO) giną znacznie prędzej, a także znacznie częściej chorują, od tych które dostają normalną żywność.


T

o czego nie zdołali Niemcy podczas 5-letniej okupacji, a potem przez pół wieku wschodnia i rodzima bolszewia, zdołała zrobić polska władza w ciągu 18 lat tzw. transformacji. To, co zbudowali dziadowie i ojcowie trafił szlag. Polska prywatyzacja polegała głównie na oddaniu narodowego dobra w ręce rodzimych hien albo „zagranicznego kapitału”. Nie wiem ile czasu Mickiewicz tworzył „Dziady”, ale Balcerowiczowi udało się to w bardzo krótkim czasie. To, że pracownika traktuje się na równi z bydłem, dowiadujemy się codziennie, a już szczególnie podczas wielkiej ludzkiej tragedii. Halemba pokazuje to w dobitny sposób. Tylko z żądzy zysku posłano na śmierć kilkunastu ludzi, bo dokładnie wiedziano, co może się zdarzyć. „Neutralizacja” mierników metanu jest aż nadto oczywista i powszechnie znana, ale nasze sądy nigdy tego nie zdołają udowodnić. Jak zwykle wtedy nawet w politykach budzą się ludzkie odruchy, ale na tym się kończy, czego doświadczyli zwykli ludzie po powodzi tysiąclecia, po katastrofie katowickiej hali i wielu innych mniejszych czy większych tragediach zwykłych ludzi. Jak na razie zamiast budować, lewactwo i liberałowie fundują nam tylko jeden program – zniszczyć. Jak ostrzegają ludzie myślący, czeka nas jeszcze jedna katastrofa na skalę kraju – za niecałe 9 lat zbankrutuje ZUS. Co wtedy?


W

poszukiwaniu oszczędności władze etiopskiego ZOO są zmuszone do uśmiercania trucizną lwiątek, których nie są w stanie wyżywić i pielęgnować. Martwe zwierzęta są odsprzedawane do wypchania za równowartość 170 dolarów za sztukę. Jak wygląda sytuacja w naszych obozach koncentracyjnych dla egzotycznych zwierząt? Jak na razie jest cicho, bo tam gdzie powinni, to ani „grinpic” ani obrońcy zwierząt ani ekolodzy nie docierają.


C

zy nie może być tak i u nas? Bandycie, który ukradł około miliona Euro z włoskiego banku odebrano tylko połowę łupu. Tamtejszy urząd skarbowy zasądził od niego podatek od wzbogacenia z sumy, której nie udało się odzyskać.


N

atura dała potężnego prztyczka w nos pyszałkowatym naukowcom.Myśleliśmy, że nasze geny różnią się od siebie tylko detalami. Bzdura! Okazuje się, że różnice są ogromne, a to oznacza rewolucję w wykrywaniu i leczeniu chorób genetycznych. Nikt się nie spodziewał, że aż tak bardzo różnimy się jeden od drugiego – ekscytuje się dr Matthew Hurles z Wellcome Trust Sanger Institute, jeden z autorów przełomowego odkrycia. Jego zespół zbadał DNA 270 osób. Okazało się, że miejsca genomu, które były charakterystyczne dla każdej z osób, obejmowały aż 12% całości ich DNA! To oznacza całkowitą zmianę podejścia do genetyki człowieka”. info  przeczytaj Cukrzyca, to nie choroba genetyczna, to nałóg złego jedzenia „zdrowej” żywności. Czy wiesz, że pijąc namiętnie Coca-Colę odwadniasz organizm?


W

ielu ludzi w Polsce, szczególnie chorych, emerytów i rencistów, jest zbulwersowanych strajkiem listonoszy. Rzecz zrozumiała, bo nagłe pozbawienie środków do życia wyzwala emocje i natychmiastową chęć posiadania „kałacha” z dużą ilością amunicji. Ale czy naprawdę winni są tu listonosze? Czy ktoś zadał sobie pytanie, dlaczego traktuje się ich nie jak ludzi, ale jak muły do dźwigania ciężarów i co trochę dokłada się bez żadnej rekompensaty? Czy ktoś zadał sobie pytanie, kto zgarnął i zgarnia bajońskie sumy pieniędzy za roznoszenie tysięcy ton pierdołowatych reklam i wyborczego chłamu, które i tak wszyscy wyrzucają do kosza? Tu działa zasada starożytnych faszystów – „divide et impera” i dlatego kopie się psa, który jest „pod ręką”. Czas chyba najwyższy, by ta komusza maszynka do robienia pieniędzy, ale tylko dla nielicznych, wreszcie przeszła w ręce kompetentnych i uczciwych Polaków. Dla Poczty Polskiej (i nie tylko) kary w setkach milionów złotych nakładane przez Urząd Ochrony Konsumenta nic nie znaczą, bo zawsze uderzą finansowo w zwykłego pracownika i klientów, a nie w odpowiedzialne za to hieny. Czas skończyć z monopolem czerwonych cwaniaków i dlatego popieram strajk listonoszy, choć też odczuwam jego skutki.


M

otłoch, protestując przeciwko wojnie atomowej, jest głupi. Okazuje się, że wojna jądrowa może być błogosławieństwem dla ludzkości (oprócz tej, która wyparuje usmiech). Może być nas mniej, co byłoby wskazane ze względu na kurczące się zapasy kopalne, wodę i żywność, ale za to dużo zdrowszych. A oto kilka wnisków Komitetu Naukowego Narodów Zjednoczonych do spraw Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) – Okazało się, że ludzie z okolic tych miast (Hiroszima i Nagasaki), którzy ocaleli po atakach jądrowych, rzadziej chorowali na białaczkę, a wśród ich dzieci odnotowano niższą o 4% śmiertelność oraz o 20-30% mniej zaburzeń dotyczących liczby i struktury chromosomów„. […] „Okazało się, że wśród napromieniowanych robotników (pracujących przy łodziach podwodnych o napędzie nuklearnym) śmiertelność była o 24% niższa niż wśród ich kolegów niestykających się z pierwiastkami radioaktywnymi. Jeszcze bardziej szokujące były dane dotyczące umieralności na białaczkę: wśród silniej napromieniowanych pracowników stoczni była ona rzadsza aż o 58%!. To tylko nieliczne przykłady zbawiennego wpływu promieniowania po wybuchach jądrowych na ludzkie życie. Dlaczego więc USA tak negatywnie reagują na programy atomowe Iranu i Korei Południowej? Czyżby chodziło o zachowanie światowego monopolu na zdrowie? usmiech Przeczytaj cały artykuł – info  przeczytaj


J

eden z ostatnich führerów Europy, bat’ka Aleksander Łukaszenko, zwany przez swoich „łukaszysta” lub „Kałaszenko”, ogłosił narodowi, że sfałszował wybory ale na swoją niekorzyść. W ostatnich wyborach uzyskał 93,5% poparcia narodu i tak się przeraził, że polecił ogłosić iż wygrał tylko z 86% poparciem, by zmieścić się w europejskim wskaźniku. Zapomniał dodać, że wygrał dzięki frekwencji sięgającej 110% oraz tego, że wyniki wyborów były już znane na kilka miesięcy przed wyborami.


Ź

le się dzieje w państwie polskim. Tragedie, takie jak w Halembie czy w Hali Katowickiej będą się powtarzać, dobitnie świadcząc o jednym – o całkowitym rozkładzie służb i osób odpowiadających za bezpieczeństwo na najniższych szczeblach. Funkcje „behapowca” czy inspektora nadzoru sprowadzono do roli figuranta na liście płac i taki chcąc utrzymać się na stanowisku musi dmuchać w tą samą trąbę co właściciel, będący nierzadko łajdakiem. Właściciele natomiast boją się już tylko jednej instytucji – NIKu, ale jeden NIK na całe schorowane państwo niestety nie wystarczy i nawet jeśli stwierdzi uchybienia, to ukarać może tylko sąd, a jak pracują sądy każdy widzi. Wszystkie poważniejsze sprawy są obliczone na przedawnienie lub, co gorsza, na „kolesiostwo”. Jeśli zaś dojdzie do rozprawy, to stajemy się świadkami prawnego „pokerka”, rozgrywanego między prokuratorem a adwokatem, a tu wszystkie chwyty dozwolone, bo nie chodzi o sprawiedliwość tylko o wyszukiwanie uchybień proceduralnych w amerykańskim stylu. Sprawy zaś toczą się latami, co sprzyja „rozwodnieniu” sprawy, a niekiedy wręcz liczy się na zejście śmiertelne głównych świadków lub na przedawnienie. Prokuratorzy coraz bardziej niemrawi, a adwokaci coraz bardziej szczwani, zwykle wprost proporcjonalnie do zarobków. Rola sędziego sprowadza się najczęściej do odraczania rozprawy do następnego razu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mając „na dłoni” luki w polskim prawie, obibokom z Wiejskiej nie chce się ich poprawiać, a to zachęca wszelkiej maści szubrawców.


E

gipt ma swoją „klątwę faraona” ale i u nas daje znać tajemnicze zjawisko, które można nazwać „klątwą Papały”. Osoby ze świecznika lub ogarki, które już z niego spadły, zaczynają popełniać „samobójstwa” a szczególnie ci, którzy mieli związki (o których wiemy lub niebawem się dowiemy) ze śmiercią generała. Jest to szczególny rodzaj samobójstw, bo popełniają je ludzie, którzy jeszcze poprzedniego dnia bardzo kochali życie. Co ciekawsze, od pierwszego razu udało się tym, którzy siedzieli akurat w pilnie strzeżonych „pojedynkach” pod „czujnym” okiem strażników. Ci na wolności robią to gorzej, że wspomnieć tylko jednego denata z SLD (nota bene rycerza Okrągłego Stołu), który aż trzy razy oddawał do siebie śmiertelne strzały. Ostatni „samobójca” jeszcze żyje, ale nie wiadomo czy niewidzialna ręka nie „pomoże” mu w spełnieniu klątwy. Cyniczny jestem? Owszem, bo śmierć niektórych „uczciwych i prawych” Polaków po prostu mnie cieszy. Żal tylko, że swoje brudne tajemnice zabierają ze sobą do grobu, by chronić tych, którzy swoje przedkładają nad ich życie.


J

eden czerwonawy pacynek o „wzmocnionych” oczach z Partii Obrażonych zarzuca polskiemu rządowi, że weto ws. Rosji może całą Unię zwrócić przeciw Polsce„. Widać on i jego lewaccy kolesie byliby wielce zadowoleni, by jak dotąd lizać „wielką czerwoną” i kłaść uszy po sobie za każdym jej „kichnięciem”. Czy po to, tacy jak on i kumple lewacy, tak pospiesznie wepchnęli nas w ramiona tej europejskiej rodziny? Właśnie teraz się okaże czy jesteśmy równoprawnym jej członkiem, czy tylko bachorem do bicia i pasierbem na posyłki. Ja dzisiaj jestem jak najdalszy od krytykowania rządu polskiego, raczej formułuję oczekiwania i wskazuję rządowi polskiemu potrzebne kierunki działania„. Panie czerwony demokrata, nie wciskaj się pan między wódkę a zakąskę. Takich „doradców” jest i u nas i za granicą na pęczki. Trzeba było wygrać te wybory, wejść w koalicję z komuchami i dalej pracowicie rozwalać nasz kraj w braterskim przymierzu z „wielką czerwoną”. Ale nie wyszło i tego wy, farbowane lisy, nie możecie przeboleć.


Ż

yje sobie w Polsce człowiek, którego komuna, esbecja i urząd skarbowy razem wzięte nie zdołały wdeptać w ziemię. Fałszywie oskarżony tylko za to, że nie chciał opłacać się łajdakom, a pieniądze przeznaczył na budowę świątyni. Wypuszczono go za gigantyczną kaucją, której losy nie są znane (można się tylko domyślać, bo to tajemnica państwowa). Silny człowiek. Nie dość, że zdołał wydostać się z komuszej gnojowicy, to jeszcze stanął na nogi i pomaga innym. Założył gospodarstwo ekologiczne, hoduje owce i mógłby nawet wytwarzać biopaliwo na własne potrzeby, ale polskie prawo stoi na straży monopolu i takich wsadza za kraty. W swoim gospodarstwie potrafi z mało znanej rośliny – lnianki, wyprodukować 4 tony paszy i 2 tony oleju, który można użyć i do jedzenia i do napędzania traktora. Potrafi również wytwarzać prawdziwe oscypki, ale ich nie sprzedaje, bo jak na razie wzięcie mają licencjonowane podróbki ustawionych już „towarzyszy”, o czym doskonale wiedzą zakopiańscy turyści, którym po zjedzeniu takiego odbija się krowim mlekiem. info  przeczytaj Licho jednak nie śpi, bo niektórzy widzieliby go na stanowisku prezydenta RP. Wierzę jednak w niego i wiem, że zbyt ceni w sobie jedną rzecz – człowieczeństwo, a prezydentem, na swoje szczęście, być nie musi.


J

ak twierdzą niepoprawni optymiści z GUS – Spada liczba bezrobotnych w Polsce. W październiku stopa bezrobocia wyniosła 14,9 procent i była niższa od wskaźników wrześniowych o 3 dziesiąte punktu. Liczba osób pozostających bez pracy spadła w ciągu miesiąca o 62 tysiące osób. Jak sądzę, GUS (tam wynaleziono Balcerowicza) działa na podobnej zasadzie, co ośrodki badawcze opinii społecznej określające poparcie dla polityków i skłaniam się do tezy, że spadek bezrobocia jest wynikiem działania NFZ (Narodowego Funduszu Zgonów) i chyba są to jego dane. usmiech


M

ilton Friedman –Nic nie tworzy tak wielu miejsc pracy dla ekonomistów, co kontrola i interwencja ze strony państwa. Dlatego wszystkich ekonomistów cechuje schizofrenia: ich dyscyplina naukowa każe im faworyzować wolny rynek, ich własny interes każe im faworyzować interwencjonizm państwa. Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady. Dla polityka istnieją dwa rodzaje pieniędzy: moje pieniądze i wasze pieniądze. Wasze można wyrzucać przez okno – przecież nie są moje„. Autor był Bogiem naszego Balcerowicza i stąd jest tak a nie inaczej.info  przeczytaj


W

brew obietnicom kardynała Dziwisza, w dalszym ciągu trwa „wdeptywanie” w ziemię księdza Isakowicza-Zaleskiego. Pałeczkę przejął biskup krakowski, który na spotkaniu z duchownymi publicznie go poniżył info  przeczytaj (biskup to taki ksiądz, wśród których należy szukać księży szczerze oddanych komuszej bezpiece). Ks. Isakowicz-Zaleski jest już w zasadzie bezbronny. Pozbawiono go rękopisu książki (wydanie jej jest bardzo niepewne) i zabroniono wypowiadać się na jej temat. Być może to ośmieliło tego biskupa do takich wypowiedzi, bo nikt uczciwy, nie uwikłany we współpracę z esbecją, nie wypowiada się na ten temat i w taki sposób. Osaczony pies zawsze będzie ujadał i kąsał. Widać jednak, że coraz mniej ludzi angażuje się w obronę księdza Isakowicza i to jest smutne. To jest zwycięstwo bezpieki i tych, co jedli im z ręki. Człowieka, który walczył o lepszą Polskę, traktuje się jak trędowatego i szkodzącego kościołowi. Panowie, dziś władający Polską – Prawo jakieś tam mamy, ale Sprawiedliwości na razie żadnej. Czy tak już zostanie?


T

rybunał Stanu umorzył postępowanie w sprawie byłego ministra skarbu Emila Wąsacza. Sędziowie przychylili się do wniosku obrony o umorzenie postępowania ze względów formalnych. Co z tego wynika? Ano to, że sporządzający wniosek do Trybunału posłowie, to urzędnicze niemoty, które na prawie znają się tak, jak wół na grawitacji. Dlatego pan Emil może spać spokojnie, dopóki paniskom wydawać się będzie, że ich życzenia są tożsame z polskim prawem.


Z

aszczepiajcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia i godziny…Rutynowe szczepienie dziewcząt i młodych kobiet przeciwko wirusowi HPV, który wywołuje raka szyjki macicy, zalecają polskie i międzynarodowe towarzystwa medyczne. Szczepienie to nie zwalnia jednak kobiet z obowiązku wykonywania cytologii. Zagrożenie rakiem szyjki macicy dotyczy głównie niezamożnych i słabo wykształconych pań z małych miast i wsi. A więc niezamożne i słabo wykształcone, zaszczepiajcie się, bo to tylko drobne 1500 złotych. Na własne życzenie zostaniecie zarażone wirusem raka, który może wam pomoże w produkcji przeciwciał, bo tak wyszło naukowcom na szczurach. Dlatego to szczepienie nie zwalnia od systematycznych badań, bo trzeba w porę wykryć raka, którego wam wszczepiono. Lekarzy, którzy twierdzą, że rak atakuje przede wszystkim ludzi, którzy są niedożywieni, źle odżywiani i którzy na skutek braku witamin obniżają swoją odporność, nie cytuje się, bo psują szyki nowoczesnej medycynie i farmacji. Najważniejsze to posiać strach i czekać jak pieniążki same zaczną spływać do kieszeni, a żeby był większy zysk zaleca się nawet szczepić chłopców w wieku 9-15 lat jako roznosicieli wirusa (chyba w swoich „szyjkach”). Paranoja.  przeczytaj info


A

jednak Saddam Hussain posiadał broń masowego rażenia. Jak wynika z filmu wideo znalezionego w Iraku, Saddam Husajn mógł planować użycie łuków, proc i koktajli Mołotowa przeciwko wojskom USA i to na masową skalę.usmiech


W

ygląda na to, że Polska może zostać oskarżona o współudział w morderstwie byłego rosyjskiego szpiega Aleksandra Litwinienki. Badania wykazały, że został otruty pierwiastkiem radioaktywnym – polonem 210. Niech tylko Anglicy dowiedzą się, kto ten pierwiastek odkrył… i mamy przechlapane. usmiech O Mario, Mario, cóżeś nam uczyniła…


C

zy ktoś już się połapał o co chodzi w tych wyborach? Miały zwyciężyć PiS albo PO, a podobno zwyciężyła jakaś partia kułaków. W stolicy wyścig szczurów. Kazek i Hajka idą łeb w łeb, albo jedno wyprzedza drugie o włos, ale nie podają z jakiej części ciała. To, że Borowski z Kwaśniewskim będą głosować na Hajkę G-W, to rozumiem, bo też bym na rodaczkę głosował. Ale co wyrabia ta Platforma Obrażonych – każe głosować na swoich śmiertelnych wrogów. To wszystko wygląda na jakąś wielką akcję dezinformacyjną, ale dla kogo, dla Ruskich? Gorsze jest to, że Polacy po tych wyborach mogą zgłupieć do szczętu. A może właśnie o to chodzi? Jak będzie po wszystkim, to znowu się okaże, że ugotowano nam wspaniałą kuroniówkę na komunie.


J

eżeli ktoś jeszcze myśli, że cywilizowana Europa rozciąga się aż do Uralu, to powinien zrewidować swój pogląd. Wszelkie znaki wskazują, że cywilizowany świat kończy się na Bugu, a dalej to już zwykła średniowieczna mongolszczyzna na bazie marksizmu i leninizmu. Tam jeszcze panuje trucizna, oszustwo, prowokacja i zwykły stalinowski zamordyzm. W taki właśnie sposób traktuje się tam „nie swoje” narody. Z zemsty, że pułkownikowi KGB nie udało się opanować polskiego rynku paliwowego (zawiódł jeden wysoko postawiony agent z nałogiem), powrócono do starych metod. Podpala się litewską rafinerię, którą miał kupić Orlen i nakłada się embargo na niby polskie mięso. Robi się to tak prymitywnymi metodami, że nasi fałszerze pieniędzy z podstawówki, to geniusze komputerowi. Pomogli nam Litwini i teraz wiemy, że „papiery” wykonał jakiś pokurcz z KGB na komputerze typu „Spectrum”.info  przeczytaj Trudno tylko ustalić skąd pochodzi to rzekomo polskie mięso, bo martwa świnia pary z gęby nie puści, a tym bardziej dawno zjedzona. W Rosji z Europy przyswojono sobie tylko jedno hasło – „Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. Komuch to zwykły bandyta, ale komuch kapitalista, to na dodatek jeszcze świnia.


W

ielki dzień dziś nam nastał. Obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia. Z tej okazji chcę złożyć serdeczne życzenia kosmitom z Wiejskiej i zapytać kiedy obchodzimy Dzień Komucha-Świntucha i Święto Koszałka-Liberałka, bo to ważne święta w Rzeczypospolitej i nie chciałbym ich przeoczyć. […] Tatrzański GUS zapodał, że w związku ze spadkiem bezrobocia, przybyło nam kozic, czyli zgodnie ze statystycznym prawem – „jak tu ubywa, to tam musi przybyć”. Jak przebiegają zmiany w populacji bezdomnych, odpowiedzialne za to państwowe służby milczą. A co z pogłowiem susłów moręgowych? Grinpic i Zieloni zapadli w sen zimowy? […] Górale rozpoczęli protesty przeciw oscypkom pana Kluski. info przeczytaj Okazuje się, że nie jest ważne z czego oscypek jest, ale ważne jest, kto go robi, czyli oscypka musi wykonać rodowity góral (co najmniej w stopniu bacy), owca musi być góralska, a sam oscypek może być z byle gówna. Hej. […] Polak potrafi… Siedzący w pierdlu, znany doktor psychodziecioterapii napisał „Poradnik dla pedofili” i inne opowiadania. Poradnik ma wydać partia tolerancyjnych i kochających po partyzancku. I to by było na tyle.


W

odróżnieniu od 1920 roku „Cudu nad Wisłą” nie było i Warszawa padła. Bitwa warszawska została przegrana i komuna pokazała raz jeszcze, że jak trzeba, to potrafi ścisnąć półdupki, w karnych szeregach ruszyć do urn wyborczych i zagłosować na tego, którego wskazuje towarzysz „Alek”. Nie było „swojego”, to zagłosowali przynajmniej na „swoją krew”. Teraz dopiero stołeczna sołtys będzie miała problem, jak wynagrodzić czerwonym kapturkom swoją „victory”. Oficjalnie nie można (bo hucpa), ale po cichu owszem i teraz należy tylko uważnie czytać prasę, a w niej „drobne” zmiany na stanowiskach ważniejszych dyrektorów i „wygrywających” inwestycje w gminie. Z pewnością reaktywuje się też „stary i dobry” Układ Warszawski. Dlaczego PiS przegrał? Dlatego, że nie ma żadnego programu (inni zresztą też) dla tej tzw. IV RP. Dlatego, że dziś w wyborach liczy się pusty czerep (byle znany z tzw. „niezależnych” telewizji), modna krawatka, fryzura i gęba pełna obietnic, najczęściej mało lub wcale realnych. Dlatego, że najczęściej głosują tylko ci, którzy są związani ciepłymi posadkami z nadania partyjnego. Dlatego, że jedyną grupą w Polsce jaka potrafi się zmobilizować, jest stara awangarda przewodniej siły narodu, ich demokratyczno-liberalne dzieci oraz aktyw „narodu wybranego” zaprawiony w walce o władzę już od czasów Bermana, Chajna i Minca. Ci zaś, którzy mogą coś zmienić, wolą siedzieć w domu czekając na samospełnienie przepowiedni o świetlanej Polsce, zapominając o tym, że przepowiednia spełnia się wtedy, kiedy się jej usilnie pomaga. Oczekując na partię-zbawiciela i nie wierząc we własne siły przegrywamy Polskę Polaków. Jak na razie, powrót do przedwojennej koncepcji Judeo-Polonii jest w dalszym ciągu bardzo realny. Komuna nie wróci, bo jeszcze wcale nie odeszła, a bajzel i warcholstwo to jej żywioł i nadzieja na długie życie.


Z

astanawiam się jak potraktować pokaz filmu dla niewidomych w Białymstoku. Czy to ma być forma litościwej pomocy czy obrzydliwie okrutny i głupi żart z ludzkiego nieszczęścia. Jakie wrażenie odnieśli „widzowie” słuchając tylko narratora opowiadającego o minach i ruchach bohaterów, wyglądzie przedmiotów, krajobrazach czy ruchu kamery„, którymusiał ze swoim opisem zmieścić się między dialogami, by nie zakłócić ich odbioru przez widzów? A może pójść jeszcze dalej i zaprosić głuchych na koncert do filharmonii, gdzie pokaże się im na migi „co jest grane” albo zorganizować festiwal piosenki dla niemych, gdzie wykonawcy będą pisać co śpiewają? Ktoś tu strasznie przegina pałę i jest to po prostu niesmaczne. Takie coś może wymyśleć tylko głupi i podły człowiek. info  przeczytaj


K

ażdy już zapewne widział w telewizji „pogodoodpornego” faceta, który namiętnie pije zsiadłe mleko wymieszane z tajnymi bakteriami z naczyńka niewiele większego od naparstka, patrząc z wyższością na swojego psa, który to wszystko ma w swojej psiej dupie. Jedyna prawda, która bije z ekranu, to ta, że facet jest mamono-pazerny i za każdy pieniądz zareklamuje nawet guano. Te wszystkie Actimele, Jogobelle i inne cudowne środki na odporność tracą swą „moc” już w momencie otwarcia i są pomocne jedynie w nagłej sraczce oraz lekko łagodzą ewentualne choroby żołądkowe. Tajne „zdrowotne” bakterie przyczyniły się tylko do zmniejszenia objętości naczynia, za które płacimy tyle samo, co za pół litra zwykłego jogurtu. Jest on lepszy, chociaż i jego nie polecam, bo wystarczy się zastanowić, jakiż to „cudowny” środek powoduje, że owe zsiadłe mleko „wytrzymuje” nawet do pół roku bez śladów zaśmierdnięcia i pleśni. Jeśli dajemy dziecku jogurty osłodzone zwyczajnym cukrem, to zamiast „dobrej” flory bakteryjnej fundujemy mu nadmierną fermentację, która oprócz „zagęszczania” atmosfery, powoli zatruwa mały organizm. Jeśli chcemy naprawdę się uodpornić, to trzeba zacząć jeść codziennie dużo surówek warzywnych, jeść owoce, czyli codziennie fundować sobie naturalną witaminę C. Oglądając reklamy warto uprzytomnić sobie, że dla pieniędzy, każdy jest gotów reklamować nawet kozie bobki na „rozszerzenie źrenic”.usmiech „Ludzie to lubią, ludzie to kupię, byle na chama, byle głośno, byle głupio”. Szkoda, że tej piosenki nie puszczają przed każdą reklamą. W większości jesteśmy pokoleniem myślącym telewizorem, a nie głową. info  przeczytaj Do tego jeszcze leniwym i dlatego nie chce się nam samemu zadbać o własne zdrowie.


O

biektywny CBOS przeprowadził obiektywną ankietę – „Która stacja telewizyjna jest najbardziej obiektywna?”. Jak się należało spodziewać wygrała TVN przed Polsatem i tzw. telewizją rządową czyli będącą w „rękach abonentów” – TVP. Przypomina to trochę sondaż „Kto, według ciebie, był największym dobroczyńcą ludzkości – Hitler, Stalin czy Saddam?”. I po jaką cholerę nam taki sondaż i taki obiektywizm?


P

olacy są prawie w ekstazie, bo mgła opada i nasze aeroplany będą mogły startować i lądować już na naszych lotniskach. Co prawda nasze, według zachodnich standardów, ledwo mieszczą się w definicji lotnisk polowych, ale za to są nasze. Mamy także system przeciwmgielny, oparty na brytyjskim z drugiej wojny światowej, ale go nie używamy, by nie spowodować upadku Orlenu i w obawie przed ciągle malejącą efektywnością rurociągu „Przyjaźń” z powodu „Kałaszenki”. Drogich systemów lotniczych do lądowania „na ślepo” też nie będziemy montować, bo niejasna jest przyszłość polskiej energetyki, a wiadomo – radar bez prądu, to jak żołnierz bez karabinu. Dlatego nie ma się co dziwić, że zakupując samoloty dla tzw. VIP-ów, wydatnie obniżono wymagania. Zdziwko mnie zresztą wali, że tak „tanie” państwo (gdzie badanie cholesterolu to tylko 9,60 zł.), wydaje pieniądze na tak drogie samoloty. Nam w zupełności wystarczyłyby dobre i sprawdzone An-2. Startują i lądują nawet na leśnych duktach, latają wolno dając czas na przemyślenia, a poza tym nisko czyli bezpiecznie (o czym przekonał się książę Leszek Czerwony latając nisko helikopterem). Przystosować do tankowania w powietrzu tylko te do wizyt zagranicznych, bo reszta ma przecież wystarczający, krajowy zasięg. Pozostaje kwestia wyboru wystroju, bo samolot produkowano w 16 wersjach, w tym nawet dwa dla VIP-ów (5-6 osób). Możnaby ewentualnie dorobić wersję An-2-endriu (dwóch członków załogi, stewardessa, on sam i 200 kg żarcia) i flota rządowa gotowa. Czyżby zapomniano, że nasz Skarżyński bez tankowania w powietrzu już za Piłsudskiego przeleciał nad Atlantykiem na dużo gorszym RWD-5bis?


F

ala oburzenia i niedowierzania przetacza się przez Poland po tym, jak Internetowy portal „cośtam-cośtam” ujawnił nieprawdopodobny wręcz film z imprezy neofaszystów na Śląsku. No czarna rozpacz, co ta „przyszłość narodu” wyprawia. Neofaszyści, Wszapolska Młodzież, no i nie zapominajmy o „komsomolcach” – tym bijącym sercu lewicy, mają inne programy niż ich ojcowie. Skąd się to to wzięło? Ano stąd, że od roku 1990 wszystkie rządy miały w dupie edukację, a patriotyzmu uczyła ulica, knajpy i dyskoteki. Tu nie trzeba ganić młodzieży, a trzeba ganić tych jełopów zasiadających w Ministerstwie Edukacji po liftingu komunizmu przy „Okrągłym Stole”. To filozofia „róbta co chceta” popchnęła młodzież na taki, a nie inny tor. Państwo położyło lachę na wychowaniu i ja się dziwię, dlaczego wszyscy się dziwią. Młody człowiek szuka ideałów i jeśli się go nie ukierunkuje, nie pokaże mu się wzorca, szuka sam i nie zawsze znajdzie to, czego oczekują dorośli. Co młodego człowieka nauczy telewizja, kolorowe brukowce i partyjniackie szmatławce? Przecież ogromna większość polskich mediów jest nastawiona tylko na sensację, głupoty i gołe dupy, bo na patriotyzmie nie zarobiłyby nawet na skórkę od chleba. Młody człowiek szuka programu, który będzie mu odpowiadał i nie jest jego winą, że jedynie dostępne programy, to programy nacjonalistyczne. Dlaczego nacjonaliści potrafili ogłosić swoje programy, a polskie rządy i partie polityczne nie? I tu dochodzimy do sedna sprawy – nacjonaliści mają swoje programy od dawna, a rządy i partie polityczne od samego początku – żadnego. Jaki więc wybór dla młodych ludzi? Kto skierował ten „pociąg” na niewłaściwy tor? Zwrotniczego należy szukać w rządach przefarbowanej komuny i wśród kosmitów z Wiejskiej. To, że można coś zmienić pokazuje dopiero opluwany ze wszystkich stron Giertych, bo to co robi nie jest po myśli komuchów, liberałów, partii „demo” i tej całej zasranej ich „tolerancji”.


G

ry i zabawy Jana Marii. Kraków. POkemon Anonim I Janek musi ponosić odpowiedzialność za słowa. To dobrze, że opinia publiczna dowiedziała się, że sam Rokita zniża się do targów o stanowiska w magistracie„, POkemon Anonim II (lokalny) –To manipulacja. Tak wygląda polityka uprawiana przez gówniarzy„, POkemon Anonim III Rokita w obecności wielu osób powiedział, że Ryszard Terlecki nie nadaje się do rządzenia Krakowem, a później zaczął namawiać krakowian, by na niego głosowali. To polityczna schizofrenia albo bezgraniczny cynizm„, Schetyna –Jeśli ten protokół jest prawdziwy, to ocena nasuwa się sama. Pokazuje on bardzo złą stronę polityki„, Klich –Skoro ten protokół wyciekł do prasy, sam mówi za siebie„, Polityk krakowski –Preparowanie oficjalnych dokumentów partii i wykorzystywanie ich do wewnątrzpartyjnych rozgrywek jest zjawiskiem bez precedensu. W Krakowie nigdy nie uprawiało się polityki w ten sposób. „Młodzi” wprowadzili jednak nowe metody„, Czerwiński –Nie można tego zamieść pod dywan. Musimy zbadać, w jakich okolicznościach się to stało. Czy ktoś to zrobił świadomie, czy dał się podpuścić. Sprawa jest na tyle poważna, że na upomnieniu się nie skończy„, Klich –Tego typu wydarzenie paraliżuje jakiekolwiek ustalenia partii politycznej. Nie można wyobrazić sobie sensownej i otwartej dyskusji, jeżeli jej zapis wycieka do prasy. Dziennikarze mają oczywiście prawo, by poszukiwać takich dokumentów. Ale dla funkcjonowania władz partii takie sytuacje stwarzają poważny problem„, Schetyna –Jan Rokita nie uzgadniał z zarządem partii poparcia dla Ryszarda Terleckiego z PiS w drugiej turze wyborów prezydenta Krakowa„. Jeszcze „trzecia” nie umarła póki się targujem. Za każde pieniądze pójdziem nawet z…


P

an poseł Jacek Kurski (nie mylić z członkiem załogi okrętu podwodnego ani z uczestnictwem w bitwie pancernej) określił kobiety-polityczki, zasiadające w ławach „polskiego” Sejmu, mianem – kobietony. Pierwsza obraziła się kobieton z czerwonych kapturków Anita ps. Żyleta. To ta inteligentna kobieton, która wykryła pionowe korytarze w redakcji Agory, którymi lew lewitował do ubikacji zaciągać z piersiówki oraz przypomniała Polakom, że w kolorowych skarpetkach chodzą tylko pedały, a pochodzi z Pabianic k/Ksawerowa z rodu zasłużonego w umacnianiu przewodniej siły narodu w epoce „belgijskiego górnika”.


M

inisterstwo Zdrowia raczy przypominać młodym ludziom, że prezerwatywa chroni przed AIDS tylko wtedy, gdy się ją zakłada. usmiech Kiedyś zapytali górala czy używa prezerwatywy do ochrony przed AIDS… – Jo, panocku caluśki cas ją nosze, a zdejmuje ino do sikania i do dupcenia.


C

hodząca reklama McDonalda o czerwonej orientacji zapowiedziała, że złoży własny projekt nowelizacji ustawy frustracyjnej, bo nie może tak być, żeby w demokratycznym państwie łajdak nie był chroniony przez prawo. Polska nie może być państwem represyjnym wobec członków polskiej sekty asasynów, a demokracja według niego, to demos czyli lud i kratos czyli miejsce, gdzie ten lud powinien się znajdować.


C

zyich dzieci jest najwięcej w Polsce? Oczywiście Galla Anonima. Wiceminister gospodarki rozważa powiększenie liczby urzędników ministerstwa, bo ci którzy już pracują, nie nadążają z czytaniem listów od dzieci Anonima. Listy miały być pomocne w rozwiązaniu problemu „Halemba”, ale rzeczywistość przekroczyła najśmielsze oczekiwania, choć na „Halembę” nic jeszcze nie doszło. Jeśli masz coś do anonimowania, to pisz na adres – Plac Trzech Krzyży 3/5, Warszawa. W „Halembie” już drugi tydzień dyrekcja „sprząta” chodnik, zanim zjedzie komisja na oględziny, a komisja musieć czekać, bo bać się groźny metan. Po analizie i posegregowaniu anonimów, premier ma powiększyć NIK, bo zanosi się na kontrole w całym kraju.


W

icepremier ds. zwalczania wciornastków i przędziorków znowu grzebie Zycie w… budżecie. Partia jego domaga się dodatkowych funduszy dla wsi (albo dla WSI). Skąd? Ano stąd – 440 mln. z MON, 407 mln. z Ministerstwa Sprawiedliwości, 500 mln z budżetu Sądów Powszechnych, 200 mln. z obsługi długu krajowego oraz 38 mln. z MSWiA. Czyli razem – ponad 1,5 miliarda złotych, a jak nie dostanie, to znowu ucieka na Białoruś. „Endriu” jest przeciwny wojnie z talibami i chyba to jego sposób na misję w Afganistanie, bo zanim kontygent tam dotrze na piechotę, wojna może się już skończyć. Ciekawe, dlaczego nie żąda funduszy z edukacji narodowej? Czyżby zdziadziały bokser wagi lekko-śmiesznej bał się piąchy młodego Frankensteina? Aha… znalazł też poparcie w partii kułaków sikawkowego generała czyli w partii arbuzów (z wierzchu zieloni, w środku czerwoni).


W

roku 1995 Anna Walentynowicz zadała pytania pewnemu „politykowi”: Czy pamiętasz, jak w styczniu 1971 roku przyznałeś, że na żądanie SB dokonywałeś identyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii i filmu?, Czy teraz możesz podać powody tych działań?, Czy w 1981 roku byłeś informowany przez Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, że Mieczysław Wachowski jest kapitanem SB?, Dlaczego okłamałeś wszystkich, mówiąc o przeskoczeniu płotu, podczas gdy na strajku 14.08.1980 r. zostałeś dowieziony motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej w Gdyni?, W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwszą kampanię wyborczą?, Czy uważasz za właściwe, że głowa państwa lokuje pieniądze w bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?, Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z Kiszczakiem i 5-tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano zwykłych widzeń?, Czy pamiętasz swoją wypowiedź w Kongresie USA: ‚Lokujcie swoje kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić’? Czy nadal tak sądzisz? Czy pamiętasz tego „wielkiego polityka”, który do dziś nie odpowiedział? info  przeczytaj


Z

programu TVP „Misja specjalna” wysypało sie trochę agentów esbecji. Nazwiska, nie powiem, znane i kiedyś nawet uwielbiane autorytety – Toeplitz, Dziedzic, Passent, Drawicz, Giełżyński i kilkoro innych. Zapewne to tylko nędzny ułamek promila jak na prawie 40-milionowy naród i zapewne rzuceni na pożarcie, bo o tych prawdziwych i wysoko postawionych łajdakach prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy. Niektórzy, dzięki „swoim” kolesiom z IPN, załatwili sobie status „pokrzywdzony” i tak naprawdę weryfikację należałoby zacząć od nich. A niektórzy jeszcze dzisiaj zasiadają w ławach Sejmu lub Senatu, jak np. TW Leopold.


P

ierwszy i najbardziej „pokrzywdzony” w RP odbierze listę osób, które donosiły na niego w czasach PRL. Zestawienie to przygotował gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Na razie ma być ponad setka nazwisk, a potem tysiące i dziesiątki tysięcy. Może się okazać, że cały naród donosił na tego „biedaczka”. Jeśli uprzytomnić sobie, kto i po co założył IPN, to nie będzie zdziwienia, jak wśród donosicieli znajdzie się Walentynowicz i Gwiazdę. usmiech Ale „pokrzywdzony” jest wyrozumny i entelygentny więc nie będzie krzywdził i nikogo nie ujawni. Wychodzi na to, że listy potrzebował, bo nie mógł odnaleźć starych kumpli usmiech , albo będzie nowa partia oparta na jego ko-żyniach.


P

rasa zamieściła artykuł pod tytułem „Komu nie odpowiada ciepła jesień?”, który choć traktuje o tych, co uprawiają rośliny, możnaby przetransponować do polskiej (tfu) polityki. Polskie bagno polityczne zaczyna fermentować i zaobserwowano wielki wysyp grzybów, szkoda tylko, że tych „psich”. Grzybki, które pokazała „Misja specjalna” już zapowiadają vendettę, bo one tylko halucynogenne i niczemu nie winne, a to co zrobiono, to jest zemsta krwawego Bronka. Kazimierz (od krzyży oświęcimskich) ujawnił współpracę kilku „władców dusz” z esbecją, ale oni, kuria ich mać, nie chcą jak zwykle komentować, bo duszone we własnym sosie jest ponoć najlepsze. Nie myślmy wszakże, że ta walka „na noże” rozjaśni nam w głowach. Na razie zrobiono narodową berbeluchę, w której łatwo ukryć łachmytę i łatwo skrzywdzić uczciwego. Fermentujące bagno też ma tendencję do oczyszczania ale problem w tym, że syf opada na dno i jest niewidoczny. Niektórzy z paniki zaczynają się głupio tłumaczyć. Wiceszef partii wiceministra ds. buraków cukrowych współpracował z mafią i esbecją w fundacji „Pro Civil”, ale jak twierdzi nie brał udziału w posiedzeniu zarządu. To za co brał szmal? Za gołego członka? Przeciętny Polak ma tak zamieszane w głowie, że coraz trudniej odróżnia prawdę od esbeckiej manipulacji. Trudno wyczuć, kto pisze prawdę, a kto pod dyktando esbecji, która gazeta opisuje prawdziwe fakty, a która jest komuszym podogońcem albo esbecką gadzinówką, czyje tak naprawdę są te niezależne telewizje. Ile z tego wszystkiego jest polskie, a ile w rękach łajdactwa z zagranicznym kapitałem. Przydałby się wykaz właścicieli mediów i ich rodowód. Zamiast prawdy otrzymujemy pierdoły z CBOS, który tłumaczy nam, że Polacy coraz więcej wiedzą o HIV i AIDS, a ja potrzebuję danych ilu choruje na czerwonkę a ilu na niebieską kiłę. usmiech


Myśl polityczna „wielkich polaków” – Artur Sandauer: W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy. Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy. Dzisiejsze społeczeństwo w Polsce, to żydowska głowa nałożona na polski tułów. Żydzi stanowią inteligencję, a Polacy masy pracujące. Dlatego antysemityzm, wszelkie odruchy antyżydowskie w Polsce to choroba umysłowa, to buntowanie się ręki i nogi przeciwko własnej głowie. Żydzi są głową Polaków, bo są lepsi, a Polacy to ręce i nogi. Nie może polska ręka bić żydowskiej głowy.

P

an Premier jest zaniepokojony złą prasą i twierdzi, że rząd pada ofiarą niebywałej agresji. Czy Pan, Panie Premierze jeszcze wierzy w fair play w polskiej polityce? Czy nie widzi Pan, że przeciw Panu zawiązała się tajna koalicja politycznego szamba i z prawa i z lewa? Wychodzę z założenia, że Pan doskonale wiedział z kim będzie miał do czynienia. Czy już Pan zapomniał na czym polegała dyktatura proletariatu? Komuna od początku wychodziła z założenia, że przeciwnikowi nie wystarczy przyłożenie noża do gardła. Żeby zwyciężyć należało jeszcze wykonać posuwisty ruch i dlatego sztandar ich jest czerwony. Czy jest Pan taki naiwny, że wierzy w to iż rewolucję można pokonać łagodną ewolucją? Czy Pan jest tak naiwny by nie wiedzieć, że polski liberał i demokrata to przefarbowany łajdak z komuny? Czy Pan zapomniał w czyich rękach znajduje się „polska” prasa, radio i telewizja? Przecież one nigdy nie będą za Panem, bo Pan niszczy ich pracodawców i chce im odebrać „chleb”. To jest też władza, choć marionetek, za których sznurki w dalszym ciągu pociągają ci sami, co żłopali wspólnie wódę przy Okrągłym Stole. info  przeczytaj Ich głównym zadaniem jest w dalszym ciągu robienie ludziom wody z mózgu. Jeżeli chce Pan wygrać, musi Pan przejąć i zastosować ich metody i ich „etykę”. Wiem, że będzie trudno, ale coraz więcej ludzi zaczyna otwierać oczy i dzięki nim jest Pan dziś Premierem. W roku 1990 dokonano V rozbioru Polski i tylko przykre jest to, że rękoma rodzimych łajdaków. Pan nie ma wyjścia, Pan to musi wytrzymać. Powodzenia.


Myśl polityczna „wielkich polaków” – Bronisław Geremek: cały ruch społeczny, który tworzymy oraz ożywimy go najróżnorodniejszymi nurtami politycznymi, ma na celu doprowadzic do takich zmian w strukturze państwowo-gospodarczej Polski, aby Żydom w Polsce żyło się zawsze lepiej jak Polakom. info  przeczytaj

H

ajke złożyła śluby i jest już pełną gębą „priwislanskim” sołtysem. Jak się należało spodziewać już w orędziu „Urbi et Swoim” wskazała kierunek polityczny zwycięskiego marszu Dobro warszawy nie ma barw politycznych, jestem osobą, która łączy, twardą i dzielną, ale która nie dzieli. Nie zawiodę.” Oczywiście zawieść nie może, szczególnie jarmułkowej frakcji czerwonych kapturków, która walnie przyczyniła się do jej wyboru. Znaczy to tyle samo, co zaproszenie szerszej grupy spadkobierców Okrągłego Stołu oraz ich demo’dzieci do rządzenia Warszawką. Znowu wspólnie na jednej platformie pojadą ci sami, którzy tworzyli krajobraz tzw. III RP – AWS, komuna i ci najbardziej obrotni platformiacy z Układu Warszawskiego. A kto będzie ciągnął tę platformę? Oczywiście, że ty – ludu pracujący stolicy. Ktoś musi robolić, żeby dobrze żyć mógł ktoś.


P

artia spadkobierców stalinowskich zbrodniarzy, Sojuz LD, który już od dawna winien działać w podziemiu, głośno domaga się delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej, jako źródła nacjonalizmu. Co robi ta Wszechpolska, że jest tak niebezpieczna dla okrzepłej w bojach partii, a także dla jej cichych przyjaciół? Są niebezpieczni, bo przerwali monopol na „komsomoł” i kuroniowe czerwone harcerstwo, które wykuwały młodą gwardię i hartowały surową stal w duchu internacjonalizmu i antysemityzmu w braterskim przymierzu z Wielkim Czerwonym Bratem (hehehe, który nam semitów podrzucił), a wiadomo – czym za młodu skorupa, tym na starość…”. Utrata dzisiejszej młodzieży nie wróży dobrze ich spokojnej starości, a wręcz grozi wymarciem gatunku. Dlaczego ta „WM” jest groźniejsza nawet od neofaszystów? Dlatego, że w deklaracji programowej propaguje myśli Dmowskiego, który doskonale wiedział, czym grozi judeo-polonia (i dlatego Sojuz namalował mu sfastykę na pomnikowej dupie, by śledczych wpuścić w maliny). Dlatego, że propaguje wiarę katolicką i dlatego, że w deklaracji ma śmiertelnie niebezpieczne hasło – „naród jest najważniejszą wartością doczesną”. Dlatego usilnie szuka się związków „MW” z faszystami, by mieć najmniejszy choćby pretekst. Konstytucyjna likwidacja właściwej partii neofaszytowskiej nie wchodzi w grę, bo komuna i tzw. liberało-demokraci straciliby naturalnego wroga, który wbrew logice jest jej największym przyjacielem i kto wie czy nie przyszłym „bijącym” sercem. Z „MW” jest gorzej, bo nie można jej zlikwidować na mocy najwyższej ustawy i stare, dobre prawo „dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf” nijak tu nie ma zastosowania. Dlatego do walki włączyły się partyjne gadzinówki, podogońce z zagranicznym kapitałem i tzw. niezależne szkła kontaktowe będące na usługach „śródziemia”. Pokazując w telewizji zwykłą sympatyczną mordkę prosiaczka nie zainteresuje się nikogo, ale jak mu się dorobi wielkie kły i kaprawe oczy, pokaże że zamiast kopytek ma pazury i jaszczurczy ogon, a na czole wymaluje znak boga ognia, to wtedy można zyskać sprzymierzeńców w zwalczaniu takiej groźnej odmiany odszczepieńca. Jest to jak najbardziej normalna i „demokratyczna” forma walki w naszym wo-wo-wo-lnym ka-ka-ka-raju. Do was chłopaki z „MW” mam tylko prośbę – nie podnoście gwałtownie ręki w pozdrowieniu, bo niektórzy z tych przy korycie nie lubią, jak im się przypomina rodzinne koneksje, a niekiedy i korzenie. Jeśli nie masz uprzedzeń, to tutaj znajdziesz odpowiedź, dlaczego Młodzież Wszechpolska jest niebezpieczna dla polskiej liberalnej, komunistycznej demokracji –info  przeczytaj .


J

eśli ktoś od 18 lat usilnie szuka oznak sprawiedliwości w naszym kraju i pomimo szerokiej propagandy jej nie znalazł, to niech nie uważa, że jest chory. Jest zdrowy i wyniki jego poszukiwań są prawidłowe, bo sprawiedliwość dopiero ma nadejść. Świadczy o tym dobitnie działanie pewnego wrocławskiego prokuratora, który doprowadził do ruiny następną „nie swoją” firmę – „Bestcom” zajmującą się podobnie jak Roman Kluska, komputerami. W każdym normalnym kraju można zamknąć ludzi, jeśli ma się przeciwko nim jakieś dowody niezgodnej z prawem działalności. U nas jeszcze tak nie jest. Dwóch właścicieli firmy zamknięto w pierdlu nie na podstawie dowodów winy, a na podstawie luźnych „przemyśleń” prokuratora, czyli jego „widzimisię”. Siedzą już prawie pół roku bez postawienia im aktu oskarżenia, a do tego zabrania im się widzenia z rodziną, co ma pomóc w ich „skruszeniu” (metoda CCCP). Sam prokurator zaś od półtora roku dokonuje gwałtu na własnych szarych komórkach, za nic nie mogąc spreparować aktu oskarżenia. Sprawą dopiero od niedawna zajął się prokurator krajowy i RPO.


Z „katechizmu” komunizmu – Fryderyk Engels: …im więcej rozmyślam nad historią, tym jaśniej widzę, że Polacy są narodem skazanym na zagładę, którym można tylko dopoty posługiwać się jako narzędziem, dopóki sama Rosja nie zostanie wciągnieta w wir rewolucji agrarnej. Od tej chwili Polska nie będzie miała żadnej racji bytu.

P

onieważ ataki na rząd przyniosły mierne efekty, postanowiono uderzyć w innych „wrogów ludu” i rozpoczęto nagonkę na Młodzież Wszechpolską. Niektórzy „dyskutanci” bagatelizują sprawę kierując uwagę na nieświadomość i brak historycznego wyrobienia, inni, że dzisiejszy świat informacji pozwala na dowolny wybór własnego światopoglądu, a jeszcze inni, że to wyraz buntu przeciwko rzeczywistości. Nikt jednak nie szuka właściwej przyczyny i nikt nie chce wskazać właściwego winowajcy. Kto odpowiada za pozostawienie polskiej młodzieży na pustyni ideologicznej? Kto odpowiada za zaniechanie nauczania prawdziwej historii Polski w polskich szkołach? Kto z premedytacją wyrzucił ze szkół wychowanie patriotyczne? Kto wreszcie, wiedząc od dawna o istnieniu młodzieżowych organizacji neofaszystowskich, nie zakazał ich działalności i komu jest to do dziś bardzo wygodne? Komu tak bardzo zależy na utożsamianiu Młodzieży Wszechpolskiej z neofaszystami? Wydaje się, że zawsze tym samym, dla których wygodnie jest mieć pod ręką działających neofaszystów – komunistom, liberałom i farbowanym demokratom – zwolennikom szerokiej „tolerancji”, bo to jest ich narzędzie służące do zwykłej prowokacji. Do rozdmuchania zaś sprawy mają swoje „niezależne” media dyżurne – TVN, Gazetę Wyborczą i niemieckie RMF-FM (że wspomnieć tylko nieliczne), a kto pociaga za sznurki dziennikarskich marionetek, to wiadomo – ten kto płaci, a kto płaci? – ten kto ma pieniądze, a kto ma pieniądze?. Na pewno nie polski biedarolnik z rozkradzionego PGR-u i nie polski bezrobotny z wyprzedanej za bezcen fabryki. Jaką ja mam gwarancję, że pokazywane zdjęcia to nie sprytna, komputerowa kompilacja? Goebbels pokazał na czym polega siła propagandy, Stalin stosował ją z powodzeniem, więc dlaczego zdolni „uczniowie” nie mają jej wykorzystywać? Propaganda nie ma ideologicznej twarzy, więc stosować ją może każdy. Wielki wódz Sojuza Lewitów Demokratycznych chciałby wręcz zlikwidowania Młodzieży Wszechpolskiej i temu akurat się nie dziwię, gdyż zagraża ona pozycji jego własnego komsomołu, bo wiadomo, że z czerwonego pomidora nie wyrośnie biała róża i na odwrót. Dlatego według niego, jedynym narybkiem, który ma prawo przetrwać w polskim akwarium, są tylko czerwone mieczyki. Jego wypowiedzi, to podręcznikowe powiedzenie Onufrego Zagłoby – „diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”. Krótko mówiąc, przystąpiono do następnego, zaplanowanego przy Okrągłym Stole, etapu eliminacji Polaków z życia społecznego i politycznego we własnym kraju.


Z

aczynam coraz bardziej powątpiewać, czy powstanie obiecana IV Rzeczpospolita. Minął rok, a wskazówka licznika ledwo minęła 3,12 i jak tak pójdzie dalej, pod koniec obecnej kadencji może osiągniemy wynik 3,5. Przez bez mała dwie dekady polskich rządów ale nieprzyjaznych Polsce można stwierdzić, że całe życie społeczne i gospodarcze legło w ruinie. Facjata kraju, być może jeszcze rumiana, ale w środku rak z przerzutami, gangrena i widoki na sepsę. Bez mała dwie dekady rządów kolesiów, kierowanych przez ośrodki zagraniczne i ze wschodu i z zachodu, rzuciły zwykłych ludzi na kolana, pozwalając grupie łajdaków na doszczętne rozgrabienie majątku narodowego. info  przeczytaj Dzisiaj oprócz legalnego rządu, w samej Warszawie działa jeszcze kilka mniejszych, doglądających własne, całkiem prywatne państewka. info  przeczytaj Najwyższe dobro – naród, został zdeptany, otumaniony i zdezorientowany. Wraca niemoc, nieufność i strach, bo za każdy dobry uczynek spotka cię zasłużona kara. Oj, cosik mi się zdaje, że w niedalekiej przyszłości usłyszymy znowu – „wyklęty powstań ludu ziemi…”.


P

oniedziałek i od razu „zenzacja” krajowa. Wielkonakładowy papier toaletowy (dużo gorszy „do twarzy”, niż kiedyś Trybuna) zapodał, że chłopy z Samoobrony jeszcze mogą i to te najstarsze. Żonę jednego tak to rozbawiło, że dać musieli krople przeciwhisteryczne, bo zaśmiałaby się na zejście. Ujawniono nowy oddział SB o kryptonimie „P” (same rusałki z możliwością prowadzenia własnej działalności gospodarczej) w odróżnieniu od oddziału (w którym pracowała Anastazja) o kryptonimie „K” (gdzie zatrudniano kobitki ze względu na charakter bez prawa dorabiania). No i teraz „drogowi blokersi” mają problem. Z jednej strony żadna ujma, ale z drugiej Ojczyzna w potrzebie i własne, zaprzysiężone żony. Cały kraj ma teraz aferę i to ciekawą z punktu widzenia gerontologii i psychologii. Chłopy też mają problem „osobistej” dumy. Jak się przyznają, zyskają w oczach wyborców płci „wiejski samiec”, ale też kłopoty natury koalicyjnej i wewnątrzmałżeńskiej. Jak pójdą w zaparte, to mogą stracić męskich wyborców ale koalicja przetrwa. Ja sądzę, że to zasłona dymna, bo dzisiaj Hajke rozpoczęła rozdawanie stanowisk w gminie Stolica, a nic tak nie maskuje jak świeża, członkowska afera. Na drugi plan zeszły także tarcia w Partii Obrażonych – czy Nazwisko ma zostać w partii czy Nazwisko trzeba usunąć (na razie Nazwisko przeniesiono na „obierak” do kuchni). Mało kto także zwróci uwagę na to, że agentura wyprzedaje Niemcom telewizję i radio (TV Poldonos kupuje Alex, specjalista od typu ajneszwajnecajtung). W każdym bądź razie jesteśmy lepsi od Amerykanów, bo ich afera ze ssaniem z pozycji kucznej, to zwyczajny pikuś. Z okazji Europejskiego Tygodnia Autyzmu, życzę władającym krajem, a szczególnie Sejmowi i Senatowi szybkiego powrotu do zdrowia. Aferą się nie przejmujcie, bo krawiec tak kraje, na ile mu staje (materiału). usmiech


P

rzeprowadzony sondaż przez Centrum Badania Zadowolenia Społecznego donosi, że Polacy są zadowoleni ze swojej pracy, aczkolwiek 1/3 nie jest zachwycona widokiem tego, co otrzymuje do ręki z kasy pracodawcy. Satysfakcję z pracy odczuwa co dziesiąty, a wymieszane w tym względzie uczucia ma co ósmy. Wniosek – „ogólne zadowolenie z pracy wzrosło w ciągu ostatnich ośmiu lat”. Biuro Obłudy Społecznej podkreśla, że stopień ogólnego zadowolenia z wykonywanej pracy jest najwyższy wśród osób zatrudnionych w instytucjach, urzędach oraz zakładach całkowicie państwowych. Jest to raczej oczywiste, gdyż tylko tam płacą w miarę regularnie bo nie ze swoich. Badań, ze względów oczywistych, nie przeprowadzono wśród grupy bezrobotnych ani na popegeerowskich wsiach.


N

iemieckie radio z polskiego (jeszcze) Krakowa, jako pierwsze zapodało sensację, że piramidy w Giza zostały zbudowane z prefabrykatów, które według francuskich uczonych, starożytni Egipcjanie odlali jako precyzyjnie pasujące do siebie bloki konstrukcyjne z wapiennego granulatu zmieszanego z glinowo-krzemowym spoiwem. Według mnie żadna sensacja, bo Daeniken pisał o tym już kilkadziesiąt lat temu w książce „Oczy Sfinksa” (ale to był Daeniken, a nie „na’uczony”). Jak się należało spodziewać, Zahi Hawass nazwał tę tezę „idiotyczną”, bo według rezultatów większości dotychczasowych badań, piramidy zbudowane zostały z kamieni wydobywanych w kamieniołomach w Gizie koło dzisiejszego Kairu (no proszę, a jeszcze niedawno pieprzył, że kamienne bloki spławiali egipscy „flisacy” aż z Assuanu). Oczywiście nie jest to dla nauki najważniejszym problemem. Najważniejsze dla Zahiego jest to, jakim cudem Francuzi wywieźli próbki, bo on takiego zezwolenia nie wydawał.


W

ielki wódz Sojuza Lewitów Demokratycznych przeprosił posła Wierzejskiego za to, że użył słowa „Żydzi” zamiast słowa „pederaści”, cytując kilka dni temu wywieszkę na drzwiach jego biura. Jak zaznaczył, była to „szkolna pomyłka”. Jak widać „tolerancja” tak mu przymuliła mózgowie, że nie odróżnia pederasty od Żyda. Dlaczego polscy i zagraniczni Żydzi nie żądają dymisji człowieka, dla którego Żyd i pederasta oznacza to samo? Przecież to skandal na skalę światową i antysemityzm w czystej formie. Czemu milczy Michnik, Geremek i pierwszy „pokrzywdzony” RP? Czemu milczy „większość” sejmowa? Jaka to „szkolna pomyłka”. Czyżby wielki wódz jeszcze uzupełnia wykształcenie? Może u Tymochowicza? Jak na czele partii może stać człowiek, który nie odróżnia pedała od przedstawiciela narodu wybranego? Gdzie jest TVN i Gazeta Wyborcza? Gdzie ta obrotna dziennikarka, która zdobyła licencję na obozie szkolno-treningowym WSI? Dlaczego taka kreatura, obrażająca inny naród w dalszym ciągu snuje się po korytarzach sejmowych? Skandal, przy którym „kiszenie ogórków” za partyjne posadki, to esej dla przedszkolaków. Ja żądam komisji sejmowej, trybunału stanu i przykładnego ukarania na 2 lata dożywocia bez prawa łaski. usmiech Precz z karłami zaplutej reaktywacji. usmiech


P

olityczna nowelka „daj, a będzie ci dane”, akcja której toczy się w partii „jurnych chłopów” rozwija się szybko i coraz obficiej zaczyna owocować. Prawa ręka (a może lepiej – prawy członek) pana przewodniczącego, ponoć w ten sposób chciał „zapewnić karierę młodym działaczkom Samoobrony”. Nie wiadomo jeszcze, czy trzyletnie dzieciątko, to był wypadek partyjnego członka przy pracy, czy też efekt szerszego planu, znanego w historii jako „Lebensborn”, mającego na celu zapewnienie w przyszłości „czystych rasowo” członków partii (partia nie ma swojej „jugend”). Osobisty mecenas pana przewodniczącego wprawdzie nie dowierza, ale z podtekstu można wyczytać, że jest pełen podziwu, że w tym wieku można jeszcze bez „dopingu”, a pani „z kurwikami” w gałkach ocznych, zdecydowanie wyklucza z afery pana przewodniczącego, bo według niej już od dawna „nie czuje owsa”. Dziwi mnie troszkę, że tak sponiewierana na ciele i duszy kobieta, obarczona na dodatek niechcianym obowiązkiem, tak długo nosiła w sobie partyjną tajemnicę. Nosiłaby zapewne jeszcze dłużej, gdyby nie bohaterski i wyszkolony „GW-23”, który tak długo węszył, aż wyczuł znajomy „aromat” rybnego sklepu. Skoro proceder trwał ponad trzy lata, a wtedy jeszcze przewodniczący nawet nie przypuszczał, że będzie ministrem, to kto lub co przeszkadzało tej damie w ujawnieniu zasad samoobronnej polityki kadrowej? Czy dopiero teraz zrozumiała, że „odleciał amorek – pozostał bachorek”? Czy dopiero teraz dojrzała do zemsty, za być może mizerne nagrody i premie albo pomijanie w awansach? A może dziennikarz dał więcej? Pytań jest sporo, ale wierzę w tego dziennikarza, bo zapewne został specjalnie przeszkolony przez „założycieli” gazety do tropienia „dziwnych” zapachów. Ponieważ u nas wszystko zaczyna się od dupy strony, trzeba więc poczekać na prostą czynność – zbadać kod DNA partyjnego członka i „partyjnego” dziecięcia, a wtedy będzie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.


J

ak w Polsce buduje się autostrady można dowiedzieć się tylko w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Najpierw powstaje plan budowy, wykonuje się kosztorys, gromadzi się siły i środki, a potem na plac budowy wkraczają archeolodzy lub obrońcy środowiska naturalnego. Sprawa jest „czysta” i niezawodna, bo kraj nasz jak długi i szeroki jest pełen zabytków ukrytych pod ziemią i nie ma takiego miejsca, gdzieby nie można rozjechać żaby. Jest tylko jedno „ale”. Badanie zabytków czy nawet kwalifikacja znaleziska, jest bardzo czasochłonna, a wiadomo że czas nie jest sprzymierzeńcem budowniczych. Wiadomo także, że czas to pieniądz i ten ostatni ma największe znaczenie w planowym zakończeniu każdej budowy. Z drugiej jednak strony archeolog musi mieć bardzo dużo czasu na dysputy w gronie specjalistów, czy znalezisko uznać za archeologiczny skarb o fundamentalnym znaczeniu, a obrońcy środowiska na ustalanie obiektywnych tras wędrówek chronionych płazów. W tym czasie z reguły budowa stoi i rosną kary za opóźnienia. Jest jednak metoda, która pozwala na to by „wilk był syty i owca cała” i tę metodę odkrywa zwykle ABW, która ostatnio zatrzymała byłego Dyrektora Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego w Warszawie oraz Naczelnika Wydziału ds. Środowiska Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, którzy wartość utraconego czasu wycenili dla siebie na pół miliona PLN. Na razie nie wiadomo, jak wycenić czas w przypadku ochrony żab, ale sprawdzanie kosztorysu wiaduktu nad Rospudą jest w toku. usmiech


P

isałem już o genialnym kontrakcie na zakup samolotów „Fe-16”, w którym zapomniano o szkoleniu pilotów na te maszyny. Już od dawna wiadomo, że latać będziemy „tu” ale szkolić „tam”, lecz za tak prozaiczne stwierdzenie Ministerstwo Obrony Narodowej chce wydać 5 milionów PLN na ekspertyzę, która w konkluzji ma dać odpowiedź, która już od dawna jest znana. Te 5 milionów nie pójdzie na żadne szkolenie a tylko na stwierdzenie, że szkolenie jest potrzebne i na wskazanie szkolącego, choć z góry wiadomo, że jest niezbędne i że muszą to być Amerykanie. Czy to III czy IV RP widać, że w dalszym ciągu rządzą nami ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym co robią, choć doskonale wiedzą za ile. Jeśli w dalszym ciągu niekompetencja, miernota i matolstwo będą się snuły po Warszawce, to nawet X RP będzie przytułkiem podręcznikowego debilizmu. Przy tak zdolnych politykach dojście do IV RP zabierze nam więcej czasu niż słynny marsz do rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego (wyjaśnienie dla młodzieży – marsz trwał 45 lat, celu nie osiągnięto, bo władzę przejęła jarmułkowa demokracja).


P

olska jako państwo „jedenastoramiennej” demokracji ma jeszcze za mało partii i dlatego dawni prezydenci będą nas uszczęśliwiać nowymi. Były prezydent (ten co motorówką płot przeskoczył) zakłada Partię Zdrowego Rozsądku. Na razie jest tylko dwóch członków – on i kapitan (oczywiście żeglugi) „Lolek”. IPN podesłał mu gotową listę członków, ale nie jest zadowolony i czeka na wersję rozszerzoną. Drugi (były prezydent swoich „rodaków”) ma założyć inną o kryptonimie „LiD” (niby Lewica i Demokraci), co można rozszyfrować też jako Lewi i Dan (synowie Jakuba, oczywiście biblijnego a nie Bermana, choć do tego drugiego jest mu znacznie bliżej). Na razie rozpowiada na wszystkie strony, że za wcześnie, ale chyba dlatego, iż jeszcze żyją Polacy pamiętający otwarcie cmentarza poległych na wschodzie, gdzie „prezio” wystąpił w stanie mocno wskazującym na nadużycie środków przeciwbólowych na prawe kolano. Jako trzecia ma powstać Partia Kobiet feministki-pisarki, partia zagubionych kobietonów, domowych leniwców wody nie umiejących zagotować i nie znajdujących uznania u zwykłych mężczyzn, czyli taka komusza Liga Kobiet reaktywacja albo dawna wojskowa O.R.W. znana bardziej w kręgach jako Organizacja Rozwydrzonych Wiedźm. Zapowiada się więc nieciekawie, bo nasze polityczne bagno znowu zmętnieje.


M

iało być dobrze, a jest jak zwykle. Proces, z którego zwykli ludzie mogli się dowiedzieć jak funkcjonowała III wsi polska, odbywa się za zamkniętymi drzwiami czyli po prostu jest tajny. Utajnienie procesu jest wygodne dla łajdusów i wymyka się z tzw. osądu publicznego. Już to raz przerabialiśmy i to w dawnych czasach. Kto dzisiaj wie, że tow. Edward Gierek był sądzony (przez sąd partyjny) za kradzież (sic!) czterech willi na Śląsku, i który odebrał mu trzy, pozostawiając jedną „na osłodę”? Dzisiejsze tajne sądy, to nic innego jak przedłużenie tamtych partyjnych. IV RP budujemy jak zwykle od komina, bo jak inaczej można nazwać chęć rozliczenia winnych bez uprzedniej zmiany cwaniackiego prawa. Przez 18 lat konstruowano je tak, by nie dotykało „świętych krów” i by wszystkie rozliczenia załatwiać w „sosie własnym”, pilnie bacząc, by żadna wiadomośc nie wydostała się poza zaklęty krąg „swoich”. To zaś pozwala na bezbolesne „przesunięcie” delikwenta z jednego na drugi „front” pracy i z tego się biorą absurdy – dyrektorem szpitala jest specjalista od wulkanizacji, a przemysłem ciężkim zajmuje się aptekarz (byle jełop ale swój). Z tego widać, że ta wąska grupa partyjnych „fachowców” jest nastawiona tylko na wielkie pieniądze a nie na rządzenie i dlatego Polska tylko czasem „rozkwita”, nigdy nie mogąc w pełni zakwitnąć. Z tego wszystkiego społeczeństwo wie tylko, że jest jakiś pułkownik Lesiak, który pracował w jakiejś szafie, podkładał świnie politykom i dla jednych jest „be”, a dla drugich „cacy”. Dziś jest na zasłużonej, wysokiej emeryturze, a po zmianie rządów znowu na ciepłej, wysokopłatnej posadzie i wszystko to w polskim czteroletnim, politycznym cyklu. Prawa natomiast nikt nie będzie zmieniał, bo przecież nie wiadomo, komu z brzegu.


C

ałą Polskę spowił smród niemytych warg. Nasi politycy doskonale się czują w takich oparach, choć nie wszyscy chcą zauważyć, że tak właśnie pachną oni – polskie elity polityczne i ten cały ich etos. Normalny człowiek zaczyna się zastanawiać – skoro mogli w Sam00bronie, to co się dzieje w pozostałych partiach? W jaki sposób Sojuz Lewitów za księcia Leszka tak wydatnie zwiększył liczbę kobiet w partii? Tylko castingiem? Czy pojęcie peerelowskiej „biurwy” zniknęło wraz ze słowami „sztandar PZPR wyprowadzić”? A jak sytuacja w klasztorze świętojebliwych POkemonów? Czy z braku kobiet działa się tam na bazie męskiej „tolerancji”? Całośc „vaginowej” afery, to nic innego jak ciąg dalszy rozbijania koalicji wszelkimi dostępnymi sposobami. Widać jak moralna partia, za jaką chce uchodzić Partia Obrażonych, sięgnęła po niemoralny arsenał komuchów, którzy od razu i z radością udzielili daleko idącej pomocy swoją „niewidzialną ręką”. Towarzysza Bermana bardziej razi biurowy seks (a wiadomo – suka nie da, pies nie weźmie) niż to, że tacy jak on zrobili z Polaków dziadów i żebraków. Jaka tu moralność, etyka czy zwykła obyczajność u polityka, gdy w „niezależnej” telewizji, zapyziały czerwony kapturek pieprzy o pieprzeniu, a w tle pokazuje się wyciąganie auta, w którym tragicznie zginęli policjanci? Czy to już dno polskiej elity? Tak i to kolejne, bo co chcą się odbić, to je przebijają.


P

olacy pozbawieni opieki zdrowotnej (szczególnie pod koniec roku, gdy NFZ na nic nie ma pieniędzy, oprócz nagród dla siebie) i zasypywani koszmarnie drogimi lekami, coraz częściej zaczynają szukać pomocy u… weterynarzy. Telewizja, żyjąca z reklam koncernów farmaceutycznych i zapewne przez nie ponaglana, uderza na alarm – ludzie, szczególnie na wsi, zaczynają używać leków stosowanych do leczenia zwierząt. Szczególne wzięcie mają wszelkiego rodzaju maście na bóle robione dla krów na bazie ziół. Telewizja oczywiście ostrzega, że to się może źle skończyć, ale to chyba wołanie na puszczy, bo leki dla zwierząt biją ceną na głowę te „ludzkie” i ponoć pomagają. Ciekawe jak zadziałałyby ludzkie leki podane zwierzętom? Niestety, żaden rolnik nie chce się zgodzić na eksperyment, bo zdrowie zwierząt jest dla niego ważniejsze.usmiech


W

wojsku od zarania istniało powiedzenie, które z biegiem lat przeszło do kanonu niepodważalnej prawdy, że jak żołnierz nie ma zajęcia, to po głowie pierdoły mu latają. Żołnierz musi mieć zajęcie i dlatego w każdym dniu po regulaminowym szkoleniu wynajdywano dla niego tysiące zajęć, by nie miał czasu myśleć, bo żołnierz może myśleć tylko między 22.00 a 6.00 rano czyli w okresie marzeń sennych. Sprzątanie, dodatkowa musztra, a przede wszystkim codzienne czyszczenie broni, choć strzelało się z niej raz na miesiąc (dziś wiem, że częste czyszczenie było konieczne, bo broń wykonano z doskonałej radzieckiej stali, która zaczynała rdzewieć już po czyszczeniu). Inaczej rzecz się ma w sferach decyzyjnych. Tutaj błogie nicnierobienie jest wręcz konieczne, by co trochę zadziwiać naród genialnymi pomysłami. Ostatnio Ministerstwo Zdrowia (ponoć odpowiedzialne za zdrowie obywateli) wymyśliło, że do wizyty u lekarza wystarczy sam dowód osobisty. Książeczki zdrowia czy karty elektroniczne, wprowadzone milionowymi kosztami podatnika, można będzie wyrzucić do kosza. Czy to nie jest genialne? All in one? Otóż nie, bo wiąże się to z kolejnym wsadzeniem łapska do naszej kieszeni. Dowód nie ma tzw. chipu do zapisu chorobliwej informacji, więc należało będzie wymienić miliony dowodów, dopiero co wymienionych. Następnie wszyscy będą musieli isć do lekarza, bo informacje o zdrowiu trzeba wprowadzić. Potem pójdziemy drugi raz, bo się okaże, że oprogramowanie wykonała firma PROCOM i zdrowi ludzie nagle pozapadali na raka mózgu a na koniec okaże się, że taki dowód jest niezgodny z Unijnym i znowu trzeba będzie wymienić go na jeszcze nowszy. I tak ministerialne bezmózgowe pogłowie znów wyda miliony złotych (oczywiście naszych) by wykonać doskonałą i nikomu nie potrzebną robotę.


J

ak donosi super gazeta, nie ma sensu badać DNA dna, bo córka radnej sejmiku i dyrektorki biura Sam00brony, to wytryśnięty poseł Łyżwiński, a jeśli ludzie mówią, że to wprost „żywcem ściągnięta skóra” z posła, to nie ma sensu wydawać pieniądzy na jakieś tam badania, które i tak mogą zostać sfałszowane. Może to i racja ale… Prokuratura szuka na razie księgi stosunków pozamałżeńskich odbywanych w hotelu sejmowym i patrz pan – nie ma i to akurat tej gdzie było możliwe zajście. Burdel u was towarzysze posłowie. Zaginięcie księgi odwiedzin z byle jakiego wojskowego biura przepustek natychmiast skutkuje dochodzeniem i karą za zagubienie niejawnego dokumentu. Niestety nie w Sejmie, bo tu święte krowy nie są obowiązane przestrzegania przepisów ustanowionego przez siebie prawa. Sejmowi marszałkowie Marek z Jurkiem już postawili na nogi Kancelarię Sejmu i straż marszałkowską, a jak chłopcy nie znajdą, to ukarzą ich alimentami na rzecz Anety. Może znajdą, bo córuś ma jeszcze 14,5 latek do pełnoletności, więc motywacja finansowa ma cechy skuteczności. Zainteresowanych w zniknięciu księgi może być tylu, ile prącia nocuje w wymienionym hotelu, a nie sypia tam z pewnością tylko jedna partia, o czym najlepiej wiedzą sprzątaczki wymieniające prześcieradła. Tak więc księga może być także groźna dla „moralnie czystych” (jeszcze) partii i jeśli nawet się odnajdzie, to z pewnością bez kartek. usmiech


W

stolicy, po ośmiomiesięcznym pościgu, wpadł w ręce ABW wróg publiczny nr 1 – Leszek Bubel – pierwszy nacjonalista, antysemita i podżegacz do nienawiści rasowej RP. Znormalizowanego łobuza zamkniętoby w areszcie tymczasowym, ale antysemita to choroba psychiczna (patrz wypowiedź wyżej Artura Sandauera) i dlatego trafił nie do standardowego aresztu ale prosto do Tworek, szpitala o statucie komuszej „psychuszki” gdzie z dobrym skutkiem leczono przez wiele lat wszystkich „anty”. Jest to ten z „zasłużonych” typów polskiego szpitalnictwa, gdzie nawet zdrowy na umyśle, już po wejściu na izbę przyjęć staje się nieuleczalnym psychicznie z urzędu. Ile czasu potrwa badanie nie wiadomo, bo Bubel to przypadek szczególny, ale wiadomo że w okresie badań specjalistycznych, podejrzany o niesłuszny światopogląd nie może mieć widzeń, a tylko przywidzenia i nie może otrzymywać paczek, bo może się okaleczyć nawet zwykłym tortem. O ile wyjdzie ze szpitala, nasze praworządne państwo zyska kolejnego żarliwego zwolennika i patriotę brzydzącego się nietolerancją. usmiech

Szarodzienność 5

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• Demokratyczne wybory rozstrzygają o tym, kto będzie uciskany w majestacie prawa – N. G. Davilla •

O

statnie badania statystyczne przeprowadzone przez polski kościół wykazały, że krajowy katolicyzm jest średnio żarliwy, albowiem regularnie do kościoła uczęszcza około 40% polskiej populacji. Inna firma, Centrum Badań Obłudy Społecznej, przeprowadziła badanie na temat ewolucji i okazało się, że w kreatywne pochodzenie wierzy 30% Polaków, a reszta pochodzi od wspólnego ojca o imieniu Bonobo lub nie ma zielonego pojęcia kto jest jej ojcem. Wziąwszy te badania „do kupy” wychodzi, że 10% wierzących ma mdłe wyobrażenie o swoim pochodzeniu lub są to ci, którzy w ostatnich latach przeszli z marksizmu na katolicyzm i są, być może chwilowo, zawieszeni między młotem a papieżem. Ze względu na średni wskaźnik głęboko wierzących można też stwierdzić, że w Polsce jeszcze nie zaistniał stan zwany „trwogą” (wtedy wskaźnik wierzących gwałtownie zbliża się do 100). Jak się można było spodziewać, ostatnie miejsce w rankingu wiary zajmuje stolica, ale to jest zrozumiałe, gdyż tu biją źródła marksizmu i leninizmu, tu są gniazda partyjne i tu działają kuźnie katolewicy czyli wierzących ateistów, a większość mieszkańców to uczniowie z Młoteczna i Sierpuchowa oraz prorocy „spoza gór i rzek”, wyznawcy radzieckiej wersji Talmudu. usmiech


Z

aczynają się jaja z procesu po wypadku w Halembie. Sąd jeszcze raz ma przesłuchać świadka dlatego, że górnik zeznawał w swoim języku, a wysoki sąd ani w ząb nie skapował po „ślunsku”. Prasa nie podała, czy sąd ma gwałtownie przyswoić sobie śląską gwarę, czy górnika odesłano do szkoły na naukę „sądowego” polskiego. Schliemann (ten od Troi) uczył się obcego języka średnio w sześć miesięcy. Szybkość zamknięcia sprawy po raz pierwszy będzie zależała od wrodzonych predyspozycji do nauki obu stron.


G

dybym w tle nie widział logo Sam00brony i Endriu na pierwszym planie, myślałbym że oglądam program „Nie do wiary”. Strąkmen wsi polskiej, niezwyciężony bokser blokad i podpora psychiczna polskiego rolnictwa, zapłakał jak bóbr apelując do dziennikarzy, by „jeździli tylko po nim, a nie po jego rodzinie”. Za to ukorzenie się przed czwartą władzą dostał „standing owation”. Nie wszystkim się to spodobało, bo niejaka Antykorupcyjna POkemon uznała to (te zbliżenie na łzy) za zabieg socjotechniczny, podnoszący nienależne notowania w rankingu. Endriu jest w szoku, bo choć sam nie zapładniał, to odium nieokiełznanego ogiera spadło także na niego i zasiało wątpliwość w najbliższej rodzinie. Niestety Endriu, „lajf is brutal end ful zasadzkas”, szczególnie w polskiej polityce, a zasada odpowiedzialności wodza za czyny swoich wojowników obowiązuje także wśród cywilbandy. Płakać za to można. Łza nie sperma, nie stwarza kłopotów alimentacyjnych ale za to ładnie wygląda w telewizji, krokodylu.


A

kcja wspaniale się rozwija… i Partia Obrażonych przystępuje do następnego punktu – do kopania leżącego. Niemieckie radio z Krakowa informuje, że PO zaproponuje PiS poparcie przyszłorocznego budżetu oraz kilku innych ważnych dla rządu ustaw w zamian za ogłoszenie na wiosnę przyspieszonych wyborów parlamentarnych. I dalej niemieckie radio mówi, że warunkiem PO jest również to, by rząd Jarosława Kaczyńskiego opuścili Roman Giertych i Andrzej Lepper. Cichy głos kopanego odpowiada, że póki co „mamy większość w tym parlamencie”. Dalsze kopanie leżącego zależy od rozwoju afery plemnikowej. W każdym badź razie Partia Obrażonych trzyma w gotowości niektóre cienie ze swojego gabinetu, mające wskoczyć na puste miejsca po Leperze i eLePeRze. Czy specjalista z bożej łaski od obrony narodowej obejmie nauczanie młodzieży? A kto w mieszczańskiej partii zna się na rolnictwie? Pytania retoryczne, bo przecież nie muszą się znać na niczym. usmiech


N

a co stać polskie państwo prawa? Ano tylko na to: Wiceminister finansów, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej Paweł Banaś przeprosił w czwartek na konferencji b. prezesa Optimusa Romana Kluskę w imieniu resortu finansów za postępowanie organów kontroli skarbowej w 2000 roku. Zdaniem Kluski przeprosiny ministerstwa są ważne, a sprawa jest istotna dla ogółu podatników. Tylko tyle za ograbienie człowieka z 8 milionów złotych, zniszczenie mu dobrze działającej firmy i ciąganie po aresztach i sądach. Wysoki i sprawiedliwy sąd oddał mu tylko 5000 złotych w ramach odszkodowania, co stanowi 0,0625% zagrabionej sumy. Wystąpienie jest ważne dla podatników, jak zauważa pan Roman, gdyż podatnik musi wiedzieć, że sprawiedliwe państwo nie oddaje zrabowanych pieniędzy, a na same przeprosiny, które nic nie kosztują, trzeba czekać minimum 6 lat.


W

aferze meblowej, dotyczącej szafy pułkownika, zeznawał biały Konstanty syn czerwonego Alfreda. Jego własna adnotacja – Proszę ponownie ustawić źródło na kierunek rozpoznań wewnątrzkrajowych, w szczególności środowisk prawicowych – wcale nie świadczy, według niego, by notatka sugerowała rozpracowywanie środowisk legalnych partii. Czyli sąd ma problem jakiego koloru jest kolor biały. Drugi tzw. koordynator z Sojuza Lewitów zapodał, że UOP pod jego rządami, zajmował się tylko walką z (hehehe) korupcją na kierowniczych stanowiskach. No wypisz, wymaluj jak w cyrku u Stanieckich braci z (nomen omen) Ordynackiej. Niedługo się okaże, że partie same się inwigilowały, korupcji żadnej nie było, a oni popijali tylko herbatkę z prądem w oczekiwaniu na dzień zasłużonej wypłaty. W sumie i tak się nic nie dowiemy, bo qrwa qrwie łba nie urwie, a sąd i tak utajni całą tę parodię.


W

edług tzw. OBOP – Zaledwie 11% Polaków uważa, że rządy po 1989 r. rozwiązały problem służb specjalnych PRL. Ale tylko dwóch z ponad tysiąca badanych uznało lustrację za najbardziej palącą z polskich potrzeb. Wiadomość podał kto? Oczywiście wyborczy podogoniec. I to jest robienie ludziom wody z mózgu, a taki wynik ankiety można tylko uzyskać prowadząc badania w zatoce czerwonych świń.


W

cieniu afery plemnikowej, Partia Obrażonych wybrała swe nowe władze. I co widzimy? Wiceszefem partii został pan, który jest znany także jako TW Leopold, pozyskany przez Wydz. III KWMO Łódź w roku 1971 (26 maja 1979 r. materiały TW przekazano do Dep. I MSW za pismem nr AB-00166/79). PO skorzystała z zasłony dymnej, by śmielej kroczyć drogą wskazaną przez kolesiów z SLD. Teraz widać, dlaczego tak ostatnio „mylono” kancelarie i to nie przypadek, że po tak intensywnych konsultacjach wybuchła afera plemnikowa. Owocna współpraca kwitnie nadal i jakoś żadne media nie chcą tego zauważyć. I o to chodzi, i o to chodzi…


S

permoafera jakby przycichła, ale nie ma się co dziwić, bo już piątek i nawet afery muszą kiedyś wypoczywać. Cała Poland czeka na wyniki badań, a dzisiaj oddział Deutsche Rundfunk z Krakowa podał, że dopiero co, poseł Łyżwiński zgłosił się na pobranie ojcostwa. Teoretycznie w poniedziałek będzie już wiadomo, dlaczego Aneta K. (zbieżność litery przypadkowa) nabyła działkę za marne 26 tysięcy złotych. Akcja się rozwija. W Sam00bronie sperma tryska z każdego kąta i okazuje się, że nawet samoobronne kobitki nie gorsze i też ponoć naciągały się na chłopów, tyle że tu pokrzywdzone są młode chłopaki przez baby postury i urody posła Stanisława. Zadyma taka, że trudno zauważyć co się dzieje poza nią. A dzieje się sporo. Niemcy na gwałt wykupują polskie media (już wykupili ćwiartkę Polkabla, o RMF-FM z Krakowa „co dla odmiany chciało Niemca” już pisałem, a o gazetach nawet nie wspomnę, bo prawie wszystkie w niemieckich rękach), ale może mi się tylko wydaje, gdyż to właściciele polskich wsi wyprzedają swoje źródła utrzymania. Partia Obrażonych, na polecenie Ośrodka Decyzyjnego dla wszystkich partii, żąda wywalenia Sam00brony i LPR z koalicji, co dokładnie odpowiada planowi „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej” czyli „odpolaczenia” polskiej sceny politycznej, bo akurat tylko w tych partiach nie zalęgli się talmudyści, choć partia Endriu od samego początku została skażona komuną i esbecją (np. Łyżwiński, to były TW, co sam kiedyś przyznał). POkemonom wtórują politycy z Sojuza Lewitów, ale prawo głosu mają tylko ci nieumoczeni (albo jeszcze nie wykryci) i tylko ślepy nie zauważa, że obie te partie są w wielkiej, choć utajnionej, komitywie. Gra w „tysiąca” o władzę trwa, POkemony i Sojuz Lewitów zostawili PiS na „musiku”, a ci muszą grać choć w kartach „kościół w Pyzdrach” czyli figur jak na lekarstwo. Na razie jest tak – SLD czyli jakby nie patrzył dzieci komuny i jej talmudycznego odłamu + jarmułkowa frakcja towarzysza Bermana, PO – partia spadkobierczyni talmudycznej UW i AWS (z zapleczem zlewek z UW, masonerii i komuchów mniejszych) dalej PiS – wymieszany z Polakami naród wybrany (ale ten zwalczany przez talmudystów) oraz polska drobnica, jedni o zabarwieniu narodowym, drudzy pezetpeerowsko-esbeckim. Nad tym wszystkim czuwa Ośrodek Decyzyjny, czyli pełny skład Okrągłego Stołu (oczywiście bez denatów) wraz ze zbrojnym ramieniem „niewidzialnej ręki” i podległymi organami medialnymi, a jeszcze nad nimi wszystkimi czuwa Układ Wiedeński, podległy bezpośrednio Moskwie, natomiast wszystko razem z Unią Europejską wpisuje nas w światową władzę „Mędrców Syjonu”, gdzie nie ma miejsca na narodową Polskę i dlatego w Polsce jest tylko miejsce dla władzy popieranej przez Izrael i Rosję, a nie ma miejsca dla polskiego narodu. Jasne?


Ś

miech się niesie jak Polska długa i szeroka, bo okazuje się, że Aneta K. to faktycznie Aneta K., ale poseł Łyżwiński nie jest bezpośrednim sprawcą trzeciego porodu wspomnianej. I co teraz? Cały strategiczny plan połączonych sił PO, SLD i GW można rozbić o kant stołu, bo tym razem czekiści ze wsi spieprzyli cały zamach stanu. Teraz należy przejść do wariantu „B” i pokazać w niezależnych telewizjach fotkę „dowodu w sprawie” i niech wszyscy Polacy wypowiedzą się w narodowym plebiscycie, kogo w następnej kolejności poddać badaniu DNA. Dla oszczędności można dodać pytanie o przyszłą walutę – „czy chcesz 1000 euro?” (yes, yes, yes). Zanosi się na ciekawy i wesoły tydzień, w którym jak zwykle zamiast debaty o Polsce, będziemy się podniecać orgiami ogierów i szwadronu klaczy zarodowych samoobronnego „lebensbornu”. A może wylezą następne zboczone partie? Nie wierzę, że reszta to eunuchy. usmiech Aneta K. nie może uwierzyć w to, że się pomyliła. Jeżeli zajście odbyło się na pochlaju całego „parteikomando” to współczuję, bo czeka ją prawdziwa gra w „koło fortuny”. Laboratorium badające DNA już ma zapewnioną pracę do samych świąt, bo pełnomocnik Anety K., jako pierwszego w kolejce na wymaz z jamy gębowej, wyznaczyła ministra rolnictwa czyli samego Endriu.


N

aziemne organy prasowe Polski podziemnej już bagatelizują sprawę ojcostwa posła Łyżwińskiego i tłumaczą, że to tylko odprysk wytrysku, a meritum jest z drugiej strony. OZI pani Anety albo dało dupy albo uczennica w głowie niedryngawa i sprawę trzeba pchać dalej, bo przecież jest niemożliwe, by w Sam00bronie stosowano metody „in vitro” i jakiś gość musiał włożyć coś, żeby wyszedł ktoś. Pierwszy atak idzie na „wschodzące słońce rolnictwa” – Endriu, ale kolejka zapewne się wydłuży, bo samotnej matki w potrzebie Agora nie opuści, a i DNA w Sam00bronie jest mnóstwo. Jak jest Isaura, to musi być i Leoncjo. Jak na razie, zapobiegliwa partia arbuzów już zwołała nadzwyczajne posiedzenie, bo walka o stołki musi się zaostrzyć, więc trzeba być zwartym, gotowym i mieć dobrze przyszyte guziki. Wielki Donald z towarzyszami od Lewitów w głowę zachodzi co się stało, bo plan przewrotu opracowany przez czekistów był przecież „pierwyj sort” – uderzyć na „Gertyś-Jugend” i zrobić z nich faszystów, ujawnić rozbuchany bimbro-seksizm leperystów, a „niezależna” prasa i TV ma co pół godziny rozsyłać listy gończe. No i masz, kompletna klapa. Korzyści z tego odniesie tylko Anetka, bo bez wysiłku i za darmochę znajdzie dawcę alimentów, a my jak zwykle poniesiemy straty, bo Endriu za państwowe poleci odstresować się do Chin albo do znachora Kałaszenki.


S

łoneczny poniedziałek nastał, co może świadczyć, że nawet Prezydent Układu Słonecznego zainteresował się aferą sromową w czworakach jednego z pomniejszych folwarków. Sama afera zaczyna ewoluować w kierunku partyjnego zjawiska obyczajowo-socjologicznego, stając się podstawą każdej dyskusji w kolejce czy środkach komunikacji. Teorie rosną jak grzyby po deszczu, a co jedna to gotowy scenariusz dla Hollyłódź. Wynika z nich, że świat nie kręci się koło Słońca, ale wookoło „clitoris”, czyli ogólnie mówiąc „dupy”, co jednoznacznie określa podstawowe czynności, do których człowiek został zasadniczo powołany, a reszta to tylko zakres czynności około ustawowych (poczytaj o polskich ogierach rasy politycznej info  przeczytaj ). Samoobrona ambicją się uniosła i szuka na gwałt ojca, wskazując na jednego samoobrońcę, który jakimś trafem przybłąkał się niedawno do Partii Obrażonych, ale w zamierzchłej przeszłości wyręczał w wielu sprawach swojego byłego szefa terenowej leperszcziny. On sam tłumaczy, że poznał Anetkę dopiero wówczas, gdy ukryty sekret Sam00brony osiągał już czwarty miesiąc wtajemniczenia, więc logiczne jest, że nie on „zamknął” go do „sejfu”. Dość ciekawą jest teoria która mówi, że ze względu na drożyznę panującą w tzw. terenowych Agencjach Towarzyskich, męska część Sam00brony wpadła na pomysł zatrudniania pracownic Agencji u siebie, z jednoczesnym wpisaniem wcześniej wykonywanego zawodu do zakresu partyjnych obowiązków na stanowiskach niemęskich. Czy to nie wyzysk „biednych” panienek? Może i wyzysk, ale za to głęboko słuszny ekonomicznie i ergonomicznie. Jeszcze inna teoria jest jak rodem z „kejdżibi” – najpierw Anetce zadawano narkotyki i dopiero po ich zadziałaniu padała komenda „Szarik, do wozu”. Czy jest prawdziwa, nie wiadomo, bo Anetki nie sprawdzono „gajgerem” na nosicielstwo pierwiastków radioaktywnych. Inna sprawa, to coraz większa ilość świadków w sprawie ojcostwa i wygląda na to, że w terenie Sam00brona preferowała seks w ciżbie (ze względu na większą solidarność pamięci zbiorowej), co źle wróży ewentualnym alimentom i ministrowi sprawiedliwości, bo znowu będzie trzeba zmieniać prawo na okoliczność. Z zemsty Endriu będzie zamykał organ Okrągłego Stołu. Hehehe… Endriu, czyżby tak wytrawny i obeznany w meandrach partyjnej gnojowicy polityk nie wie, że gazetę stworzyło wiele głów i rąk i żadne jeszcze nie odpadło? Chcesz samemu ukraść księżyc? Endriu, ośmiornica przy gazecie, to jednokomórkowy podwodny chwytak. Jeśli nie padniesz z rąk czekiszczakistów, to z pewnością w Tworkach założą ci klapy na oczy, a do pyska włożą kantar i będziesz zmuszony przejść do Sojuza Lewitów albo do Partii Obrażonych albo jeszcze gorzej, bo zostanie ci tylko pokrywanie strusic we własnym folwarku. Zadaj sobie owsa i patrz w kurwiki. „Niezależna” prasa i telewizja w tej Polsce nie ma sumienia. Gdzie ta polityka chroniąca niewinne dzieci. Czy nikt nie widzi, że córka Anetki od pewnego czasu musi zakładać kurteczkę tył na przód z kapturkiem na oczy? Przecież takie niedotlenione dziecko może się stać dzieckiem autentycznym? Grozi jej także wychłodzenie potylicy, co może ją skazać w przyszłości tylko na pracę w polityce. Co to za matka, która z własnego dziecka zrobiła mięso armatnie? Gdzie się podziewa minister oświecenia publicznego? Gdzie ta liga ochrony dzietności?


K

to rządzi w krakowskiej kurii? Kardynał Dziwisz czy kilku biskupów wyświęconych przez generała Cze. Kiszczaka? Wydawnictwo „Znak”, które ma opublikować książkę ks. Isakowicza-Zaleskiego wydało oświadczenie, w którym można przeczytać, że – książka ukaże się wtedy, gdy kompetentni i miarodajni recenzenci uznają jej treści za w pełni odpowiadające historycznej prawdzie i gdy na autorze nie będzie ciążyć nakaz dyscyplinarny zawarty w komunikacie krakowskiej kurii. Biorąc pod uwagę, że wydawnictwo „Znak” jest bardzo zależne od „Tygodnika Powszechnego”, „Tygodnik Powszechny” od ekipy Okrągłego Stołu, a ekipa Okrągłego Stołu od generała Cze. Kiszczaka, to należy być pewnym, że książka nie ukaże się nigdy. Natomiast krakowska Kuria nie bierze odpowiedzialności za publikacje ks. Zaleskiego – oznacza to, że kard. Dziwisz nie przeczyta, jak planowano, książki przed publikacją, oświadczył rzecznik kurii ks. Robert Nowak. Ksiądz zapowiedział, że książkę wyda w innym wydawnictwie lub opublikuje w Internecie. Ja mam nadzieje, że materiały źródłowe zdążył zdeponować u zaufanych przyjaciół na wszelki wypadek. Kuria nie śpi, a i Święta Inkwizycja nadal funkcjonuje.


M

ożna odnieść wrażenie, że ruszyła jakaś kampania dezinformacji. Oprócz afery plemnikowej, która jest sztandarowym tematem podogońca Targowicy, mamy też dziwne dymisje, których nie ma, a G. Wyborcze pozwoliło sobie nawet na wywiad, którego nie było, a został skompilowany z różnych wcześniejszych wypowiedzi i puszczony bez autoryzacji. Takie rzeczy kiedyś robiła tylko „Trybuna Ludu” i wydawało się, że uderzenia poniżej pasa obowiązywały tylko w skomuszonej Polsce. Widać gra idzie o coś więcej, skoro Wyborcza sięgnęła do metod z arsenału propagandowego dwóch Józefów – doktora i generalissimusa.


P

rzeglądając raporty prasowe w sprawie poszukiwań domniemanego ojca córki pani Anety K. zachodzę w głowę, o co w tym wszystkim chodzi. Najpierw sama Anetka z pewnością sięgającą 110% wskazuje na chwilowo dobrze sytuowanego posła, a po badaniach DNA nie może wyjść z podziwu, że się pomyliła. Potem następny weteran Sam00brony, ten co ponoć chciał spędzić ciążę odkrowięcymi miksturami, w imię prawdy i męskiej solidarności ogłasza, że ojcem jest inny zagończyk Sam00brony (ponoć sama Anetka tak powiedziała), który już akurat pracuje w opozycyjnej Partii Obrażonych. Ten znowy zarzeka się jak żaba błota i obiecuje oddać sprawę do wymiaru (hehehe) sprawiedliwości. Ja znowu tak patrząc na tę chłopięcą buzię i nie mogąc zauważyć nawet cienia doświadczenia życiowego myślę sobie, że całkiem możliwe, ponieważ u mężczyzny przy pierwszym stosunku najbardziej pracuje zwieracz odbytu, żeby się z radości nie zesr…, a dopiero potem jak już opadnie… podniecenie, zaczyna pracować głowa, po której zaczynają chodzić wątpliwości – zasiałem czy nie zasiałem. Całość wygląda na odliczanie w stylu – entliczek pętliczek…, a dziecina jest już chyba tak skołowana, że na wszelki wypadek do wszystkich mówi tatuś. A kto jest naprawdę ojcem wie tylko jeden emerytowany generał.


W

ósmym dniu afery z samoobronnym seksizmem, bohaterka już doznaje przeorania psyche, a w całej aferze dowody miękną lub się rozpływają jak masełko na patelni. Według niemieckiego radia z Krakowa, Anetka K. miała zeznać, że Endriu nie jest ojcem jej córki, ani też młody zagończyk, który poszedł w destruktywną opozycję, choć ponoć zeznała, że wie kto jest ojcem dziecka, tylko „wie, ale nie powie”, czyli za wszelka cenę chce zachować resztki tzw. twarzy, bo nie ma nawet cienia pojęcia kto zasiał (rozterki seksu zbiorowego albo „prądu zmiennego wysokiej częstotliwości”). Zdradziła tylko, że pan przewodniczący ma charakterystyczne, „owłosione plecy i nogi”, ale nie powiedziała czy Endriu pokazał jej sam, czy zobaczyła jak molestowała podwyżkę, czy też dorwała gdzieś fotki ze wspólnej kąpieli „parteikomando”. Wielka afera zamienia się w „gonić króliczka” i nadal sporo samoobrońców robi szybki rachunek sumienia „gdzie, z kim i kiedy”, co noc przewracając się jak na rożnie obok urzędowych ślubnych. Coś jest charakterystycznego w tych opisach – Anetka nic nie mówi, sąd zeznania trzyma pod kluczem, a radio jednak wie wszystko. Ktoś tu kręci, albo rżnie jasnowidza. Podobnie z przeglądem ministerstw – jeszcze premier nie zaczął, a już w gazetach piszą, że najgorsi, to „first men” z MEN i „wschodzące słońce polskiego rolnictwa”, czyli akurat ci, którzy wybitnie „nie leżą” przegranym. W ogóle to zastanawia mnie działalność ministra sprawiedliwości. Dlaczego, mając czarno na białym sytuację w tym politycznym bagnie, nie powołał jeszcze 24-godzinnych sądów dla polityków? Wszyscy narzekają na opieszałość sądów, ale nikt nie zwraca uwagi na to, że sądy dzisiaj nic nie robią, tylko zajmują się przede wszystkim piździanymi aferami, pomówieniami, wyzwiskami i innymi bzdetami Wysokiej Ciżby. Wystarczyło, że Endriu w telewizji jęknął coś na temat mieszkania na strychu i już „wielka Jupitera chce pozwać Leppera”. Całe to badziewie zamiast pracować, to się po sądach włóczy.


J

utro, po raz dwudziesty piąty, dowiemy się, że „rząd dołoży wszelkich starań, by wyjaśnić wszystkie aspekty stanu wojennego i ukarać winnych”. 25 lat temu legiony Wolskiego, czekiszczakiści i Zdziczałe Oddziały Milicji Obywatelskiej zrealizowały stan wojenny, by rozpocząć przygotowania do obrad Okrągłego Stołu i wstępnie podzielić przyszłą władzę między „nas” i „was” w braterskim przymierzu ze Związkiem Radzieckim. Internowano pierwszą, prawdziwą „Solidarność”, by móc dokonać selekcji i udzielić instruktażu dla przyszłej „naszej i waszej Solidarności”. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale do dzisiaj nie wiadomo kto faktycznie dyrygował, z jakiego klucza wybrano nową orkiestrę i kto tak naprawdę skomponował słynny utwór „Szalom Alejchem Polsko”.


J

akie są polskie „elyty” polityczne każdy widzi. Polskiego polityka pokazuje sie tylko do pasa, bo niżej słoma spod kiecek, z gaci i butów wystaje. Niektórzy starają się mówić poprawnie w ojczystym języku, co może tylko oznaczać, że kończyli stare szkoły, gdzie nie było jeszcze dyslekcji i ADHD, a normalne nauczanie. Ale nawet piękna mowa na nic, jak się nie ma nic do powiedzenia. Polskie „elyty” kształtują także „styl bycia” i do tego stylu siłą rzeczy równają pozostali, a przede wszystkim media. Nic dziwnego, że większość dziennikarzy, a szczególnie młodego pokolenia, brak kindersztuby nadrabia bezczelnością i hienowatością i codziennie zamiast rzetelnej informacji serwuje nam zwyczajną padlinę. Styl „elyt” jest propagowany przez telewizję i tu od razu widać po zaproszonych gościach, kto łoży na utrzymanie stacji. Jakiego stylu ma nas nauczyć poczerwieniała i pomarszczona damulka? Chyba tylko czegoś w stylu – „jak byliśmy na koktajlu w ambasadzie rosyjskiej, to wszyscy tak się schlali, że rzygali gdzie popadło, a tylko my z mężem wymiotowaliśmy pod stół”.


D

yżurne dwie tuby lewaków i libertynów rozdzierają szaty i rozpaczają nad skandalem na temat niemieckich wypędzonych. A czegoście się dupki spodziewali po oddaniu Niemcom pełnej dokumentacji zbrodni hitlerowskich na Polakach? Przecież to wy sami doprowadziliście do tego, a teraz ronicie krokodyle łzy? Faktycznie jesteście obłudni i do tego bezczelni. Teraz możecie tylko pojechać do Niemiec i uniżenie pocałować ich w dupę w obecności kamer, bo już nie macie dowodów, że było inaczej.


N

asz były prezydent, laureat pokojowej nagrody Nobla i doktor honoris causa niezliczonej ilości uczelni oraz absolwent (no mniejsza z tym), raczył podsumować stan wojenny Polska miała fuksa i pomoc Bożą, że się udało pokonać system komunistyczny. Ale równie dobrze mogłoby się nie udać, dlatego staram się zrozumieć decyzję generała. Szkoda, że nie wymienia Pan z nazwiska tego fuksa, a Bóg Panie Prezydencie to się odwrócił od Polski, gdy ujrzał Okrągły Stół i usłyszał o czym się przy nim mówiło. Dlatego zostaliśmy narodem wybranym nie przez Boga, a przez „jewrejów”. Stan wojenny to była wielka zbrodnia, to najgorsza rzecz, jaka się stała. To była największa zbrodnia w całym 50-leciu komunizmu. No, tu historycy mogliby się z Panem pospierać o fakty, ale Pan akurat nie był na tych lekcjach, więc unika Pan dyskusji. Gen. Jaruzelski reprezentuje pokolenie nieszczęśliwych, fatalnych czasów. W innych warunkach to mogli być wielcy ludzie, bohaterowie, ale mieli pecha do historii. Niech go historia i Bóg rozliczy. Ja go zostawiam, bo rozumiem straszliwe czasy, które wytworzyły ludzi takich jak on. Tak, i dlatego według Pana „po co dziadka denerwować, niech se dziadek żyje”. Pan zawsze wyżej cenił gen. Jaruzelskiego niż tego zdrajcę płk. Kuklińskiego. Od Pana nie usłyszał nawet zwykłego „dziękuję”. Jako rewolucjoniście, jako temu, który prowadził naród, wystarczy mi wielkie zwycięstwo, które odnieśliśmy nad komunizmem. Jeszcze jakby mi Pan pokazał, w którym miejscu odnieśliśmy to zwycięstwo, to naprawdę lepiej by mi suchy chleb smakował. Pan żyje w innym świecie, Panie Prezydencie. Dzisiaj komunizm w Polsce ma się tak dobrze, jak nie mógł nawet pomarzyć w siermiężnej PRL. I to jest właśnie to największe, Pańskie „zwycięstwo”, którym tak się Pan chełpi.


Czy to jest państwowa opieka społeczna czy nowy stalinowski terroryzm? Przecież to jest najzwyklejszy sqrwysynizm!!! Przeczytaj. info  przeczytaj

W

dniach wielkich rocznic jesteśmy zalewani artykułami i audycjami, które mają rozjaśniać w głowach motłochu, dlaczego taką rocznicę obchodzimy. Jak zwykle u nas, zgodnie z zasadą demokracji, z reguły wypowiadają się tylko ci, którzy „są za, a nawet przeciw” i jak zwykle jest to bełtanie wody z szarym mydłem. Historyk, zgodnie z zasadami współczesnej nauki, nic nie napisze bez dokumentu, czyli mówiąc prościej, jak nie znajdzie „kwitu” czegoś potwierdzającego, to taką rzecz uważa za niebyłą (choć wielce prawdopodobną). Problem w tym, że większość dokumentów dotyczących spraw polskich nie znajduje się u nas, a u sąsiadów. Rosja ma większy IPN „polaczków” niż sama Polska, dodatkowo zasilony kwitami z okresu „niszczenia dokumentów”. Przecież we WSI nie pracowali głupcy i doskonali zdawali sobie sprawę, gdzie dokumenty będą najbezpieczniejsze. Dzięki polskim komuchom, Niemcom darowano dokumentację ich własnych zbrodni na Polakach i dlatego coraz bardziej ochoczo mówią to, co o nas myślą. Polak nie ocenia siebie przez pryzmat kraju i dlatego stan wojenny jest oceniany przez pryzmat własnych korzyści i niekorzyści. Jedni stracili bliskich, inni osobistą wolność i pracę, a jeszcze innych wyniósł na szczyty kariery czy przysporzył korzyści materialnych. To są właśnie plusy i minusy i te mają odbicie we wszelkich nikomu nie potrzebnych ankietach. Stan wojenny wprowadzono z dwóch powodów – pierwszy, to utrzymanie komuszej władzy, która była ważniejsza od nędznej i tak gospodarki, drugi i chyba ważniejszy, jak mówi Andrzej Gwiazda, – stan wojenny umożliwił przekształcenie pierwszej Solidarności na inną, potulną komuszej władzy oraz był przygotowaniem do Okrągłego Stołu, przy którym „bezkrwawo” przekazano władzę „hieno-demokratom” pod warunkiem zachowania przywilejów dla przekazujących. To dlatego ci niby-demokraci nie przeprowadzili rzeczy najważniejszej – odwszawienia Polski i te niewybite wszy ze swoimi gnidami, dalej w najlepsze żywią się krwią narodu. O tym „niezależna” prasa na pewno nie napisze, a „niezależna” telewizja na pewno nie powie, bo nie będą gryzły ręki, która je karmi.


J

ak wynika z analizy moskiewskiego Centrum Badania Elit – 78% ludzi na arenie politycznej Rosji w taki czy inny sposób było związanych w swej karierze zawodowej z KGB lub organizacjami, które są jego spadkobiercami. Niektórzy obserwatorzy uważają, że FSB odgrywa dużą rolę w przygotowaniu projektów ustaw. Podają tu przykład ustawy, która umożliwia rosyjskim organom państwowym pełny wgląd w dokumenty finansowe i administracyjne organizacji pozarządowych i wprowadza zakaz finansowania ich działalności politycznej. Skąd oni przejęli ten model? I to bez obrad Okrągłego Stołu?


C

zy istnieje w Polsce Grupa Trzymająca Sondaże? W polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS. Stworzyli też od podstaw GfK Polonia. Jak działa patologiczny układ, na który składają się wzajemne powiązania sondażowni, mediów oraz medialnych ekspertów? Teraz jest już jasne, dlaczego ponad połowa Polaków popiera wprowadzenie stanu wojennego. Przeczytaj. info  przeczytaj


R

osyjscy deputowani spienili się widząc przed parlamentem figury Świętego Mikołaja zamiast leninowskiego Dieda Moroza i zażądali wymiany na jedynie słuszną wersję. U nas też można zauważyć leninowską tradycję – w niemieckim radiu z Krakowa występuje Świetny Mikołaj i prezenty też rozdają Śnieżynki. Brak natomiast danych, kto ciągnie zaprzęg – czy to są jeszcze tradycyjne renifery czy już „Leopardy” z Bundeswehry.


Z

łódzkiego sądu – …to on sypał już na pierwszym przesłuchaniu swoich przyjaciół, rozszyfrowywał pseudonimy. My milczeliśmy, a on, przywódca – wszystko im mówił. A teraz oskarża mnie o niegodne zachowanie! Manifest był moją odpowiedzią na jego zachowanie. – Ona, to Elżbieta Nagrodzka, była działaczka antykomunistycznego „Ruchu” z lat 60-tych, a on – to dzisiejszy senator Stefan Niesiołowski (TW Leopold), wtedy przewodniczący tej organizacji, później pospołu z Wiesławem Chrzanowskim (TW Zuwak, TW Spółdzielca) w ZChN, a dziś głośny krzykacz w PO. info  przeczytaj


O

jakiegoś czasu trwa zażarta dyskusja, co zrobic z generałem. Ponad dekadę straszy się go sądem za stan wojenny i nic. Problem jest taki, że owszem można postawić przed sądem, ale po co. Generał może nie dożyć wyroku, przy takim tempie rozpraw. Dzisiaj ścierają się dwie opcje – potępić albo zdegradować. Potępienie jako kara jest stosowane już od lat i generał ma się dobrze. Druga kara jest o wiele dotkliwsza, bo wiąże się z utratą dochodów, ale jak sądzę też niewielka, bo generał ma przecież dozgonny dochód od narodu za prezydenturę (a tu jak wiemy był „cacy”). Nie wierzę także, że po cichu nie zasiada jako „honorowy” członek zarządu w paru dochodowych spółkach utworzonych przez dawnych podwładnych. Najbardziej satysfakcjonująca kara za zdradę narodu niestety nie istnieje, bo znieśli ją ci, którym groziła.


S

am00brona przystąpiła do (hehehe) samooczyszczania. Jest to typowo partyjny zabieg kosmetyczny, gdzie wyciska się tylko to, co jest najbardziej widoczne. Poseł Łyżwiński „wyrósł” na samej twarzy i był najbardziej widoczny, dlatego poszedł na pierwszy ogień. Reszta, albo szybko „przeniesie” się gdzie indziej (najbezpieczniej na dupie), albo też pójdzie pod paznokieć. Prawdę mówiąc, „syfki” na ciele są chorobą całej tej partii jako organizmu i wyciskanie nic tu nie da, bo na miejsce jednego wyciśniętego wyskoczą dwa następne, ale jedni tego nie rozumieją, a inni nie chcą zrozumieć. Największy „wągier” Sam00brony i tak pozostanie, bo przecież sam siebie nie wyciśnie.


W

Polkowicach, mieście słynącym z górniczych tąpnięć, właściciel KGHM wpadł na genialny pomysł mający poprawić bezpieczeństwo mieszkańców. Wystosował list do 400 rodzin, mieszkających na ostatnich piętrach wieżowców, z propozycją aby meble poprzykręcali sobie śrubami do ścian. Zanaczył, że przykręcenie nie jest obowiązkowe, ale dobrowolne. Widać władze kopalni mają złe przeczucia, albo szykują kolejny „kontrolowany wybuch” jak ostatnio. Mieszkańcy wystosowali zapytanie do władz kopalnianych, do czego i jak poprzykęcać telewizory. usmiech


I

już mamy następne cztery Fe-16 do zemkowego skupu złomu. Mamy mieć 48 egzemplarzy, czyli prezydentowa oprócz tych, musi jeszcze 10 razy specjalnie przylatywać z Warszawki do Krzesin, by powiedzieć kolejnym sokołom, jak się mają nazywać, jak mają latać i kogo wychwalać pod chmurami. Tanie państwo stać na dwanaście chrztów, a co… Czytałem też, że już mamy jednego pilota co umie, ale kiedy będą następni to niewiadomo, bo uczniowie w domu, a nauczyciele po drugiej stronie globu. Jak rozumiem, na dzień dzisiejszy po naszym niebie może latać kto chce, bo nasz bojowy „aerofłot” stracił licencję na zabijanie w zeszłym wieku, a pierwsze nieopierzone sokoły wzlecą dopiero za dwa lata, jak je celnicy złożą do kupy. Całe 48 sztuk ma być gotowe dopiero w roku 2012 i teraz rozumiem, dlaczego prymas co jakiś czas oddaje nas wszystkich pod opiekę Pani Jasnogórskiej.


P

o walnięciu pałą w koalicję, organy prasowe Okrągłego Stołu przeszły do taktyki upierdliwego komara, wysyłając do czytelników niby nic nie znaczące wiadomości, które potem dementują same albo zmuszeni zainteresowani (których z reguły się już nie czyta). Przykładowo – Wiceszef ABW Tomasz Klimek trzykrotnie oblał badanie na wykrywaczu kłamstw – dowiedzieli się reporterzy „Dziennika”. […] Jego problemy pojawiły się, gdy padały pytania o korupcję – twierdzą informatorzy „Dziennika”. Oficjalnie kierownictwo ABW odmawia odpowiedzi na temat badania. Na najbliższym posiedzeniu wyjaśnimy tę niepokojącą informację – zapowiada szef komisji ds. służb specjalnych poseł Janusz Zemke (specjalista od prowokacji politycznej w PZPR). Oczywiście nie wiemy kim są tzw. informatorzy, bo pismakowi nie wolno zdradzić, ale należy sądzić, że chodzi o kręgi zbliżone do… samego brukowca (tzw. sufitówka). Zwykle nie chodzi tu o żadną sensację, ale o tzw. prztyczki, mające na celu lekkie naderwanie zaufania, a także o zmuszenie delikwenta do „prostowania” informacji, co znajduje potwierdzenie dalej ABW stwierdza, że przedstawione przez autora artykułu tezy nie są zgodne z rzeczywistością” – głosi komunikat zespołu prasowego ABW. Dodano w nim, że ABW ani nie komentuje, ani nie udostępnia danych pochodzących z wewnętrznych procedur kadrowych. Z uwagi na poufny charakter, nie udziela również informacji o ich przebiegu i wynikach – podkreśla ABW. Coś a’la gra w ping-ponga, gdzie pismak zamiast piłeczki używa śliny wymemlanej z własnymi odchodami, ale jest to standard w komucho-liberalnych podogońcach. Taktyka odzwierzęca czasem przynosi efekty, bo komar nie musi się tłumaczyć…


L

edwo Hajke zasiadła na stolcu i od razu – „dzisiaj w Warszawie, dzisiaj w Warszawie wesoła nowina…” – odbędzie się oficjalna uroczystość zapalenia świateł Chanukowych (nie mylić z choinkowymi). Świece zapalą… oczywiście Sami Swoi i to z samego świecznika a wyborcy, którzy wybrali Prezydentową Miasta Stołecznego Warszawy, dostaną za darmochę pieniądze… z czekolady (gelty) i latkes (takie ichnie ciasteczkas), by razem przeżywać wielką radość z powodu cudu z oliwą (podkreślam – z oliwą, bo cud z olejem rzepakowym nazywany jest u nas przekrętem). Natomiast Fakty.interia.pl rzuciły od niechcenia wiadomość, że Watykan jest za zniesieniem Świąt Bożego Narodzenia, ale nie szukajmy potwierdzenia, bo wiadomość błyskawicznie zniknęła z portalu (pozostał tylko adres – http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/watykan-za-likwidacja-swiat-bozego-narodzenia,848324,2943, pod którym już „nikt nie mieszka”). Demokracja coraz śmielej wkracza do Polski, a ja się całkiem poważnie zastanawiam, czy już (na wszelki wypadek) nie poddać się obrzezaniu i nie zacząć się uczyć historii o dwunastu plemionach mojego przyszłego „hajmatu”. Kraków broni się nadal – dzisiaj na rynku normalna, polska wigilia dla ubogich i potrzebujących.


D

opiero po upływie dwudziestu lat (by nie denerwować lobby „ciężkich” pokarmów), brytyjscy uczeni zdecydowali się ogłosić wyniki badań nad wpływem pożywienia na ewolucję rozumu. Populację potomków bonobo nauka podzieliła na dwie zasadnicze grupy – zieleninofagów i habaninofagów. Brytyjska nauka dobitnie stwierdza, że pochłaniający zieleninę są bardziej inteligentni od preferujących białko martwych braci mniejszych i dotyczy to zarówno osobników typu samiec jak i samica. Badania wykazały, że dzieci anty-macdonaldystów mają większą zawartość „oleju” (sposobu tłoczenia nie podano) w głowie niż ich rówieśnicy z gatunku kochających „bigmaca”. Najważniejsza jest konkluzja, że „grupa unikająca mięsa ma też wyższy status socjalny i lepsze wykształcenie”, co potwierdza fakt, że w Polsce na najwyższych stanowiskach zasiadają tylko ludzie preferujący „koszerne” pożywienie. Święta prawda, bo czy ktoś widział chasydę jedzącego w MacDonaldzie i zapijającego się Coca-Colą? Ja nigdy i pod tym względem uważam ich za mądry naród.


D

ocent czerwiologii (specjalista od robactwa), poseł „specjalnej troski” za panowania Leszka Czerwonego, a dziś „pierwsza mucha plujka” Partii Obrażonych – TW Leopold, jest oburzony wypowiedzią Prezydenta, co nie chciał pytania od „małpy w czerwonym”. Mnie się Prezydent coraz bardziej podoba, bo jako pierwszy na świecie rezygnuje z tzw. języka dyplomacji na rzecz zrozumiałej dla wszystkich mowy. Mógł oczywiście powiedzieć o „brakującym ogniwie w teorii Darwina w narzutce koloru komunizmu” ale możliwe, że czas konferencji prasowej dobiegał końca. A w kraju, pierwsza bufetowa RP nie będzie już przekształcać Bazaru Wschodu w Stadion Narodowy a fundusze zostaną przekierowane na stadion Legii, którego właścicielem jest koncern ITI, do którego (całkiem przypadkowo) należy walterowska TVN (zbieżność z gen. Świerczewskim – „Walterem” jest nieprzypadkowo przypadkowa).


J

ak trwoga, to do Boga. Posłowie Sam00brony na czele z szefem partii udali się na Jasną Górę, gdzie modlili się w intencji odnowy życia politycznego i medialnego w Polsce. Pan przewodniczący raczył powiedzieć Chcemy w takiej chwili refleksji przed świętami Bożego Narodzenia nasz los, los Polski, powierzyć w ręce Matki Boskiej Królowej Polski. […] To, co się stało wobec naszej partii. Partii, która bez winy na pewno nie jest i której również potrzebna jest odnowa moralna. […] Natomiast zachowania przestępcze, kryminalne, niech osądzi wymiar sprawiedliwości, a nie dziennikarze i politycy. Czyli tłumacząc na nasze – „my, Panie Boże, może i winowate, ale nas utratą władzy nie doświadczaj, bo tego nie przeżyjem i wielkich długów swoich nie spłacim, które na podatników spaść będą musiały”. Nie wiem, co tu podziwiać – bezczelność i tupet ludzi czy cierpliwość i miłosierdzie Tego, który już dawno powinien spuścić obydwie nogi i skopać ich po tych głupich łbach. Sam00brona pokazuje taki sam pic dla ludu, jak jeden ekscentryk z Jasnogórską w klapie.


M

inister obrony uważa, że nie trzeba dramatyzować awarii samolotów F-16 w drodze do Polski. Radosław Sikorski powiedział w „Sygnałach Dnia” w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że zdaniem specjalistów, drobne awarie samolotów nie są niczym nadzwyczajnym. Wysnuć z tego należy wniosek, że albo pan minister lekceważy sobie bezpieczeństwo pilotów, a w gruncie rzeczy naszego państwa, albo nie ma pojęcia o tym co robi i do czego został powołany. Świadczy to też o tym, że „uratowana” przez Polskę linia produkcyjna przestarzałych samolotów jest pozbawiona kontroli jakości, co dobitnie świadczy o całkowitym lekceważeniu „drobnego” kontrahenta (o współpracy „ofsikowej” nie wspomnę). W wielkiej przyjaźni USA do Polski tak naprawdę liczą się tylko pieniądze, które spłyną od nas do nich. Zaczynam się też zastanawiać, czy przypadkiem nie zapomniano w tym zemkowym kontrakcie o uzbrojeniu dla tych Fe-16, bo za parę lat się okaże, że trzeba będzie albo wysupłać następne miliardy albo po bokach przyklejać taśmą samoprzylepną niezawodne „kałachy”.


J

esteśmy świadkami finału wielkiej prowokacji WSI mającej na celu skompromitowanie i odsunięcie od polityki byłego Ministra Obrony Narodowej Romualda Szewremietiewa i jego zaufanych współpracowników. Dzisiaj skazano jego asystenta Zbigniewa Farmusa za rzekome ujawnienie tajemnicy państwowej. Tak, rzekome, ponieważ proces utjaniono i opinia publiczna nie jest w stanie „odgadnąć” za co tak naprawdę był sądzony. Ponieważ odsiedział już 2,5 roku w areszcie, skazano go „tylko” na 2,5 roku, bo „zadanie” zasadnicze zostało wykonane. Romuald Szeremietiew czeka jeszcze na proces. A wszystko dlatego, że jako jedyny minister obrony chciał dokonać rzeczywistej restrukturyzacji armii, jako jedyny miał wizję przyszłej polskiej armii i jako jedyny minister obrony miał wykształcenie wojskowe i naprawdę znał się na rzeczy. Na drodze stanał rząd ignorantów, dbająca tylko o siebie generalicja do dziś nie zainteresowana restrukturyzacją oraz „niewidzialna ręka” komuny, czyli wszyscy, którym nie zależy na bezpieczeństwie Polski.


„Prawica jest mi kompletnie obca”, „Michnik będzie dla mnie zawsze postacią naczelną” – Marek Kondrat

C

zyżby w Sojuzie Lewitów też zapachniało nasieniem? jak pisze „Newsweek” – w ubiegłym tygodniu w biurze posła SLD Michała Tobera automatyczna sekretarka zarejestrowała wiadomość: „Doświadczyłam tego samego, co Aneta Krawczyk, ale nie skorzystałam z propozycji, którą mi złożono w wojewódzkim biurze parlamentarnym SLD”. Jak informuje „Newsweek” informacja pochodzi od byłej działaczki młodzieżówki SLD Agnieszki S. „Jestem zdecydowana zrobić z tego aferę, jeśli państwo nie dacie mi stanowiska” – oznajmia kobieta, która twierdzi, ze propozycja miała paść w biurze byłego posła SLD Andrzeja Szarawarskiego. Jak widać i tu sporo prącia jest w pozycji „włączone”. Okazać się może, że lewica nie tylko pieprzy głupoty.


G

azeta Wybiorcza pierwsza publikuje zaskakujące wyniki nowego sondażu tzw. Eurobarometru przeprowadzonego jednocześnie w całej UE. Unia skorzystała zapewne z Centrum Badania Obłudy Społecznej pod wezwaniem płk. Kwiatkowskiego, które przeprowadziło ankietę na losowo podstawionych, ale „pewnych” respondentach z Zatoki Czerwonych Chrum-Chrum i stąd wynik jak w Chińskiej Republice Ludowej, czyli 63% „za”, co jest wynikiem zaskakująco nie zaskakującym.


B

iałowieski Park Narodowy będzie zabiegał o zgodę na odstrzał eliminacyjny w przyszłym roku 40 żubrów ze stada w Białowieskim Parku Narodowym. Mam nadzieję, że liczba obejmuje osobniki naprawdę chore i na liście znajduje się jeden przewlekle chory żubr o czerwonej sierści i wdzięcznym imieniu Włodzimierz.


R

adujcie się bracia politycy, posłowie, senatorowie oraz wszelkiej maści partyjniacy i urzędnicy państwowi. Z zagranicy nadeszła wiadomość, która tchnie optymizmem dla wszystkich, którzy jej oczekiwali. Jak dowodzą niemieccy lekarze, uszkodzone mózgi alkoholików mogą się regenerować. Ale jest też i wiadomość smutna – warunkiem jest natychmiastowa i bezwzględna abstynencja.


Z

nowu zaczęło się bicie piany. Tym razem idzie o naszą obecność wojskową w Iraku. Rząd chce przedłużyć misję do końca 2007 roku, a to jest „z urzędu” sprzeczne z poglądami opozycji, która chce wycofania wojska natychmiast. Oczywiście najgłośniej ujada dwóch Lewitów, którzy wojsko tam posłali, a przyszczekuje jedna sztuka niespełnionego ministra obrony narodowej z Partii Obrażonych. Żadna opcja jednak nie powie wprost, jak to było naprawdę z tym wysyłaniem do Iraku. Wiemy wszyscy, że wojna w Iraku nie ma mandatu Narodów Zjednoczonych, a więc jest prywatną wojenką Ameryki o ropę naftową i przy okazji „być albo nie być Izraela”, bo to co się opowiada publice, to bajki z „tysiąca i jednej nocy” o kalifie z Bagdadu. Jeśli tak, to niech ktoś powie uczciwie, co już dostali od Amerykanów i co jeszcze mają dostać, skoro zgadzamy się na przedłużenie pobytu i na dodatek mamy posłać wojsko do Afganistanu. Na te pytania z odpowiedzią nikt się nie pokwapi, bo ci partyjni „fachowcy”, to tylko specjaliści od gier planszowych i przestawiania ołowianych żołnierzyków. Prawdziwi żołnierze nie mają tu nic do gadania i szkoda tylko, że muszą nadstawiać głowy, za tych co myślą dupą. A ruskie tylko liczą ile nam wojska w kraju zostało i dozbrajają Kałaszenkę i swoją kaliningradzką bazę.


Ż

ywot Warszawy, polskojęzyczna gazeta (z obcym napędem) dla wyborców ze stolicy donosi, że partia „Narodowe Odrodzenie Polski” będzie nasyłać do sejmu kartki świąteczne z życzeniami „przebudzenia się w Wolnej, Narodowej i Katolickiej Polsce” wraz z wizerunkiem „świętego Mikołaja unoszącego rękę w nazistowskim geście”. Podobno nazistowskim, bo na wszelki wypadek fotki nie zamieszczono i czytający jest skazany na własną wyobraźnię. Politykom znów przegina się pała i teraz każde podniesienie prawej ręki, może być odczytane jako „Heil Hitler”, a sąd będzie je tylko klasyfikował jako wyraziste, kamuflowane albo niedbałe (z licznikiem 3-2-1, oczywiście lat). Czy były prezydent miał nosa, jak chciał wprowadzić nowy polski zwyczaj witania się nogą? Coś w tym jest.


J

uż któryś raz z rzędu dowiadujemy się, że Osama syn Ladena znajdował się na muszce i wystarczało tylko pociągnąć za spust. Tym razem miał go w celowniku francuski komandos, a konkretnie jeden francuski palec wskazujący, który nie zgiął się do końca tylko dlatego, że na to nie pozwoliła głowa, która dla odmiany znajdowała się w Waszyngtonie. Wynika z tego, że Osama musi żyć, bo jest potrzebny Ameryce jak chleb i woda. Dla przeciętnego Amerykanina, Osama jest obliczem terroryzmu i dopóki on żyje, doputy rząd amerykański ma przyzwolenie społeczne na ściganie go we wszystkich zakątkach świata, nawet tam gdzie go nie ma, bo przecież może tam być. Osama to błogosławieństwo dla przemysłu Ameryki, bo jest kołem zamachowym prawie wszystkiego, a szczególnie przemysłu zbrojeniowego i kto wie, czy oprócz swojej gwardii, nie chroni go jeszcze inna „niewidzialna” jednostka amerykańska ze sztabem lekarzy specjalistów. Jeśli umrze, Ameryka straci motywację i będzie musiała używać wszelkich sposobów aby dowodzić, że jeszcze żyje, tak jak niezależna „walterowska” TVN, która odkurzyła film z płonącym hakenkrojcem sprzed dwóch lat, by pokazać że po Polsce jeszcze dziś hulają fani wuja Adolfa. Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go.


P

olskie Koleje Państwowe przechodzą w stadium „convulsio”, co oznacza bliską już śmierć przemysłu na szynach. To własnie dlatego podzielono PKP na mniejsze organizmy, by dziś łatwiej i bez rozgłosu sprzedać „kadłubki”, a także dlatego by rozbić ludzką jedność kolejarskiej braci na nic nie znaczące bezsilne grupki (z górnikami się nie udało). Od przyszłego roku wchodzi zagraniczny przewoźnik, który od razu zrobi to, czego „nasi” nie chcieli przez 15 lat – zacznie zarabiać na przewozie TIR-ów. Potem wejdą zachodni specjaliści od przewozu ludzi, a PKP z MON zreanimują tylko jednostki Obrony Torów Kolejowych, które będą dbać fizycznie o szyny, podkłady kolejowe i polską ziemię pod torami. Szeregowi pracownicy kolei podzielą los PGR-ów i nie będą mieli kompletnie nic, bo do dziś nie uregulowano ich emerytur i zapewne (planowo) się nie zdąży. Popracują jeszcze przez parę lat, bo trzeba wyremontować tory dla szybkich pociągów „Pierdolino” i to będzie koniec polskiego kolejnictwa. Jak dobrze pójdzie, to niebawem usłyszymy na „Centralnym”- „pospieszna pociąg z Krakau do Warschau ma wjechać planowo na szyna peron jeden, bitte nie wchodzić na szyna”.


Z

okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, Polacy dostali pod choinkę temat – czy następca kardynała to zwyczajny Stanisław czy niezwykły Adam? Problem leży w tym, że wiadomośc podała „Gazeta Polska”, a więc jedna z tych niewielu nieskażonych Talmudem oraz obcym kapitałem i dlatego w obronie biskupa stanęli ci, u których na ołtarzu powiewa replika sztandaru PZPR zatknięta w doniczkę obok sierpa i młota. Odezwał się nawet obleśny „czerwony kapturek”, konwertyta z frakcji tow. Bermana, ten co już zaliczył drogę przez mękę od ołtarza do gorejącej gwiazdy, która świeciła podczas narodzenia świętego Iljicza, przebąkując coś o pomówieniu. Biorąc pod uwagę „zawodową” solidarność obrońców, „coś musi być na rzeczy” – jak zwykła mawiać spryciulna dziennikarz po studiach i obozach kondycyjnych na Wyższej Szkole Informacji.


G

azeta zbliżona do kręgu czwartego prezydenta pojałtańskiej RP, wykryła następny spisek PiS, dotyczący uchwały Sejmu „o intronizacji Chrystusa na króla Polski”. Jeśli już na samo słowo „Chrystus” podniósł ci się włos na głowie, to nie czytaj dalej, bo prawdopodobnie jesteś zwolennikiem wyższości portmonetki nad psyche. O ile wiem, będzie to kolejna próba uznania przez państwo żądania Syna Bożego przekazanego ustami Rozalii Celakówny – „Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele…” (novum w dziejach chrześcijaństwa, gdyż żądanie dotyczy nie tylko kościoła ale i świeckiego państwa, nad czym warto się zastanowić). Czy zostanie wprowadzona w życie? Być może tak, choć jak mówi jeden z inicjatorów uchwały – „Boimy się, że podczas sejmowej dyskusji nad uchwałą zostaną splugawione największe świętości”. Jest to więcej niż pewne, szczególnie gdy głos zabierze lewacki kobieton, maskotka wszystkich „inaczej”, której „timbre” można porównać tylko do skrzeku podrzynanej żaby. Co takiego może być w uchwale, która jak żadna inna, nie pociąga za sobą milionowych wydatków? Ano to, że może ponownie rozbudzić ducha w narodzie, jak po pamiętnych słowach Papieża-Polaka w Warszawie, a to już jest nie do przyjęcia dla tych, co z Polski zrobili pasierbicę Europy i popychadło Rosji. Osobiście uważam to za dobry ruch (nawet jako „na wszelki wypadek”), bo rok 2012 nieuchronnie nadciąga, a wtedy nie wiadomo komu będzie „z brzega”.


R

ząd zaczyna realizować wizję państwa przyjaznego obywatelom. Od 1 stycznia 2007 obywatel będzie mógł zachować dla siebie więcej śliny, bo znikają znaczki skarbowe. Pieniędzy i tak wyda więcej, bo zamiast znaczka będzie musiał zapłacić należną kwotę przekazem pocztowym, a to jednak nadal kosztuje (i wykazuje tendencję zwyżkową).


Z

espół mechaników z warsztatu medycznego w Toronto odkrył, że wystarczy założyć jedna uszczelkę i już będzie po cukrzycy typu pierwszego. Chodzi o to, że chory otrzyma zastrzyk, po którym nastąpi blokada własnego układu odpornościowego. Podobno działa na myszy, ale na ludziach mengelistyczne eksperymenty potrwają jeszcze parę lat. Chorzy zatem mają jeszcze kilka lat życia, zanim od nowoczesnej medycyny otrzymają możliwość zachorowania na nowy typ naukowego AIDS. Ilu nie przetrzyma eksperymentów, nie dowiemy się, bo takie wieści są utajniane z urzędu, ale jeśli połowa przeżyje, to ogłosi się nowe zwycięstwo nowoczesnej medycyny i jej siostry, paracelsusowej farmacji.


M

inisterstwo Finansów wydało komunikat – zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło na koniec października 2006 roku 477,1 mld zł. Oznacza to spadek o 1,9 mld zł, czyli o 0,4% w porównaniu z końcem września 2006 roku. Jednak od początku 2006 roku zadłużenie wzrosło o 36,9 mld zł, czyli o 8,4%. Zadłużenie krajowe wyniosło na koniec października 350,4 mld zł. Było to o 5,1 mld, czyli 1,5% więcej, niż we wrześniu. Od początku roku wzrosło o ponad 35 mld zł, czyli o 11,1%. Zadłużenie zagraniczne wyniosło 126,6 mld zł. Oznacza to spadek o 7,1 mld zł, czyli o 5,3%, w stosunku do końca września. Od początku roku wzrosło o 1,9 mld zł, czyli o 1,6%. Jeżeli wszystko zrozumiałeś, to możesz spokojnie zasiąść do wigilijnej kolacji. usmiech Dług i tak będą spłacać jeszcze nasze prawnuki, a na wszelki wypadek mamy jeszcze niewyprzedaną połowę kraju.


J

edna z wielu filii płk. Kwiatkowskiego przeprowadziła sondaż „Czy zgadzasz się na budowę elektrowni atomowej?” i oczywiście naród zmądrzał i powiedział „tak” w 61% i zapewne głosami tych, co chcą prądu ale nie elektrowni w pobliżu. Straconego czasu nikt nie nadrobi, a z chęci do elektrowni prądu nie będzie. Nawet jeśli zapadnie decyzja o budowie, to możemy poczekać do „USA” (usranej śmierci, amen), bo tak rozkradzionego kraju długo nie będzie stać nawet na fundamenty. Na razie kombinują z Ignalinem, choć to elektrownia typu „Czernobyl” i nie wiadomo jak się zachowa po podłączeniu Polski. Tylko rząd będzie „w porzo”, bo chciał. Za 2-3 lata przypomnimy sobie czym był 20-ty stopień zasilania, kontemplując przy świecach ciemną rzeczywistość.


H

ehehe. Specjaliści wymyślili, co wojsko ma robić w Afganistanie, by uniknąć strat w sile żywej. Będą tłumaczyć miejscowym, że ruskie, to były hordy czerwonych małp, a oni są łagodnym okupantem, którym zależy tylko na szczęściu Afganistanu. Będzie tam głoszone, że nie wiadomo po co oni tu przyjechali, bo polskie społeczeństwo jest temu przeciwne, ale słowo dane Amerykanom to rzecz święta. Filmowcy mają nakręcić w Polsce film o Afganistanie, który jest winien narkotyzacji Polski, a MON chce żeby z wojskiem wyjechali dziennikarze (na pierwszy ogień proponuje Lisa z Olejnikówną), by dawać świadectwo prawdzie. Mają też wypowiadać się wojskowi, ale tylko ci pozytywnie odnoszący się do misji. Na razie wojsko przygotowuje się do walki o prawa kobiet afgańskich, zgodnie z założeniem „gdzie diabeł nie może…”. Czyli wszystko ma być „cool”, a jeśli ktoś zginie, to tylko dlatego, że nie uważał na szkoleniu albo przez własną nieuwagę.


W

Polsce w dalszym ciągu sieje się nienawiść, a co najmniej nieufność, zgodnie z imperialną zasadą „divide et impera”, bowiem podzielony wewnętrznie naród daje sobą doskonale manipulować i nigdy nie będzie w stanie zjednoczyć się w całość. Czy biskup Stanisław był „Adamem”? – tego z całkowitą pewnością nie dowiemy się nigdy. Bardzo możliwe, że „Gazeta Polska” padła ofiarą esbeckiej prowokacji, ale jest też możliwe, że napisała prawdę. Dziwi mnie trochę, że na obrońców biskupa kreują się ludzie, którzy marzą wprost o wyburzeniu wszystkich kościółów w Polsce, ale to chyba zasada „magnesu” – oni na tym biegunie, to my musimy być na przeciwnym. „Wybiorcza” pisze, że podobno w obronie biskupa wystąpił sam papież. Piszę „podobno”, bo temu „organowi” wierzę tak, jak pewien minister „burej suce”, bowiem stworzona do kłamstwa i propagandy nigdy nie będzie kreować rzeczywistej prawdy. Z drugiej strony, czym podyktowana jest w tej akurat materii „nieomylność papieska”? Wypowiadając się tak autorytatywnie wydawać się może, że doskonale jest obeznany z działaniem polskiej esbecji, a także doskonale zna nie tylko archiwum IPN ale także te dokumenty, których w archiwum nie ma. Czy to jest możliwe? Cieszy papieska solidarność i zdecydowanie, ale wcale to nie znaczy, że opiera się na prawdzie absolutnej. Jan Paweł II znał to z autopsji i też nie znał wszystkich swoich „przyjaciół”.


J

uż niedługo możemy zostać świadkami narodzin nowej politycznej super-ameby, partii liberalno-lewicowej, którą mają założyć pospołu komunista z masonem, obaj (a jakżeby inaczej) wywodzący się z narodu wybranego. Skład partii będzie chyba oczywisty, zważywszy dzisiejszą partyjną diasporę, która nie sprzyja wprowadzaniu w życie protokołów Mędrców Syjonu i nauk Talmudu, więc będziemy świadkami przeprowadzki tabunu „swoich” do jedynie słusznego zgromadzenia. Będzie to z pewnością partia i duża i „narodowa”, a zważywszy na skład, nie będzie wolno jej atakować, bez narażenia się „z urzędu” na miano antysemity. Nawet dzisiaj, rzucając kamieniem w poselskie ławy, trafić w prawdziwego Polaka, to jak wygrać w toto-lotka. usmiech


D

ostaliśmy jako naród, prezent pod choinkę od „Wybiorczej” w postaci sondażu na najlepszego prezydenta. Biorąc pod uwagę kto zamawiał, kto sondował i kto (p)odpowiadał, to nie dziwi, że zwyciężył ten, co „jam nie z soli, ani z roli, ale z różnych alkoholi”. Dziwi mnie także, dlaczego gazeta tak dbająca o historyczną (hehehe) prawdę pominęła w ankiecie najważniejszego, który dał początek dynastii miłośników Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej – tow. Bolesława Bieruta. Czy tylko dlatego, że jego elektorat spoczywa w śródziemiu? Przecież to absolutny brak zaufania do jego potomnego mrowia. Dzisiaj nam panujący załapał się na pudło jako drugi, ale chyba tylko dlatego, by ukazać „bezstronność” sondażu, bo do starej dynastii genetycznie nie pasuje. Szykuje się też wydarzenie literackie na miarę „Prawdy o Katyniu” Wandy Wasilewskiej, bowiem Endriu pisze książkę o własnej, promieniującej etosem partii, którą złe moce opluwają jej własnym nasieniem, chcąc ją politycznie unicestwić. Żeby nie było plagiatu proponuję tytuł – „Ryj utracony”. usmiech


W wieku 76 lat zmarł w Rychwałdzie koło Żywca, franciszkanin o. Grzegorz Sroka, jeden z ostatnich, prawdziwych polskich zielarzy.

Ś

więta, święta i po świętach. W zasadzie wszystko było w normie. W Wigilię, politycy choć raz w roku zagadali ludzkim głosem, a zwierzyna nie. Ponoć dlatego, jak mówią starzy ludzie, że do gadania po ludzku upoważnienie mają tylko te, które były przy narodzinach więc przede wszystkim wół i osioł. Prawie setka osób udała się do krainy wiecznych łowów w półtysiącu wypadków, a i kierowcy nadal namiętnie „tankowali” przed jazdą, bo złapano ponad 1,5 tysiąca na „męskim oddechu”. Podobno było mniej obżarstwa, bo szpitale nie zanotowały nawału pracy, ale to być może w wyniku spadku zaufania albo, co bardziej możliwe, w wyniku galopującej pauperyzacji narodu. Krótko mówiąc, święta zaliczone i teraz przed nami tylko jedna noc z nigdy niespełniającymi się życzeniami i wkraczamy w nową, szarą rzeczywistość z licznikiem o jeden większą. Dziś rano zrobiłem inspekcję lodówki i widzę, że sporo zostało, bo wszyscy „oczami” jedli. I co teraz? „Lepiej zjeść i odchorować niż wyrzucić i żałować”? Możnaby, ale Narodowy Fundusz Zgonów, pieniądze na leczenie rzuci dopiero od 2 stycznia, bo pod koniec każdego roku zawsze jest „sezon martwych”. Jak by co, mamy nową aferę typu „Rywin-gate”, ale już pod nazwą „Jacewicz-gate”, gdzie w roli głównej wystąpi syn księcia Leszka Czerwonego.


J

est ich dwóch – jeden to komendant WAT, a drugi to komendant „Szkoły orląt”. Jak pozbyć się generałów niekochanych przez ministra obrony? To proste – należy zlikwidować szkoły. Minister Radek chce rozpędzić WAT i szkołę lotniczą w Dęblinie. Chodzą też słuchy o likwidacji Akademii Obrony Narodowej, Akademii Marynarki Wojennej oraz Szkoły Wojsk Lądowych. W ich miejsce ma powstać kolos – Uniwersytet Obrony Narodowej (oczywiście w Warszawie), który będzie kształcił uniwersalnych dowódców, znających się na wszystkim, czyli na niczym. MON działa w myśl zasady, że łupież najlepiej wyleczyć gilotyną. Mało tego. Zakłady lotnicze w Mielcu mają iść pod młotek i zostać sprzedane Amerykanom, gdzie będą produkować dla nas śmigłowce typu „Hjuj” i rzecz jasna przejmą na własność nasze „Sokoły”. Plan pozbawienia Polski wojska i przemysłu zbrojeniowego wkracza w ostatnią fazę i zostanie nam tylko fabryka amunicji strzeleckiej, którą przekształci się w fabrykę ogni sztucznych, a Bumar może przecież z powodzeniem produkować dźwigi, traktory i pługi wieloskibowe. Dokonano piątego rozbioru Polski i tym razem najskuteczniejszego, bo ekonomiczno-gospodarczego, a wszystko to rękami własnych komucho-liberałów żydowskiego pochodzenia. Teraz już tylko należy oczekiwać zmiany języka urzędowego na jedynie słuszny „idisz”, a o tym, kto przejmie tereny i zabudowania po wojskowych szkołach, możemy się tylko domyślać.


O

nkolodzy biją na alarm. Z roku na rok coraz więcej Polaków choruje i umiera na raka. W 2007 roku nowotwór może zaatakować nawet 10-20% ludzi więcej. Główny powód to przerażająco niezdrowe, pełne związków chemicznych jedzenie dostępne w sklepach. Na czołowym miejscu listy są nowotwory narządów trawiennych. Winowajcą tej przerażającej sytuacji jest przede wszystkim to, co jemy. No cóż, jedzenie dzielimy na zdrowe i smaczne. Pascal, Makłowicz, Kuroń pokazują co trzeba zjeść, by szybciej zejść. Jacuś Kuroń też lubił wchłaniać to, co ugotował brat (a do tego nadmiar wódeczki oraz papierosków) i umarł… ze zmęczenia?


N

o i rozpoczęło się obieranie jabłuszka z gatunku „biskup”. IPN po długim zastanowieniu „przypomniał” sobie, ża ma coś na temat biskupa i że wiedział o tym od dawna, bo nawet powiadomił bratni, „czarny” IPN, że takowe posiada, ale Komisja Historyczna Episkopatu nie była i nie jest tym zainteresowana, czyli miała i ma to głęboko w d… Indagowany w temacie doktor z IPN przyznaje, że materiały takowe są, ale „Gazeta Polska” zbyt szybko i nadzbyt ostro oskarżyła biskupa i od razu zboczył z tematu na niewystarczającą ilość zatrudnionych upoważnionych do grzebania w papierach i oczywiście na (jak zwykle) złą nową ustawę „frustracyjną”. Pisałem już, że coś w tym jest, zważywszy na „jakość” obrońców biskupa i biorąc pod uwagę czas jaki upłynął od domniemanej współpracy z esbecją. Kolaborantów nie znajdziemy wśród zwykłych księży i zakonników, bo ci co wspierali cichociemnych z PRL, są dziś zapewne na bardzo wysokich stanowiskach, z których łatwo jest blokować inicjatywy typu Isakowicz-Zaleski, a ponieważ nadchodzą czasy plebsu w „moherowych beretach” warto mieć swoich ludzi na decyzyjnych stanowiskach i stąd kurczowe trzymanie się hierarchów irracjonalnej decyzji o niewtrącaniu się księży w sprawy polityki własnego kraju. Jest to trzymanie „na smyczy i w kagańcu” największego w Polsce elektoratu, który z pewnością może zagrozić polskiej „rasie panów”, gnębionej jeszcze nie tak dawno przez inną „rasę panów”.


P

rzeczytałem ciekawy artykuł w internecie info  przeczytaj , który powinien się znaleźć w prasie ogólnokrajowej, ale się nie znajdzie, bo ekolodzy nie „wyczuwają” tu dużych pieniędzy. Przytoczę fragment – Ze spalania mieszanek oświetlających, sygnalizacyjnych i ogni sztucznych do środowiska przedostają się silnie toksyczne związki baru a także atakujące układ oddechowy i spojówki tlenki magnezu i glinu. Przykładowo, ze spalanie 10 kg mieszanki oświetlającej do środowiska trafia 4 kg tlenku baru i 5,2 kg tlenku magnezu, a z tej samej masy czerwonej mieszanki sygnalizacyjnej – 3,5 kg tlenku strontu, 1,3 kg tlenku magnezu i aż 1,2 kg (736 litrów) chlorowodoru. Obejrzawszy na głębokim wdechu pokaz „broni chemicznej”, pójdziemy do domu, przekąsimy szynką na sporej dawce azotynów (to taka, co się tęczą mieni), popijemy „markowej” wódeczki z podpałki na grilla i zapijemy „amerykancką” Coca-colą. W Nowy Rok poprawimy już bez fajerwerków, a 2 stycznia radośni i wypoczęci z łbem ciężkim jak ołów, zameldujemy się w pracy na ośmiogodzinne katusze o suchym ryju. Po pracy z wywieszonym jęzorem zahaczymy o byle jaki wyszynk i aby do piątku, bo od poniedziałku już trzeba na serio zacząć wytwarzać PKB, by utrzymać rząd i Sejm z Senatem.


Z

aczęło się petardziane szaleństwo i już mamy skutki Część palca u ręki stracił 11-letni chłopiec podczas odpalania petardy, którą kupił w sklepie spożywczym w miejscowości Bazanów Stary, koło Ryk. Marcin W. kupił w sklepie 50 petard. Gdy jedną z nich odpalał w czwartek w swoim domu, eksplozja urwała mu kawałek małego palca u lewej ręki. Dziecko po opatrzeniu mu rany w szpitalu w Rykach, wróciło do domu. Niech się baran cieszy, że nie była to włoska „główka Zidane’a”, bo te 5 kg materiału urwałoby mu ten głupi łeb przy samej dupie, nie wspominając już o totalnym zdemolowaniu mieszkania.


Z

a jedno z najdonioślejszych odkryć w roku 2006 uznano udowodnienie istnienia tzw „ciemnej materii” we wszechświecie, która wypełnia go w 95%. Za parę lat dowiemy się, że „ciemna materia” owszem istnieje ale… w światowej nauce i też w wielkości 95%. To właśnie dzięki tej „ciemnej materii” Plutona zdegradowano do roli ciała „planetopodobnego” i zamieszano w głowach milionom uczniów na całym świecie. Ta sama „ciemna materia” jest zdania, że jądro planety złożone z lodu i skał jest zdolne wytwarzać (hehehe) pole elektromagnetyczne a jądro Ziemi, to „paczka gwoździ” w płynie, która grzeje od miliardów lat na tym samym poziomie. I nie ma się czemu dziwić, bo czego wymagać od dalekiego wnuczka małpy, którą w latach 60-tych ubiegłego stulecia bezskutecznie usiłowano nauczyć języka angielskiego.


O

dgrzany i zalatujący już kotlet zwrócono do kuchni Agory. Chodzi o koncerty, które organizowała Młodziez Wszechpolska w roku 2001, a które znowu niedawno pokazała „walterowska” WSI-24. Sąd stwierdził Z czynności sprawdzających, które przeprowadziliśmy, wynika, że podczas opisanych przez „Gazetę” koncertów nie doszło do propagowania faszyzmu. Osoby, które się na nich bawiły, nie wykonywały gestów, które można jednoznacznie odczytać jako faszystowskie. Widoczne na zdjęciach flagi też nie są symbolami tej ideologii. Jedyne, co uzyskał sojuz komuchów z liberałami to tylko to, że LPR zrezygnowała z patronatu nad MW, który i tak był potrzebny Młodzieży jak penisowi uszy. Główny cel – delegalizacja MW nie powiodła się i możemy być pewni dalszych ataków, a nawet komuszej prowokacji, gdyż jest to jedyna organizacja, która wychowuje młodzież w duchu polskiego patriotyzmu, w odróżnieniu od kuroniowego harcerstwa, lewackiego komsomołu czy pogrobowców Haszomer Hacair.


Czy wiesz, że w 1918 roku miała powstać nie Rzeczpospolita Polska, ale „Izrael” na ziemiach Polskich pod nazwą Judeo-Polonii? info

R

olnicy ze wsi Bućwinka pod Giżyckiem od drugiego dnia świąt walczą z rozbudzonymi seksualnie żubrami, które prawdopodobnie wyczuły krowie małolaty gotowe do uciech. Chłopi bronią dziewictwa krów swoich widłami i kijami, grożąc nawet przerobem żubrówki na kiełbasy. Byłaby to już druga, w tak krótkim czasie, sexafera w Polsce (po buhajach z Sam00brony) choć może to być zwykła „ściema”, bo opisuje to polskojęzyczny, niemiecki brukowiec (wsławiony waleniem pod Inowrocławiem), a więc pisemko mające we krwi omijanie prawdy szerokim łukiem. „Wybiorcza” tego faktu ani nie potwierdza ani nie zaprzecza. usmiech


N

iemiecki dziennik ukazujący sie w języku polskim rozpoczyna kampanię na rzecz powrotu folozofii do polskich szkół. Gazeta pisze, że na lekcjach filozofii chodzi o to, aby otworzyć młodych ludzi na zupełnie nowy świat. Aby poszukali odpowiedzi na pytania najważniejsze: czy Bóg istnieje, czy świat ma swój cel, jakie jest w nim miejsce człowieka, czy ma on obowiązki tylko wobec siebie, czy też wobec innych. Szczytny cel, ale w Polsce raczej niewykonalny, gdyż jesteśmy potęgą tylko w filozofii marksistowsko-leninowskiej, w której opisane cele są podporządkowane tylko jednemu – umacnianiu komunizmu, gdzie obywatel ma tylko obowiązki wobec panującej władzy, a to młodzi ludzie znają nawet bez filozofii.


P

rzyznam szczerze, że coraz mniej rozumiem ten zakłamany świat. Najpierw wszyscy potępiali Saddama, a teraz wylewają łzy nad jego śmiercią i protestują przeciw powieszeniu mordercy własnego narodu. A to dopiero drugi (po Caucescu) ubity sprawiedliwie, którego śmierć sprawiła satysfakcję ofiarom i ich rodzinom. Miłosiernym można być dla tych, co zbłądzili, ale nie dla zwierzęcia w ludzkiej skórze. Świat się wcale nie zmienia. Dzisiaj też jesteśmy świadkami krwawej konkwisty, świadkami „cywilizowania” na siłę innych kultur czy nawracania na jedynie słuszne religie. Pytam, po co? Czy tylko po to, by przyciąć rozłożyste, zdrowe drzewo do takiego wyglądu jaki sobie wymyśliliśmy? Czy Papuas nie jest cywilizowanym człowiekiem tylko dlatego, że chodzi z gołym tyłkiem? To właśnie ta obrzydliwa obłuda, chęć wyzyskiwania słabszych i chęć bezwzględnego zysku, pcha silniejszych do władzy nad słabszymi. Siła to bezkarność. To nie kto inny, ale Hitler powiedział, że zwycięzcy nikt nie będzie sądził choć nie przypuszczał, że jego motto wprowadzi w życie jego najzacieklejszy wróg, gdzie do dziś jego zbrodniarze wojenni pławią się w sławie i gdzie do dziś inna „swastyka” w postaci sierpa i młota jest nadal symbolem chwały.Na świecie nie ma kraju, gdzie cały naród żyłby obok siebie i dla siebie, gdzie mądre rządy pomnażałyby dorobek narodu dla narodu, bo nawet gdyby taki był, to wszyscy bez wyjątku, nawet tyran z liberałem, zawarliby przymierze, by taki kraj zniszczyć. Ten kto myśli, że nasza cywilizacja rozkwita a nauka robi wszystko dla dobra człowieka, jest głupi i nic nie widzi ani nic nie słyszy, albo nie chce bo jest mu z tym wygodnie. Nasza cywilizacja chyli się ku upadkowi i nawet sama Ziemia zaczęła jej w tym pomagać. W zastraszającym tempie „przejadamy” dobra Ziemi, sięgamy bezmyślnie po to, co decyduje już nie tylko o życiu człowieka, ale o życiu całej planety. Mądre powiedzenie Hopi głosi – „dopóki nie zostanie ścięte ostatnie drzewo, dopóki nie złowiona zostanie ostatnia ryba, biały człowiek nie zrozumie, że pieniędzy nie da się zjeść”. I tak się stanie, bo w przeogromnej wiekszości człowiek jest głupi i nie rozumie, że sile musi towarzyszyć mądrość.

Czy nowy rok będzie lepszy? Absolutnie nie. Będzie tylko „nowy”. Będzie tak samo źle i krwawo, a kto wie czy nie rozgorzeją nowe, bardziej krwawe konflikty. W Polsce w dalszym ciągu będzie kwitła obłudna, okrągłostołowa propaganda, która za wszelką cenę będzie chciała zgnoić i zniszczyć PiS, Kaczyńskich i koalicjantów, by nie dopuścić do jakichkolwiek zmian na lepsze i byle tylko zachować swoje złodziejskie zdobycze. W dalszym ciągu będzie trwała walka o media, a co za tym idzie o „wyborcze dusze”. Rok 2007 będzie rokiem bezpardonowego zwalczania radia i telewizji toruńskich Redemptorystów, „Naszego Dziennika” i „Gazety Polskiej” jako ostatnich i jedynych całkowicie polskich mediów, które ujawniają rzeczywistą prawdę o polskiej Targowicy XX wieku. Rok 2007 będzie rokiem walki o umysły polskiej młodzieży, gdyż to ona już nie zadługo przejmie stery rządzenia Polską, ale młodzież która z lenistwa nie będzie chciała poznać prawdziwej historii swojego kraju, będzie skazana na służenie innym i całkowitą zagładę w niedalekiej przyszłości. Kto pije tylko z kranu, nigdy nie pozna smaku czystej wody. Każdy, komu bliska jest Polska niech chociaż pomyśli przy noworocznym toaście – „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie…”


Dla Polski nie ma miejsca na ziemi. Żaden rząd zachodni nie wpadłby na taki pomysł jak Stalin, żeby wysiedlić miliony Niemców z ich wielowiekowych siedzib i oddać ten obszar Polakom. Tym samym rzec można, że Polska istnieje z woli i łaski Stalina. – Cz. Miłosz.

C

oraz więcej głosów rozbrzmiewa, że Saddam został „źle” powieszony. A to, że był obrażany przed śmiercią, a to że mu źle życzyli w życiu pozagrobowym. Zaraz się okaże, że włożył nie te skarpetki, co trzeba. No, po prostu śmiech z pogrzebu. Może ci wszyscy „moraliści” zebraliby się do kupy, poprosili współczesną medycynę o wskrzeszenie bandyty i pokazali światu jak się powinno prawidłowo i „humanitarnie” wieszać.


Norwid jest dla mnie za bardzo lechicki. To Lechita. Ja nie lubię Lechitów. – Czesław Miłosz.

N

owy rok przyniósł już jedną niespodziankę. Nelly, żona Jana Marii, jako pierwsza jaskółka opuściła zasrane gniazdo, czyli Partię Obrażonych. Jan Maria otrzymał wyraźny znak, że jak nie chce rozwodu, to ma zrobić to samo, tym bardziej że blada twarz Donalda zaczyna się czerwienić, a to już znak, że do pełnego zbliżenia z komuną pozostało niewiele. Wódz POkemonów doskonale wyczuwa, gdzie pieniądze, czwarta władza i „kierownicza siła narodu”, więc nie chcąc stracić tego co przyziemne, coraz bardziej wsuwa się pod opiekuńcze skrzydła neostalinowskiej partii. Dopiero po tylu latach możemy naocznie stwierdzić, że żadnych antykomunistów nie było i nie ma, a prawie wszystkie partie są tak czerwone, jak dziewica przed wstąpieniem do Sam00brony.


Najpierw zabijali działaczy PPR, z czasem cała ich działalność ograniczyła się do rabowania. – Jacek Kuroń o żołnierzach AK.

U

czmy się od hiszpańskich wieśniaków. Około 500 wieśniaków postanowiło wystąpić przeciwko tyranowi, który szykanował ich, groził bronią, bił osobiście, albo zlecał to swoim wspólnikom. W końcu mieszkańcy Villaconejos solidarnie podłożyli ogień oraz zablokowali drogę policji i straży pożarnej. Ich wróg wraz z rodziną salwował się ucieczką na piechotę. Policja nie mogła oczywiście przejść do porządku dziennego nad takim samosądem i przystąpiła do przesłuchiwania wieśniaków. Natknęła się jednak na mur milczenia. Jedna z mieszkanek Villaconejos powiedziała mediom, że winę za to, co się stało ponoszą sądy, które wielokrotnie okazywały nadmierną łagodność, pozwalając temu człowiekowi pozostawać na wolności, mimo że dopuszczał się łamania prawa. Wypisz, wymaluj jak jeden polski senatorek, któremu żaden polski sąd nie może dać rady. Hiszpanie pokazali, że nie potrzeba żadnych sądów. Vox populi – vox Dei.


Komunistyczna Polska to moja Polska! Generał Kiszczak jest człowiekiem honoru.
Odpier……. się od generała! (Jaruzelskiego) – Adam Michnik

T

omasz Terlikowski (Polskapresse) My wiemy skądinąd, że były osoby, które nie rozmawiały i mimo wszystko uprawiały naukę, czasem im odmawiano paszportu, ale wyjeżdżały za granicę. Sugestia, że wszyscy rozmawiali, jest nieprawdziwa. […] Mimo, że ksiądz arcybiskup twierdzi, że nikogo nie skrzywdził, to mam poczucie że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Może się okazać, że ksiądz arcybiskup skrzywdził i nawet nie do końca świadomie. […] Jeśli oficerowie chcieli się z nim spotykać wielokrotnie przez wiele lat to wynika z tego, że jakieś korzyści z tych rozmów jednak mieli, nawet jeżeli ksiądz arcybiskup uważał, że te rozmowy były bezwartościowe. Jest to komentarz w odniesieniu do wypowiedzi abp. Wielgusa.


N

iemiecka prasa ostrzega, że podwyżka cen gazu dla Białorusi może mieć fatalne następstwa w postaci zrzucenia z tronu dyktatora Kałaszenki i wchłonięcie dawnej republiki w obszar Wielikoj Rasiji. Dziwne, że nasi „stratedzy” z Ministerstwa Obrony Narodowej nie zauważają tego niebezpieczeństwa. Marzenia komuchów – Drawicza i Cioska o zbliżeniu Rosji do Polski mogą się spełnić w krótkim czasie, tym bardziej że ciężkie uzbrojenie „Made in CCCP” jest już tam od dawna. Po Okręgu Kaliningradzkim będzie to następny wojskowy przyczółek i chyba nie „na wszelki wypadek”. My za to będziemy mieli głębokie odwody w Iraku i Afganistanie, które (w razie czego) poprowadzi do walki sam wódz Sikorski, choć niestety nie Władysław i nawet nie jego namiastka.


S

ąd administracyjny Kalifatu Francuskiego orzekł we wtorek, że powiązana ze skrajną prawicą organizacja charytatywna może żywić bezdomnych zupą na wieprzowinie – czego niedawno zabroniła policja jako praktyki rasistowskiej. Zakaz wydawania zupy ogłoszono w ubiegłym miesiącu, argumentując, iż było to dyskryminowanie żydów i muzułmanów, nie jedzących wieprzowiny ze względów religijnych. W Polsce nie było takich problemów, nawet ze słynną polewką Kuronia, bo u nas to właśnie bogaci Żydzi dokarmiali polską biedotę, a tej jak wiadomo, można dać wszystko, czego Żyd nie przełknie.


Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził – Czesław Miłosz.

N

iezależna prasa zajęła się sprawą, która być może jest najważniejszą dla kraju i narodu, a kto wie czy nie dla polskiej racji stanu. W letnim folwarku w województwie warmińsko-murzyńskim zaatakowano psa znanego producenta filmowego (znanego z afery „przyszedł Żyd do Żyda”). Nieznani sprawcy strzelili do psa z przedmiotu przypominającego wiatrówkę. Oczywiście pomocy natychmiast udzielił oddział weterynaryjny najbliższego szpitala MSWiA. Pies czuje się dobrze, a intensywne śledztwo jest w toku. Badane są wszystkie wątki, bo istnieje przypuszczenie, że jest to zapowiedź dalszej eskalacji przemocy wobec znanego producenta szajs-biznesu. Najpierw pies, a potem lew?


N

ajbardziej wykształcony minister dzisiejszego rządu ma otrzymać trzeci już doktorat, tym razem Moskiewskiej Państwowej Akademii Precyzyjnej Techniki Chemicznej im. Łomonosowa. Endriu posiada już dwa tytuły, tyle że ukraińskie. Pierwszy za osiągnięcia w zbliżaniu we wzajemnych kontaktach między narodami, a drugi od Ukraińskiej Akademii Technologicznej. W Polsce dorobił się tylko tytułu „omc. technik-rolnik” (podobnie jak „omc. mgr” były prezio wszystkich pijaków), ale to przecież jest mało ważne. Następnym krokiem w naukowej karierze ma być profesura nadana przez KC Komunistycznej Partii Chin za… no właśnie za co. Chyba za wybitne osiągnięcia w hodowli świń rasy czerwonej.


T

rwa walka o stołek prezesa Narodowego (już tylko z nazwy) Banku Polskiego i z tego co widać, najmniej ważne jest, co kandydat sobą reprezentuje, a ważne z jakiego ugrupowania pochodzi. Najważniejszym argumentem są tu tzw. „kwalifikacje”. Dla tych co nie pamiętają – Balcerowicz uzyskał „kwalifikacje” dopiero po wizycie w USA (u Sorosa i Sachsa), bo przedtem był nieznanym nikomu doktorem z SGPiS, a „bufetowa” miała taką sama praktykę w bankowości, jak elektryk w hodowli susłów moręgowych. Pierwszy kandydat miał skazę PZPR (przy Balcerowiczu nikomu to nie przeszkadzało), a drugiemu brak ponoć praktyki, a przede wszystkim chyba nazwiska i co ważniejsze – rodzice nie nazywali się Bucholz albo Grundbaum. Wydaje się, że stanowisko prezesa jest tak chronione ze względu na mroczne tajemnice polskiej bankowości, gdyż może się okazać, że największy „polski” bank był (i jeszcze jest) największą polską pralnią, co mnie osobiście wcale by nie zdziwiło, bo pod latarnią jest najciemniej.


W

sprawie kandydatury na prezesa zabrał też głos dyżurny klakson Partii Obrażonych – senator „Leopold”. Jako wybitny znawca polskiego robactwa, okazał się nie mniej wybitnym znawcą od spraw bankowych (u nich wszyscy się znają na wszystkim). Według niego szukanie kandydata, to zwykłe „frymarczenie” Polską, ale to nie nowość, bo zwykle punkt widzenia zależy od punktu finansowania. Ciekaw jestem, co na to wszystko powiedziałoby jego drugie ja – Aaron Nusselbaum. Pryncypał „Leopolda” jest natomiast zdania, że najważniejsze jest uchronienie NBP od politycznych wpływów, dlatego też „platformer’s” nie dopuszczą do takiego stanu rzeczy, czyli bank narodowy może być zależny od wszystkich, byle nie od Polaków.


S

prawy lustracji dotknęły już bezpośrednio kościoła. To już nie zwykły ksiądz Isakowicz-Zaleski, którego można zakneblować i zablokować wydanie książki (ani nieboszczyk Czajkowski, co wystawił bezpiece ks. Popiełuszkę), bo sprawa dotyczy najwyższego urzędu kościelnego w państwie. Bez względu na zakończenie sprawy (a ta nie będzie miała zakończenia), cel osiągnięto. Znowu skłócono naród, zasiano wątpliwości i podejrzenia, ale nie łudźmy się, że otrzymamy rzetelną odpowiedź. Na tym właśnie polega zasada działania czekiszczakistów – nic nie udowodnić, a tylko zasiać zwątpienie. Z teczki wiadomo tylko, że coś było i to bezpiece wystarcza (bo najważniejszego, czego nie ma w IPN, z pewnością nie zniszczono, a znajduje się w innym, dziś prywatnym IPN-bis pewnego generała). Jeśli arcybiskup nic nie miał wspólnego z bezpieką, ze zwykłej uczciwości winien sam zrezygnować ze stanowiska. Jeśli natomiast świadomie współpracował dla kariery, to przyjęcie stanowiska może świadczyć o jej „ukoronowaniu”.


J

esteśmy chyba jedynym krajem na świecie, gdzie kabaret kwitnie nawet w zwykłej codziennej prasie. Z Księstwa Mazowieckiego „Gazeta Wyrodna” donosi Wiceprezydent Siedlec na Mazowszu, Marcin Kulicki z PO służył w ZOMO i nie powinien sprawować tej funkcji – uważa Ogólnopolskie Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych oraz siedlecki obwód Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Siedlecki magistrat zapewnił, że Kulicki nie uczestniczył w brutalnych akcjach ZOMO. Okazuje się więc, że Zdziczałe Oddziały Milicji Obywatelskiej, brały nie tylko udział w pacyfikacyjnych mordobiciach ale i w „pokojowych misjach”, w których nie bito, a tylko perswadowano „bananami”. Podobno wrażliwi na krew i ludzką krzywdę Niemcy nie służyli w SS tylko w Wermachcie, który jak wiemy był bardziej „humanitarnie” nastawiony do okupowanej ludności. usmiech A ten „biedny” ZOMOwiec, chcąc utrzymać rodzinę nie „chciał ale musiał” być u nich kierowcą i wcale nie bił, tylko podwoził tych co biją. Uczciwy (hehehe) bandyta.


S

ondaż wśród kilku tysięcy internautów wykazuje, że ponad 70% respondentów jest za ustąpieniem arcybiskupa Wielgusa, natomiast sondaż komuszej GfK Polonia wykazuje „tylko” 23% spośród pół tysiąca respondentów. Błąd statystyczny? usmiech


O

patrzność jednak czuwa nad Polską i dzięki niej nie doszło do największego skandalu i to w skali międzynarodowej. Okazuje się, że Papież nic nie wiedział o prawdziwej przeszłości arcybiskupa, co świadczy o następnym „minięciu się z prawdą” w głoszonym przez arcybiskupa „usprawiedliwieniu”. Kościół Polski został uratowany i być może to dopiero Benedykt XVI dokona prawdziwej lustracji w polskim kościele, skoro on sam przez tyle lat nie może się na to zdobyć. Zdziwiła mnie bardzo mowa obronna Prymasa, który w rzeczy samej wystąpił przeciwko Papieżowi. A za progiem następna „nowina” o nieżyjącym już biskupie Dąbrowskim, tym który brał udział w obradach Okrągłego Stołu. I niestety nie radosna.


O

statnie tygodnie charakteryzowały się – Kometa McNaught. Wielkie sztormy słoneczne. Caldera Mary Lake w Yellowston zaczęła się wybrzuszać. Góra i wulkan Mt Hood (Oregon) wybrzusza się. Wulkan Mt St Helens uaktywnił się. Wzrost liczby trzęsień ziemi w tym dużych trzęsień. Duża liczba uaktywniających się wulkanów na kuli ziemskiej. Anomalie pogodowe na całej kuli ziemskiej. Dzisiaj rozpoczęcie wydobywania się trujących gazów ziemnych (metan) na kuli ziemskiej (USA, Wielka Brytania, Pakistan, Meksyk, dna mórz i oceanów) – to jak dotąd największe zagrożenie dla życia. Właśnie zaczynają napływać doniesienia o rozpoczęciu erupcji przez wulkan Monseratt. W tej chwili słup popiołu i dymu wzbija się na wysokość około 10 km. Co będzie następne? Czego jeszcze trzeba, aby przekonać sceptyków, że rozpoczął się czas zmian na ziemi? (źródło – Jakub – „Kod Czasu” – forum zamknięte )


W

polskich mediach panuje zadziwiająca cisza na temat tajemniczych wypadków na świecie. Poza dwiema drobnymi wzmiankami o „dziwnym zapachu na Manhattanie” oraz śmierci kilkudziesięciu ptaków w stolicy Teksasu, które można łączyć z wydostawaniem się gazów z głębi ziemi, nie ma dosłownie nic. Tymczasem zachodnie media donoszą o zwiększonym wydobywaniu się metanu spod powierzchni ziemi oraz z głębin mórz i oceanów. W Australii kilka tysięcy martwych ptaków spadło na ziemię przed „dziwną burzą”. O martwych ptakach donoszą z Egiptu, Nigerii, Wietnamu i Chin, i nie jest to ptasia grypa, a zatrucia „czymś”. Hipoteza, którą lansuje się na zachodzie, mówi o uwalnianiu się wielkich ilości metanu z tzw, klatratów zalegających na dnie mórz i oceanów spowodowanych wzrostem temperatury wody. Bagna rosyjskiej Syberii zaczynają się rozmrażać, co sprzyja „obudzeniu” się bakterii produkujących metan (prognozy mówią o uwolnieniu 400 mld ton do atmosfery). Jak prognozuje John Stokes do roku 2012 może nie dożyć ponad 4,5 miliarda (!) ludzi. info Dość ciekawa mapa znajduje się na węgierskiej stronie, która na bieżąco pokazuje większe katastrofy i kataklizmy na kuli ziemskiej. info Nawet nie znając węgierskiego czy angielskiego można się wiele domyśleć.


P

olska naukowa medycyna ma problem. Szpitale dziecięce na Pomorzu pękają w szwach. W regionie szerzy się trudna do leczenia w domach odmiana zapalenia płuc. W większości przypadków nie da się jej leczyć popularnymi antybiotykami. info Skoro nie daje się leczyć, to być może nie jest to zapalenie płuc, a znowu „nieznany” zespół chorobowy? Na zachodzie już był przypadek, że chorowali na zapalenie płuc, które nim nie było i nazwali je „nietypowe”. U nas, żeby stwierdzić obecność „chlamydii” należy wykonać specjalistyczne badania, ale jest bida i nie wszędzie się wykonuje, bo NFZ nie daje pieniędzy. Jak na razie dzieci się leczy antybiotykami, co skutecznie i na wiele miesięcy osłabia ich naturalną odporność, ale naukowa medycyna nic innego nie potrafi. Jak można już zauważyć, cała wina to nasze „popieprzone” geny i szybko „mutujące się” bakterie lub wirusy, co absolutnie nie jest winą lekarzy, a darwinowskiej ewolucji. Przypomnę fragment wywiadu Davida Hudsona – „Wyleczanie ludzi z raka niewiele ich obchodzi, ich zadaniem jest leczenie raka, a nie wyleczenie z niego”. Podobnie jest i u nas i dotyczy nie tylko raka. „Lekarzu pamiętaj, że każdy wyleczony pacjent, to utrata twojego źródła dochodu”, a już po wejściu do UE możemy tylko zaśpiewać „Dziś prawdziwych lekarzy już nie ma…”. Aha… i nie biorą „w łapę” tylko „wyrównują dochody”. usmiech


G

azeta Wyrodna wpada w czarną rozpacz, bo Liga Pana Romana chce zabrać przywileje wyborcze dla mniejszości narodowych. W trąbę „jesteśmy przeciw” wspólnie dmuchają lewacy i liberałowie z frakcji Donalda Duck’a, co nie dziwi, bo od wielu lat są zgodnym małżeństwem. Problem jest o wiele większy i nie chodzi tu o Niemców w Knesejmie, a o mniejszośc żydowską. Usunięcie jej z „organu”, to paraliż władzy, bo zostałaby tylko garstka Polaków, a ci jak wiadomo są niezdolni do rządzenia. usmiech


„… moja Polska, naród, który czerpie z katolicyzmu, nie umie przebaczać i nie zna litości” – Tadeusz Mazowiecki (dla „Avenire”)

N

o i już jesteśmy „zachodem” pełną gębą, choć pełna gęba nie oznacza bogactwa. Dołączamy do zachodu w wykrywanych chorobach. Mamy już własny AIDS, BSE i ostatnio doczekaliśmy się choroby legionistów. Cieszmy się, bo w ten sposób doganiamy zachodnią cywilizację. Smutne tylko, że u nas „specyficzne” choroby diagnozuje się dopiero podczas sekcji zwłok, bo na badania dla żywych ludzi szkoda pieniędzy z takim trudem ciułanych przez NFZ i zawsze ktoś musi umrzeć by pchnąć naszą medycynę na odkrywcze tory. Niestety, nowoczesna medycyna wymaga ofiar i bez nich nie ma postępu. usmiech Uważaj na siebie.


E

nergetyka polska wpada w kłopoty przy każdej zmianie kategorii wiatru z męskiego (podmuchuje) na damski (piździ). O ile na zachodzie Europy wiatry o sile powyżej 100 km/godz czynią szkody przeważnie w sile żywej i transporcie kołowym, to u nas już pozbawiają prądu dziesiątki tysięcy odbiorców. Dowiedziałem się ostatnio, że nawet naprawy nie mogą być szybkie, bo Polska cierpi na brak specjalistycznych brygad uprawnionych do napraw sieci elektrycznej przy silnym wietrze. usmiech Posiadamy za to specjalistyczne brygady do błyskawicznego wycinania drzew typu „topola”. Na zachodzie już dawno udowodniono, że topole są jednymi z nielicznych drzew, które asymilują więcej dwutlenku węgla niż pozostałe, ale nasze decyzyjne ćwoki albo nie potrafią czytać, albo opierają się na ekspertyzach stołecznych ćwoków, które stwierdziły, że drzewo to jest kruche i przy damskich wiatrach stwarza zagrożenie dla życia. Na zachodzie się je sadzi na potęgę, a u nas wycina. Ma się to „pawlakowe” własne zdanie… Sondażownia pod wezwaniem płk Kwiatkowskiego puściła balona, że polskie społeczeństwo dorosło do własnej elektrowni atomowej i ponad 50% już chce „atomówki”. Zaglądam do „Eurosondażu”, a tam o dziwo – Polacy są przeciwko energii atomowej. Komu wierzyć? Masonom czy komuchom? Najlepiej nikomu i kupić karton świeczek…


Z

nowu na czoło dyskusji wysuwa się problem życia (na)poczętego. Problem nierozwiązalny, bowiem nikt jeszcze nie napisał pracy doktorskiej „Jak plemnik stał się człowiekiem” albo „Myślenie abstrakcyjne u zygoty”. Problem nierozwiązalny, bo wbrew pozorom nie jest to problem ludzki, a problem natury prawnej. Ponad dwa wieki nowoczesna nauka nie dała odpowiedzi na pytanie o początek życia człowieka. Problem nierozwiązalny, bo prawnicy czekają na naukowców, a naukowcy na prawo. Jak lekarz może badać, gdy nie jest pewny do jakiego momentu może prowadzić badania? Koło się zamyka i toczy się dalej. Jedno w tym wszystkim jest zastanawiające. Trwa batalia o początek życia, a więc o punkt od którego należy go chronić. Druga batalia to walka o śmierć. Jedni walczą o prawo do naturalnej, a inni chcą śmierci jako kary. Nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, by walczyć o godne życie dla każdego pomiędzy narodzeniem a śmiercią.


„Zwiększenie pieniędzy na hospicja, to zwiększanie się liczby osób umierających” – Andrzej Sośnierz (NFZ)

C

hciała być Bardotką, została idiotką. Miała wzorem „BB” walczyć o prawa zwierząt, a sprowadziła do rodzinnej wioski bród, smród i ubóstwo. Widocznie nie wzięła pod uwagę tego, że francuska gwiazda miała na to pieniędzy jak „diabeł gwoździ”, a oprócz tego założyła fundację „pieniądze bez barier” dla swoich psów i kotów. Prasa też oczadziała. Raz mówi o dobrowolnym poddaniu się leczeniu w wariatkowie, a na drugi dzień jej adwokat twierdzi, że zwabiono ją podstępem i trzyma wbrew własnej woli jak w ruskiej psychuszce. Prasa znowu gada o dobrowolności i czeka na ripostę adwokata. Interes się kręci, bo po co pisać o lustracji i nędzy. Na wszystkim zyskała tylko wieś, która przestała obawiać się wścieklizny.


N

ajsłynniejsza fundacja muzyczna „Owsiak Band” po raz 15-ty rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na ratowanie ludzkiego życia, czego permanentnie niewykonuje instytucja powołana do tego przez rząd czerwonego księcia. Po raz 15-ty zagra się na uczuciach narodu, zwalniając z obowiązku nierobów, którzy winni łożyć z urzędu na leczenie narodu. Polak ma dobrą duszę i na szczytny cel zawsze odda ostatni grosz. 15 rocznicę urodzin obchodzi także „sex-orkiestra” ministra Endriu. Z tej okazji przewodniczący zwołał nadzwyczajne plenum, na którym oznajmiono, że „jeszcze nie zgineła, póki weksle w ręku”. Wszyscy obowiązkowo pod szyją założyli policyjne taśmy od oznaczania wypadków. Znajoma Annana Kofana bredziła coś o „szwadronach śmierci” czyhających na przewodniczącego i jego dwór. To nie członkowie Sam00brony zapładniali, oni mieli pobierane przez UFO, a te przenosiło spermę tam gdzie chciało. Partia Endriu od 15-tu lat walczy ze złem i będzie walczyć dalej o ile moce zła jej na to pozwolą. W sumie „miodzio z malinką”. Jutro się okaże, co było po części oficjalnej i ile podatnik wybulił na „część artystyczną” u Endriu, zamiast na orkiestrę światecznej pomocy.


T

ygodnik „Wprost” znalazł szparę, przez którą przeciekają „przecieki”. Okazuje się, że „pokrzywdzony” tow. Szymon nie jest znów taki pokrzywdzony, bo współpracował z wywiadem cywilnym PRL (podobnie jak jeden z założycieli Partii Obrażonych). Ponoć tak wywnioskowano z zapytania bezpieki – „czy tow. Szymon może być ichnim TW”. Okazało się, że nie może, bo już się był załapał w wywiadzie cywilnym. Ciekawe, ilu jeszcze „pokrzywdzonych” wyprodukował poprzedni, kieresowy IPN?


„W SB pracowało wielu porządnych ludzi, którzy robili dużo dobrego dla Polski” – Wojciech Olejniczak (SLD)

D

o katowickiej Kliniki Hematologii trafiły trzy osoby z uszkodzeniem szpiku po zażyciu ogólnodostępnych leków przeciwbólowych. Jeden zmarł. (szef kliniki prof. Jerzy Hołowiecki). […] Tu chodzi o pojedyncze przypadki, a przecież te leki zażywają miliony ludzi. Podobne podejrzenia jak w przypadku ibuprofenu pojawiały się w odniesieniu do pyralginy czy paracetamolu. (prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii). […] Dziennie ze świata otrzymujemy kilkaset raportów na temat skutków ubocznych leków. To tyle co z Polski przez cały rok. Polscy lekarze niechętnie zgłaszają takie sprawy. Może boją się posądzenia o błąd w sztuce lekarskiej albo o walkę z wielkimi koncernami? (Agata Maciejczyk z URPL). Masowe wytruwanie ludzi trwa nadal.


Z

eszłoroczna susza, a przede wszystkim „wielka dbałość” komuchów i liberałów o polskie rolnictwo, doprowadziły do tego, że zboże musimy skupować za granicą. Już wykupiliśmy Czechy i Słowację i jeśli Niemcy „nie dopiszą”, to już w tym roku odczujemy braki chleba. W styczniu gwałtownie podskoczyły ceny mąki, co się przedłoży za parę dni na chleb i wszystko, co związane z piekarnictwem i cukiernictwem. Brak zimy w tym roku spowoduje dalszy regres, i jeszcze jedna tylko susza i będziemy zmuszeni do zmiany jadłospisu, gdzie chleb zacznie być luksusem. I będzie jak zwykle – zdrożeje chleb, ale potanieją lokomotywy i ciężarówki. usmiech


P

onad partyjne porozumienie „3×L” (lewactwo, liberałowie i libertyni) szukając poparcia dla swojej polityki tolerancji, wygrzebali ze „wstydliwych” prac naukowych dzieło geja-biologa pod tytułem „Biologiczna bujność: zwierzęcy homoseksualizm i naturalna różnorodność”. Czyli jak zwierzaki mogą, to i my – dzieło ewolucji – tym bardziej. Sprawa się jednak komplikuje po upublicznieniu wiadomości o tym, że 235 genów u człowieka nie występuje u gatunków niższych w tym i naczelnych, czyli przodków Darwina i Engelsa, a więc w teorii ewolucji coś zaczyna iskrzyć. „3×L” będą mieli twardy orzech do zgryzienia, bo teraz nie wiadomo czy tę „tolerancję” należy zaliczyć do „opieki zdrowotnej” czy podciągnąć pod „tydzień dobroci dla zwierząt”. usmiech


G

azeta z miasta Łodzi (dziś Pavulon City) donosi, że za ministrem Endriu włóczy się cały wydział operacyjny ds. specjalnych. Jak piszą, są to wiadomości ze „źródeł zbliżonych do organów ścigania” (a jakie to żródło można się domyśleć, zważywszy że organami ścigania u ludzi są nogi, u których zakończenia tryska to źródło usmiech ). Specjalna jednostka zbiera DNA z talerzy, szklanek, widelców i łyżeczek, których używał przewodniczący (z noży nie zbierają, bo Endriu po pierwszej kadencji już nie oblizuje). Jak widać działa tu tylko „wydział gastronomiczny”. A co z wydziałem „ekologicznym” zeskrobującym pieczołowicie pozostałości z sedesów i odsysających resztki moczu”? „Organ zbliżony” nie zapodał, bo to niesmaczne? Czemu to wszystko ma służyć? Wszystko po to, by udowodnić wersję „Rzepy”, że Endriu jest ojcem dziecięcia Anety K., a Anetka ze swoją „defensor hymen” opracowują nową już wersję zdarzeń – „Siewnik 2”.


P

olskojęzyczny tygodnik wziął się za poprawę przyrostu naturalnego w Poland i co jakiś czas rodzi nowego kapusia. Ostatnią sensacją XXI wieku jest ta, że z SB współpracował ten, co tworzył „sensacje XX wieku”. Podobno ochotnik, ale on sam twierdzi, że jest nieumoczony i będzie wszystkich naookoło podawał do sądu. Wychodzi na to, że wszyscy, którzy porobili kariery za czasów PRL mieli jednego i tego samego mecenasa i to w każdej dziedzinie. Kościół już się zastanawia czy nie utworzyć zamkniętego zakonu pokutnego dla Braci Kapujących. A co z resztą? Ile takich zakonów cywilnych musiałoby powstać? Należałoby utworzyć dwie Rzeczypospolite. Jedna dla esbecji, druga dla normalnych i jeszcze czyściec dla „pokrzywdzonych” za kieresowego IPN. Nie ma tylko pieniędzy na ogrodzenie. PiS ponoć chce „deratyzacji” narodu, ale jakoś idzie to opornie, by nie powiedzieć syzyfowo. Wygląda na to, że im też nie zależy na prawdzie, a tylko na wielkiej pozoracji, by jakoś utrzymać się na fali. Działania są obliczone tylko na to, by „naszych” wymienić na „swoich”, a nie na sprawiedliwość. Być może wychodzą z założenia, że przy gwałtownej „deubekizacji” Polski mogłoby w jednej chwili zabraknąć elit politycznych, medialnych, naukowych, gospodarczych i czort wie jakich jeszcze. Będzie więc tak jak było, a partia zmieni tylko nazwę na „Prawo i Ewentualnie Sprawiedliwość”.


„Ja też marzę o czymś takim. Oddam ostatni grosz, żeby uwolnić świat od partyjnych sukinsynów” – Internauta. Przeczytaj info

P

rąd podrożał, wyższe ceny chleba w drodze, podobnie jak paliwa i gazu, emerytury i renty w rozsypce, a minister kardiolog już funduje nam nowa składkę na zdrowie. Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Pacjent, płacąc za tego typu usługę od 7 do 10 złotych miesięcznie, będzie mógł liczyć na wyższy standard leczenia. Dodatkowe ubezpieczenie nie oznacza otrzymywania lepszych leków, czy przyjęcia poza kolejnością do placówki zdrowia. Nowe przepisy nie będą wprowadzały podziału na lepszych i gorszych pacjentów. Wyraził on też przekonanie, że cały projekt będzie zgodny z konstytucją. Tworząc nowy system – ministerstwo opierało się na standardach panujących w australijskiej i irlandzkiej służbie zdrowia. Zapomniał dodać, że z XIX wieku. Przeczytałem to od przodu do tyłu, potem od tyłu do przodu i w dalszym ciągu zachodze w głowę, za co właściwie mam płacić. Mamy więc nową i już obowiązkową Wielką Orkiestrę Medycznej Pomocy. Niedługo wejdzie przepis, że chorzy powyżej 70 roku życia będą musieli stawiać się do szpitala z workiem węgla, drewnem na podpałkę, zapałkami i własną puszką na to, co pozostanie po leczeniu.


D

orobiliśmy się nowego zabytku. Został nim Pałac Kołtunów i Nierobów im. Józefa Stalina. Dar od narodu radzieckiego, który spłacaliśmy przez całą PRL w ramach RWPG. Ma on przypominać wszystkim Polakom kto tu rządził, rządzi i będzie rządzić przez następne półwiecze, a może i dłużej… usmiech


R

zecznik Praw Obywatelskich będzie skarżył do Trybunału Konstytucyjnego możliwość ukarania tych, co będą publicznie pomawiać Naród Polski o udział w zbrodniach komunistycznych. Uzasadnienie – curiosum przepis może doprowadzić do ograniczenia debaty publicznej na temat najnowszej historii Polski. Czyli pan rzecznik (z wykształcenia komuch) z góry założył, że Polacy musieli brać udział w zbrodniach komunistycznych i brak możliwości opluwania Polaków zniweczy poznawanie naszej najnowszej historii. Czy chodzi tu o polski czy jewrejo-bolszewicki punkt widzenia?


D

oczekaliśmy się nowej fali emigracji. Teraz dla odmiany za granicę uciekają najwięksi złodzieje RP, którzy jak sądzę najpierw wysłali to, co najbardziej kochają czyli swoje złodziejskie fortuny. Kierunek przed laty wytyczyli hitlerowcy, nawet nie przypuszczając, że wraz z ich dziećmi i wnukami zamieszkają kiedyś obok siebie znienawidzeni przez nich Polacy. Oczywiście to Ameryka Południowa, raj dla europejskich złodziei i bandytów, gdzie do dziś można zakładać prywatne obozy koncentracyjne, z czego zapewne skorzysta i nasz były senator. Możliwe, że spotka tam rodzinkę Fidela Castro, która też ma zamiar założyć tam farmę za pieniądze Kubańczyków. Miliardy, które ukradziono Polakom, będą inwestowane za oceanem i jakoś nie słychać, by służby do tego powołane zaczęły odnajdywać i blokować zagraniczne konta tzw. polskich businessmanów o wiadomych partyjnych rodowodach. A są to setki miliardów złotych. Czekam na następne wieści o „prawdziwych” Polakach zmuszonych do emigracji przez represyjny rząd bliźniaków.


Polski doktor jądrowy i dziennikarz naukowy Tomasz Rożek, bezapelacyjnie odwołuje koniec świata na rok 2012. Przeczytaj info

Ź

le się dzieje w państwie Polan. „La Stampa” doniosła, że w Polsce panuje terroryzm i zanosi się na dyktaturę. A wszystko przez to, że zaczęto czytać przepisy prawne i stosować je w życiu. Darmozjady myślały, że do rządzenia wystarczy podstawówka lub kupiony magister, a tu masz, trzeba jeszcze znać albo umieć czytać przepisy prawa. Niektórzy „zapomnieli” podać wielkość swego majątku i przez to mogą potracić ciepłe posadki, nierzadko kupione za ostatni grosz. Prawo dotknęło nawet pierwszą bufetową stolicy, której broni już nawet nie Partia Obrażonych, ale sam przedstawiciel lewactwa cierpiący na bulimię. I jak tu Włosi nie mają pisać o dyktaturze i terrorze?

Szarodzienność 6

plbc SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• Polityków wybierasz po to, aby twoją niezbyt wesołą rzeczywistość czynili jeszcze gorszą. •

K

to rządził w polskiej piłce nożnej? Już wiadomo, że cwaniacy mający oparcie u takich samych cwaniaków za granicą. Chcąc walczyć z korupcją w polskiej piłce nożnej należało zacząć od FIFA i UEFA. Jak to jest możliwe, by suwerenny kraj nie mógł zrobić porządku we własnym piłkarskim bagnie? Widać to dokładnie po reakcji europejskich związków, które każą sądzić, że korzeni naszego „piłkarskiego pokera” należy szukać także poza granicami naszego kraju. Już straszy się kibiców wykluczeniem naszych reprezentacji z rozgrywek. Ludzie nie dajmy sie zwariować. Polska piłka nożna zamiast radości i dumy dawała tylko zwiększoną liczbę zawałów serca, nadprodukcję śliny i powiększała statystykę używania wyrazów na „k”. Nic się nie stanie jak naród odetchnie na jakiś czas od parodii piłki nożnej w wykonaniu nadmiernie opłacanych „baletnic”, które na boisku nie odbiegają od Gołoty na ringu. Końca świata przez to nie będzie, a jest nadzieja, że zacznie się początek prawdziwej i sportowej piłki nożnej. Najważniejsze jest to, że wreszcie odejdą łachudry, które polską piłkę traktowały jak własny folwark, a z telewizji znikną opasłe ryła towarzyszy z PZPN i ich bezczelne, błazeńskie tyrady.


W